Ocena brak

Jan Kasprowicz - "Wiersze" - streszczenie

Autor /gienek Dodano /08.03.2011

Krzak dzikiej róży”

Podobnie jak pozostałe wielkie utwory okresu Młodej Polski, również cykl czterech sonetów autorstwa Jana Kasprowicza pt. „Krzak dzikiej róży” posiada bardzo wiele możliwości interpretacji. Cykl ten to typowy przykład poezji symbolistycznej, szczególnie propagowanej właśnie przez młodopolskich twórców. Symbolizm to kierunek w literaturze, który odwracając się od realizmu, dążył do wyrażenia właśnie za pomocą symboli prawd ogólnych, odczutych intuicyjnie i emocjonalnie. Jego zwolennikiem stał się także Kasprowicz. „Krzak dzikiej róży” to moment zwrotny w jego twórczości. Odszedł on od problemów społecznych a zagłębił się w problematykę filozoficzną, a nawet metafizyczną. W ten sposób dołączył do grona poetów modernistycznych.

Utwór ów jest doskonałym dowodem zmiany światopoglądowej w życiu jego autora. Występujący między innymi w cyklu sonetów pt. „Z chałupy” naturalizm zastąpiony został przez impresjonizm.

Poeta pragnie ukazać nam ulotność chwili, jej piękno. W tym celu posługuje się w sposób niesłychanie sprawny barwą, grą światła, siłą wyobraźni. Barwne epitety np. „pawiookie stawy”, róży pąs krwawy” czy „pas srebrnolity” poruszają wyobraźnię odbiorcy, sprawiają, że jest on w stanie ujrzeć piękno tatrzańskiej przyrody i pragnie spędzić w jej otoczeniu choć małą chwilkę. Utwór składa się z czterech sonetów, z których każdy przedstawia to samo miejsce o różnych porach dnia. Sytuacja liryczna pierwszego utworu ma miejsce o poranku. Jest niesłychanie cicho, „stawy drzemią”, „o liście wiatr nie trąca”, nie nagrzana jeszcze słońcem ściana skalna jest zimna i nieprzyjazna.

Za pomocą barwnych plam „maluje” poeta obraz tatrzańskiego krajobrazu, wszystkie barwy, z wyjątkiem „krwawego pąsu róży”, są niezdecydowane, przytłumione, pastelowe. Wśród tej przyrody, wśród nieprzebytych „kosodrzewiny wężowisk” i „bujnych traw” rośnie pęd róży. Za pomocą kontrastu z otaczającą go przyrodą autor ukazuje kruchość i delikatność słabego i bezbronnego pędu. Przyroda ta przytłacza kwiat i sprawia, że staje się on „senny, zadumany, samotny” i w poczuciu bezradności i niebezpieczeństwa tuli się do ściany z nadzieją, że dzięki temu ma szansę na przeżycie. Obok pędu leży próchniejąca limba, rażona piorunem, „zwalona tchnieniem burzy”.

Kontrast między potężnym drzewem, powalonym jednak przez burzę, a różą potęguje jej słabość, lecz jednocześnie ukazuje ogromną wewnętrzną siłę, która w niej tkwi i chęć przeżycia, której być może zabrakło limbie. Za pomocą symboli poeta ukazuje różne postawy ludzkie – nawet najsilniejszy człowiek może zostać pokonanym, najsłabsza zaś istota może zwyciężyć, jeśli tylko posiada wolę przeżycia. Bardzo ważnym elementem pierwszego z sonetów jest burza, która przeszła nad Tatrami uśmiercając limbę, a oszczędzając pęd róży. Jest to ogromna siła natury, przed którą nie ma ucieczki, która budzi niemoc i bezradność. Zabiera wszystko co stanie na jej drodze nie szczędząc nawet najsilniejszych. Jest okrutna i bezlitosna.

