Ocena brak

Juliusza Słowackiego poemat o sobie (na podstawie Beniowskiego)

Autor /Zenon Dodano /18.04.2011

Juliusz Kleiner napisał, że tworząc Beniowskiego Słowacki układał poemat o dawnej Polsce i o sobie”. Podkreślił w ten sposób dwuwarstwowość poematu, w którym obok warstwy fabularnej istnieją liczne dygresje. Ale to jeszcze nie wyczerpuje wieloznaczności utworu. Narrator poematu prowadzi cały czas kapryśną, finezyjną grę z tematem i postaciami, permanentnie ingeruje, często ironicznie – w kreowany świat przedstawiony posługuje się autoironią i rozmawia z czytelnikami. Narrator ten, tożsamy z autorem, poczyna sobie z opowieścią niezwykle swobodnie, nie troszcząc się o ciągłość ani konsekwencję fabuły. Np. w Pieśni II pojawia się nagle, po około 80 wersach, które w całości są dygresją, wykrzyknik :

„...Lecz na Boga!

Gdzie mój poemat? Moje przedsięwzięcie

Epiczne? Moja Ariostyczna droga?”,

Charakterystyczną cechą narracji są też liczne zwroty do czytelnika. Np. w Pieśni II :

„Mój czytelniku, powiem coś na ucho:

I sam Paszkiewicz...domyślają się reszty,”.

czy w innym miejscu :

„ – lecz pozwól Asindziej,

Że się nie mogli widywać gdzie indziej...”

Ciekawym zabiegiem Słowackiego jest połączenie cech odbiorcy – czytelnika i odbiorcy – słuchacza, co w niektórych momentach czyni z poematu gawędę. W tych „rozmowach” z odbiorcą posługuje się poeta wszelkimi odcieniami komizmu, ironii, a zwłaszcza autoironii. Stosując je wciąga poeta odbiorcę w grę literacką. Np. :

„Tu nie ma więcej już rymu na odyzm,

Pociągnąwszy hausta,

Jak się rozgoni myśl, napiszę Fausta”.

lub

„O! Horror! Trzeci rym jest na żyrafę!”.

Przykłady te są przejawami romantycznego autotematyzmu, który liczy na inteligencję czytelnika, umiejącego wczuć się w literacką zabawę, zna jej konwencje i reguły. Słowacki jawi się w tych fragmentach nie jako natchniony wieszcz, ale jako wirtuoz słowa, a czytelnik ma możność uczestniczyć w swego rodzaju seansie poetyckim.

Z ta kreacją bezpośrednio łączy się druga warstwa utworu – dygresje o sobie i swojej twórczości. Dotyczą one spraw osobistych, intymnych, jak np. sfora o zmarłej przedwcześnie Julce Michalskiej, prototypie Anieli :

Sam znałem jedną – lecz nie wspomnę o niej,

Bo się nadzwyczaj mój rym rozserdeczni.

Od serca mi jej wiało tyle woni

I tyle światła, że mi dziś słoneczniej –

Chociaż mi zegar teraz północ dzwoni –

Niż gdybym w Boga się patrzał najwieczniej”.

Z kolei piękną elegię miłosną poświęcił poeta Ludwice Śniadeckiej, swej młodzieńczej miłości w finale Pieśni IV, elegię stylizowaną na ostatnie pożegnanie :

„Bądź zdrowa! Drugi raz cud się powtórzy –

Martwy, odemknę ci w grobie ramiona,

Kiedy ty przyjdziesz do zbielałej róży

Podobna, zasnąć. – „

Słowacki miał głębokie przekonanie o wartości swej poezji, więc wielokrotnie o tym pisał w Beniowskim, przedstawiając własną koncepcję poety i poezji. Postawa jego przypomina renesansową postawę Kochanowskiego, na którego autorytet się powołuje :

„I gdyby stary ów Jan Czarnoleski

Z mogiły powstał: to by ją zrozumiał,

Myśląc, że jakiś poemat niebieski,

Który mu w grobie nad lipami szumiał,

Słyszy, ubrany w dawny rym królewski,

Mową, którą sam przed wiekami umiał.

Potem by, cicho mżąc, rozważał w sobie,

Że nie zapomniał mowy polskiej – w grobie”.

