Ocena brak

Jean Baptiste TROPPMANN

Autor /Malina1243 Dodano /05.01.2013

Jean Baptiste Troppmann jest z pewnością jedną z najbardziej ponurych postacileksykonu morderców. Choć daleko mu do rekordów, jeśli chodzi o ilość ofiar (zabił„zaledwie” osiem osób), to jednak zarówno pobudki jego czynu, jak i sposób działania musząbudzić odrazę. Sprawa Troppmanna zyskała w swoim czasie ogromny, całkiem zresztą zrozumiały rozgłos i zapewne dzięki temu posiadamy sporo wiadomości o jego życiu icharakterze.Troppmann urodził się w 1849 roku w Alzacji, w ubogiej, wielodzietnej rodzinie.

Jego ojciec prowadził warsztat mechaniczny. Lubił swoją pracę, a w wolnych chwilach zajmowałsię z powodzeniem wynalazczością, lecz nigdy nie zdołał zgromadzić skromnego choćbymajątku. Jak należy sądzić, ubóstwo i przeciwności losu uczyniły zeń człowiekazgorzkniałego i ponuraka.Jean Baptiste był najmłodszym synem państwa Troppmann i jak to często bywa,ulubieńcem matki. Uwielbiany i rozpieszczany przez nią, wyrósł w końcu nahomoseksualistę. Ojciec bił go regularnie za „słaby charakter”, zaś bracia i siostrynienawidzili serdecznie, boleśnie widać odczuwając ciągłe faworyzowanie go przez matkę.

Od najmłodszych lat był nałogowym kłamcą, co również można przypisać jego szczególnejpozycji w rodzinie. Warto dodać jeden jeszcze szczegół: otóż Jean Baptiste odziedziczył poojcu monstrualnych rozmiarów dłonie. Cecha ta utrzymywała się chyba w rodzinie przezwiele pokoleń i jak twierdzili później dziennikarze, jej właśnie ród ten zawdzięczał swenazwisko, które istotnie można uznać za francuskie określenie „za dużo dłoni” w zmienionejpostaci.Gdy Jean Baptiste znalazł się w szkole, jego widoczna już wtedy odmienność i posępnycharakter wkrótce uczyniły go idealnym celem dla klasowych prześmiewców.

Chłopak zpoczątku znosił wszystko; gdy jednak okazało się, że atakowany, potrafi wpaść w straszliwąwściekłość i nie panuje nad sobą, żarty ustały i młodego Troppmanna starannie unikano.Jeszcze w szkole narzucił sobie surowy reżim treningów i wkrótce zdobył niezwykłą siłęfizyczną.Po ukończeniu szkoły, w wieku 14 lat, Jean Baptiste podjął pracę w warsztacie ojca. Tamteż z początku znęcano się nad nim i naigrawano, w czym przewodził jego brat, Edward.Prześladowania skończyły się, gdy pewnego dnia Jean Baptiste bez uprzedzenia zmasakrowałtwarz brata młotkiem..Chłopak był powszechnie nielubiany w okolicy, do czego z pewnością przyczyniało sięjego zboczenie. Jedyną osobą, która akceptowała go w pełni i którą on kochał nad życie, byłamatka. Wspomnijmy o jedynym pozytywnym epizodzie w życiu Troppmanna, jakim byłouratowanie życia pewnemu robotnikowi w warsztacie. Było to możliwe dziękispostrzegawczości, szybkiemu refleksowi i sile fizycznej chłopaka, który w porę zauważył izdołał podtrzymać ciężkie imadło, spadające wprost na głowę kolegi. Czyn ten przyniósł munawet chwilową popularność i sympatię w okolicy, nie wydaje się jednak, by mu na tymzależało.Zaczął w największej tajemnicy zgłębiać tajniki chemii. Nie było, oczywiście, żadnegopowodu, by czynić to w tajemnicy, lecz Troppmann, który rozczytywał się w powieściachbędących mieszaniną horroru i mistycyzmu, uwielbiał wszelkie sekrety.

Badał też właściwości różnych trucizn i sam stworzył taką, którą – nie wiemy, na jakiej podstawie –uważał za całkowicie niewykrywalną.W 1868 roku Troppmann senior zdołał sprzedać kilka maszyn swej konstrukcji pewnejfabryce w Paryżu. Jean został wysłany, by pomóc w ich instalacji. Jak opowiadali późniejludzie, którzy wówczas zetknęli się z nim, był ogarnięty obsesją wzbogacenia się za wszelkącenę.