Lecz nawet po najcięższej burzy przychodzi spokój, ukojenie, powietrze staje się oczyszczone, zdajemy sobie sprawę, że świat po przejściu tego żywiołu jest jeszcze piękniejszy, gdyż każde, nawet najbardziej bolesne doświadczenie w życiu czyni nas silniejszymi i bardziej odpornymi na nieszczęścia i niepowodzenia. W tym celu użył poeta wyrażenia oksymoronicznego „tchnienie burzy” – każda burza, nawet najcięższa kiedyś musi przeminąć, a po niej zawsze nadchodzi piękny dzień.

Sonet II to obraz Tatr w południe. Staje się coraz jaśniej, słońce znajduje się w zenicie, „w niebieskim lśni krysztale, światłością stały się granity”. W tym utworze poeta posłużył się bardzo wyraźną synestezją – tekst oddziaływuje na wszystkie zmysły odbiorcy – na wzrok za pomocą wspomnianej wcześniej gry świateł, na słuch – „szumna siklawa”, „wzdychania, żale”, a nawet na dotyk – „do ścian się tuli”. Aby umożliwić czytelnikom identyfikowanie się z pędem róży wielokrotnie użył Kasprowicz personifikacji, kwiat nabiera ludzkich, bardzo bliskich nam cech – ze strachu przed burzą tuli się do zimnej i nieprzyjaznej mu ściany skalnej, boi się wychylić, jest mały i bezbronny. Sonet ten jest doskonałym dowodem wszechobecności impresjonizmu – to opis krótkiej, przemijającej chwili. Za pomocą odpowiednich słów udało się poecie uchwycić hołubiony przez impresjonistów moment, nawet tak krótki, jakim jest błysk promieni słońca odbijających się od wód jeziora, od „niebieskiego kryształu”.

Wraz z upływem dnia budzi się do życia cała przyroda, wyłaniają się górskie zwierzęta, staje się coraz głośniej, wzmaga się ruch – „stado kozic się rozprzestrzenia, ptak łakomy rozwija skrzydeł swych ogromy”. Zewsząd słychać jęki, wzdychania, co potęguje w bezradnym pędzie róży poczucie bezradności, ze strachu przed zwierzętami, a także przed własną wyobraźnią chowa się coraz głębiej, pragnie uniknąć śmierci, która może go z ich strony spotkać, wtula się „między zielska i wykroty”. Jest mały, bezbronny i świadomy zewsząd czyhających na niego niebezpieczeństw, o których nie daje mu zapomnieć „na wznak rzucona świstem burzy” limba. Dzień zaczyna chylić się ku zachodowi, co wnosi atmosferę tajemniczości, niepewności, grozę budzą niezidentyfikowane, płynące „jakby nie z tego świata dźwięki”.

Nadchodzi wieczór, odgłosy lasu wzmagają się i budzą atmosferę niemal przerażenia, „w dali echowe słychać grania”, które płyną po rosie. Niebo zmienia swoją barwę, przyroda zaczyna szykować się do snu, robi się coraz ciszej. Opis usypiającego dnia jest niezwykle plastyczny i działa na wyobraźnię czytelnika, wnikliwa jego lektura pozwala na znalezienie się w tym tajemniczym miejscu, które o każdej porze dnia jest tak samo piękne. Pęd róży zachwyca nawet większą niż za dnia urodą, na jego kwiecie błyszczy kropla wieczornej rosy. Powiew wiatru, słabszy i cichszy niż za dnia strąca te krople na gałęzie leżącej nieopodal limby... Nadchodzi noc...

Utwór pt. „Krzak dzikiej róży” to arcydzieło poezji młodopolskiej. Pisząc go Kasprowicz wykazał się ogromnym kunsztem literackim, umiejętnością pochwycenia i ukazania czegoś tak ulotnego, jak chwila, ułamek sekundy, który często zostaje przez nas niezauważony, a podczas którego może wydarzyć się tak wiele...