Kochanowski ma być koronnym świadkiem walorów poezji Słowackiego, natomiast sędziami będą przyszli czytelnicy.

Program własnej poezji sformułował w Pieśni V w dygresji zaczynającej się od sfory :

„Chodzi mi o to, aby język giętki

Powiedział wszystko, co pomyśli głowa;

A czasem był jak piorun jasny, prędki,

A czasem smutny jako pieśń stepowa,

A czasem jako skarga Nimfy miętki,

A czasem piękny aniołów mowa...

Ale przeleciał wszystko ducha skrzydłem.

Strofa winna być taktem, nie wędzidłem”.

Jan Kochanowski, czuje się Słowacki władzą, który zna właściwości znaczeniowe i emocjonalne odcienie języka. Chce nimi olśnić słuchaczy, stać się wyrazicielem myśli i uczuć zbiorowości.

Z tej poezji czuje się uprawniony do rozprawy z niesprawiedliwymi i stronniczymi ocenami krytycznymi jego utworów. Polemika dotyczy też emigracyjnych stronnictw politycznych, z którymi byli związani krytycy oraz Mickiewicza, od którego oceny wszystko się zaczęło. Słowacki zaatakował właściwie wszystkie emigracyjne stronnictwa polityczne, ale na pierwszym miejscu znaleźli się katolicy skupieni wokół pisma „Młoda Polska”, skąd padało pod jego adresem najwięcej złośliwych uwag. Zarzuca im obłudę, wstecznictwo i jezuityzm, nazwa to środowisko piekłem „bez ognia”.

Zdecydowanie też odciął się Słowacki od stronnictwa arystokratycznego i demokratycznego. Marzenia arystokratów o powrocie monarchii nazwał iluzjami, porównując je do urojeń Don Kichota i Ikara. Demokratów i ich walkę z obozem arystokratycznym uznał za bezprzedmiotową i pozorną, określając ich mianem „bez miecza rycerze”.

Polityczne credo Słowackiego znajduje się w zakończeniu Pieśni V, po części polemicznej, nasyconej sarkazmem i atakami na przeciwników, padają słowa :

Jednak wierzę,

Że ludy płyną jak łańcuch żurawi

W postęp... że z kości rodzą się rycerze,

Że nie śpi tyran, gdy łoże okrwawi,”

Potem czytamy manifestacyjne wyznanie :

„ – Znam wasze porty i wybrzeża!

Nie pójdę z wami, waszą drogą kłamną –

Pójdę gdzie indziej! – i Lud pójdzie za mną!”.

Ostatnie słowa wynikają z przeświadczenia, że prawdziwym autorem odrodzenia Polski będzie lud, a nie koterie i stronnictwa polityczne.

Wyżej cytowany fragment łączy się bezpośrednio ze słynną walką z Mickiewiczem. Słowacki podejmuje z nim pojedynek o przywództwo nad ludem – narodem, mówi : „Ja go powiodę, gdzie Bóg – w bezmiar – wszędzie”. Atak na Mickiewicza nie jest pozbawiony szacunku. Słowacki uznaje wielkość Wieszcza Adama, posługuje się więc rzeczowymi, poważnymi argumentami, nie ośmiesza i nie szydzi, jak w przypadku krytyków czy politycznych stronnictw. Tłumaczy i uzasadnia różnice we wzajemnym pojmowaniu roli poezji i kończy słowami :

„Bądź zdrów! – a tak się żegnają nie wrogi,

Lecz dwa na słońcach swych przeciwnych – Bogi”.

Z wynurzeń natury psychologicznej, filozoficznej, poetyckiej wyłania się prawdziwy portret głównego bohatera Beniowskiego. Jest to człowiek samotny, cierpiący na brak zrozumienia, uciekający więc w świat marzeń, myśli i uczuć. A świat to niezwykle bogaty i piękny! Jest to też poeta, romantyk, przekonany o swej misji, którą ma do spełnienia z narodem i dla narodu. Wreszcie jest to po prostu człowiek tęskniący za matką, ukochaną, ojczyzną. Można więc stwierdzić, że jest Beniowski wspaniałym utworem psychologicznym, przedstawiającym najpełniejszy portret romantyka.

Do góry