Ocena brak

Joseph Beuys - Każdy artystą

Autor /Fred Dodano /04.08.2011

Ten nowy obraz cz ł o w i e k a [...] należy wywieść z ludzkiej kre-atywności. Teraz musze zająć się tym bliżej. Należy go wywieść z uzdolnienia, które pozwala człowiekowi być kreatorem, to znaczy: istotą twórczą. To jest właśnie zasa-da kreacji. Jak można to poznać — ba, to przecież człowiek jest tym, który stwarza historię — bo któż by poza nim? Przecież nie zewnętrzne materialne stosunki lub — jednostronnie — środki produkcji, nieprawdaż, albo układ życia gospodarczego. Jeśli stwierdzamy, że nasz porządek społeczny nie może rozwiązać najważniejszych zadań ludzkości, to wtedy trzeba szukać drogi, która tą metodą rozwiązuje owe zadania. Jest to przecież dziedzina socjologii, podczas gdy wychodząc z materialistycznego pojęcia nauki, nie można (jeszcze) w zasadzie stworzyć żadnej socjologii. O psychologii — tak — o religii, o sztuce można właściwie tylko w tych kontekstach mówić... nie w tamtych. Ale i tutaj nie stoimy wcale wobec tylko negatywnego wyniku... Tutaj również mo-żemy postawić krzyż, ale teraz w innym znaczeniu. To znaczy, jako plus (rysuje). + to jest plus. Tzn. trzeba to rozumieć nie tak, że z punktu widzenia rozwoju byłoby jedy-nie czymś negatywnym, ale tak, że tutaj właśnie powstaje wolność.

A mianowicie indywidualna wolność. Inaczej mówiąc: wszystko dokonuje się poprzez indywi-duum [...]. Wszelka ludzka wiedza pochodzi ze sztuki. Każda zdolność człowieka wywodzi się ze zdolności człowieka do sztuki, tzn. zdolności twórczego działania. Bo skądże by mogła pochodzić? Nauka jest jedynie odgałęzieniem ogólnej kreatywności. Z tego wła-śnie powodu należy domagać się artystycznego wychowania człowieka, czyż nie? To się zresztą wie instynktownie. Dlatego istnieje w szkole przedmiot: wiedza o sztuce. Ale nie rozumie się tego zbyt gruntownie. Utrzymuje się to jedynie dzięki tradycji, lecz ulega wciąż degeneracji. Tendencja ta jest w znacznej mierze obumierająca, gdyż państwo nie przypisuje już większej wartości artystycznemu czy estetycznemu wycho-waniu człowieka, ale przypisuje ją reprodukcji inteligencji technicznej w imię utrzymania systemu władzy!

Na tej podstawie tylko przystępuje się do rozwiązania progra-mu politycznych zadań na przyszłość, a także do wypracowania nowego wyobrażenia o przyszłym porządku społecznym, a wreszcie wyobrażenia o jutrzejszym człowieku. [...] Sztuka j e s t terapią. Ale przy tej terapii należałoby sobie, by tak rzec, stwarzać świadomość, to znaczy, nie wolno rezygnować z tego, by myśleć, uwzględniając związki między zjawiskami. Terapia bowiem, która,  że tak powiem, chce tylko dać ujście agresjom lub chce tylko ludzi czymś zająć — wszystko to wcale nie sięga dość głęboko w ogólny proces poznawczy. Dlatego od dziesięciu już lat opowiadam się za takim wychowaniem artystycznym, które uzewnętrznia się nie tylko w czasie godzin malowania czy rysunku, ale za gruntownym wychowaniem artystycznym, przenikają-cym wszystkie przedmioty.

Można mianowicie jak najbardziej artystycznie poczynać sobie w matematyce, matematyka bowiem operuje formami. Wspomniała Pani przed chwilą Mondriana. [...] Również same liczby odnoszą się do produkcji i form. Na lekcji niemieckiego chodzi przecież o język. Język, tak czy inaczej, jest dla mnie w sposób oczywisty wspaniałą rzeźbą. Formułujemy myśl w jakimś środku eks-presji. Język jest właśnie środkiem ekspresji. Należałoby zatem nauczyć się takiego trak-towania już samej myśli — by ludzie nauczyli się tak na nią patrzeć jak artysta na swoje dzieło, to znaczy: na jej formę, proporcje, siłę. Używając języka należałoby więc przykładać większą wagę do formy, do dźwięku, do jakości. Wtedy dopiero jest to właściwa nauka języka, a więc, moim zdaniem, dopiero wtedy można nauczyć języka niemieckiego, kiedy przykłada się wagę do wartości artystycznych. [...] Pierwszą ważną sprawą jest wgląd każdej jednostki w związki zachodzące wewnątrz całości.