W pięć miesięcy potem Jean Baptiste znów zawiózł maszyny swego ojca, tym razem doRoubaix. Tam poznał człowieka nazwiskiem Jean Kinck, również Alzatczyka, który miałwkrótce zostać jego pierwszą ofiarą. Kinck, businessman, miał sporo pieniędzy, którymi naswoje nieszczęście lubił się chwalić.Troppmann uznał, że oto nadarza się niepowtarzalna okazja. Zdobywając pieniądzeKincka, stałby się człowiekiem zamożnym i mógłby, o czym marzył, wyjechać do Ameryki(jak nie trudno się domyśleć, planował zostać milionerem). Podsuwał więc Kinckowi coraz tonowe pomysły wspólnych interesów. Chodziło o to, by businessman powierzył mu swąfortunę. Kinck był jednak człowiekiem ostrożnym. Za każdym razem, gdy Troppmannproponował mu góry złota, dokładnie badał całą sprawę i odrzucał po kolei wszystkie oferty.Wreszcie Troppmann zdołał wymyślić fantastyczną opowieść o bogatych złożach cennychmetali, na jakie miał rzekomo trafić w górnym biegu Renu.

Tym razem Kinck dał się nabrać iwyruszył z gotówką i kilkoma czekami in blanco na umówione spotkanie z Troppmannem wBolliwiller w Alzacji. (Podczas procesu Troppmann utrzymywał, że chodziło o sprzedażprasy do bicia fałszywych monet; prawdopodobnie chciał zdyskredytować swą ofiarę, by jegowłasna wina wydała się mniejsza.) Troppman i Kinck spotkali się w Alzacji. Podczas wspólnego posiłku nieszczęsnybusinessman został otruty specyfikiem pomysłu Troppmanna, a jego ciało trafiło pod stertękamieni w starej fosie pomiędzy Guebwiller i Bolliwiller. Morderca zabrał wszystkiepieniądze swej ofiary, piechotą udał się do swego domu w Cernay i rzucił matce na kolanabanknot stufrankowy, mówiąc: „Weź, będziesz miała na życie”. Nie dawała mu jednakspokoju myśl, że wdowa po Kincku przejmie całą pozostałą fortunę zamordowanego.

Wieczorem 26 sierpnia 1869 roku, w dzień po zabójstwie, Troppmann napisał do paniKinck do Roubaix. Informował ją, że mąż skaleczył się w rękę, nie może więc pisać i prosi oprzesłanie 5000 franków. Kobieta uwierzyła mu i wkrótce Troppmann zjawił się na poczcie wGuebwiller, by odebrać pieniądze. Podawał się za Jeana Kincka, lecz urzędnik pocztowyodmówił wydania przekazu. Tym samym jego ostrożność przypieczętowała los rodzinyzamordowanego.Troppmann spróbował raz jeszcze. Pojechał do Roubaix i wyjaśnił pani Kinck, żewkrótce ona i jej mąż zdobędą miliony. Na jego prośbę kobieta wysłała do Guebwiller swegonajstarszego syna, Gustave’a, by ten odebrał pieniądze na poczcie.

Nieufny urzędnik nie dałjednak wiary także i chłopcu, zwłaszcza że upoważnienie pani Kinck wydało mu się podejrzane (kobieta była analfabetką i jej podpis składał się z trzech krzyżyków). Gustavepojechał więc do Paryża na umówione spotkanie z Troppmannem, który kazał mu napisać domatki, by przyjechała natychmiast z całą rodziną. Następnie Gustave został zadźgany wpokoju w Pantin pod Paryżem, a jego zwłoki zakopane w pobliżu. Szczególne okrucieństwo,z jakim zbrodnia ta została dokonana, może sugerować, że Troppmann był sadystą, lub żekierował się innym jeszcze, poza chęcią zysku, motywem natury seksualnej.Pani Kinck była w dziewiątym miesiącu ciąży. Mimo to zabrała swoich pięcioropozostałych dzieci i wyruszyła do Paryża na spotkanie z synem i – jak sądziła – z mężem.Troppmann spóźnił się na dworzec. Kopał bowiem właśnie obszerny grób w Pantin dlawdowy i dzieci swej pierwszej ofiary. Pani Kinck pojechała do Hotel de Fer du Nord, gdziemiał się zatrzymać jej mąż, i odczuła ogromną ulgę dowiedziawszy się, że Jean Kinck istotnietam zamieszkał. Od zabicia Kincka Troppmann posługiwał się bowiem jego nazwiskiem. PaniKinck wróciła więc na dworzec, by tam oczekiwać męża. Zjawił się wreszcie Troppmann izabrał kobietę z pięciorgiem dzieci do Pantin, gdzie – jak twierdził – mieszka jej mąż.W pewnym momencie wjechali na pusty odcinek drogi wiodący przez pola. TamTroppmann pod jakimś pretekstem zatrzymał dorożkę i namówił kobietę, by wysiadła zdwójką najmłodszych dzieci.