„Dies irae”

Dies irae to utwór, który zapoczątkował cykl ukazujących się od kwietnia 1899 roku hymnów Jana Kasprowicza. Był zamieszczany w krakowskim Życiu. Nazwa zbiorcza Hymny dla całej serii została nadana przez autora dopiero w 1922 roku, ale już wcześniej funkcjonowała w świadomości ludzi. Pierwotnie Dies irae wydano w tomie pt. Ginącemu światu. Tytuł ten znakomicie oddaje nastrój epoki. Koniec wieku wiąże się zazwyczaj z nastrojami pesymistycznymi, a nawet katastroficznymi, jest podsumowaniem minionego okresu. Jak mogliśmy niedawno się przekonać, schyłek stulecia wywołuje u ludzi przekonanie, że będzie to również koniec świata. Każdy, wierzący w to lub nie, zastanawia się nad swoim życiem i tym, jaka spotka go kara za grzechy i złe postępowanie. Właśnie wśród takiej dekadenckiej atmosfery powstawały Hymny Kasprowicza.

Hymny są utworami pełnymi ekspresji, zdaniem Jana Józefa Lipskiego wyprzedzającymi znacznie dojrzałą poezję ekspresjonistyczną w Niemczech , której pełnych wpływów należy szukać w liryce polskiej dopiero od około 1910 roku. Pierwsze próby hymniczne Kasprowicza odwołują się do tradycji wschodnich, a zwłaszcza do hymnu wedyckiego, co pozostaje w zgodzie z tendencjami modernizmu. Zainteresowanie kulturą Indii wiązało się z popularną w tamtym czasie filozofią Artura Schopenhauera, nawołującą do ucieczki od świata w stan Nirwany, czyli niebytu. Widać także wpływy religii chrześcijańskiej, samodzielnie już obecnej w hymnach „właściwych”.

Cały cykl Kasprowicza jest świadectwem przerażenia poety wobec wielkiego kryzysu wartości, dotyczących zarówno relacji międzyludzkich, jak i więzi człowieka z Bogiem. Przekonanie o tym kryzysie przejawia się u Kasprowicza głównie w katastrofizmie, widocznym także w utworach Lucjana Rydla i Jerzego Żuławskiego (także zatytułowanych Dies irae). Później katastrofizm powracał w polskiej literaturze kolejnymi falami: po pierwszej wojnie światowej, przed drugą, w czasie jej trwania i, po raz ostatni, w drugiej połowie lat pięćdziesiątych .

Sam tytuł utworu – Dies irae, czyli Dzień gniewu, kieruje myśli czytelnika w stronę zapowiedzianego w Apokalipsie św. Jana dnia Sądu Ostatecznego. Potwierdza to już pierwszy wers utworu, przywołujące w Biblii trąby anielskie, których dźwięk rozpoczął koniec świata na ziemi: I pierwszy zatrąbił. A powstały grad i ogień – pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. Apokaliptyczna wizja Kasprowicza różni się jednak od tej przedstawionej w Biblii. Tu Sędzią nie jest Chrystus, a sam Bóg, brakuje również orszaku zbawionych – na ich miejscu znajdują się miliardy krzyży.

Nastrój grozy potęgują również przywołane słowa utworu Franciszka Karpińskiego, znane powszechnie jako fragment kolędy Bóg się rodzi. Są one opisem niesamowitych zjawisk zachodzących w przyrodzie, znamionujących nadejście jakiegoś nadnaturalnego wydarzenia. Ma nim być przyjście Sędziego, opisane także w Psalmie 96, jednak nie budzące w Biblii aż takiej grozy, przyjmowane z ufnością w Jego sprawiedliwość i łagodność. Tymczasem Dies irae rysuje wizję Sądu Ostatecznego jako wydarzenia pełnego przerażenia ludzi, bezbronnych i słabych w obliczu gniewu Pańskiego. Jednocześnie tli się w nich wiara, że Bóg nie okaże się nazbyt srogi. W utworze widoczne są dwa przedstawienia Boga – jako Głowa owinięta cierniową koroną i sprawiedliwy Sędzia.

