Ocena brak

Julian Tuwim - Wiosna, Dytyramb

Autor /Wincent Dodano /29.04.2011

Gromadę dziś się pochwali,

Pochwali się zbiegowisko

I miasto.

Na rynkach się stosy zapali

I buchnie wielkie ognisko,

I tłum na ulicę wylegnie,

Z kątów wypełznie, z nor wybiegnie

Świętować wiosnę w mieście,

Świętować jurne święto.

I Ciebie się pochwali,

Brzuchu w biodrach szerokich,

Niewiasto!

Zachybotało! – – buchnęło – – i płynie – –

Szurgają nóżki, kołyszą się biodra,

Gwar, gwar, gwar, chichoty,

Gwar, gwar, gwar, piski,

wyglancowane dowcipkują pyski,

Wyległo miliard pstrokatej hołoty,

Szurgają nóżki, kołyszą się biodra

Szur, szur, szur, gwar, gwar, gwar,

Suną tysiące rozwydrzonych par,

– A dalej! A dalej! A dalej!

W ciemne zieleńce, do alej,

Na ławce, psiekrwie, na trawce,

Naróbcie Polsce bachorów,

Wijcie się, pisiekrwie, wijcie,

W szynkach narożnych pijcie,

Rozrzućcie więcej „kawalerskich chorób”!

A!! będą później ze wstydu się wiły

Dziewki fabryczne, brzuchate kobyły,

Krzywych pędraków sromne nosicielki!

Gwałćcie! Poleci każda na kolację!

Na kolorowe wasze kamizelki

Na papierowe wasze kołnierzyki!

Tłumie, bądź dziki!

Tłumie! Ty masz RACJĘ!!!

O, ty zbrodniarzu cudowny i prosty,

Elementarny, pierwotnie wspaniały!

Ty gnoju miasta, tytanicznej krosty,

Tłumie, o Tłumie, Tłumie rozszalały!

Faluj, straszliwa maso, po ulicach,

Wracaj od rogu, śmiej się, wariuj, szalej!

Ciasno ci w zwartych, twardych kamienicach,

Przyj! Może pękną – i pójdziecie dalej!

Powietrza! Z swych zatęchłych i nudnych facjatek

Wyległ potwór porubczy! Hej, czternastolatki,

Będzie dziś z was korowód zasromanych matek,

Kwiatki moje niewinne! Jasne moje dziatki!

Będzie dziś święto wasze i zabrzęczą szklanki,

Ze wstydem powrócicie, rodzice was skarcą!

Wyjdziecie dziś na rogi ulic, o kochanki,

Sprzedawać się obleśnym, trzęsącym się starcom!

Hej, w dryndy! do hotelów! na wiedeński sznycel!

Na piwko, na koniaczek, na kanapkę miękką!

Uśmiechnie się, dziewczątka, kelner wasz, jak szpicel,

Niejedną taką widział, niejedną, serdeńko...

A kiedy cię obejmą śliskie, drżące łapy

I młodej piersi chciwie, szybko szukać zaczną,

Gdy rozedmą się w żądzy nozdrza, tłuste chrapy,

Gdy ci kto pocznie szeptać pokusę łajdaczną –

– Pozwól!!! Przeraź go sobą, ty grzechu, kobieto!

Rodzicielko wspaniała! Samico nabrzękła!

Olśnij go wyuzdaniem jak złotą rakietą!

„Nie w stylu” będziesz – trwożna, wstydliwa, wylękła.

Wiosna!!! Patrz, co się dzieje! Toć jeszcze za chwilę.

I rzuci się tłum cały w rui na ulicę!

Zośki z szwalni i pralni, „Ignacze”, Kamile!

I poczną sobą samców częstować samice!

Wiosna!!! Hajda – pęczniejcie! Trujcie się ze sromu!

Do szpitalów gromadnie, tłuszczo rozwydrzona!

Do kloak swe bastrzęta ciskaj po kryjomu,

I znowu na ulicę, w jej chwytne ramiona!!!

Jeszcze! Jeszcze! I jeszcze! Zachłannie! Bezkreśnie!

Rodźcie, a jak najwięcej! Trzeba miasto silić!

Wyrywajcie bachorom języki boleśnie,

By, gdy je w dół rzucicie, nie mogły już kwilić!

Wszystko – wasze! Biodrami śmigajcie, udami!

Niech idzie tan lubieżnych podnieceń! Nie szkodzi!

– Och, sławię ja cię, tłumie, wzniosłymi słowami

I ciebie, wiosno, za to, że się zbrodniarz płodzi!

(Sokrates tańczący, 1920)

Podobne prace

Do góry