Ocena brak

Język Niemowląt

Autor /zofia Dodano /17.03.2011

Wymagany Adobe Flash Player wesja 10.0.0 lub nowsza.

praca w formacie pdf Język Niemowląt

Transkrypt

Tracy Hogg, Melinda Blau

Język niemowląt

Spis treści
Wstęp
JAK ZOSTAĆ DZIECIĘCĄ SZEPTUNKĄ
Nauka czytania
Jak się uczyłam
Płacze i szepty
Szacunek to klucz do dziecięcego świata
Szeptuństwo to nie tylko mówienie
Wiara w siebie podstawową potrzebą rodziców
Języka niemowląt można się nauczyć z książki!
Rozdział I
DZIECKO NAUCZYCIELEM MIŁOŚCI
Boże jedyny, mamy dziecko!
Powrót do domu
Kim jest twoje dziecko?
Charakterystyki poszczególnych typów
Fantazje i rzeczywistość
Rozdział II
ŁATWY PLAN
Porządek w działaniu receptą na sukces
Łatwy plan dla każdego
Dlaczego Łatwy Plan działa
Dobry start to połowa sukcesu
Chaotyczni improwizatorzy i pedantyczni planiści
Od pedantów do luzaków
Zmiana zwyczajów
Jak niemowlęta przyjmują nasz Łatwy Plan?
Jak uczyć się języka niemowląt?
Rozdział III
JĘZYK NIEMOWLĄT
Niemowlęta - obcy w obcym świecie
Włączmy hamulce
Dlaczego wolniej

Zasady słuchania
Płaczące dziecko = zła matka? Ależ skąd! Nic podobnego
Dlaczego tak trudno tego słuchać
Dokładna obserwacja ruchów niemowlęcia
Co się dzieje?
Działanie w niemowlęcym tempie
Rozdział IV
KARMIENIE - OSTATECZNIE CZYJE SĄ TE USTA?
Dylemat matek
Słuszna decyzja/niewłaściwe przesłanki
Dokonywanie wyboru
Szczęśliwe karmienie
Zasady karmienia piersią
Dylematy związane z naturalnym karmieniem - głód, potrzeba ssania czy
przyśpieszenie wzrostu dziecka?
Zasady karmienia sztucznymi odżywkami
Trzecia możliwość - pierś i butelka
Pytanie wszystkich matek - dawać smoczek czy nie dawać?
Odstawianie od piersi
Rozdział V
AKTYWNOŚĆ - BUDZIMY SIĘ I SPRAWDZAMY PIELUSZKĘ
W stanie czuwania
Tworzenie kręgu szacunku
Obudź się, Susie! Obudź się!
Przewijanie i ubieranie
Nadmiar zabawek to nadmiar pobudzeń
Zabawa w granicach naturalnych możliwości dziecka
Bezpieczeństwo niemowlęcia w mieszkaniu
Czas kąpieli
Dziesięć zasad udanej kąpieli
Masaż niemowlęcia
Dziesięć zasad udanego masażu

Rozdział VI
SEN - TO NIE POWÓD DO PŁACZU
Dziecko zdrowe to dziecko wyspane
Zastąpmy modne teorie rozsądnym podejściem do snu.
Na czym polega koncepcja snu rozsądnego?
Żółta ceglana dróżka do krainy snów
Gdy przeoczyliśmy pierwszą fazę
Przesypianie całej nocy
Normalne zakłócenia snu
Rozdział VII
WYPOCZYNEK RODZICÓW
Moje pierwsze dziecko
Dwie opowieści o dwóch mamach
Zróbmy sobie przerwę
Nastroje początkujących mam
Chwilowa nierównowaga czy depresja poporodowa?
Reakcje ojców
A co z nami?
Seks i nagłe zestresowanie męża
Powrót do pracy bez poczucia winy
Sąsiadki, przyjaciółki i krewni - tworzenie kręgu wsparcia
Płatne opiekunki
Rozdział VIII
MIEJCIE OCZEKIWANIA - SZCZEGÓLNE OKOLICZNOŚCI,
NIEPRZEWIDZIANE ZDARZENIA
Najlepsze plany to nie wszystko
Gdy zaczynają się kłopoty
Dzieci adoptowane i urodzone przez matki zastępcze
Spotkanie rodziców z niemowlęciem adoptowanym
Narodziny przedterminowe i chwiejne początki
Podwójna radość
Rozdział IX
MAGIA TRZECH DNI - REMEDIUM NA CHAOTYCZNE RODZICIELSTWO
Nie mamy życia

Zasady eliminowania złych nawyków
Metoda kolejnych niemowlęcych kroków
„On mi się nie da położyć”
Tajemnica trzydniowej magii
„Przecież nasze dziecko ma kolkę”
Nasze dziecko nie pozwała odłączyć się od piersi
Epilog
REFLEKSJE KOŃCOWE

Podziękowania
Pragnę podziękować pani Melindzie Blau za twórczą interpretację mojej pracy,
wsparcie pisarskim doświadczeniem oraz eksponowanie mojego głosu w całym tekście
książki. Już podczas naszej pierwszej rozmowy zorientowałam się, że doskonale rozumie
moją strategię postępowania z małymi dziećmi. Jestem wdzięczna mojej współautorce za
przyjaźń i rzetelną pracę.
Dziękuję moim wspaniałym córeczkom Sarze i Sophie. Czuję dla was ogromną
wdzięczność za rozbudzenie moich talentów oraz za to, że potrafię porozumiewać się z
niemowlętami, wykorzystując intuicję.
Na podziękowania zasługuje także cała nasza liczna rodzina, w szczególności zaś
mama oraz moja była piastunka. Jestem im wdzięczna za cierpliwość, niezawodne wsparcie i
nieustające słowa zachęty.
Nie mam słów uznania dla rodzin, które w ciągu wielu lat dzieliły się ze mną swoimi
radościami i cennym czasem. Szczególne podziękowania kieruję do Lizzy Selders, której
przyjaźni i codziennego wsparcia nigdy nie zapomnę.
Na koniec chciałabym podziękować osobom, które pomogły mi wejść na nowy teren
w świecie publikacji. Są to, między innymi: Eileen Cope z firmy Lowenstein Associates,
która zapoznała się gruntownie z moim przedsięwzięciem, Gina Centrello - dyrektor
wydawnictwa Ballantine Books - osoba pełna wiary w sens mojej pracy oraz nasza redaktorka
Maureen O’Neal, której wdzięczna jestem za nieustające wsparcie.
Tracy Hogg
Encino, California
Obserwowanie, jak Tracy Hogg uprawia swoją magię, było dla mnie wielką frajdą. Ja
przeprowadzałam wywiady z wieloma specjalistkami z jej branży i sama jestem matką, a
mimo to jej wspaniała intuicja i strategie działania niezmiennie mnie zadziwiały. Jestem jej
wdzięczna za cierpliwość wobec moich niekończących się pytań. Dziękuję też Sarze i Sophie
za wypożyczenie mi mamy.
Moje podziękowania należą się z pewnością tym spośród klientów Tracy, którzy
życzliwie przyjmowali mnie w domach, nie bronili kontaktu ze swymi dziećmi i pomagali mi
zrozumieć, jak Tracy przyczyniła się do pomyślności ich rodzin. Wyrazy uznania niechaj
przyjmie ode mnie doktor Bonnie Strickland w związku z nieprzeciętnymi umiejętnościami

posługiwania się Internetem i skontaktowanie mnie z doktor Rachelą Clifton, która z kolei
otworzyła przede mną drzwi do świata badań naukowych nad niemowlętami i ułatwiła
dotarcie do odpowiednich osób posiadających cenne informacje.
Jestem nieskończenie wdzięczna pani Eileen Cope z Lowenstein Literary Agency za
uważne słuchanie, mądre osądy i konsekwentne wsparcie oraz pełna uznania dla pani Barbary
Lowenstein

za

wieloletnie

doświadczenie

zawodowe

i

przewodnictwo.

Szczere

podziękowania składam także Ginie Centrello. Maureen O’Neal i pozostałym pracownikom
wydawnictwa Ballantine, które promowało to przedsięwzięcie wydawnicze z niebywałym
entuzjazmem.
Na koniec czuję się w obowiązku wyrazić podziękowanie moim dwom zacnym
mentorkom - sędziwej koleżance po piórze pani Henrietcie Levner oraz cioci Ruth będącej dla
mnie kimś więcej niż tylko przyjaciółką i krewną. Obie znają i cenią sztukę pisarską; obie też
nigdy nie szczędziły mi słów zachęty. Chcę również podziękować Jennifer i Peterowi, którzy
zaplanowali swój ślub w okresie pracy nad książką; dziękuję wam za to, że kochaliście mnie
nawet wtedy, gdy z braku czasu nie mogłam z Wami rozmawiać. Inne osoby bliskie memu
sercu - Mark, Cay, Jeremy i Lorena - z pewnością wiedzą, jak bardzo jestem im wdzięczna;
gdyby jednak było inaczej, to mówię im to teraz wyraźnie.
Melinda Blau Northampton, Massachusetts

Przedmowa
Oto jedno z pytań najczęściej zadawanych przez przyszłych rodziców: „Jakie
poradniki mogłaby nam pani polecić?”. Wybór literatury medycznej nigdy nie sprawiał mi
kłopotów. Inaczej rzecz się miała, gdy miałam wskazać praktyczny poradnik zawierający
proste, a jednocześnie zindywidualizowane porady na temat zachowań i rozwoju niemowląt.
Teraz moje wątpliwości w tym względzie definitywnie się skończyły.
Książka Tracy Hogg jest bezcennym darem dla początkujących (a nawet i dla
doświadczonych) rodziców, pozwala im bowiem bardzo wcześnie odkryć temperament
dziecka, którego rozpoznanie jest podstawą interpretacji jego zachowań i niewerbalnych
komunikatów. Jednocześnie wskazuje na praktyczne i skuteczne rozwiązania typowych
sytuacji, takich jak długotrwały płacz, częste karmienia i bezsenne noce. Nie sposób też nie
docenić specyficznie angielskiego poczucia humoru autorki, która pisze niezwykle
przystępnie i dowcipnie, co nie przeszkadza jej przekazywać praktycznej wiedzy w wybitnie
inteligentny sposób. Książkę czyta się lekko i chętnie, a przyswajanie zawartych w niej
użytecznych treści nie przestaje być przyjemne nawet wówczas, gdy mowa o niemowlętach
obdarzonych najtrudniejszymi i najbardziej kłopotliwymi temperamentami.
Nierzadko jeszcze przed przyjściem dziecka na świat w umysłach wielu młodych
rodziców powstają zamęt i niepokój, spowodowane nadmiarem informacji pochodzących od
życzliwych skądinąd członków rodziny i przyjaciół, a także z książek i mediów
elektronicznych. Dostępne na rynku publikacje na temat pielęgnacji noworodków są często
zbyt dogmatyczne lub, co gorsza, przyjmują nazbyt powierzchowne założenia. Mając do
wyboru te dwie skrajności, wielu rodziców, mimo najlepszych chęci, popada w „chaotyczne
rodzicielstwo”. Autorka tej książki podkreśla znaczenie konstruktywnej rutyny, która pomaga
rodzicom ustalić przewidywalny rytm dnia. Koncepcja takiej organizacji czasu obejmuje
karmienie dziecka, jego aktywność i sen oraz czas, w którym osoba opiekująca się
niemowlęciem ma szansę odpocząć i zająć się sobą. Realizacja proponowanego przez autorkę
cyklu pozwala niemowlęciu zachowywać równowagę bez ciągłego odwoływania się do piersi
lub butelki z pokarmem. Płacz lub inne zachowania po nakarmieniu dziecka mogą być wtedy
interpretowane przez rodziców w sposób bardziej realistyczny.
Inną podstawową zasadą, polecaną rodzicom przez Tracy Hogg, jest zwolnienie tempa
działania jako antidotum na próby wtłoczenia nowych obowiązków w ramy starych,
„przedrodzicielskich” przyzwyczajeń. Mamy tutaj bardzo pożyteczne propozycje dotyczące
trudnego okresu poporodowego. W ramach przystosowania wszyscy członkowie rodziny

mają sposobność dostrzec i zrozumieć niezwykle subtelną i ważną potrzebę noworodka, jaką
jest pragnienie porozumienia się z otoczeniem. Tracy uczy matki i opiekunki sztuki
obserwowania języka ciała dziecka i jego reakcji na świat zewnętrzny oraz wykorzystania tej
wiedzy dla zrozumienia jego podstawowych potrzeb.
Rodzice, których dzieci osiągnęły późniejszą fazę niemowlęctwa, znajdą w tej książce
pomocne sugestie, jak wywikłać się z kłopotów i rozwiązać chroniczne już problemy.
Autorka dowodzi, że stare przyzwyczajenia można zmienić, i uczy, jak tego dokonać,
prowadząc Czytelników cierpliwie krok po kroku, budując w nich poczucie pewności i wiary
w to, że rodzicielstwo (kojarzące się dotąd z bezsennością i bałaganem) można przeżywać
godnie i szczęśliwie. Wszystkim rodzicom książka ta przynosi upragnione wsparcie,
informacje i rady, na które długo czekali. Cieszmy się jej lekturą!
Doktor medycyny F.A.A.P. Jeanette J. Levenstein,
Valley Pediatrie Medical Group
Encino, Califomia
Pediatra współpracujący z Ośrodkiem Medycznym Cedars Sinai
w Los Angeles, Califomia oraz ze Szpitalem Dziecięcym w Los Angeles

WSTĘP
JAK ZOSTAĆ DZIECIĘCĄ SZEPTUNKĄ
Aby dzieci były grzeczne, muszą najpierw być szczęśliwe
Oscar Wilde
Nauka języka
Powiem wprost - to nie ja wybrałam sobie przezwisko Dziecięca Szeptunka. Uczyniła
to jedna z moich klientek. Jest znacznie lepsze od niektórych innych czułych określeń
wymyślonych przez rodziców, takich jak Czarownica (nazbyt przerażające), Zaklinaczka
(zbyt tajemnicze) czy Hoggówa (zdecydowanie za mało wyszukane). Zostałam, więc
Dziecięcą Szeptunką, co, muszę przyznać, trochę nawet lubię, ponieważ dobrze oddaje to, co
robię.
Być może, wiedzą już Państwo, czym zajmują się zaklinacze koni; pisano o nich w
książkach i pokazywano ich w filmach. Niektórzy pamiętają pewnie, jak Robert Redford grał
rolę mężczyzny, który zbliżał się powoli i cierpliwie do rannego konia. Słuchał go i
obserwował uważnie, zachowując przy tym pewien dystans. Działając w ten sposób, nasz
bohater zdołał obłaskawić konia, spojrzeć mu z bliska prosto w oczy i łagodnie do niego
przemówić. Emanował spokojem i wewnętrznym ciepłem, co najwyraźniej dobrze na konia
wpływało.
Proszę mnie źle nie zrozumieć - nie porównuję noworodków do koni, (choć jedne i
drugie należą do istot posługujących się zmysłami), chcę tylko z grubsza wytłumaczyć moje
podejście do dzieci. Rodzice przypisują mi jakiś szczególny dar, jednak w tym, co robię, nie
kryje się nic tajemniczego; nie jest to żadne nadzwyczajne uzdolnienie, dane tylko niektórym.
Szeptuństwo dziecięce to tylko słuchanie, obserwowanie i interpretowanie, z zachowaniem
głębokiego szacunku. Nie można się go nauczyć z dnia na dzień; w moim przypadku nabycie
tej umiejętności wymagało życzliwego obserwowania ponad pięciu tysięcy niemowląt i
wytrwałego szeptania im do uszek. Proszę jednak nie rezygnować. Postaram się przekazać
rodzicom znajomość języka niemowląt oraz umiejętności, które bardzo się przydają i których
warto się uczyć.