Pierwszy obraz symbolizuje Chrystusa, który zna cierpienie, a to na skutek ludzkiego grzechu. Teraz na nowo przeżywa męki, ponieważ człowiek znów odwrócił się od swego Stwórcy. Przedstawiona jest cykliczność świata oraz to, że ludzie niczego nie nauczyli się na błędach. Tym razem Bóg nie daje im już szansy, nie zsyła na ziemię Swego Syna, aby odkupił ludzkie grzechy. Staje się Sędzią, który nie pozwala sobie na pobłażliwość. W utworze można dostrzec pewną polifoniczność – wyróżniają się aż cztery podmioty liryczne. Pierwszym z nich, najbardziej widocznym, jest głos Adama, który ujawnia bezpośrednio świat swoich przeżyć i myśli. Z jego ust padają głównie oskarżenia wynikające z poczucia bezradności i bezsilności wobec zła.

Adam poddaje się sądowi, ale zauważa też, że brzemię grzechu, jakie przyszło mu dźwigać, przerosło go i przerosłoby każdego innego człowieka: Niechaj mnie sądzą, niechaj mnie karzą – tak, mnie, Adama, com na barki swoje zabrał z Ogrodu to nadludzkie brzemię przygniatającej winy (…) Drugi podmiot liryczny to głos Pańskiego Psalmisty, objawiającego apokaliptyczny obraz. Jest on również przewodnikiem chóru. Można utożsamiać go z pojawiającym się pod koniec utworu Prorokiem . Roztacza on wizję nieskończonego dnia Pańskiego gniewu. Przedstawia konanie całej natury, śmierć proroków Starego Testamentu – Enocha i Eliasza oraz upadek w otchłań archanioła Michała. Następnym obrazem Proroka jest ukazanie integralnego związku śmierci i miłości, zagłady i odrodzenia. Widzimy jak pomarłe ciała splatają się w miłosnym uścisku z płodem żmij, pijawek i jaszczurów. Wizja Psalmisty przedstawia ponadto Ewę z wężem usadowioną nad dnem Styksowych otchłani oraz Boga rozpoczynającego Sąd.

Obraz Ewy symbolizuje grzech, Bóg sądzący ludzi to kara, jaka spotyka występujących przeciw przykazaniom boskim. Trzeci podmiot to przykład liryki chóralnej i właśnie ten podmiot zbiorowy decyduje o hymniczności całego utworu, tworząc muzyczne tło. Jego wypowiedzi to przede wszystkim błagania skierowane do Boga lub Głowy owiniętej cierniową koroną, czyli Chrystusa. Pieśń chóru można podzielić na dwie części: pierwsza to głównie apostrofy do Chrystusa, które w pewnym momencie cichną –W świątyni bożej zamilkł święty śpiew, (…). Wydarzeniu temu ma towarzyszyć rozdarcie się zasłony, oddzielącej w świątyni jerozolimskiej Miejsce Święte od Miejsca Najświętszego. Według tradycji chrześcijańskiej rozdarcie się zasłony w świątyni ma być znakiem powtórnego przyjścia Jezusa na ziemię, na Sąd Ostateczny, czyli Paruzji .

