Ocena brak

Julian Przyboś - Porwany przez przenośnię

Autor /Wincent Dodano /29.04.2011

Brzasku stali nie zgasi spalona krew.

Zmierzch i błysk rozbiegany – na równy kołowód!

Puściwszy, przetężając, rzemienny nerw,

Józef Rąb, tokarz, marzy okoloną głową.

Nitowane zapięście, w odręczny wir,

palczastymi trybami, w transmisję przenika:

tokarz scaloną wolą w koło się wrył.

Ale myśl spod toczydła jak pas się wymyka.

Walec zwija się pilniej niż pościg rąk,

oczu przekłutych światłem nie poostrzyć blachą!

Uwagą, wbitą na oś, łożysko trąc,

tocząc, człowiek z półkolem w ruchu się zawahał.

Złapać w piersi, odetchnąć przenośnią, czuć!

Serce, jak tłok wybite z obrotności ramion,

stalą, dzwoniącą żądzą, w obręcze wkuć.

– Józef Rąb szybko dyszy zasapaną taśmą.

Gniew zapala źrenice iskrami cięć.

Na migających ostrzach utoczone czoło

miota się popędliwie, przecina pęd

– Józef Rąb na wskroś widzi błyskającym kołem.

Wbrew kołującym wizjom, obłoki płyt

wprawna statyka ramion wytrwale roztrąca.

Przez mózg Józefa Raba przebija świt,

jak rana, którą wzejdzie rozkrwawione słońce.

Gryf – w zaciśniętej dłoni, na nożach – wzrok.

Z zębów, zwartych w milczeniu, przez chrapliwe płuca

popłoch wybiegł na palcach. Bliżej – do korb.

Nagły wstrząs jak maszyną tokarzem podrzuca.

(Oburącz, 1926)

Podobne prace

Do góry