Jak się uczyłam
Można powiedzieć, że całe życie przygotowywałam się do tego, co teraz robię.
Pochodzę z Yorkshire, gdzie spędziłam dzieciństwo i młodość. Największy wpływ wywarła
na mnie babcia ze strony mamy, którą nazywaliśmy Nianią. Niania ma dziś osiemdziesiąt
sześć lat i wciąż jest najcierpliwszą, najdelikatniejszą i najbardziej kochającą kobietą, jaką
kiedykolwiek w życiu spotkałam. Ona - podobnie jak ja teraz - również była Dziecięcą
Szeptunką - potrafiła utulić i uspokoić najbardziej niesforne niemowlęta. Była też ważną
postacią mojego dzieciństwa, a później - gdy urodziły się moje córeczki (kolejne ważne i
wpływowe osoby w moim życiu) - służyła mi radą i pomocą.
Stawałam się coraz bardziej niespokojną, roztrzepaną i trzpiotowatą dziewczynką,
Niania jednak potrafiła skierować moją energię ku zabawie lub opowieści. Stałyśmy, na
przykład, w kolejce przed wejściem do kina, a ja wierciłam się niecierpliwie, ciągnąc ją za
rękaw. - „Nianiu, kiedy nas wpuszczą? Nie mogę się już doczekać!”.
Nieżyjąca już mama mojego taty - nazywana przeze mnie Babcią - w takiej sytuacji
wlepiłaby mi tęgiego klapsa. Jej poglądy wywodziły się z tradycji wiktoriańskiej, zgodnie, z
którą „dzieci nie powinno być słychać, choć może je być widać”. W młodości Babcia rządziła
żelazną ręką, w przeciwieństwie do Niani, która nigdy nie musiała odwoływać się do
przemocy, aby przywołać dzieci do porządku. Owego dnia, przed kinem, spojrzała na mnie,
mrużąc jedno oko, i powiedziała: - „Nie wiesz, co tracisz, narzekając i myśląc tylko o sobie”.
Zwróciła wzrok w pewnym kierunku, wysuwając, jak zwykle, dolną szczękę. - „Widzisz tę
mamę z dzidzią? O, tam!? Jak myślisz, dokąd oni dziś pojadą?”.
- „Do Francji” - odpowiedziałam bez zastanowienia.
- „Do Francji? A jak się tam dostaną?”.
- „Odrzutowcem” - musiałam już gdzieś słyszeć to słowo.
- „Taak?! A gdzie będą siedzieli?” - kontynuowała Niania i zanim się spostrzegłam,
przestałam zwracać uwagę na czekanie, bez reszty zaabsorbowana interesującą opowieścią.
Niania w dalszym ciągu pobudzała moją wyobraźnię. Widząc suknię ślubną na wystawie
sklepowej, mogła, na przykład, zapytać: „Jak myślisz, ile osób układało tę suknię w
witrynie?”. Gdybym odpowiedziała, że dwie, pewnie spytałaby mnie o jakieś szczegóły, jak
suknia trafiła do sklepu? Gdzie została uszyta? Kto przyszył do niej perełki itd Tym
sposobem mogłyśmy się nagle znaleźć w Indiach, gdzie pewien farmer umieszczał w ziemi
nasiona bawełny, z której wyprodukowano materiał na naszą suknię.

Umiejętność opowiadania była w mojej rodzinie przekazywana z pokolenia na
pokolenie. Sztukę tę opanowała nie tylko Niania, lecz także jej siostra, mama (a moja
prababcia) oraz moja mama. Kiedy tylko chciały nam coś przekazać lub wytłumaczyć,
odwoływały się do opowiastki. Przejęłam od nich ten dar i teraz, gdy rozmawiam z rodzicami
moich podopiecznych, często go wykorzystuję posługując się przypowieściami i metaforami „Czy potrafiłaby pani zasnąć, gdybym ustawiła pani łóżko aa autostradzie?” - pytam
zatroskanych rodziców, których dziecko ma trudność z zapadaniem w drzemki przy grającej
na cały regulator wieży. Obrazowe porównania pomagają ludziom zrozumieć sens moich
sugestii. Okazują się skuteczniejsze od autorytatywnych zaleceń, nie popartych żadnymi
argumentami.
Kobiety z mojej rodziny pomogły mi rozwinąć wrodzone zdolności, natomiast dziadek
- mąż Niani - dbał o to, bym potrafiła zrobić z nich użytek. Dziadek był naczelnym
pielęgniarzem w zakładzie dla psychicznie chorych. Któregoś roku, w święta Bożego
Narodzenia, zabrał mnie i mamę na oddział dziecięcy. Było to ponure miejsce, w którym
rozchodziły się dziwne dźwięki i zapachy. Nagle ujrzałam dzieci siedzące w fotelikach dla
niepełnosprawnych lub leżące na poduszkach rozrzuconych chaotycznie na podłodze. Miałam
wtedy niespełna siedem lat, wciąż jednak pamiętam przerażenie i żal malujące się na twarzy
mojej mamy oraz łzy spływające po jej policzkach.
Z drugiej strony, byłam zafascynowana. Wiedziałam, że większość ludzi boi się
pacjentów tego zakładu i najchętniej omijałaby to miejsce z daleka. Mnie to nie dotyczyło. Na
moje usilne prośby dziadek wielokrotnie tam mnie zabierał; wreszcie, po wielu wizytach,
wziął mnie na bok i posiedział: - „Tracy, pomyśl, czy nie powinnaś poważnie zająć się tego
rodzaju pielęgniarstwem. Masz wielkie serce i mnóstwo cierpliwości, podobnie jak Niania”.
To był chyba największy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałam. Okazało się
niebawem, że dziadek miał rację. W wieku osiemnastu lat rozpoczęłam naukę w szkole
pielęgniarskiej. W Anglii nauka tego zawodu trwa pięć i pół roku. W teorii, przyznaję, nie
byłam prymuską w przeciwieństwie do zajęć praktycznych przy łóżku chorego, które w moim
kraju są bardzo ważną częścią studiów pielęgniarskich. Jeżeli chodzi o słuchanie, obserwację
i okazywanie empatii, osiągnęłam taki poziom, że rada pedagogiczna uznała za stosowne
wyróżnić mnie nagrodą Pielęgniarki Roku, przyznawaną studentkom przejawiającym
szczególną troskę o dobro pacjentów.
Tak oto uzyskałam w Anglii dyplom pielęgniarki i położnej, specjalizującej się w
pracy z dziećmi upośledzonymi fizycznie i umysłowo, które często mają ograniczone
możliwości porozumiewania się z otoczeniem. To ostatnie stwierdzenie nie jest całkiem

zgodne z prawdą, ponieważ takie dzieci, podobnie jak niemowlęta, mają swój własny,
niewerbalny sposób przekazywania informacji za pomocą dźwięków nieartykułowanych i
języka ciała. Aby istotom tym pomóc, trzeba nauczyć się ich języka i stać się ich tłumaczem.
Płacze i szepty
Opiekując się noworodkami, z których wiele przyszło na świat z moją pomocą,
doszłam do wniosku, że mogłabym nauczyć się także ich niewerbalnego języka. Po
przyjeździe do Ameryki zdobyłam pełne kwalifikacje w opiece nad noworodkami i
położnicami, a następnie podjęłam zawodową działalność w tej dziedzinie. Opiekowałam się
dziećmi w domach Nowego Jorku i Los Angeles, a zatrudniający mnie rodzice
charakteryzowali moją osobę jako skrzyżowanie Mary Poppins z Daphne z Frasiera;
zapewne akcent tej ostatniej - przynajmniej dla amerykańskich uszu - brzmiał podobnie do
mojej wymowy wywodzącej się z Yorkshire. Przekonywałam młode mamy i tatusiów o tym,
że oni również mogą szepnąć to i owo w uszka swoich pociech. Trzeba tylko trochę się
przyjrzeć, zrozumieć, o co dziecku chodzi, a następnie je uspokoić.
Dzieliłam się z rodzicami moich podopiecznych poglądem na to, co należy się
wszystkim

małym

dzieciom

od

ich

rodziców,

wyszczególniając

organizacyjne

uporządkowanie codziennych czynności oraz pomoc w osiąganiu coraz większej
samodzielności. Zaczęłam również promować coś, co nazywam holistycznym podejściem do
życia rodzinnego. Niemowlęta powinny uczestniczyć w szczęśliwych i harmonijnych
stosunkach rodzinnych. Jeżeli pozostali członkowie rodziny - rodzice, rodzeństwo, a nawet
zwierzęta domowe - są szczęśliwi, wówczas i niemowlę jest zadowolone.
Czuję się zaszczycona, gdy ktoś zaprasza mnie do domu, ponieważ wiem, że jest to w
życiu

rodziców

najcenniejszy

czas.

Mimo

nieuniknionych

chwil

niepewności

i

nieprzespanych nocy, matki i ojcowie doświadczają w tym okresie największych radości.
Kiedy obserwuję rozgrywające się przede mną sceny rodzinne i jestem proszona o pomoc,
czuję, że powiększam tę radość, pomagając ludziom wyjść z chaosu i cieszyć się życiem.
Obecnie zdarza się, że mieszkam w domach klientów, częściej jednak udzielam tylko
konsultacji, wpadając na godzinę lub dwie w ciągu pierwszych kilku dni lub tygodni po
narodzinach dziecka. Spotykam wielu rodziców, którzy przekroczyli trzydziestkę, a nawet
czterdziestkę i od dawna przywykli do sprawowania pełnej kontroli nad własnym życiem.
Rodzicielstwo oznacza dla nich znalezienie się w niewygodnej sytuacji debiutantów.
Niektórzy mówią sobie wtedy: „Co myśmy najlepszego zrobili?”- Okazuje się mianowicie, że

noworodek - zwłaszcza pierworodny - na szczególną zdolność zrównywania milionerów z
biedakami. Jedni i drudzy mają dokładnie te same problemy. Pomagałam już rodzicom ze
wszystkich warstw społecznych - takim, których nazwiska są znane na całym świecie, oraz
takim, których znają tylko najbliżsi sąsiedzi - i mogę stwierdzić, że po przyjściu na świat
dziecka wszyscy boją się o nie jednakowo.
Mój telefon komórkowy dzwoni o różnych porach dnia (a czasem również w środku
nocy). Zwykle słyszę w nim takie oto rozpaczliwe pytania:
- „Tracy, dlaczego Chrissie wydaje się bez przerwy głodna?”.
- „Tracy, dlaczego uśmiechnięty ślicznie Jason nagle wybucha płaczem?”.
- „Tracy, nie wiem, co robić. Joey nie spał całą noc, płacząc do utraty tchu!”.
- „Tracy, uważam, że Rick zbyt często nosi dziecko na rękach. Powiedz mu żeby
przestał!”.
Mogą mi Państwo wierzyć lub nie, ale po ponad dwudziestu latach pracy z różnymi
rodzinami często potrafię rozwiązać problem przez telefon, zwłaszcza, gdy wcześniej
widziałam dziecko. Czasami proszę matkę, by zbliżyła niemowlę do telefonu, umożliwiając
mi wsłuchanie się w jego płacz. (Często się zdarza, że matka też płacze). Jeśli to konieczne,
jadę z krótką wizytą, a czasem nawet zostaję z dzieckiem na noc, by zaobserwować, czy
dzieje się w domu coś, co może budzić niepokój dziecka. Jak dotąd nie zdarzyło mi się
spotkać niemowlęcia, którego nie potrafiłabym zrozumieć, bądź trudności, której nie
umiałabym w żaden sposób pokonać.
Moi klienci mówią mi: - „Tracy, przy tobie to wszystko wydaje się łatwe”. No cóż, dla
mnie to rzeczywiście jest łatwe, ponieważ nawiązuję kontakt z niemowlętami. Traktuję każde
dziecko z szacunkiem - jak wszystkie inne ludzkie istoty. I to jest, moi mili, kwintesencja i
podstawa mojego dziecięcego szeptuństwa.
Szacunek to klucz do dziecięcego świata
Temat szacunku będzie systematycznie powracał na karty tej książki. Każdy, kto
widzi w swoim dziecku osobę, będzie się zawsze odnosił do niego z należnym szacunkiem.
Słownikowa definicja tego słowa mówi o unikaniu przemocy i nieuprawnionej ingerencji.
Kiedy ktoś zwraca się do nas agresywnie podniesionym głosem, zamiast normalnie
rozmawiać, bądź dotyka naszego ciała bez wyraźnego przyzwolenia, wówczas odbieramy to
jako formę przemocy i braku szacunku. Gdy zamiast rzeczowych wyjaśnień padają
inwektywy, czujemy się dotknięci i ogarnia nas złość.

Każde dziecko jest osobą mającą swój język, uczucia oraz niepowtarzalną,
unikalną osobowość i jako takie zasługuje na szacunek.