Druga część to demoniczny opis zmartwychwstania. Wizja Proroka kształtuje się pod wpływem pieśni chóru. W obydwu rysowanych przez podmioty liryczne obrazach są widoczne podobieństwa: pieśń opowiada o drzewie wieczności tracącym liście, podobnie Psalmista przedstawia umierające drzewa. Chór swą pieśnią albo zapowiada, wprowadza objawienia Proroka, albo je komentuje. Granice między wypowiedziami tych dwóch podmiotów są płynne i możliwe tylko do umownego ustalenia. W pieśni chóru przedstawione są dwa obrazy: wizja agonii Chrystusa:

(…) z owiniętej cierniem Głowy rzeką i morzem płynie ciepła krew, w rzekę i morze krwi jej ból się zmienia…

oraz sekwencja ludzi zmartwychwstałych, płaczących nad swym losem i przerażonych strasznym gniewem Pańskim, któremu się sprzeciwiają:

Idą na się zmartwychwstali – w oku mściwy skrzy się gniew, (…) łkając, jęcząc, grożąc, klnąc, (…) pędzi tuman ludzkich żądz.

Czwartym podmiotem lirycznym jest bliżej nieokreślony głos, który zwraca się raz do psalmisty (A ty, psalmisto Pański, nastrój harfę swoją (…)), innym razem do Adama (Zakryj błędne źrenice, ścigany Adamie!) lub do Boga (Sądź, Sprawiedliwy!). Możliwa jest trojaka interpretacja tego podmiotu . Przede wszystkim słowa jego są skierowane do Adama, próbuje być jego doradcą w obliczu końca świata. Może być to więc wewnętrzny głos świadomości Adama, pokazujący mu bezsens wszelkiego działania, konieczność porzucenia nadziei związanych ze zbawieniem:

Adamie potępiony, zwróć się z strasznych dróg! Zawiśnij na swym krzyżu, sterczącym w niebiosa, (…)

Druga interpretacja utożsamia tajemniczy głos z Szatanem, siejącym w człowieku zwątpienie w dzieło Boże jako wypełnione cierpieniem i grzechem. Neguje on porządek ustalony przez Boga, kierowany okrutnymi prawami egzystencji i skazujący człowieka na męki. Może o tym świadczyć wypowiedź tego podmiotu lirycznego zwracająca się bezpośrednio do Boga, zabarwiona tonem oskarżycielskim: Sądź, Sprawiedliwy! na popiół spal Adama oszukane serce i płacz! Z nim razem płacz, kamienny, lodowaty Boże! Trzecia interpretacja identyfikuje bliżej nieokreślony głos z głosem Psalmisty. Miałby on podszywać się pod Proroka i zniekształcać jego wizje, aby skłonić człowieka do buntu wobec Boga.

Wszystkie wyróżniona w utworze podmioty przeplatają się ze sobą, co sprawia, że Dies irae jest utworem polifonicznym. Nie da się jasno wyodrębnić poszczególnych wypowiedzi, granice między różnymi podmiotami są rozmyte. Dzieje się też tak dlatego, iż właściwości stylistyczne jednego z wypowiadających się są przejmowane przez innego. Przykładem może tu być Adam, powtarzający słowa chóru Kyrie elejson!. Hymn Kasprowicza jest wypełniony subiektywnymi odczuciami bohaterów utworu, znaleźć tam można jednak również pewną dozę obiektywizmu. Stanowi ją Chrystus, czyli prawda, którą próbują ludzie sprawdzić we własnym życiu.

Nie zmienia się istota ofiary Zbawiciela, a jedynie jej rozumienie. Adama przywołuje ono do rozpaczy, gdyż widmo Jezusa majaczy nad nim wysoko, nie ma szans na Jego osiągnięcie. Bóg przez to wydaje się być kimś obcym, dalekim i obojętnym na losy swoich dzieci. Wyrok, na jaki skazywani są ludzie w wyniku Sądu, dotyczy wszystkich i jest jednakowy, niezależnie od postawy moralnej konkretnej jednostki i popełnionych przez nią czynów. Dzieje się tak dlatego, że Stwórca niczego nie widzi i nie słyszy, pomimo iż patrzy i słucha:

Stopę swoją złożyłeś na pokoleń grzbiecie i sądzisz! Kyrie elejson! Płaczów i jęków słuchasz nie słyszącym uchem i sądzisz! Kyrie elejson! Na mękę wieków patrzysz nie widzącym okiem i sądzisz! Kyrie elejson! niewiasta z rozpaczliwym krzykiem rodzi dziecię, Ty duszę jego grzechu oblewasz hyzopem i sądzisz! Kyrie elejson!

