Ocena brak

Jakie uzasadnienie filozoficzne mają w „Granicy” różne opinie o głównym bohaterze powieści? O jakich jeszcze granicach jest mowa w utworze?

Autor /Iro123 Dodano /26.05.2011

Nałkowską jako pisarkę interesowała problematyka filozoficzna, czyli odnosząca się do analizy praw rządzących rozwojem przyrody, społeczeństwa, człowieka, myślenia. Tym zagadnieniom poświęciła swą powieść „Granica”. Aby podkreślić wagę rozważań o charakterze społecznym, moralnym i psychologicznym, pisarka zastosowała inwersję czasową, przestawiła chronologię wydarzeń informując czytelnika już na pierwszych stronach powieści o tym, jak zakończyły się dzieje głównych bohaterów. Zasadnicza uwaga odbiorcy została więc skupiona nie na tym, co się stało, ale - dlaczego i jak. Fabułę „Granicy” stanowią dzieje romansu pozamałżeńskiego młodego i prężnie wspinającego się po szczeblach kariery zawodowej Zenona Ziembiewicza. Tytuł powieści sugeruje, że należy zastanowić się nad granicami, ale nie w dosłownym znaczeniu tego słowa. Synonimami przenośnego znaczenia wyrazu mogą być określenia: próg, pułap, zakres, kres, ograniczona przestrzeń, przepaść, rozdźwięk, rozziew, antynomia.

Wyróżnić wypada granice społeczne, dzielące społeczeństwo na warstwy. Graficzną ilustracją tych granic jest kamienica pani Kolichowskiej, w której na dole, w suterenach mieszkają biedacy, przedstawiciele najuboższej warstwy - na przykład rodzina Gołąbskich. Panuje tam niepodzielnie głód i gruźlica. Na piętrach budynku są mieszkania klasy średniej. Te dwa światy są tak bardzo różne od siebie, że Elżbieta Biecka mówi Zenonowi: „Taki dom to jest rzeczą zadziwiającą. Czy to nie szczególne, że ludzie zdecydowali się żyć na sobie warstwami? Co dla jednych jest podłogą, to dla innych staje się sufitem. Pan wie, że tu połowa piwnic zamieniona jest na mieszkania i tam, pod nami, mieszka więcej ludzi niż na wszystkich piętrach poza tym?”

Ludzie są ograniczeni swoją przynależnością społeczną. To, co dla mieszkańców suteren jest sufitem (pułapem ich możliwości), dla przedstawicieli klasy średniej jest podłogą (podstawą, na której opierają się, aby osiągnąć swój pułap). Te społeczne granice dzielą ludzi na dwa światy: bogactwa i nędzy, wszechwładzy i bezprawia. Człowiek staje się taki, jak miejsce, w którym jest.

Z problematyką społeczną związane są także zagadnienia moralne. Zenon Ziembiewicz przekracza te moralne granice kilkakrotnie. Wdając się w romans z Justyną, powoduje tragedię dziewczyny. Usunięcie ciąży kończy się ciężką chorobą, depresją psychiczną nieszczęśliwej i bezbronnej bohaterki. Justyna zresztą nie jest jego jedyną ofiarą. Jest nią też żona Elżbieta, biorąca na siebie część winy męża. Z tej sytuacji nie ma wyjścia, Zenon nie może już postąpić moralnie, bo zostając przy Elżbiecie - skrzywdzi Justynę, jeśli odejdzie od żony, skrzywdzi ją bardzo. Kiedy człowiek przekroczy granice moralności, nie może już postępować moralnie. Łatwo jest znaleźć się poza tymi granicami, Zenon nie zauważył, kiedy je przekroczył.

Naganna z moralnego punktu widzenia jest też kariera Ziembiewicza, wspinającego się po jej szczeblach dzięki kompromisom ideowym. Już ukończenie studiów opłacił rezygnacją z wyznawania własnych poglądów. Potem przyszły kolejne moralne ustępstwa, awansujące go na redaktora naczelnego „Niwy”, a później na stanowisko prezydenta miasta. Sądził, że uda mu się zawrócić z tej drogi i kiedy był już u szczytu władzy, "wykazał na swym stanowisku dużą inicjatywę, miasto zmieniało swój wygląd z dnia na dzień. Jeszcze wiosną [...] przystąpił do budowy domów robotniczych. Przeprowadził tez remont walącego się budynku dawnej cegielni, gdzie mieli swe brudne, koszmarne legowiska bezdomni”. Wkrótce jednak pożyczka rządowa, obiecana na te cele, została wstrzymana, huta Hettnara zamknięta, a robotnicy oszukani. Bezrobotni wyszli na ulicę, padły strzały, byli zabici. Wydarzenia te obciążają również prezydenta miasta Ziembiewicza.

Nałkowska stara się pokazać bohatera także z innej strony, jednoznaczny osąd człowieka jest bowiem niepełny. Pisarka uświadamia czytelnikowi istnienie granic filozoficzno - psychologicznych. Ziembiewicz skłonny był uznać, że jest fenomenem, czyli bytem jedynym i niepowtarzalnym. My także tak myślimy o sobie, lecz oglądani z zewnątrz jesteśmy postrzegani jako schemat, powielacz pewnych wzorców. Zenon potępiał ojca za brak odpowiedzialności za byt rodziny, za przygody miłosne ze służącymi. Kiedy stał się dorosłym mężczyzną, powielił ten schemat.

Granice przebiegają też między intencjami człowieka a skutkami jego działalności. Ziembiewicz szczerze pragnął poprawy bytu robotników (rozpoczął budowę domów, w parku założył pijalnię mleka dla dzieci). Cały czas wierzył, że wypełnia misję społeczną i poświęca się jej. Nie dała ona jednak rezultatów, manifestanci zostali rozproszeni, aresztowani, padli zabici. W stosunku do Justyny też miał dobre intencje: otoczył ją opieką, zapewnił leczenie, wyszukiwał coraz to nowe miejsca pracy. Mimo to faktem jest, że skrzywdził tę bezbronną dziewczynę. Osądy ludzkie są jakże różne, przebiegają między nimi wyraźne granice. Nałkowska osądza swego bohatera ustami postaci drugoplanowych powieści. Jedni uważali, że był on mężczyzną przystojnym, inni określali jego twarz jako jezuicką i nienawistną. Jedni współczuli mu z powodu kłopotów, jakich przysparzała Justyna, inni potępiali. Podobnie kontrowersyjna była ocena Justyny. Dla jednych była miła, pracowita i skromna, dla innych - leniwa i rozkapryszona.

Zauważamy też, że nawet te same osoby wyrażają różne osądy o innych ludziach obecnie i wcześniej. Zenon jako dziecko podziwiał maniery salonowe swojej matki, jej rozmowy w języku francuskim. Kiedy dorósł, drażniły go, a francuszczyzna okazała się „kulawa”. Inaczej Zenona widziała Elżbieta, kiedy była gimnazjalistką, a inaczej, kiedy stała się jego narzeczoną.

Nałkowska śledzi wszystkie granice widząc świat i człowieka w aspekcie filozoficznym. Uświadamia nam, że nie ma jednej prawdy o człowieku, że wszystkie prawdy są relatywne, czyli względne, warunkowe, bo uzależnione od wielu czynników.

Do góry