Niemowlę reaguje dokładnie tak samo na brak elementarnej kultury. Zdarza się, że
ludzie mówią nad jego głową i zachowują się w taki sposób, jakby go w ogóle nie było.
Często słyszę z ust rodziców i opiekunek wypowiedzi w rodzaju: „Dziecko zrobiło to czy
tamto”. Jakaż to bezosobowa i pozbawiona szacunku forma! Nie powinno się mówić o
człowieku jak o jakimś przedmiocie. Na tym jednak nie koniec kardynalnych błędów. Słodkie
niemowlęta popycha się i pociąga bez jednego słowa wyjaśnienia, tak jakby dorośli mieli
prawo ingerować w ich osobistą przestrzeń bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. Dlatego właśnie
sugeruję kreślenie w wyobraźni przestrzennej granicy wokół dziecka - kręgu szacunku, do
którego nie powinniśmy wkraczać bez pytania o pozwolenie lub wyjaśnienia, co zamierzamy
zrobić (więcej informacji na ten temat znajduje się w rozdziale V).
Nawet na izbie porodowej zwracam się do nowo narodzonych dzieci po imieniu. W
moich myślach noworodek jest zawsze osobą, a nie bezimiennym dzieckiem. Dlaczego
mielibyśmy mówić do niego inaczej niż po imieniu? Czyniąc tak, myślimy o nim jako o małej
osobie, którą jest w istocie.
Kiedykolwiek spotykam niemowlaka po raz pierwszy - czy to w szpitalu, czy w parę
godzin po przywiezieniu do domu, czy też wiele tygodni później - zawsze mu się
przedstawiam i wyjaśniam, po co do niego przybyłam. - „Cześć, Sammy” - mówię, patrząc
prosto w jego wielkie błękitne oczy – „Jestem Tracy. Wiem, że nie poznajesz mojego głosu,
bo mnie jeszcze nie znasz. Przyszłam tu, żeby cię poznać i dowiedzieć się, czego
potrzebujesz. Mam zamiar pomóc twojej mamusi i tatusiowi w zrozumieniu tego, co do nich
mówisz”.
Niektóre matki pytają mnie wtedy: „Dlaczego pani mówi do niego w ten sposób? On
ma tylko trzy dni i prawdopodobnie nic z tego nie rozumie”.
- „Tego z całą pewnością nie wiemy, nieprawdaż, słoneczko?” - odpowiadam. – „A
teraz pomyślmy, jakie byłoby to straszne, gdy mnie jednak rozumiał, a ja nic bym do niego
nie mówiła”.
W ostatniej dekadzie naukowcy stwierdzili, że niemowlaki wiedzą i rozumieją więcej,
niż kiedykolwiek przypuszczaliśmy. Badania potwierdzają, że nasze pociechy są wrażliwe na
dźwięki i zapachy oraz że potrafią rozróżnić bodźce wizualne. W pierwszych tygodniach

życia dokonuje się też bardzo intensywny rozwój mechanizmów pamięci. Jeżeli więc nawet
maleńki Sammy nie rozumie dokładnie wszystkich moich słów to z pewnością czuje różnicę
pomiędzy kimś, kto porusza się powoli i mówi spokojnym głosem, a kimś, kto zbliża się do
niego jak huragan, nie mówiąc przy tym ani słowa. A jeżeli rozumie, to wie od samego
początku, że traktuję go z szacunkiem.
Szeptuństwo to nie tylko mówienie
Chcąc zgłębić tajemnicę kontaktu z niemowlęciem, trzeba pamiętać, że dziecko cały
czas słucha i na pewnym poziomie rozumie wszystko, o czym mówimy. Niemal w każdym
poradniku dla rodziców powtarza się do znudzenia: „Mówcie do waszych niemowląt”. To
jednak za mało. Ja radzę rodzicom: „Rozmawiajcie z niemowlętami”. Małe dziecko nie umie
jeszcze mówić, więc nie wypowiada słów. Nie znaczy to jednak, że wcale nie odpowiada!
Jego językiem są nieartykułowane dźwięki, płacz oraz gesty i ruchy (więcej informacji na
temat znaczeń języka niemowląt znajduje się w rozdziale III). A zatem, potrzebny jest dialog,
czyli dwukierunkowa rozmowa.
Rozmawiając z dzieckiem, okazujemy mu szacunek. Czyż nie rozmawiamy z
dorosłymi, z którymi chcemy wymienić myśli? Czy nie przedstawiamy im się i nie
wyjaśniamy, po co przyszliśmy? Czy nie staramy się być grzeczni, mili i uprzejmi? Czy nie
służą nam do tego odpowiednie słowa i zwroty, takie jak „proszę”, „przepraszam”,
„dziękuję”? Chcąc nawiązać z kimś kontakt, inicjujemy rozmowę. Dlaczego niemowląt nie
traktujemy w ten sam rozsądny i kulturalny sposób?
Oznaką szacunku jest także wzięcie pod uwagę cudzych potrzeb i upodobań. W
rozdziale I będzie mowa o tym, że niektóre dzieci łatwo się przystosowują, a inne są bardziej
wrażliwe i przekorne. Niektóre też wolniej się rozwijają. Chcąc naprawdę okazać im
szacunek, musimy akceptować je takimi, jakimi są, zamiast porównywać z teoretycznymi
normami. (Dlatego właśnie nie znajdą państwo w tej książce opisowi rozwoju dziecka miesiąc
po miesiącu). Każde dziecko ma prawo do własnych indywidualnych reakcji na otaczający
świat. Im wcześniej rozpoczniemy dialog z tą drogą nam istotą, tym szybciej zrozumiemy,
jaki jest i czego od nas oczekuje.
Jestem pewna, że wszyscy rodzice pragną wychować swoje dzieci na ludzi
niezależnych i zrównoważonych, których będą mogli szanować i podziwiać. Proces ten
zaczyna się już w okresie niemowlęctwa; gdy dziecko ma lat piętnaście, jest za późno na
wychowywanie. Prawdę mówiąc, branie się za kształtowanie nawet pięcioletniego dziecka to

przysłowiowa „musztarda po obiedzie”. Trzeba pamiętać, że rodzicielstwo trwa przez całe
życie i będąc rodzicami, służymy jako modele zachowań. Dzieci, których we wczesnym
dzieciństwie słuchano i którym okazywano szacunek, wyrastają na ludzi umiejących słuchać i
szanować bliźnich.

Ten, kto znajdzie czas na obserwację niemowlęcia i uczenie się tego, co stara się
ono przekazać, będzie miał dziecko zadowolone, a jego rodzina nie będzie zdominowana
przez dziecięce nieszczęścia.

Dzieci rodziców, którzy starają się rzetelnie poznać i zaspokoić ich potrzeby, mają
poczucie bezpieczeństwa. Nie płaczą, kiedy się je kładzie, ponieważ czują się bezpiecznie
również wtedy, gdy nikt ich nie trzyma na rękach. Wiedzą, że ich otoczenie jest miejscem
bezpiecznym i że ktoś przyjdzie i udzieli im pomocy, gdy dokuczy im ból lub pojawią się
jakieś trudności. Paradoksalne jest to, że takie dzieci wymagają mniej uwagi i szybciej uczą
się samodzielnej zabawy niż te, którym pozwalano się wypłakać lub których komunikaty
rodzice notorycznie błędnie odczytywali. (Nawiasem mówiąc, niezrozumienie niektórych
sygnałów jest całkiem normalne).
Wiara w siebie podstawową potrzebą rodziców
Rodzice, którzy są pewni tego, co robią, dają dziecku większe poczucie
bezpieczeństwa. Niestety, tempo współczesnego życia działa na niekorzyść - czują się
uwikłani w napięte do ostateczności harmonogramy, matki i ojcowie nie zdają sobie sprawy,
że muszą zwolnić owo szaleńcze tempo, podchodząc do niemowlęcia i starając się je
uspokoić. Jednym z moich zadań jest zatem spowalnianie rodziców, dostrajanie ich umysłów
do potrzeb niemowlęcia, a także - co równie ważne - przekazywanie im umiejętności
słuchania wewnętrznego głosu.
Z przykrością muszę stwierdzić, że wielu rodziców pada dziś ofiarą nadmiaru
informacji. Oczekując dziecka, czytają czasopisma i książki, studiują, surfują po Internecie,
słuchają opinii przyjaciół i członków rodziny oraz korzystają z porad wszelkiego rodzaju
specjalistów. Wszystkie te źródła informacji mają swoją wartość, brakuje jednak ich syntezy.
Kiedy dziecko się rodzi, rodzice mają często większy mętlik w głowie i więcej wątpliwości

niż przed zebraniem informacji. Najgorsze jest jednak to, że wielu z nich pozwala się
pozbawić zdrowego rozsądku.
To prawda, że informacja ma swoją siłę. Ja również zamierzam w tej książce podzielić
się swoimi zawodowymi doświadczeniami. Jednak ze wszystkich narzędzi, które mogę
polecić rodzicom, najcenniejszym jest wiara w siebie - we własne siły, rozum i uczucia.
Każdy musi ustalić, co najbardziej odpowiada jemu i jego dziecku. Człowiek jest
indywidualnością; dotyczy to także niemowląt i ich rodziców. Dlatego potrzeby każdej
rodziny są specyficzne i odmienne. Z opisu tego, co i jak robiłam przy swoich córkach, moi
Czytelnicy wynieśliby niewiele pożytku.
Im głębsze jest nasze przekonanie o możliwości zrozumienia i zaspokojenia potrzeb
dziecka, tym lepiej je rozumiemy i zaspokajamy. Zapewniam też Państwa, że wykonanie tego
zadania staje się coraz łatwiejsze wraz z utrwalaniem takiego przekonania. Dzień po dniu
uczę rodziców świadomego porozumiewania się z niemowlętami. Odnotowuję stały wzrost
zdolności pojmowania niemowlaków, a także większą pewność siebie i skuteczność
rodziców.
Języka niemowląt można się nauczyć z książki!
Większość rodziców ogarnia zdumienie, gdy nadzwyczaj szybko zaczynają rozumieć
swoje niemowlęta; wystarczy tylko, że dowiedzą się, co obserwować i czego słuchać. Cała
„magia” sprowadza się do potwierdzenia i uporządkowania ich trafnych spostrzeżeń.
Wszyscy

debiutujący

rodzice

potrzebują

psychicznego

wsparcia

doświadczonego

przewodnika i to właśnie staram się im zapewnić. Większość z nich nie jest przygotowana do
funkcjonowania w nowej sytuacji życiowej i nie wie, jak się do niej przystosować. W
pierwszych dniach i tygodniach pojawiają się tysiące pytań, na które nikt nie potrafi im
udzielić sensownych odpowiedzi.
Zaczynam zwykle od uporządkowania spraw i codziennych czynności związanych z
dzieckiem, pokazuję, jak stosować podstawowy harmonogram, a następnie przekazuję całą
resztę swojej wiedzy.

Na czym polega dobre rodzicielstwo?
W jednym z poradników dla matek przeczytałam takie oto zdanie: „Aby być
matką, trzeba karmić dziecko piersią”. Takie sformułowanie to bzdura! Rodziców i
powinno się oceniać według tego, jak karmią swoje dzieci, zmieniają im pieluszki i
układają je do snu. Poza tym nie stajemy się dobrymi rodzicami podczas pierwszych
kilku tygodni życia dziecka. Dobre rodzicielstwo kształtuje się w ciągu wielu miesięcy
w miarę jak dzieci rosną, a my poznajemy ich indywidualne osobowości. To dlatego, że
przychodzą do nas po radę i pomoc, gdy są już dorosłe. Można powiedzieć, że
podstawami dobrego rodzicielstwa są:
Szacunek dla dziecka jako osoby
Akceptacja jego niepowtarzalnej indywidualności
Dialog z niemowlęciem, a nie tylko mówienie w jego obecności
Słuchanie dziecka i zaspokajanie jego potrzeb, kiedy o to prosi
Organizacyjne uporządkowanie codziennych czynności dające dziecku
oparcia, regularności i przewidywalności zdarzeń.

Codzienna opieka nad niemowlęciem jest zadaniem trudnym, pracochłonnym i
absorbującym, często niewdzięcznym, a czasem nawet niepokojącym. Mam nadzieję, że moja
książka wniesie trochę poczucia humoru w tę złożoną rzeczywistość, a jednocześnie
przedstawi, co należy do rodzicielskich obowiązków. Oto czego moi Czytelnicy mogą się po
tej książce spodziewać:
Zrozumienia, jakie jest twoje dziecko, i ustalenia, czego można po jego
temperamencie oczekiwać. Materiał rozdziału I pomoże rodzicom przewidzieć,
jakie stoją przed nimi wyzwania.
Rozpoznania własnego temperamentu i zdolności przystosowawczych. Wraz z
przyjściem dziecka nasze życie się zmienia, istotne jest więc ustalenie
własnego położenia. Pomiędzy obsesją planowania życia w najdrobniejszych
szczegółach a improwizatorskim chaosem rozciąga się ciąg postaw pośrednich,
w którym każdy z nas jest gdzieś usytuowany. (Patrz rozdział II).
Przedstawienia proponowanej przeze mnie koncepcji uporządkowania
oddzielnych okresów karmienia, aktywności i snu niemowlęcia oraz
spoczynku i regeneracji opiekujących się nim osób (nazywanej umownie PLANEM). Realizacja PLANU umożliwia zaspokojenie potrzeb dziecka z
równoczesnym zadbaniem o własną kondycję fizyczną i psychiczną i
zafundowania sobie drzemki, gorącej kąpieli lub krótkiego spaceru. Ogólne