Jednym z obrazów, jaki widzi Adam w czasie Apokalipsy jest obraz Ewy siedzącej z wężem u stóp. Jej postać jest niezwykle statyczna, podobna posągowi. Jakiekolwiek poczucie winy pozostaje udziałem tylko i wyłącznie Adama. Jednym z określeń kobiety staje się matka Śmierci. Jednocześnie Kasprowicz sytuuje ją nad dnem Styksowych otchłani, co pozwala łączyć ją ze starożytną postacią Persefony – tradycyjnym symbolem śmierci. Ewa łączy w sobie miłość i śmierć.

W scenie miłosnej z wężem – Szatanem jego trupia głowa zestawiona jest z kobiecym łonem – źródłem życia. Symbolizuje to fakt, że wszystko, co poczęte z miłości, przychodzi na świat, aby potem z niego odejść. Płodzenie jest równoznaczne z rozmnażaniem śmierci. Każda nowo narodzona istota jest naznaczona piętnem grzechu pierworodnego, człowiek jest nierozerwalnie związany z przewinieniami wobec Boga, a to na skutek swej niedoskonałości. Bóg w pewnym momencie zostaje nazwany Ojcem rozpusty, gdyż stworzył ludzi niedoskonałymi i grzesznymi, przyzwolił na rozprzestrzenianie się zła na świecie, mimo że jest Wszechmocny i mógł temu zapobiec.

Wąż i Ewa są tylko wykonawcami Jego woli. Podczas gdy Bóg kładzie rękę na Głowie Chrystusa i zaczyna sądzić, Ewa kładzie rękę na głowie węża i rozpoczyna akt płodzenia. Sceny te przedstawiają dwa aspekty bytu – ofiara śmierci konieczna jest do powstania nowego życia. W utworze Adam odwraca się od Ewy, co można rozumieć jako przeciwstawienie się swojej śmiertelnej naturze, czyli grzechowi. Z drugiej strony jest to zaznaczenie własnej świadomości, indywidualizmu podejmowanych decyzji. Adam cierpi przede wszystkim duchowo, co jest wynikiem jego niezaspokojonych pragnień i świadomości śmierci i grzechu. Mężczyzna ma nadzieję, iż zwycięży niedoskonałości ludzkie, gdy tylko pokona własne słabości i odetnie się od Ewy:

Nie patrz, gdzie siadła jasnowłosa Ewa, wygnana z raju na wieczysty czas, mająca zbrodnię u swych białych stóp, wieczyście żarta płomienistą żądzą winy i grzechu…

Bohater Dies irae widzi wyłącznie świat potępionych, inaczej niż w tradycyjnych wizjach Sądu Ostatecznego, nie ma tam ludzi zbawionych. Postrzega świat ze swojej perspektywy – jako grzeszny i potępiony. Nie ma tu mowy o zniszczeniu świata – ten jest wieczny, tak jak Bóg. Przyroda jest nieśmiertelna i wiecznie się odradza. Dla ludzi jednak jest to koniec wszystkiego, gdyż odchodzą do świata umarłych. Ich orszak jest pełen nienawiści i sprzeciwu, rozpaczy i trwogi, wstydu i braku wiary. Wydaje mi się, że jest to symbolem drogi życiowej jaką może wybrać dla siebie człowiek. Adam to egocentryk dążący do samozbawienia, jego życie upływa w półmroku i potępieniu. Pozostaje on jednak bezsilnym wobec planów i wyroków Bożych, które są ponadto człowiekowi niedostępne. Koniec rasy ludzkiej jest dla niego tożsamy z końcem wszystkiego, co istnieje:

A cóż powstanie ponad nicościami, gdzie ongi były światy i Ja, w chęć życia bogaty, a dziś w umarłych postawiony rzędzie?