Drugą, by od zrozumienia tych związków przeszła do działania; do działania, które nie jest schizofreniczne, ale opiera się na tym zrozumieniu. Wtedy dopiero moż-na tworzyć na tej drodze nowe formy. Albo stare formy będzie się powoli i systematycznie przebudowywać. Najważniejszą rzeczą jest przy tym zawsze zrozu-mienie. Bez niego nie dochodzi do rozsądnego działania. [...] Można na przykład udo-wodnić, że człowiek doświadcza siebie jako człowieka dopiero wtedy, kiedy poznaje, w jaki sposób można przyjmować odpowiedzialność polityczną. Obecne systemy do-puszczają bowiem o wiele za niski udział człowieka w decyzjach. W momencie, kiedy ludzie znajdą instrumenty, pozwalające im rzeczywiście, autentycznie przejąć odpowie-dzialność, zaczną rozwijać potrzeby w tym kierunku. To znaczy, człowiek pozna, że to od niego  zależy. 

I kiedy to stwierdzi, zacznie odpowiednio działać. Stanie się też po prostu bardziej szczęśliwy. Jest to m.in. również kwestia uniknięcia alienacji — będzie bardziej szczęśliwy, kiedy przekona się i powie sobie: to jest moja sprawa, jestem ogniwem społeczeństwa. Na każdym miejscu, w którym pozostaję — czy jestem w szkolnictwie, w administracji prawnej czy w innym miejscu pracy, jestem niezbędny dla społeczeństwa. [...] Jeżeli nie zaczniemy wkrótce bardziej intensywnie nad tym pra-cować, do końca stulecia nie uporamy się jeszcze z tym problemem. I z pewnością będziemy musieli w końcu stulecia  żyć w chaosie tworów państwowych. To znaczy: człowiek w coraz większym stopniu będzie przekształcał się w robota. Próbujmy więc z możliwie największą intensywnością zabierać się już do rzeczy. Właśnie dlatego, że zrozumieliśmy, iż jest trudno żyć, albo właśnie dlatego, że stwierdziliśmy, iż taka sytu-acja mogłaby trwać długo. A na pewno trwać będzie jeszcze dłużej, jeśli teraz nie roz-poczniemy tej pracy. [...]

Jest to ogromnie zajmująca historia. Stopniowo będziemy musieli doprowadzić tę rzecz do końca, to znaczy tę materię, którą nazwano „polityką” — i która wcale nie musi niszczyć charakteru — przekształcić w tym sensie, by każdy czuł się członkiem społeczeństwa, by każdy mógł z nim twórczo współpracować. W ten zatem sposób przyszła polityka stanie się raczej sztuką. I aby ludzie zrozumieli, że te pojęcia tutaj są niezwykle ważne, ważne z punktu widzenia ludzkiego, artystycznego. [...] I żeby tak my ś lano o całościowym organizmie społecznym, jak myśli współtworzący czło-wiek. I że nie pozostawia się tej sprawy nielicznym, którzy potem naturalnie zagarniają sobie z tego zyski. Jeśli się tę rzecz pozostawi w rękach niewielu, trzeba liczyć się z tym, że zaspokoją oni przy tej okazji swój egoizm.

Kiedy powiada się: ludzie muszą się tego uczyć, trzeba przede wszystkim zacząć od siebie. To jasne. Chodzi jednak o to, żeby ktoś nie pomyślał sobie błędnie, że oto ja nałykałem się mądrości do syta i powiadam,  że inni nie mają tej wiedzy. Wręcz przeciwnie. Powiadam: w każdym człowieku tkwią jakieś szczególne zdolności, jakieś zadatki. Te możliwości są otwarte. Można je więc rozwinąć i powiększyć. To zaś moż-na uczynić najlepiej, powiedzmy, za pośrednictwem procesu szkolenia i informacji. Ale ten proces nie powinien być autorytarny, lecz powinien odbywać się między ludźmi, to znaczy, być uniwersalnym stosunkiem między nauczycielem i uczniem. Międzyludz-kim. W istocie tak uniwersalnym, że można by powiedzieć: sam język jest nauczycie-lem. To znaczy: w momencie kiedy mówię, ja jestem nauczycielem, a kiedy się przy-słuchuję, jestem studentem — czy nie tak? Kiedy się wam przysłuchuję, uczę się.