zasady PLANU przedstawię w rozdziale II, a szczegółowe omówienie jego
elementów w rozdziale IV i kolejnych.
Umiejętności „szeptuńskich”, czyli porozumiewania się z niemowlęciem, które
obejmuje obserwację jego zachowania, zrozumienie wysyłanych komunikatów
oraz uspokajanie (rozdział III). Przy okazji pomogę również Czytelnikom
wyostrzyć ich własny zmysł obserwacji i autorefleksji.
Omówienia szczególnych problemów rodzicielskich, takich jak: adopcje,
udział matek zastępczych, a także przedwczesne rozwiązania i komplikacje
przy porodach uniemożliwiające szybki powrót ze szpitala do domu oraz
radości i kłopoty związane z macierzyństwem mnogim (rozdział VIII).
Błyskawicznego Kursu Trzydniowego (rozdział IX). czyli mojej autorskiej
propozycji zastępowania złych nawyków dobrymi. Wyjaśnię w tym rozdziale,
co rozumiem przez „rodzicielstwo przypadkowe” lub „chaotyczne”, kiedy
rodzice nieświadomie wzmacniają negatywne zachowania swoich dzieci, a
także przedstawię w prostej formie podstawową strategię analizowania
błędów.
Starałam się, by książkę tę czytało się przyjemnie, ponieważ wiem, że po tego typu
poradniki sięga się raczej z konieczności, a nie dla odprężenia (zwykle też nie studiuje się ich
od deski do deski). Jeżeli matka ma problemy z naturalnym karmieniem piersią, to zajrzy do
indeksu i przeczyta tytko odpowiednie strony. Gdy pojawią się u dziecka kłopoty ze snem,
Czytelnik sięgnie do rozdziału poświęconego temu zagadnieniu. Całkowicie rozumiem takie
podejście, znając warunki życia współczesnych rodzin. Mimo to jednak zachęcam wszystkich
do przeczytania w całości przynajmniej pierwszych trzech rozdziałów, w których staram się
wyłożyć moją podstawową strategię działania. Dzięki temu - nawet podczas lektury
wybranych fragmentów pozostałych rozdziałów - moje koncepcje i rady będą brane pod
uwagę z odpowiedniego punktu widzenia. Wskazuje on, że należy traktować dziecko z
szacunkiem, na jaki zasługuje, a równocześnie nie dopuścić do przejęcia przez niemowlę
władzy w domu.
Rodzicielstwo należy do doświadczeń najintensywniej odmieniających nasze życie.
Przyjście na świat dziecka jest wydarzeniem nieporównanie donioślejszym od zawarcia
małżeństwa, zmiany miejsca pracy, a nawet śmierci ukochanej osoby. Już sama myśl o
konieczności przystosowania się do zupełnie nowych warunków napawa nas przerażeniem.
Powoduje także izolację. Debiutującym rodzicom często wydaje się, że tylko oni byli

niekompetentni lub że nikt inny nie ma podobnych problemów np. z naturalnym karmieniem.
Kobiety są pewne, że inne matki natychmiast „zakochują się” w swoich dzieciach, i
zastanawiają się, dlaczego nie podzielają tego uczucia. Mężczyźni są przekonani, że inni
ojcowie na pewno poświęcają dzieciom więcej uwagi. W odróżnieniu od Anglii, gdzie
pielęgniarki środowiskowe odwiedzają położnice codziennie przez pierwsze dwa tygodnie i
kilka razy w tygodniu w okresie następnych dwóch miesięcy, wielu młodych rodziców w
Ameryce nie ma wokół siebie nikogo, kto mógłby stać się ich przewodnikiem w pierwszym
okresie rodzicielstwa.
Drodzy Czytelnicy! Nie mogę odwiedzić Was wszystkich, mam jednak nadzieję, że
czytając, słyszycie mój głos i czujecie, jak Was wspieram, robiąc dla Was to wszystko, co
zrobiła dla mnie Niania, gdy byłam młodą matką. Wiedzcie, że deficyt snu i uczucie
przytłoczenia obowiązkami nie będą trwać w nieskończoność, a wy będziecie robić wszystko,
najlepiej jak potraficie. Wiedzcie też, że to, czego doświadczacie, jest udziałem innych
rodziców i że pomyślnie przez to przejdziecie.
Żywię nadzieję, że strategia i umiejętności, którymi się dzielę - czyj moje tajemnice utorują sobie drogę do waszych umysłów i serc. Wasze dzieci może nie będą przez to
inteligentniejsze (choć nigdy nic wiadomo), jednak z całą pewnością będą szczęśliwsze i
bardziej uwerzą w swoje siły, a ceną tego nie będzie musiała być koniecznie rezygnacja z
waszego własnego życia. Być może najważniejszym osiągnięciem będzie wasze lepsze
samopoczucie w roli rodziców oraz świadomość, iż zdobyliście rzetelne rodzicielskie
umiejętności. Głęboko wierzę i przekonałam się o tym na podstawie obserwacji, że w każdej
matce i ojcu drzemie troskliwy, kochający i kompetentny rodzic - Dziecięcy Szeptun in spe.

Rozdział I
DZIECKO NAUCZYCIELEM MIŁOŚCI
Nie wyobrażacie sobie, jak często niemowlęta płaczą.Nie wiedziałam, w co się pakuję.
Prawdę mówiąc, myślałam, że nie będę miała więcej kłopotów niż z kotem.
Anne Lamott, Operating Instructions („Instrukcja obsługi”)
Boże Jedyny, mamy dziecko!
Żadne wydarzenie w dorosłym życiu nie przysparza tylu radości i lęków, co narodziny
pierwszego dziecka. Na szczęście lęki mijają, a radość zostaje. Na początku jednak niepokój i
brak pewności siebie biorą górę. Ijan - trzydziestotrzyletni projektant grafiki - dokładnie
pamięta dzień, w którym odebrał swoją żonę Susan ze szpitala. Tak się złożyło, że akurat
przypadała czwarta rocznica ich ślubu. Susan - pisarka, lat dwadzieścia siedem - miała
stosunkowo lekki poród, a jej piękny niebieskooki synek Aaron dobrze się przysysał i prawie
nie płakał. W drugim dniu jego życia mamusia i tatuś nie mogli się już doczekać, kiedy
wreszcie porzucą zgiełk szpitalny i rozpoczną życie rodzinne.
- „Pogwizdywałem sobie wesoło, idąc w stronę jej pokoju” - wspomina Ijan - „Gdy
wszedłem, Aaron właśnie został nakarmiony i spał na rękach Susie. Wyglądało to tak, jak
sobie poprzednio wyobrażałem. Zjechaliśmy na dół windą i pielęgniarka pomogła mi
wywieźć Susan na zewnątrz na specjalnym wózku. Kiedy rzuciłem się do drzwi samochodu,
poraziła mnie świadomość, że fotelik dla niemowląt nie jest zamontowany na siedzeniu.
Przysięgam, że czynność ta zajęła mi całe pół godziny. W końcu delikatnie ułożyłem w nim
Aarona. Wyglądał jak aniołek. Pomogłem Susan wsiąść do auta, podziękowałem pielęgniarce
za cierpliwość i zająłem miejsce za kierownicą.
Nagle Aaron zaczął wydawać z siebie jakieś dźwięki, których w szpitalu nie słyszałem
- a może tylko nie zwróciłem na nie uwagi? Nie był to płacz... Susan spojrzała na mnie, a ja
na nią. »Boże, co my teraz zrobimy?« - spytałem przerażony.
Każdy ze znanych mi rodziców pamięta taką chwilę. Niektórzy przeżyli ją jeszcze w
szpitalu, inni po przyjeździe do domu, jeszcze inni dopiero na drugi lub trzeci dzień.
Równocześnie wiele się dzieje - trwa rekonwalescencja poporodowa, narastają emocje, a

przede wszystkim przychodzi świadomość, że nowo narodzone dziecko jest zupełnie
bezradne. Tylko nieliczni rodzice czują się na siłach podjąć tak odpowiedzialne zadanie.
Niektóre matki przyznają, że mimo przeczytania wielu książek nie były przygotowane do roli
matki! „O tylu rzeczach trzeba było myśleć naraz. Bez przerwy płakałam” - wspominają.
Pierwsze trzy do pięciu dni często bywają najtrudniejsze, ponieważ wszystko jest
nowe i przerażające. Oto najczęstsze pytania, którymi bombardują mnie roztrzęsieni rodzice:
„Jak długo powinno trwać karmienie?”, „Dlaczego dziecko podciąga w ten sposób nóżki?”,
„Czy na pewno tak należy go przewijać?”, „Dlaczego jej pupka ma taki kolor”. No i
oczywiście pytanie koronne powtarzane do znudzenia: „Dlaczego dziecko płacze?”. Rodzice a zwłaszcza matki - często miewają poczucie winy wynikające z przekonania, że powinni
wszystko wiedzieć. Pewna mama jednomiesięcznego niemowlaczka powiedziała mi: „Bardzo
się bałam, że zrobię coś niewłaściwego, ale równocześnie nie chciałam, by ktokolwiek mi
pomagał lub mówił, co mam robić”.
Podstawowa rada, której udzielam rodzicom - i powtarzam ją wielokrotnie - to zachęta
do zwolnienia obrotów i świadomego wyciszenia. Poznanie własnego dziecka wymaga czasu,
cierpliwości i spokojnej atmosfery. Wymaga też siły i kondycji, a także szacunku i dobroci,
odpowiedzialności i dyscypliny, skupienia uwagi i czujnej obserwacji a nade wszystko czasu i
praktyki. Trzeba wiele razy zrobić coś źle, zanim nauczymy się robić to dobrze. Konieczne
jest także słuchanie własnej intuicji.
Proszę zwrócić uwagę na to, ile razy powtórzyłam słowo „wymaga”. Na początku
dziecko wiele od nas „wymaga”, a niewiele „daje”. Nagród i radości z rodzicielstwa będzie
jednak bez liku - to Państwu obiecuję. Nie stanie się to wszakże z dnia na dzień, lecz dopiero
po wielu miesiącach i latach. Co więcej, doświadczenia są różne. Pewna matka w jednej z
moich grup szkoleniowych, wspominając pierwsze dni z dzieckiem, ujęła to tak: - „Nie
miałam pojęcia, czy robiłam dobrze to wszystko, co robiłam, a poza tym dla każdego dobrze
oznacza co innego”.
Nie ma dwojga identycznych dzieci, dlatego wyjaśniam mamom, że pierwszym ich
zadaniem jest zrozumienie ich własnych niemowląt, które urodziły, a nie tych, o których
marzyły przez ostatnie dziewięć miesięcy. W tym rozdziale postaram się pomóc w ustaleniu,
czego mogą oczekiwać od własnych dzieci - tych, które im się urodziły. Przedtem jednak parę
słów o pierwszych dniach w domu.

Powrót do domu
Uważam się za orędowniczkę interesów całej rodziny, a nie tylko nowo rodzonych
dzieci, dlatego pomagam rodzicom w nabraniu dystansu. Na początek mówię im: - „To nie
będzie trwało wiecznie. Uspokoicie się. Nabierzecie pewności siebie. Będziecie najlepszymi
rodzicami, jakimi być możecie. I w pewnym momencie - uwierzcie mi - wasze dziecko będzie
słodko spało przez całą noc. Teraz jednak uzbrójcie się w cierpliwość. Będą dni lepsze i
gorsze; musicie być przygotowani na jedne i drugie. Nie starajcie się być perfekcyjni”.
W dniu przyjazdu
Noworodki, którymi się opiekuję, mają się dobrze między innymi dlatego, że
wszystko jest gotowe na ich przybycie miesiąc przed przewidywaną datą porodu. Im
lepiej jesteśmy przygotowani, tym spokojniej upływają pierwsze dni z dzieckiem; tym
więcej uzyskujemy czasu na jego obserwację i rozpoznanie, z kim mamy do czynienia.
Należy:
Pościelić łóżeczko lub kołyskę.
Przygotować stolik do przewijania, a na nim wszystko, co potrzebne chusteczki higieniczne, pieluszki, waciki, spirytus - w zasięgu ręki.
Zgromadzić ubranka. Wszystko powinno być rozpakowane, pozbawione
metek i wyprane z użyciem łagodnego proszku lub płynu bez wybielaczy.
Zaopatrzyć lodówkę i zamrażarkę. Tydzień lub dwa przed porodem radzę
ugotować zapiekanki, zupy i inne dania, a następnie je zamrozić. Nie
powinno też brakować podstawowych artykułów spożywczych, takich jak
mleko, masło, jajka, płatki zbożowe oraz karma dla zwierząt domowych
(o ile są w domu). Oszczędzi wam to nerwów i pospiesznych wycieczek
do sklepu.
Zabrać do szpitala niezbędne rzeczy. Pamiętajmy, że będziemy mieli do
przywierania kilka toreb oraz dziecko.

WSKAZÓWKA: Im lepiej się zorganizujemy przed przywiezieniem dziecka do domu,
tym szczęśliwsi będą wszyscy po powrocie. Radzę też poluzować zakrętki butelek i tubek,
pootwierać zawczasu pudełka oraz wyjąć nowe rzeczy z opakowań. Pozwoli to uniknąć

niepotrzebnych zmagań z oporną materią z noworodkiem na ręku! (Patrz wskazówki obok:
„W dniu przyjazdu”).
Zwykle muszę kandydatkom na mamy przypominać, że „będzie to pierwszy dzień w
domu - z dala od szpitala, w którym mogły liczyć na natychmiastową pomoc, uzyskać
odpowiedzi na pytania i wsparcie. Teraz trzeba będzie sobie radzić samodzielnie. Oczywiście,
większość opuszcza mury szpitala z radością i bez żalu. Zdarza się, że pielęgniarki są niemiłe
lub udzielają sprzecznych rad, a częste interwencje szpitalnego personelu oraz wizyty
uniemożliwiają wypoczynek. W chwili wyjścia ze szpitala przeciętna matka jest już zwykle
przerażona, zagubiona i wyczerpana - nie mówiąc o fizycznym bólu, który w tym czasie nadal
się utrzymuje.
W tej sytuacji radzę wszystkim zwolnić tempo. Proponuję wejść do domu bez
pośpiechu, głęboko odetchnąć oraz unikać stwarzania komplikacji. (Podobne sugestie będę
jeszcze wiele razy powtarzać). Myśleć o tym, co nas czeka, jak o nowej przygodzie, a o sobie
jak o odkrywcach. Bądźmy realistyczni; okres poporodowy jest trudny niczym marsz w
trudym terenie, gdzie niemal wszyscy się potykają. (Więcej informacji o okresie
poporodowym znajduje się w rozdziale VII).
Wiem doskonale, że w momencie powrotu do domu będziecie się czuć z lekka
oszołomieni. Stosując jednak mój prosty rytuał, unikniecie zdenerwowania i chaotycznych
działań. (W tym miejscu podaję tylko ogólne zasady. Szczegóły będą omawiane, jak już
wspomniałam, w dalszych rozdziałach książki).
Rozpoczynamy rozmowę z dzieckiem, obnosząc je po domu. Tak, słoneczko! To ma
być wycieczka z mamusią w roli muzealnego kustosza i noworodkiem w charakterze
zwiedzającego. Pamiętajmy, co powiedziałam na temat szacunku. Maleństwo ma być
traktowane jak osoba, ktoś, kto czuje i rozumie. Ten ktoś przemawia językiem chwilowo dla
nas niezrozumiałym, tym niemniej ważne jest, by zwracać się do niego po imieniu. Każdy
kontakt z dzieckiem powinien być rozmową, a nie monologiem w naszym wykonaniu.
Zwiedzanie zaczynamy od miejsca, w którym dziecko będzie spędzało najwięcej
czasu. Rozmawiamy z nim, pokazując tę część mieszkania. Miękkim i miłym głosem
wyjaśniamy przeznaczenie kolejnych pomieszczeń - „To jest kuchnia. Tu twoi rodzice
szykują sobie jedzenie. A to jest łazienka w której się myjemy”. I tak dalej. Niektórzy mogą
się przy tym czuć głupio. Wielu rodziców ogarnia trema, gdy zaczynają pierwszą rozmowę ze
swoim dzieckiem. W porządku; to jest normalne. Proszę ćwiczyć, a przekonacie się ze
zdumieniem, że nie ma nic łatwiejszego. Wystarczy stale pamiętać, że noworodek jest małą

istotą ludzką, małym człowieczkiem, osobą, która żyje, odbiera wrażenia zmysłowe i już zna
twój głos, a nawet rozpoznaje zapach twojego ciała.
W czasie gdy mama zapoznaje dziecko z domem, tata lub babcia mogą zaparzyć
herbatkę z rumianku czy inny uspokajający napój. Oczywiście preferuję prawdziwą herbatę.
Tam, skąd pochodzę, trudno sobie wyobrazić, iż w chwili przyjazdu do domu mamy z
noworodkiem na ręku, imbryk herbatą nie był już nastawiony przez życzliwą sąsiadkę. Jest to
bardzo angielska i cywilizowana tradycja. Wprowadzam ją we wszystkich rodzinach, z
którymi mam tutaj - tj. w Ameryce - do czynienia. Po dobrej filiżance herbaty każda mama
nabiera ochoty do bliższego zapoznania się cudownym stworzeniem, które niedawno
urodziła.
Ograniczmy odwiedziny.
Przekonajmy wszystkich, z wyjątkiem najbliższej rodziny i przyjaciół, żeby w
pierwszych dniach wstrzymali się z wizytami. Jeżeli przyjechali do was dziadkowie, to
powinni zająć się gotowaniem, sprzątaniem i załatwianiem bieżących spraw wymagających
wychodzenia z domu. Trzeba im w bardzo grzeczny i miły sposób powiedzieć, że
poprosimy ich o pomoc przy dziecku, jeżeli zajdzie taka potrzeba, oraz uprzejmie wyjaśnić,
że przez pewien czas chcemy być sami ze swoim dzieckiem.