Niech nic nie będzie!

Amen.

Bo cóż może być, jeślim ja zaginął?...

Jan Kasprowicz zastosował w Dies irae wiersz wolny, popularny wśród symbolistów, jak i ekspresjonistów. Utwór ma charakter stroficzny, występują wyraźnie zaznaczone zwrotki, które jednak są różnej długości. U poety jednak wiersz wolny składa się z przeplatających się tradycyjnych systemów wersyfikacyjnych: sylabicznego, sylabotonicznego i tonicznego. Kasprowicz jest uważany za twórcę polskiego tonizmu, co docenił Tadeusz Peiper, nazywając go wielkim odnowicielem polskiej rytmiki poetyckiej . Przykładem systemu sylabicznego może być fragment między wersem 38 a 42:

_ _/ _ _ _ _/ _ // _/ _ _/ _ _/ _ _ _/ _ _ _ _/ _ // _ _/ _ _ _/ _ _/ _ _ _/ _ _ _/ _ _/ _ _/ _ // _ _/ _ _ _/ _ _ _/ _ _ _ _/ _ // _/ _ _/ _ _/ _

Wyjątkiem w tej strofie jest wers trzeci, pełniący w utworze rolę refrenu – Kyrie elejson!, więc, biorąc pod uwagę jego szczególną pozycję w wierszu, uważam, że można tę zwrotkę uznać za sylabiczną. Cztery wersy mają po trzynaście sylab ze średniówką po siódmej sylabie. Średniówka prawie zawsze jest mocna, zaznaczona w tekście przecinkiem. Rymują się ze sobą tylko dwa pierwsze wersy, nie można wyodrębnić konkretnej zasady, według której byłyby zastosowane rymy. Sylabotonizm jest widoczny już w początkowej fazie utworu, w wersach od 1 do6:

_/ _ _/ _ // _/ _ _/ _ _/ _ _/ _ // _/ _ _/ _ _/ _ _/ _ // _/ _ _/ _ _/ _ _/ _ // _/ _ _/ _ _/ _ _/ _ // _/ _ _/ _ _/ _ _/ _ // _/ _ _/ _

Widać, że wersy są równej długości, każdy ma po osiem sylab. Średniówka występuje po czwartej sylabie. Wersy składają się z czterech trochei. Występują rymy żeńskie, dokładne, niegramatyczne, brzmieniowe o układzie rymów: a a a, b b b. Każdy wers ma tyle samo zestrojów akcentowych – po cztery. Świadczy to o sylabotonicznym charakterze tego fragmentu. Tak samo jest zbudowany fragment między wersami 9-11. Fragmentem o charakterze tonicznym jest według mnie część utworu od 184 do 189 wersu:

_/ _ _ _/ _ _/ _/ _ _ _/ _ // _ _/ _ _ _/ _ _/ _ // _ _/ _ _/ _ _ _/ _ // _ _ _/ _ _/ _ _ _/ _ _/ _ // _ _ _/ _ _/ _ _ _/ _ _/ _ // _ _ _/ _ _/

Pierwsze trzy wersy opierają się na trzech zestrojach akcentowych, pozostałe na czterech. Długość wersów jest różna, od sześciu do jedenastu. Rymują się tylko środkowe wersy, więc można uznać to za przypadkowe. W dłuższych wersach średniówka znajduje się po piątej sylabie. Nie we wszystkich strofach można doszukać się jakiegoś systemu wersyfikacyjnego. W niektórych zwrotkach ilość wersów waha się od pięciu do trzynastu, są także różne ilości zestrojów akcentowych. Rymy pojawiają się sporadycznie. Strofy są otwarte.