Pomógł jej nawet zejść po stopniach, bo kobiecie w takzaawansowanej ciąży nie było łatwo się poruszać. Dwadzieścia minut później powrócił dodorożki sam i zabrał czekającą tam trójkę dzieci, po czym zapłacił za kurs i odesłał dorożkę.Następnego ranka – było to w poniedziałek 20 września 1869 roku – przechodzący drogąrobotnik nazwiskiem Langlois zauważył kałużę krwi. Sprowadził pomoc i narzędzia.Podnieceni mężczyźni zaczęli kopać w miejscu, gdzie ziemia wydawała się świeżo naruszona.Wkrótce odkryto zwłoki kobiety i pięciorga dzieci, chwilę potem także i grób Gustave’a.

Okrucieństwo, z jakim dokonano zbrodni, znów dowodzi, że Troppmann był sadystą: brzuchdwuletniej dziewczynki został rozpruty, a reszta zwłok dosłownie posiekana łopatą. W grobieznajdowały się też szklane kulki, monety, parówka, kawałki chleba i lalka.Na płaszczyku jednej z ofiar, chłopca imieniem Emile, widniała naszywka z adresemkrawca z Roubaix. Dzięki temu zwłoki zostały szybko zidentyfikowane.Odkrycie wywołało sensację na skalę całego kraju. Tłumy udawały się do Pantin, byobejrzeć miejsce makabrycznej zbrodni. Uruchomiono dodatkowe pociągi, a sprzedawcynapojów i kanapek zarabiali krocie.

Troppmann pojechał do Hawru w zamiarze ucieczki do Ameryki. Tam, w portowymbarze, zwrócił uwagą żandarma, który zresztą podejrzewał go najwyżej o tzw. lepkie palce.Ponieważ, jak twierdził, nie posiadał żadnych dokumentów, zabrano go na posterunek. Wdrodze usiłował uciec, wskakując do wody. Wyłowiono go jednak, a gdy policja znalazła przynim dokumenty Kincka, pojęła, jaką zwierzynę upolowała.

Troppmann został przewieziony do Paryża, gdzie na dworcu St. Lazare oczekiwały googromne tłumy. Z trudem zdołano uniknąć linczu. Troppmann zidentyfikował ciała w kostnicy, utrzymywał jednak, że sprawcą jest sam Kinck, który rzekomo z pomocą synaGustave’a miał wymordować swą rodzinę, zastawszy żonę w łóżku z kochankiem, co jednakod razu wydało się mało prawdopodobne z uwagi na jej stan. Gdy pokazano muzmasakrowane zwłoki Gustave’a, wykrzyknął: „A to świnia! Zabił też i syna!” 24 listopadaznaleziono ciało Kincka i ostatnia linia obrony tym samym upadła.

W areszcie Troppmann nadal rozważał sposoby zbicia majątku. Planował ponoć masowąsprzedaż swej podobizny. „Jestem sławny...” – mawiał z upodobaniem.Proces rozpoczął się 28 grudnia 1869 roku. Obrońca usiłował sugerować istnieniewspólników, dowody rzeczowe świadczyły jednak przeciwko tej hipotezie. 19 stycznia 1870roku Troppmann został skazany na śmierć.

Już w wigilię egzekucji pod miejscem straceń zgromadził się ogromny tłum. Troppmannwyrywał się jak szalony, gdy prowadzono go na szafot. Zdołał nawet ugryźć kata, zanimspadło na jego szyję ostrze gilotyny. W ostatniej chwili próbował bezskutecznie wykręcićgłowę.

Podobne prace

Do góry