Pierwsze mycie gąbką i pierwsze karmienie.
(Informacje i rady dotyczące karmienia znajdują się w rozdziale IV, a szczegóły mycia
gąbką - na stronach 165-166). Pamiętajcie, że nie Wy jedni przeżywacie szok. Wasze dziecko
ma już za sobą sporą część życiowej podróży. Proszę sobie wyobrazić - jeśli potraficie - tę
maleńką ludzką istotę wychodzącą z komfortowego łona matki na światło dzienne zalewające
izbę porodową. Nagle jego małe ciałko trą, kłują i obmacują z wielką szybkością i siłą gdzieś
wielkie, obce, nieznane istoty, których głosy niczego znajomego mu nie przypominają. Potem
zabierają je od matki - jedynej ostoi - i skazują na bezgraniczną samotność wśród innych
podobnych, równie przerażonych istot. Po kilku dniach wiozą go gdzieś w niezrozumiały
sposób i w nieznanym kierunku i celu (to tylko my wiemy, że wracamy ze szpitala i domu).
W przypadku adopcji peregrynacje te są zwykle znacznie dłuższe.
WSKAZÓWKA: W szpitalnych pokojach noworodków panują zwykle dość wysokie
temperatury, w domu należałoby więc zapewnić, niemowlęciu około 22°C.

Pierwsze mycie jest świetną okazją do dokładnego obejrzenia naszego cudu natury. W
tym momencie rodzice przeważnie widzą swoje dziecko po raz pierwszy w całej okazałości.
Jest to sposobność do szczegółowi zapoznania się z jego budową. Czyniąc to, oczywiście cały
czas rozmawiamy z dzieckiem, starając się nawiązać z nim bliski kontakt. Następnie karmimy
piersią lub z butelki i obserwujemy, jak staje się senne. Kiedy dziecko zapada w sen,
układamy je w łóżeczku lub kołysce, kształtując pierwszego dnia prawidłowe skojarzenie z
miejscem snu (Wiele wskazówek dotyczących snu znajduje się w rozdziale VI).
- „Ale ona ma otwarte oczy!” - protestowała Gila, fryzjerka, która miała wrażenie, że
jej dwudniowa córeczka przypatruje się z zadowoleniem fotografii niemowlęcia opartej o
krawędź łóżeczka. Zaproponowałam jej by wyszła z pokoju i trochę sobie odpoczęła,
dziewczyna jednak z uporem powtarzała: - „Ona jeszcze nie śpi”. Słyszałam to od wielu
początkujących mam, którym tłumaczyłam, że dziecko nie musi być pogrążone w głębokim
śnie, by można je było ułożyć w łóżeczku i się oddalić. „Wyobraź sobie - tłumaczę - że twoja
córka ma randkę z chłopcem, a ty możesz spokojnie się położyć”.
Pomalutku!
Nie dokładajmy sobie stresów, gdy i tak mamy ich wystarczająco dużo. Nie złośćmy się
na siebie, że zgodnie z zamierzeniem nie wysłaliśmy jeszcze wszystkich listów i
podziękowań. Wyznaczmy sobie realną liczbę zadań do wykonania - powiedzmy pięć
dziennie, zamiast czterdziestu! Trzeba ustalić priorytety, dzieląc sprawy na pilne, do
zrobienia później oraz takie, które mogą poczekać, aż poprawi nam się samopoczucie.
Oceniając obowiązki spokojnie i uczciwie, przekonujemy się ze zdumieniem, jak wiele z
nich można przesunąć do trzeciej grupy.

Rada dla mam w połogu. Nie rozpakowuj toreb, nie telefonuj, nie rozglądaj się po
domu oceniając, co należałoby zrobić. Nie musisz nagle odpisywać na wszystkie kartki
gratulacyjne czy przyjmować korowodu gości spragnionych widoku twojego maleństwa. Na
zapoznanie z nim mogą poczekać kilka dni, a nawet tygodni. Jesteś wyczerpana, masz prawo
odpocząć. Wykorzystaj dla siebie sen dziecka! Ono też potrzebuje kilku dni, by wyjść z
szoku, jakim są narodziny i to, co się po nich dzieje. W pierwszych dniach niektóre
noworodki śpią po sześć godzin, pozwalając swoim mamom pozbierać się po trudach i bólach
rodzenia. Pamiętajcie jednak: jeżeli dziecko wydaje się anielsko spokojne - jakby w ogóle go
nie było - może to być cisza przed burzą! Organizm dziecka wchłania leki, które przyjmuje

matka; przeciskanie się przez kanał rodny jest bardzo męczące, nawet przy naturalnym i
prawidłowym porodzie. Pozwól i jemu przyzwyczaić się do nowego życia. Mały człowiek,
który dopiero co przyszedł na świat, jest oszołomiony, a jego prawdziwy temperament ujawni
się dopiero za jakiś czas, o czym będzie mowa w dalszej części książki.

Dwa słowa o zwierzętach domowych.
Nasze kochane zwierzątka mogą być zazdrosne o dziecko - podobnie jak duże
dzieci.
PSY. Psu nie możemy zbyt wiele wytłumaczyć za pomocą słów, możemy jednak
zabrać ze szpitala kocyk lub pieluszkę dziecka, by mógł się przyzwyczaić do nowych
zapachów. Po przyjeździe pozwólmy psu powitać nas przed domem, zanim do niego
wejdziemy. Psy mają wrodzony instynkt obrony terytorium i nie lubią, gdy ktoś obcy
wkracza w ich rewiry. Zapoznanie się z zapachem dziecka pomaga im zaakceptować jego
obecność. Radzę też rodzicom, aby nigdy nie pozostawiali bez nadzoru niemowlęcia z
jakimkolwiek zwierzęciem.
KOTY. Stare opowieści o kotach, które lubią kłaść się na dziecięcych twarzach,
należy raczej włożyć między bajki, faktem jest jednak, że ciepłe ciałko niemowlęcia może
kota zainteresować. Póki co, kot nie powinien mieć wstępu do dziecinnego pokoju; to
najlepszy sposób uniknięcia skoków do łóżeczka, ocierania się o dziecko, leżenia na nim
itp. Płuca noworodka są bardzo delikatne, a sierść kocia lub psia może wywoływać reakcje
alergiczne, nawet spowodować astmę.

Kim jest twoje dziecko?
- „W szpitalu był aniołkiem” - zapewniała Lisa w trzecim dniu Robbiego. - „Dlaczego
teraz tak często płacze?”. Gdybym brała po jednym funcie za każde takie pytanie, byłabym
teraz bardzo bogata. W tym miejscu pozostaje mi uświadomienie wszystkim mamom, że
przywiezione do domu dziecko bardzo rzadko zachowuje się tak samo jak w szpitalu.
Niemowlęta - jak wszyscy ludzie - różnią się pod wieloma względami. W różny sposób jedzą,
śpią i reagują na bodźce, odmiennie też chcą być uspokajane. Można to nazywać
temperamentem, osobowością, skłonnościami; jest to coś, co dziecko przynosi ze sobą na
świat i co objawia się między trzecim a piątym dniem po narodzinach - coś, co od tej pory
będzie je odróżniało od innych jako osobę.

Wiem o tym z doświadczenia, ponieważ utrzymuję kontakt z wszystkimi „moimi”
niemowlakami. Obserwując ich rozwój jako dzieci i nastolatków, niezmiennie rozpoznaję w
ich zachowaniach istotę osobowości, którą odkryłam w pierwszych tygodniach ich życia.
Obecnie przejawia się ona w sposobie witania się, reagowania na nowe sytuacje, odnoszenia
się do rodziców i rówieśników.
Davy był szczuplutkim noworodkiem o różowej twarzyczce, zaskoczył rodziców,
pojawiając się na świecie dwa tygodnie terminem. Od pierwszych dni nie znosił hałasów i
zbyt intensywnego światła; trzeba go było też częściej przytulać, by czuł się bezpiecznie.
Teraz zbliża się do wieku przedszkolnego i nadal jest dość nieśmiały.
Anna, urodzona w wyniku sztucznego zapłodnienia, była uśmiechnięta od pierwszych
chwil swego życia, a od jedenastej doby spała całą noc. Była niemowlęciem tak
bezproblemowym, że jej samotna matka po tygodniu nie potrzebowała już mojej pomocy.
Dziś Ania ma dwa lat i nadal przyjmuje świat z otwartymi ramionami.
Kolejny pouczający przykład to bliźnięta - dwaj chłopcy, osobowości były
przeciwstawne. Sean z łatwością trafiał do piersi i zawsze uśmiechał się słodko po karmieniu,
podczas gdy jego brat miał z tym kłopoty przez cały pierwszy miesiąc i sprawiał wrażenie
rozzłoszczonego na cały świat.
Wielu psychologów udokumentowało spójność temperamentów i owocowało w
sposoby opisu różnych ich typów. Jerome Kagan z Harvi (patrz: notka powyżej) i inni
badacze udowodnili, że niektóre niemowlaki są bardziej od innych wrażliwe, kłopotliwe,
marudne, słodkie, przewidywalne. Aspekty temperamentu decydują o tym, jak postrzega
otoczenie i jak nim manipuluje oraz - co może młodzi rodzice powinni szczególnie dobrze
zrozumieć - co przynosi mu ukojenie. Trzeba więc uważnie i pilnie dziecko obserwować,
akceptując je takim, jakie jest wraz z osobowością, z którą przychodzi na świat.

Wrodzone czy nabyte?
Związany z Uniwersytetem Harwarda psycholog Jerome Kagan, który badał
temperamenty niemowląt i małych dzieci, podobnie jak większość naukowców XX wieku,
kształcił się w przekonaniu, iż środowisko społeczne może mieć większy wpływ na
człowieka niż uwarunkowania biologiczne. Badania ostatniego dwudziestolecia prowadzą
jednak do innych wniosków.
„Przyznaję, że jest mi czasem smutno” - pisze w swoim Proroctwie Galena (tytuł
ten odwołuje się do starożytnego lekarza, który jako pierwszy opisał ludzkie
temperamenty) – „gdy widzę, że zdrowe i ładne niemowlęta, urodzone w kochających się
mętnych ekonomicznie rodzinach, rozpoczynają swoje życie z fizjologią, z powodu której
nie będą w przyszłości ludźmi tak odprężonymi, spontanicznymi i zdolnymi do
serdecznego śmiechu, jakimi chcieliby być. Niektóre z tych jednostek będą musiały liczyć
się z naturalną skłonnością do chłodnej surowości i martwienia się o swoje przyszłe
zadania”.

Akceptacja wrodzonych cech nie oznacza, że nie mamy na swoje dziecko żadnego
wpływu lub, że cechy te pozostaną niezmienne do końca. Nikt nie twierdzi, że ktoś, kto
uparcie wypluwa mleko w drugim miesiącu, będzie to czynił, gdy dorośnie. Delikatna i
drobna w swoich pierwszych tygodniach dziewczynka nie musi koniecznie podpierać ściany
na swoim balu maturalnym. Nie lekceważąc sił natury i cech wrodzonych (chemia mózgu i
anatomia mają też zapewne swoje znaczenie), należy pamiętać, że w rozwoju człowieka
istotną rolę odgrywają również cechy nabyte. Aby jednak w pełni wesprzeć swoje dziecko,
trzeba dostrzec i zrozumieć ów bagaż, który przyniosło ze sobą na świat.
Moje doświadczenie pozwoliło mi wyodrębnić pięć głównych typów temperamentów
niemowlęcych, które w dalszym ciągu dokładniej opiszę, które tak oto sobie nazwałam:
Aniołki, Średniaczki, Wrażliwce, Żywczyki i Poprzeczniaki. Aby pomóc rodzicom w
identyfikacji typu, opracowałam dwudziestopunktowy, wielowariantowy test, który można
zastosować do zdrowych niemowląt w wieku od pięciu dni do ośmiu miesięcy. Trzeba jednak
pamiętać, że podczas pierwszych dwóch tygodni zachowanie dziecka może być przejściowo
zmienione i nie w pełni miarodajne. Na przykład: obrzezanie (często wykonywane w ósmym
dniu życia) oraz różne komplikacje porodowe, takie jak żółtaczka, zapotrzebowanie
niemowlęcia na sen, przesłaniając tym samym prawdziwe usposobienie.

