Ocena brak

Józef Czechowicz - widzenie

Autor /Wincent Dodano /29.04.2011

wiatr wieści niósł a magiczna szła noc

między grube kominy elektrowni

ile słońc ile słońc

niepodobnych

miasto było ze złota że jarzyły się jezdnie

blask siarkowy płynął po ścianach

wielki świecie

natchnienie zachwycenie ją weźmie

a ona klęczy milcząca panna

chwila chwalebna żywa

i ani smugi żalu

palce splecione rozrywać

wczoraj dziś nazajutrz

siły mądre musują w żółtym metalu

stronami grzmi spiż

światło pęka olśniewa

myśli astralne lądy

pojęcia kształty widma świątyń

kaukazami się walą

i nagle

krzyż

i nagle

uboga łączka niebo kaczeńce zalewy

dzieciaki w łatanych ubrankach grają w kamienie

jedno takie lniane mówi mam osiem

najmniejsze ujrzało pszczołę

wodzi spojrzeniem

czarnobrewy

serafin zamyka widzenie

pod czołem

panna klęczy jak dawniej w złotym chaosie

w tym mieście i nocą widno

lecz wszechstających się hipostaz

co jest jedyną dźwignią

palce splecione rozrywać

wczoraj dziś nazajutrz

spadnie ciężka pokrywa

raju

(nic więcej, 1936)

Podobne prace

Do góry