„Morskie Oko”

Pogodne ,ciche jak duch, co tonąc w marzeniu leci w sfery spokojne, burzliwe ominie: lśni jezioro zamknięte w granitów kotlinie, jak błyszczący dyjament w stalowym pierścieniu.

Słońce nad obłokami po nieba sklepieniu jak orzeł nad żurawi lotnym stadem płynie; granity się malują w przejrzystej głębinie, niby obraz przeszłości odbity w wspomnieniu.

Widziałem to jezioro, gdy po nieba sklepie wicher gnał czarne chmury, wyjąc w skalnej głuszy, podobny lwu, co ściga bawoły po stepie:

skrami spod kopyt błyski z chmur wylatywały, grzmot zdał się rykiem. Woda bijąca o skały była jak duch, co więzy targa, a nie ruszy.

Głównym tematem wiersza Kazimierza Przerwy-Tetmajera jest opis jednego z najpiękniejszych jezior Tatr czyli Morskiego Oka. Posiada ono 34,9 ha powierzchni i leży na północnej stronie Tatr Wysokich, w dolinie Rybiego Potoku na wysokości 1393m n.p.m. Podmiot liryczny w tym wierszu bardzo szczegółowo opisuje położenie jeziora bardzo podziwiając jego urodę ( „...lśni jezioro zamknięte w granitów kotlinie, jak błyszczący dyjament w stalowym pierścieniu.”).

Jest ono tak czyste ze odbija nieboskłon jednocześnie będąc tam od wielu lat zna duża cześć wydarzeń którego było światkiem („...granity się malują w przejrzystej głębinie, niby obraz przeszłości odbity w wspomnieniu”). Poza tym możemy zauważyć że jezioro pokazuje na swej powierzchni wiele wydarzeń, jak np. odbicie nieba w czasie bardzo gwałtownej burzy („Widziałem to jezioro, gdy po nieba sklepie wicher gnał czarne chmury, wyjąc w skalnej głuszy, podobny lwu, co ściga bawoły po stepie”).

Podmiot liryczny opisując burze używa wyrazów służących do opisu bardzo zażartego, dynamicznego polowania lwa na słabe bawoły co ma spotęgować wartość zaobserwowanego przez autora wydarzenia („...wyjąc w skalnej głuszy, podobny lwu, co ściga bawoły po stepie: skrami spod kopyt błyski z chmur wylatywały” ). Jednocześnie możemy zaobserwować nieprzemijalność niektórych rzeczy jak choćby twardość skal wokół jeziora których nawet tak potężna wichura a w konsekwencji silne uderzenia wody nie były w stanie zburzyć (...”woda bijącą o skały była jak duch, co więzy targa, a nie kruszy.”) (wydaje mi się ze podmiot lirycznych mówi tutaj o niezniszczalnych zasadach moralnych których nic nie jest wstanie naruszyć)

W wierszu występują rymy o konstrukcji abba, dokładne w pierwszych dwóch zwrotkach ( np. marzeniu- pierścieniu, płynie- głębinie), bądź niedokładne w ostatnich dwóch gdzie mamy konstrukcje abaccb (np. sklepie- stepie). Autor używa także licznych epitetów, przenośni (skala była jak duch). Liczba sylab nie jest taka sama dla wszystkich zwrotek ale układa się w charakterystyczny sposób (I zwrotka-14,14,14,13 II zwrotka- 13,14,13,14 III zwrotka- 13,13,13 IV zwrotka 14,13,13). Pierwsze dwie zwrotni maja po 4 wersy natomiast pozostałe 3 wersy.

Wydaje mi się ze podmiot liryczny opisując to przepiękne jezioro chciał ukazać nieprzemijalność pewnych rzeczy. Okazując obraz w zasadzie wiecznego jeziora stara się nam powiedzieć ze nasze życie jest niczym jeśli porównać je do wieczności (jezioro istnieje już od wielu tysiącleci).

Podobne prace

Do góry