Proponuję, aby partnerzy odpowiadali na pytania samodzielnie. Samotnym matkom i
ojcom sugerowałabym zaproszenie do współpracy jedno z własnych rodziców, brata, siostrę
lub inną osobę blisko spokrewnioną ewentualnie dobrego przyjaciela lub przyjaciółkę bądź
zawodową opiekunkę - słowem, kogoś, kto spędził z dzieckiem choć trochę czasu.
Dlaczego test powinny wypełniać dwie osoby? Po pierwsze, jeżeli są to rodzice
rodzice, gwarantuję, że każde z nich będzie miało inny punkt widzenia, ponieważ nie ma na
tym świecie dwojga ludzi postrzegających w identyczny sposób.
Po drugie, niemowlęta zachowują się odmiennie w obecności różnych osób. To
sprawdzone.
Po trzecie, mamy skłonność do projekcji samych siebie na nasze dziecko (czyli
dopatrywania się w nich własnych cech), co powoduje czasem silną identyfikację z ich
temperamentem i dostrzeganie tego, co chcemy w nich widzieć. Nie zdając sobie sprawy,
możemy być nadmiernie skupieni na określonych cechach dziecka i zupełnie nie dostrzegać
innych, na przykład, ktoś kto był w dzieciństwie nieśmiały, a może nawet zastraszony to fakt,
że jego dziecko płacze w obecności obcych, nie będzie mu emocjonalnie obojętny.
Wyobrażenie, iż dziecko będzie musiało doświadczać tego samego niepokoju i tremy, które
były jego udziałem, będzie dla takiego rodzica przykre i bolesne. Tak, moi kochani,
dokonujemy takich projekcji w przyszłość, gdy chodzi o nasze słodkie niemowlaczki.
Identyfikujemy się z nimi w wysokim stopniu. Kiedy bezzębny chłopczyna po raz pierwszy
samodzielnie dźwiga główkę, z ust jego taty natychmiast płyną takie lub podobne słowa: „Hej, spójrzcie na mojego piłkarza!”. A gdy dziecko uspokaja się pod wpływem dźwięków,
mamusia dodaje: - „To po mnie ma dobry słuch!”.
Proszę, nie sprzeczajcie się, gdy wasze odpowiedzi będą się różniły nie jest to test na
inteligencję ani konkurs pod hasłem: kto lepiej zna dziecko. Chodzi o to, byście lepiej
zrozumieli tego małego człowieczka, który zawitał do waszego domu. Po wykonaniu testu
zgodnie ze wskazówkami przekonacie się, który opis lepiej do niego pasuje. Każda
klasyfikacja ludzkich zachowań jest oczywiście przybliżona, dziecko może zawierać więc w
sobie cechy różnych typów. Nie chodzi nam o to, żeby je zaszufladkować - takie działanie jest
bowiem okrutnie bezosobowe - a ułatwić sobie wyodrębnienie pewnych reakcji, które będą
podlegały uważniej obserwacji - wzorców płaczu i snu, wyraźnych skłonności; wszystkie te
elementy pozwolą nam potem ustalić, czego dziecko potrzebuje.

Poznaj lepiej swoje dziecko – test
W każdym punkcie proszę wybrać najbardziej odpowiadającą prawdzie odpowiedź,
czyli to stwierdzenie, które opisuje najczęstsze zachowanie dziecka.
1. Moje dziecko płacze
A. rzadko
B. tylko wtedy, gdy jest głodne, zmęczone lub nadmiernie pobudzone
C. bez widocznego powodu
D. bardzo głośno, a jeśli nikt nie reaguje, szybko zaczyna krzyczeć
E. bardzo często i długo
2. Kiedy przychodzi pora snu, moje dziecko
A. leży spokojnie w łóżeczku i zasypia
B. zwykle zasypia bez trudności w ciągu dwudziestu minut
C. marudzi, wydaje się zasypiać, a po chwili ponownie się budzi
D. jest bardzo niespokojne; często trzeba je owijać lub trzymać na rękach
E. intensywnie płacze i broni się przed ułożeniem do snu
3. Rano, po obudzeniu, moje dziecko
A. rzadko płacze - bawi się w łóżeczku do chwili, gdy ktoś nadejdzie
B. gaworzy i rozgląda się
C. domaga się natychmiastowej uwagi, inaczej zaczyna płakać
D. krzyczy i wrzeszczy
E. piszczy lub wyje
4. Moje dziecko uśmiecha się
A. do wszystkiego i do każdego
B. gdy jest do tego prowokowane
C. gdy jest prowokowane, czasem jednak po paru minutach zaczyna płakać
D. często, wydając przy tym bardzo głośne dźwięki
E. tylko w odpowiednich okolicznościach
5. Kiedy wychodzę z nim z domu, moje dziecko
A. poddaje się bez oporów
B. jest spokojne, dopóki nie znajdzie się w miejscu obcym lub zbyt ruchliwym
C. marudzi
D. wymaga ciągłej uwagi
E. nie lubi być często przenoszone i przewożone z miejsca na miejsce

6. Widząc przyjazną obcą osobę zbliżającą się i gaworzącą, moje dziecko
A. natychmiast się uśmiecha
B. uśmiecha się po chwili
C. jest gotowe do płaczu, chyba że osoba ta zdoła je rozweselić
D. staje się bardzo pobudzone
E. przeważnie się nie uśmiecha
7. W warunkach głośnego hałasu, np. szczekania psa lub trzaśnięcia drzwiami, moje
dziecko
A. nie okazuje zainteresowania
B. zauważa hałas, lecz nim się nie przejmuje
C. wzdraga się i często zaczyna płakać
D. wydaje z siebie głośne dźwięki
E. zaczyna płakać
8. Podczas pierwszej kąpieli moje dziecko
A. pluskało się w wodzie jak kaczka
B. było trochę zdziwione, polubiło jednak wodę niemal natychmiast
C. było bardzo pobudzone - trochę drżało i sprawiało wrażenie, że się boi
D. zachowywało się jak dzikie zwierzątko, rozchlapując wodę
E. broniło się i płakało
9. Język ciała mojego dziecka, ogólnie biorąc, wskazuje na:
A. rozluźnienie i czujność
B. przeważnie odprężenie
C. napięcie i silną reakcję na bodźce zewnętrzne
D. chaotyczność - kończyny wykonują ruchy nieskoordynowane
E. surowość - ręce i nogi dziecka są często dość sztywne
10. Moje dziecko wydaje z siebie głośne i agresywne dźwięki
A. od czasu do czasu
B. tylko podczas zabawy i w warunkach silnego pobudzenia
C. prawie nigdy
D. często
E. kiedy ma atak złości
11. Gdy zmieniam mu pieluszkę, kąpię je lub ubieram, moje dziecko
A. zawsze przyjmuje to bez oporów
B. nie oponuje, jeżeli robię to wolno i wyjaśniam mu, co robię

C. często się sprzeciwia, jak gdyby nie mogło znieść stanu obnażenia
D. intensywnie się wierci, starając się ściągnąć wszystko ze stolika
E. nienawidzi tych czynności - ubieranie go zawsze jest bitwą
12. Gdy nagle wystawiam je na działanie silnego światła, na przykład, słonecznego,
moje dziecko
A. przyjmuje to bez oporów
B. czasami bywa lekko oszołomione
C. intensywnie mruga lub stara się odwrócić głowę od źródła światła
D. staje się nadmiernie pobudzone
E. ma atak złości
13a. Jeżeli dziecko karmione jest z butelki, to podczas karmienia
A. zawsze ssie prawidłowo, z uwagą, i najada się w ciągu dwudziestu minut
B. ssie dobrze, choć trochę nieprawidłowo w okresach intensywnego wzrostu
C. intensywnie się piskorzy, co wybitnie przedłuża czas karmienia
D. agresywnie chwyta butelkę dłońmi i ma skłonność do objadania się
E. często stawia opory, powodując przedłużenie karmienia
13b. Jeżeli dziecko karmione jest piersią, to podczas karmienia
A. przysysa się błyskawicznie od pierwszego dnia życia
B. uczy się przysysania w ciągu dwóch dni, a potem ssie prawidłowo
C. zawsze chce ssać, przerywa jednak tę czynność - jak gdyby ją zapominało
D. ssie dobrze dopóty, dopóki jest trzymane zgodnie ze swoim oczekiwaniem
E. jest podrażnione i niespokojne, tak jakby matka nie miała dość pokarmu
14. Które z następujących stwierdzeń najlepiej opisuje sposób porozumiewania się z
moim dzieckiem
A. zawsze skutecznie, dokładnie i jednoznacznie objawia swoje potrzeby
B. większość jego komunikatów można łatwo odczytać
C. przekazuje sprzeczne komunikaty; czasami kieruje płacz przeciw matce
D. bardzo jasno i często dość głośno objawia, co lubi, a czego nie lubi
E. zwykle przywołuje uwagę głośnym, pełnym złości płaczem
15. Kiedy podczas spotkań rodzinnych wiele osób chce je potrzymać, moje dziecko
A. przystosowuje się do tego
B. nie wszystkim pozwala się wziąć na ręce
C. płacze, gdy zbyt wiele osób trzyma je na rękach
D. może zapłakać lub nawet wyślizgnąć się, gdy nie czuje się u kogoś dobrze

E. nie pozwala trzymać się nikomu oprócz rodziców
16. Po powrocie do domu moje dziecko
A. natychmiast się przystosowuje
B. aklimatyzuje się po kilku minutach
C. ma skłonność do marudzenia
D. często jest nadmiernie pobudzone i trudno je uspokoić
E. ma atak złości i złego samopoczucia
17. Moje dziecko
A. potrafi długo zająć się patrzeniem na cokolwiek - nawet na drabinki
swojego łóżeczka
B. potrafi samo się bawić około piętnastu minut
C. nie umie skupić się na zabawie w obcym, nieznajomym otoczeniu
D. potrzebuje do zabawy silnej stymulacji zewnętrznej
E. nic go łatwo nie bawi
18. Najbardziej rzucającą się w oczy cechą mojego dziecka jest
A. niewiarygodny spokój i łatwość przystosowania
B. rozwój ściśle odpowiadający opisom podręcznikowym
C. wrażliwość na wszystko
D. agresywność
E. niezadowolenie i złość
19. Odnoszę wrażenie, że moje dziecko
A. czuje się całkowicie bezpiecznie we własnym łóżeczku (kołysce)
B. dobrze się czuje w łóżeczku przez większość czasu
C. nie czuje się bezpiecznie w swoim łóżeczku
D. zachowuje się tak, jakby jego łóżeczko było więzieniem
E. przy układaniu w łóżeczku stawia opór
20. Które z następujących stwierdzeń najlepiej opisuje moje dziecko
A. nie wiem, że mam dziecko w domu; jest grzeczne jak aniołek
B. nie sprawia kłopotów, a jego zachowania są przewidywalne
C. jest bardzo delikatne
D. boję się, co będzie, gdy zacznie raczkować; będzie chciało wszędzie wejść
E. to „stara dusza” - zachowuje się tak, jakby już tu kiedyś była

Dla każdego punktu wybieramy jedną z liter A, B, C, D i E. Sprawdzamy następnie,
ile razy każda z nich się powtórzyła. Liczby te określają udział poszczególnych typów w
osobowości dziecka.
A = Aniołek B = Średniaczek C = Wrażliwiec D = Żywczyk E = Poprzeczniak
Charakterystyki poszczególnych typów
Po zliczeniu literek zwykle się okazuje, że jedna lub dwie z nich przeważają. Czytając
podane dalej opisy, pamiętajmy, że chodzi w nich o ogólny stosunek dziecka do świata i
życia, a nie o chwilowy nastrój lub typ zachowania związany z jakimiś trudnościami - choćby
takimi jak kolka - czy też szczególnym etapem rozwoju, jakim jest, na przykład, ząbkowanie.
Większość z Państwa zapewne rozpozna swoje dzieci w tych charakterystykach, choć może
się zdarzyć, że będą one miały kilka typów. Proponuję, więc zapoznanie się ze wszystkimi
opisami. Do każdego wyróżnionego typu osobowości dodałam po jednym przykładzie
znanego mi dziecka, którego zachowanie niemal dokładnie mu odpowiadało.
Aniołek. Łatwo się domyślić, że jest to takie niemowlę, jakie każda debiutująca matka
wyobrażała sobie przed rozwiązaniem - grzeczne, pogodne, uśmiechnięte i bezproblemowe.
Takim właśnie dzieckiem była Paulinka - łagodna, zawsze uśmiechnięta i konsekwentnie
niedomagająca się niczego. Jej komunikaty były łatwe do odczytania. Nie przerażały jej też
nowe miejsca, dzięki czemu można ją było wszędzie wziąć ze sobą. Nie było żadnych
kłopotów z karmieniem, zabawą i snem; nigdy nie płakała po obudzeniu. Rano można ją było
zastać gaworzącą w łóżeczku, przemawiającą do pluszaczków lub po prostu przypatrującą się
paskom tapety na ścianie. Aniołek najczęściej sam potrafi się uspokoić, a gdy jest zmęczony być może na skutek niewłaściwego odczytywania jego komunikatów - wystarczy przytulić i
powiedzieć: „Widzę, że jesteś zmęczony”. Potem włączamy (lub śpiewamy!) kołysankę,
przygaszamy światło, a dziecko zasypia.
Średniaczek. Oto niemowlę, którego zachowania łatwo przewidzieć, a w związku z
tym opieka nad nim jest stosunkowo łatwa. Przykładem z mojej praktyki może być Oliver,
który robił wszystko na życzenie, niczym nie zaskakiwał. Kolejne stadia rozwojowe osiągał
we właściwym czasie - zaczynał przesypiać noc po trzech miesiącach, przekręcał się na bok
po pięciu, siadał po sześciu. Okresy przyśpieszonego wzrostu pojawiały się u niego z wielką
regularnością, jak w zegarku. Miał wtedy zwiększony apetyt, ponieważ masa jego ciała
wzrastała. Już w pierwszym tygodniu życia potrafił sam zająć się sobą w krótkich,
piętnastominutowych okresach. Sporo gaworzył i rozglądał się z zaciekawieniem. Gdy ktoś