Tak ogólnie należałoby rzecz ująć. I to chcemy w sposób zdecydowany spowodować, aby przezwyciężyć niemotę między ludźmi, aby przezwyciężyć izolację jednostki i oddzie-lenie jednego człowieka od drugiego. Bowiem przepaści, istniejące obecnie między ludźmi, nigdy w historii nie były tak wielkie i nigdy nie było człowiekowi tak trudno przełamać izolacji. W systemie socjalistycznym niewątpliwie też tak jest. Obecnie tak jest na całym świecie. Sądzę,  że tak było w całej historii ludzkości, bo indywiduum tworzy się stopniowo dopiero obecnie, czyli w ostatnim stuleciu. To znaczy, dopiero teraz wszystko dokonuje się za pośrednictwem jednostek. Ponieważ człowiek — by tak rzec — czuje tę siłę i może zająć postawę anty autorytarną dzięki wewnętrznemu przeżyciu wolności, dlatego można wymagać od każdego samookreślenia. Trzeba mu oczywiście, gdy tego właśnie chce, podsunąć jakieś wyobrażenie tej kwestii.

Ponadto trzeba stworzyć instrumenty, aby to samookreślenie mogło się dokonywać rzetelnie. I nie było pseudookreśleniem — nieprawdaż? [...] Dyskusja z Bensem1 — choć fragmentaryczna, bo chodziło przecież o rozmowę pa-nelową— była jednak pouczająca. To znaczy: operowałem innymi pojęciami niż mój rozmówca. Szczególnie ważne jest to, że ludzie mogli się przekonać, iż inaczej rozu-miem pojęcie nauki niż pan Bense. Nie ganię oczywiście mego rozmówcy, tylko wskazuję na istnienie różnych ujęć nauki. [...] Nauka nie jest niczym raz na zawsze utrwalonym, choć istnieją ogromne siły w świecie, które chciałyby jej pojęcie tak utrwalić jak beton. Trzeba jednak dokładnie zbadać, co w danym czasie uważano za naukę. Nauka Egipcjan była wszak inna niż Rzymian, a nauka współczesnych będzie inna niż nauka przyszłości.

To jasne. Nie chcemy po prostu twierdzić, że zbliżyliśmy się do końca historii. Inaczej formułując, należałoby zapytać, czy ścisłe przyrodoznawcze myślenie jest już końcową formą nauki. Czy nie jest to forma przejściowa albo, być może, wyjściowa dla najbliższej przyszłości? Trzeba więc pojęcie nauki uczynić cen-tralnym punktem dyskusji. Trzeba też wykazać, czym jest materializm w swojej istocie, jak powstał — a więc ująć go genetycznie. Wydobyć, by tak rzec, całą historyczną em-briologię. Stworzyć  świadomość historii. To przede wszystkim uważam za bardzo ważne dla artysty. Aby nie rozumiał historii jako abstrakcyjnego uszeregowania zda-rzeń, ale aby poznawał historię jako organiczne formowanie się świata — dokładnie jak w embriologii, czyż nie tak? A więc aby uczył się zjawiska pojmować organicznie, wte-dy też będzie miał zarazem pierwsze plastyczne wyobrażenie. Moje pojęcie plastyki jest bardzo uniwersalne. Ludzką myśl uważam za pierwszą rzeźbę pochodzącą od człowieka.

Może on swoją myśl traktować jak artysta swoje dzieło, nieprawdaż? Może swoje myślenie oglądać. [...] Powiadam zawsze, że cały świat ma tendencję do tego, by stać się wielką akademią. To znaczy, element duchowy zyskuje coraz większe znaczenie. W toku dalszego rozwo-ju technologii człowiek będzie w coraz większym stopniu uwolniony od warunków dyktowanych przez miejsce pracy, ma więc przed sobą problem czasu wolnego. W tym wolnym czasie mógłby zajmować się rozwojem swojej kreatywności, czyli swojej możliwości określania rzeczy. Trzeba mu, by tak rzec, pokazać przedtem na przykładach, co z tego wynika. Na przykład, że jako człowiek dopiero wtedy właściwie siebie doświadcza. W ten sposób alienacja zostanie przezwyciężona.

Podobne prace

Do góry