uśmiechnął się do niego, odwzajemniał się uśmiechem. Miał też i swoje gorsze okresy - jak to
opisują w książkach - nietrudno go było jednak uspokoić. Układanie Olivera do snu również
nie sprawiało rodzicom kłopotów.
Wrażliwiec. Przykładem Wrażliwca był Michałek, któremu świat jawił się jako
niewyczerpane źródło wyzwań zmysłowych. Kurczył się, słysząc odgłos przejeżdżającego za
oknem motocykla, grający telewizor lub szczekanie psa w domu sąsiadów. Mrużył oczy i
odwracał główkę od silnego światła. Czasem płakał zupełnie bez powodu, nawet na widok
swojej mamy. W takich chwilach sens jego przekazu (w języku niemowlęcym) był dość
jasny. „Mam dosyć, potrzebuję odrobiny ciszy i spokoju”. Zaczynał marudzić, gdy zbyt wiele
osób podawało go sobie z rąk do rąk, a także po powrocie ze spacerów. Umiał się sam bawić,
po kilku minutach potrzebował jednak potwierdzenia, że ktoś dobrze mu znany - mama, tata
lub opiekunka - znajduje się w pobliżu. Niemowlęta należące do tego typu bardzo lubią ssać
pokarm, a ich mamy, źle odczytując ten komunikat, dochodzą do wniosku, że dziecko jest
stale głodne. Tymczasem dobrze nakarmiony Wrażliwiec zadowoli się smoczkiem, jeżeli mu
go podamy. Dzieci szczególnie wrażliwe na bodźce zewnętrzne zachowują się niespokojnie
podczas karmienia, ponieważ nie mogą się na nim skoncentrować; czasami sprawia to
wrażenie, jak gdyby zapominały, na czym polega czynność ssania. W porach drzemki i
wieczorami Michałek często miewał trudności z zasypianiem. Niemowlęta z tej grupy łatwo
wypadają z rytmu, ponieważ ich organizmy są bardzo niestabilne. Dłuższa niż zwykle
drzemka, opuszczone karmienie, nieoczekiwane odwiedziny, wycieczka, zmiana odżywki wszystko to razem i osobno mogło wytrącić Michałka z nietrwałej równowagi. Aby uspokoić
takie dziecko, trzeba starać się odtworzyć warunki panujące w łonie matki. Owinąć je
szczelnie, przytulić mocno do własnego ciała i szeptem sączyć w jego uszko rytmiczne
sz...sz...sz... (naśladujące odgłos płynu przemieszczającego się w macicy), a równocześnie
poklepywać delikatnie plecki dziecka, imitując puls serca matki. Zabieg ten, nawiasem
mówiąc, uspokaja wszystkie niemowlęta, działa jednak szczególnie silnie na przedstawicieli
tego typu. Mama Wrażliwa powinna jak najszybciej nauczyć się znaczenia jego komunikatów
i płaczów; im szybciej to zrobi, tym łatwiejsze będzie miała z nim życie. Dzieci, o których
mowa, kochają porządek i przewidywalne harmonogramy, a więc - żadnych niespodzianek,
dziękujemy bardzo!
Żywczyk. Niemowlęta tego typu sprawiają wrażenie, jakby po wyjściu z łona matki
wiedziały dokładnie, co lubią, a czego sobie nie życzą, i bez wahania starają się to
zakomunikować. Karen była taką właśnie małą dziewczynką. Głośno protestowała i domagała
się swojego; czasami bywała nawet agresywna. Rano, po obudzeniu, krzykiem wzywała

rodziców. Nie znosiła leżenia w brudnych lub mokrych pieluchach. W takich sytuacjach
głośno sygnalizowała swój dyskomfort, domagając się przewinięcia. Jej ruchy były
intensywne i kanciaste. Trzeba ją było zawijać, by mogła zasnąć, ponieważ swobodne rączki i
nóżki prowokowały ją do gwałtownych ruchów i nadmiernie pobudzały. Kiedy takie dziecko
zacznie płakać i nie zostanie umiejętnie uspokojone, wtedy płaczom nie będzie końca i
przekształcą się one w zapamiętały, wściekły ryk. Żywczyki bardzo wcześnie chwytają w
dłonie buteleczki z pokarmem. Zauważają też inne dzieci, zanim same zostaną przez nie
zauważone; ujmują w dłonie zabawki, gdy tylko wykształci się u nich zdolność trzymania
czegokolwiek palcami.
Poprzeczniak. Mam swoją teorię na temat dzieci takich jak Gavin. Uważam, że już
wcześniej były na świecie. To stare dusze, jak je czasem nazywamy, i nie są zbyt szczęśliwe
ze swojego powrotu do świata fizycznego. Mogę się oczywiście mylić, jakakolwiek byłaby
jednak tego przyczyna, zapewniam Państwa, że niemowlę tego typu potrafi rodzicom - jak to
się mówi - dać w kość, jest bowiem wściekłe na cały świat i chce, żeby wszyscy o tym
wiedzieli. (Moja współautorka informuje mnie o tym, że w języku jidysz dziecko takie
nazywa się farbissiner). Gavin przeraźliwie płakał każdego ranka, w ciągu dnia rzadko się
uśmiechał, a przed spaniem urządzał brewerie. Kolejne opiekunki wynajmowane przez jego
matkę rezygnowały z pracy, ponieważ miały tendencję do traktowania złych humorów
dziecka w sposób osobisty. Gavin z początku nienawidził kąpieli, a podczas przebierania i
zmiany pieluszek szarpał się i irytował. Matka usiłowała karmić go piersią, napływ pokarmu
był jednak zbyt powolny (mleko nie spływało dostatecznie szybko do brodawek sutkowych),
co wywoływało u dziecka zniecierpliwienie. Przejście na butelkę nie zmienia niczego, bo
przyczyną takich zachowań jest nieznośne usposobienie dziecka. Uspokojenie niemowlęcia o
takich cechach psychicznych wymaga od rodziców ogromnej cierpliwości i opanowania,
dziecko przejawia bowiem agresywną złość oraz wyjątkowo długo i głośno płacze. Dźwięki
sz...sz...sz... muszą być głośniejsze od jego krzyku. Na domiar złego Poprzeczniak nie znosi
owijania i zdecydowanie daje to do zrozumienia gwałtownymi ruchami. W warunkach
apogeum złości sz...sz...sz... trzeba zastąpić uspokajającymi słowami, na przykład: „Dobrze...
dobrze... dobrze...” oraz rytmicznie kołysać dziecko do tyłu i do przodu.
WSKAZÓWKA: Kołysząc jakiekolwiek niemowlę, przechylamy je zawsze do tyłu i do
przodu, a nie na boki; nie wykonujemy też żadnych ruchów unoszących i opadających. W ten
sposób upodabniamy ruch do tego, jakiego dziecko doświadczało w łonie matki w trakcie jej
chodzenia, co kojarzy się w jego podświadomości z komfortem i spokojem.

Fantazje i rzeczywistość
Jestem pewna, że Czytelnicy rozpoznają swoje dzieci w zamieszczonych powyżej
opisach. Może się czasem zdarzyć połączenie cech dwóch typów. Jakkolwiek by było, celem
opisów nie jest straszenie rodziców, lecz ułatwienie im zrozumienia dziecka i służenie radą.
Nie chodzi przy tym o zaszufladkowanie dziecka czy przyklejenie mu etykietki, a raczej o
ustalenie, czego można oczekiwać od określonego typu osobowości i jak z nią postępować.
Zaraz, zaraz... Państwa dziecko nie jest takie, o jakim marzyliście? Trudniej się je
uspokaja? Za dużo krzyczy? Jest bardziej drażliwe? Nie lubi być noszone na rękach?!
Rozumiem, że jesteście trochę rozczarowani, a może chwilami ogarnia Was złość. Być może
nawet żałujecie... Moi drodzy, nie Wy jedni! Podczas dziewięciu miesięcy ciąży rodzice
tworzą w swoich umysłach obraz dziecka, którego oczekują, nadając mu określone cechy
fizyczne i psychiczne, wyobrażając sobie, na jakie osoby wyrosną i kim będą w życiu. Ta
skłonność występuje przede wszystkim u starszych matek i ojców, u których poczęcie dziecka
wiązało się z przeszkodami lub, którzy czekali z tym do trzydziestki lub czterdziestki.
Trzydziestosześcioletnia Sarah, mająca Średniaczka, przyznała, gdy jej córeczka Lizzie
skończyła pięć tygodni: - „Na początku przyjemność sprawiało mi około dwudziestu pięciu
procent spędzanego z nią czasu. Myślałam sobie, że nie kocham tego dziecka tak, jak
powinnam”. Prawniczka dobiegająca pięćdziesiątki imieniem Nancy, która wynajęła
zastępczą matkę w celu poczęcia Juliana, mimo prawdziwie anielskiego usposobienia tego
dziecka, była „zdruzgotana, widząc jak jest to trudne”. Pani mecenas wspomina, jak patrząc
na swojego czterodniowego synka, błagała go ze łzami w oczach: „Kochanie, nie dobijaj
nas!”.
Okres przystosowania może trwać parę dni, kilka tygodni lub znacznie dłużej - w
zależności od tego, jakie życie prowadziło się przed przyjściem dziecka na świat. Jakkolwiek
długo by to trwało, wszyscy rodzice (mam nadzieję!) akceptują w końcu dziecko takim, jakie
jest - oraz życiowe zmiany, które wywołało jego pojawienie się. (Rodzice ceniący sobie ład i
porządek mogą mieć trudności z opanowaniem bałaganu powstającego wokół niemowlęcia, a
osoby dobrze zorganizowane nie czują się dobrze brnąc w codziennym chaosie; więcej
informacji na ten temat podam w następnym rozdziale).

Miłość od pierwszego wejrzenia?
Ich spojrzenia spotkały się i natychmiast zapałali do siebie miłością - tak to się
czasem dzieje w hollywoodzkich produkcjach. Wiemy jednak, że w życiu wielu par bywa
zupełnie inaczej. To samo dotyczy matek i dzieci. Niektóre mamy zakochują się w swoich
maluszkach od pierwszego wejrzenia, inne potrzebują na to więcej czasu. Są wyczerpane,
zszokowane i przerażone, a niekiedy chcą, by ich dziecko było wcieloną doskonałością - i
to jest być może największą przeszkodą. Niestety, dzieci idealne nie rodzą się codziennie,
co nie znaczy, że wszystkie inne nie zasługują na miłość. Nie obwiniajmy się - pokochanie
dziecka wymaga czasu, tak jak to się dzieje między dorosłymi, gdy prawdziwa miłość
przychodzi wraz z bliższym poznaniem wybranej osoby.

WSKAZÓWKA: Drogie mamusie, przyda się Wam każda rozmowa przypominająca
o tym, że wzloty i upadki są rzeczą zwyczajną. Drodzy tatusiowie, rozmowy z waszymi
przyjaciółmi płci męskiej mogą nie być zbyt pomocne. Debiutujący ojcowie przeważnie
rywalizują między sobą, zwłaszcza gdy chodzi o brak snu i seksu.
Ciekawe, że typ temperamentu, do którego dziecko należy, ma znikomy wpływ na
subiektywną ocenę rodziców. Utożsamiają się oni tak dalece ze swoimi oczekiwaniami, że
nawet klasyczne Aniołki nie są w stanie ich zadowolić. Przykładem niechaj będą Kim i
Jonathan - rodzice w znacznym stopniu zaangażowani w pracę zawodową. Kiedy przyszła na
świat ich córeczka Claire, trudno było sobie wyobrazić słodsze i grzeczniejsze niemowlę. Nie
sprawiała żadnych kłopotów podczas karmienia, samodzielnie się bawiła, zdrowo spała, a
chcąc usłyszeć jej płacz, trzeba było długo czekać i mocno wytężać słuch. Sądziłam, że moja
pomoc szybko przestanie być potrzebna. Okazało się jednak, że ojciec tego dziecka znalazł
powody do zmartwienia. - „Czy ona nie jest zbyt bierna?” - zapytał. - „Czy powinna tak długo
spać? Jeśli rzeczywiście jest taka spokojna, to z pewnością nie po mnie i mojej rodzinie!”.
Uświadomiłam mu oczywiście, jak wielkiego dostąpił błogosławieństwa. Niemowlęta takie
jak Claire to sama radość! Któż nie chciałby mieć takiego dziecka? Znacznie większy szok
spotyka rodziców wtedy, gdy wymarzyli sobie Aniołka, a tymczasem mają do czynienia z
kimś zupełnie innym. W pierwszych dniach, kiedy dziecko odsypia jeszcze ból narodzin,
mama i tata nabierają błędnego przekonania, że ich marzenia się spełniły. I oto nagle
wszystko się zmienia - Aniołkowi wyrastają różki i mamy przed sobą dzieciątko nader
impulsywne i pełne wigoru. „Co myśmy (najlepszego) zrobili?!” - to pierwsze (retoryczne)

pytanie zawiedzionych protoplastów; zaraz po nim przychodzą myśli bardziej konkretne: „Co
z tym zrobimy?” i „Co mamy teraz robić?”. No cóż, pierwszym krokiem jest zaakceptowanie
własnego rozczarowania, a drugim - przystosowanie oczekiwań do rzeczywistości.
WSKAZÓWKA: Pomyślcie o przyjściu na świat dziecka jako o zwiastunie cudownego
życiowego wyzwania. Każdy z nas ma w życiu wiele różnych lekcji do odrobienia i nigdy nie
wiemy, kto będzie naszym nauczycielem. W tym wypadku jest nim wasze dziecko.
Czasami rodzice nie uświadamiają sobie własnego rozczarowania, a jeśli nawet zdają
sobie z niego sprawę, to wstydzą się przyznać. Nie chcą pogodzić się z tym, że ich własne
dziecko nie jest tak słodkie i grzeczne, jak się spodziewali, oraz że nie spotkała ich tak bardzo
oczekiwana rodzicielska miłość od pierwszego wejrzenia. Nie potrafiłabym zliczyć znanych
mi par rodzicielskich, które przez to przeszły. Przytoczę opowieści niektórych z nich,
powinno to, bowiem dodać otuchy moim Czytelnikom.
Mary i Tim. Mary jest kobietą o miłym i łagodnym sposobie bycia, pełnych wdzięku
ruchach i cudownym usposobieniu. Jej mąż jest również człowiekiem spokojnym,
zrównoważonym, a także mocno stąpającym po ziemi. Kiedy urodziła im się córeczka
imieniem Mable, w ciągu pierwszych trzech dni wydawało się, że jest to Aniołek. Podczas
pierwszej nocy przespała sześć godzin.
Córeczka Claire, trudno było sobie wyobrazić słodsze i grzeczniejsze niemowlę. Nie
sprawiała żadnych kłopotów podczas karmienia, samodzielnie się bawiła, zdrowo spała, a
chcąc usłyszeć jej płacz, trzeba było długo czekać i mocno wytężać słuch. Sądziłam, że moja
pomoc szybko przestanie być potrzebna. Okazało się jednak, że ojciec tego dziecka nalazł
powody do zmartwienia. - „Czy ona nie jest zbyt bierna?” - spytał. - „Czy powinna tak długo
spać? Jeśli rzeczywiście jest taka spokojna, to z pewnością nie po mnie i mojej rodzinie!”.
Uświadomiłam mu oczywiście, jak wielkiego dostąpił błogosławieństwa. Niemowlęta takie
jak Claire to sama radość! Któż nie chciałby mieć takiego dziecka? Znacznie większy szok
spotyka rodziców wtedy, gdy wymarzyli sobie aniołka, a tymczasem mają do czynienia z
kimś zupełnie innym. W pierwszych dniach, kiedy dziecko odsypia jeszcze ból narodzin,
mama i tata nabierają błędnego przekonania, że ich marzenia się spełniły. I oto nagle
wszystko się zmienia - Aniołkowi wyrastają różki i mamy przed sobą Dzieciątko nader
impulsywne i pełne wigoru. „Co myśmy (najlepszego) robili?!” - to pierwsze (retoryczne)
pytanie zawiedzionych protoplastów; zaraz po nim przychodzą myśli bardziej konkretne: „Co

z rym zrobimy?” „Co mamy teraz robić?”. No cóż, pierwszym krokiem jest zaakceptowanie
własnego rozczarowania, a drugim - przystosowanie oczekiwań do rzeczywistości.
WSKAZÓWKA: Pomyślcie o przyjściu na świat dziecka jako o zwiastunie
cudownego życiowego wyzwania. Każdy z nas ma w życiu wiele różnych lekcji do odrobienia i
nigdy nie wiemy, kto będzie naszym nauczycielem. W tym wypadku jest nim wasze dziecko.
Czasami rodzice nie uświadamiają sobie własnego rozczarowania, a jeśli lawet zdają
sobie z niego sprawę, to wstydzą się przyznać. Nie chcą Pogodzić się z tym, że ich własne
dziecko nie jest tak słodkie i grzeczne, jak się spodziewali, oraz że nie spotkała ich tak bardzo
oczekiwana „rodzicielska miłość od pierwszego wejrzenia. Nie potrafiłabym zliczyć znanych
mi par rodzicielskich, które przez to przeszły. Przytoczę opowieści niektórych z nich,
powinno to bowiem dodać otuchy moim Czytelnikom.
Mary i Tim. Mary jest kobietą o miłym i łagodnym sposobie bycia, pełnych wdzięku
ruchach i cudownym usposobieniu. Jej mąż jest również człowiekiem spokojnym,
zrównoważonym, a także mocno stąpającym po ziemi. Kiedy urodziła im się córeczka
imieniem Mable, w ciągu pierwszych trzech dni wydawało się, że jest to Aniołek. Podczas
pierwszej nocy przespała sześć godzin; podobnie było też następnej nocy. W trzecim dniu
jednak, po przyjściu rodziców do domu, prawdziwa osobowość Mable zaczęła stopniowo się
ujawniać. Dziewczynka spała sporadycznie i trudno ją było uspokoić; pojawiły się także
trudności z zasypianiem. Na tym jednak nie koniec. Pod wpływem najdrobniejszego hałasu
dziecko podskakiwało i zaczynało płakać. Gdy ktoś z odwiedzających brał ją na ręce, wiła się
i krzyczała. Płakała też często bez widocznego powodu.
Mary i Tim nie mogli uwierzyć, że przy ich udziale przyszło na świat niemowlę o
takim usposobieniu. Ciągle opowiadali sobie o dzieciach różnych znajomych, które łatwo
zasypiały, bawiły się samodzielnie dowolnie długo i które można było, bez protestów i
płaczów, wozić samochodami. Ich Mable była zupełnie inna. Pomogłam im ujrzeć to dziecko
takie, jakie było w rzeczywistości - niemowlę o dużej wrażliwości. Mabel lubiła
przewidywalność, ponieważ jej układ nerwowy nie został w pełni ukształtowany; uspokajała
się, gdy rodzice poświęcali jej więcej czasu oraz wtedy, kiedy w otoczeniu panował zupełny
spokój. Przystosowując się do jej potrzeb, rodzice starali się okazać łagodność i cierpliwość.
Ich mała córeczka była osobą delikatną, mającą własny, niepowtarzalny sposób bycia. Jej
szczególna wrażliwość to nie żadna aberracja; z jej pomocą uczyła własnych rodziców
akceptacji swojego unikalnego temperamentu. Biorąc pod uwagę ich własne osobowości,

podejrzewałam, że jabłko nie spadło tak daleko od jabłoni, jak mogłoby się wydawać. Mable
potrzebowała wolniejszego tempa życia - podobnie jak jej mama; pragnęła też spokoju i
równowagi - zupełnie jak jej ojciec.
Głębsze zrozumienie tego wszystkiego, wraz z odrobiną zachęty, pomogło Timowi i
Mary zaakceptować dziecko takie, jakie było naprawdę, zamiast porównywać je stale z
potomstwem znajomych i doszukiwać się korzystnych podobieństw. Tempo życia wokół
Mable zostało świadomie zwolnione; ograniczono też liczbę odwiedzających ją osób, a
rodzice zaczęli bardziej wnikliwie obserwować jej zachowania.
Wkrótce Mary i Tim zauważyli, że Mable daje im wyraźne, łatwe do zrozumienia
wskazówki. Kiedy czuła się przytłoczona nadmiarem wrażeń, odwracała buzię od każdego,
kto na nią patrzył, a nawet od poruszającej się powoli grającej zabawki. Swoim niemowlęcym
językiem dziewczynka mówiła im wówczas: „Dość mam pobudzeń!”. Jej mama stwierdziła,
że reagując szybko na te sygnały, ułatwia dziecku zapadanie w drzemkę w ciągu dnia. Gdy
jednak przeoczy komunikaty, córeczka zaczyna płakać i długo nie można jej uspokoić.
Pewnego dnia, gdy wpadłam do nich w odwiedziny, Mary, pragnąc natychmiast podzielić się
ze mną wiadomościami o Mable, niechcący zlekceważyła znaki dawane przez dziecko. Mable
wkrótce zaczęła płakać. Na szczęście, jej mama z szacunkiem szepnęła jej do uszka: „Przepraszam cię, kochanie, że nie zwracałam na ciebie uwagi”.
Jane i Arthur. Ta cudowna para - jedna z moich ulubionych - czekała siedem lat na
dziecko. Również ich synek James przed opuszczeniem szpitala sprawiał wrażenie Aniołka.
Niestety, po przyjeździe do domu zaczęły się płacze podczas przewijania, w trakcie kąpieli, a
potem już pod lada pretekstem lub całkiem bez powodu. Jego rodzice lubią dobrą zabawę i są
obdarzeni wielkim poczuciem humoru, jednak nawet im nie udawało się sprowokować go do
uśmiechu. Sprawiał wrażenie dziecka głęboko nieszczęśliwego. – „Bez przerwy płacze skarżyła się Jane - i niecierpliwi się nawet podczas karmienia piersią. Muszę przyznać, że
czekamy z niecierpliwością, aż zaśnie”.
Oboje martwili się tak bardzo, że nawet głośne omawianie tematu sprawiało im
przykrość. Trudno pogodzić się z tym, że nad własnym dzieckiem zebrały się czarne chmury.
Jak wielu rodziców, także Jane i Artur wierzyli, że ma to jakiś związek z nimi - „Popatrzmy
na Jamesa jak na zupełnie odrębną osobę” - zaproponowałam. - „Widzę małego chłopca,
który stara się powiedzieć: - »Hej, mamo, ruszaj się żwawiej przy tym przewijaniu«, a kiedy
indziej: - »O, nie! Znowu karmienie? Co? Jeszcze jedna kąpiel?!«”. Gdy tylko udzieliłam
głosu nieznośnemu Jamesowi, natychmiast odezwało się poczucie humoru jego rodziców.
Przedstawiłam im wtedy swoją teorię „starych dusz” pojawiających się jako Poprzeczniaki.

Śmieli się, kiwając znacząco głowami. - „Wie pani - powiedział Arthur - mój ojciec jest taki, i
za to go kochamy. Uważamy, że jest to facet z charakterem”. Nagle mały James przestał być
postrzegany jako monstrum, które przyszło na świat po to, by złośliwie zatruwać im życie.
Narodził się inny James - chłopczyk z temperamentem i potrzebami, w jednej chwili przestał
być „rozwrzeszczanym bachorem”, a stał się ludzką osobą zasługującą na szacunek.
Po tej rozmowie przyszedł czas na kąpiel. Zamiast się bać, śpieszyć i denerwować,
Jane i Arthur podeszli do niej ze spokojem, dając chłopcu więcej czasu na przyzwyczajenie
się do wody i cały czas z nim rozmawiając. - „Wiem, synu, że to cię nie bawi, ale pewnego
dnia - w niezbyt odległej przyszłości - będziesz płakał, gdy będziemy wyjmować cię z wody”.
James przestał też być owijany. Rodzice nauczyli się przewidywać jego potrzeby i zrozumieli,
że unikając kumulowania napięcia, działają z korzyścią dla niego i dla siebie. James ma teraz
sześć miesięcy i nadal jest dzieckiem posępnym. Jane i Arthur zdołali już jednak
zaakceptować jego naturę i wiedzą, jak postępować w chwilach, gdy przejawia szczególnie
zły humor. Mały James ma szczęście, że ktoś stara się go zrozumieć w tym trudnym okresie.
Powyższe przykłady ilustrują dwa spośród najważniejszych aspektów dziecięcego
szeptuństwa - zasadę szacunku i zdrowy rozsądek. W relacjach z niemowlętami - podobnie
jak w stosunkach pomiędzy dorosłymi - nie ma uniwersalnych recept. To, że mały
siostrzeniec lubił być trzymany w określony sposób podczas karmienia lub zawijany przed
spaniem, nie musi oznaczać, iż nasze dziecko zareaguje tak samo. Córeczka przyjaciółki
może mieć pogodne usposobienie i bez obaw przyjmować obcych, nie wynika stąd jednak, że
nasze dziecko może lub musi zachowywać się tak samo. Porzućmy myślenie życzeniowe.
Musimy zmierzyć się rzeczywistością, którą reprezentuje nasze własne dziecko, i ustalić, co
będzie dla niego najlepsze. Ręczę, że każdemu, kto obserwuje i słucha z uwagą, niemowlę
potrafi dokładnie uświadomić swoje potrzeby i zasugerować sposób postępowaniu w
trudnych sytuacjach.W ostatecznym rachunku, dzięki tego rodzaju empatii i zrozumieniu,
życie niemowlęcia staje się łatwiejsze, ponieważ wzmacniamy jego wiarę we własne siły
kompensując jego słabości. I tu mam dobrą wiadomość: niezależnie od typu temperamentu
wszystkie

niemowlęta

rozwijają

się

i

zachowują

lepiej

w

warunkach

spokoju,

przewidywalności i ładu. Dlatego w następnym rozdziale opiszę pewną koncepcję
uporządkowania działań, która pomoże waszym rodzinom głębiej odetchnąć.

ROZDZIAŁ II
ŁATWY PLAN
Jedz, kiedy jesteś głodny. Pij, gdy masz pragnienie. Śpij, kiedy odczuwasz zmęczenie.
Sentencja buddyjska
Czułam, że będzie szczęśliwsza, gdy od początku w jej życiu zapanuje porządek.
Widziałam też, jak ład i spokój działają na dziecko mojej przyjaciółki.
Matka pewnego Średniaczka
Porządek w działaniu receptą na sukces
Codziennie dzwonią do mnie rodzice kompletnie zagubieni, oszołomieni i pełni
niepokoju, a przede wszystkim niewyspani! Bombardują mnie pytaniami i błagają o rady,
twierdząc, że jakość ich życia rodzinnego drastycznie się pogorszyła. Niezależnie od
specyfiki zgłaszanych problemów proponuję wszystkim najlepszy sposób, jakim jest
uporządkowanie codziennych działań.
Oto jeden z przykładów. Trzydziestotrzyletnia specjalistka od reklamy imieniem
Terry, pracująca na kierowniczym stanowisku, była święcie przekonana, że jej
pięciotygodniowy synek Garth jest niejadkiem. - „Nie umie się dobrze przyssać” - twierdziła.
- „Karmienie zajmuje godzinę i ciągle odwraca się od piersi”.
Moje pierwsze pytanie brzmiało:
- „Czy karmienie odbywa się regularnie?”.
Chwila wahania rozmówczyni była dla mnie jasną i wyraźną odpowiedzią negatywną, ma się rozumieć. Obiecałam wpaść do niej nieco później tego samego dnia, by
przyjrzeć się dziecku i posłuchać go, choć byłam niemal pewna, co się tam dzieje.
- „Harmonogram? Plan?! Nie, nie, wszystko tylko nie to!” - protestowała Terry,
słuchając moich propozycji. - „Przez całe życie, w kolejnych miejscach pracy zmuszano mnie
do przestrzegania jakichś preliminarzy. Wychodzę z biura i chcę być z moim dzieckiem, a
pani mi mówi, że jego też mam wtłaczać w jakieś schematy?”.

Oto klasyczny przykład nieporozumienia wynikającego z osobistych uprzedzeń. Nie
sugerowałam bynajmniej żadnych rygorystycznych formuł czy ścisłych dyscyplinarnych
reguł, proponowałam natomiast wyjście z chaosu poprzez stworzenie elastycznej
organizacyjnej podstawy, modyfikowanej zgodnie ze zmieniającymi się potrzebami dziecka. „Nie chodzi mi o harmonogram w znaczeniu, które pani z tym słowem kojarzy - wyjaśniłam lecz o organizację dnia czy też plan tworzący podstawy pewnej regularności. Nie twierdzę, że
opiekując się dzieckiem, powinna pani żyć z zegarkiem w ręku, potrzebna jest jednak pewna
konsekwencja wprowadzająca porządek i rytm w życie niemowlęcia”.
Widziałam, że wyjaśnienia te nie uwolniły Terry od sceptycyzmu, zaczęła jednak
zmieniać sposób myślenia po moich zapewnieniach, iż proponowana metoda nie tylko
rozwiąże tzw. problem Gartha, lecz także nauczy ją lepiej rozumieć przekazywane przez
dziecko komunikaty. Wytłumaczyłam, że karmienie co godzinę wynika z niezrozumienia
sygnałów, które niemowlę nam wysyła. Żadne normalne dziecko nie potrzebuje karmienia co
godzinę. Podejrzewałam, że Garth potrafi sk

Podobne prace

Do góry