Ocena brak

Jakie są uregulowania prawne, dotyczące składowa­nia niebezpiecznych odpadów?

Autor /Romka Dodano /31.01.2012

W różnych krajach przepisy dotyczące składowa­nia niebezpiecznych odpadów różnią się znacznie między sobą. Dlatego też niektórym ludziom wy­daje się, że problem toksycznych odpadów można w prosty sposób „rozwiązać", wywożąc je do kraju, gdzie prawo jest mniej restrykcyjne w tym wzglę­dzie. Jest to niestety bardzo często praktykowane.
Brak międzynarodowej kodyfikacji prawnej pro­wadzi do wielu nadużyć. Odpady często przecho­dzą więc przez wiele firm zakładanych w różnych krajach tylko po to. by zatrzeć ślady pierwotnego pochodzenia trujących substancji. Odpady, prze­chodząc z rąk do rąk, poddawane są neutralizacji „ na papierze", a zawartość niebezpiecznych sub­stancji staje się w szeregu zezwoleń i świadectw sanitarnych coraz mniej niebezpieczna.
Wiele państw nie dysponuje odpowiednio wypo­sażonymi służbami, by móc dokładnie kontrolo­wać wszystkie przyjeżdżające bądź przypływające do kraju ładunki odpadów. Urzędnicy sprawujący nadzór nad tego rodzaju importem grzęzną w to­nach papierków i na rzeczywiste sprawdzenie zawartości ładunku po prostu brakuje im czasu.
Niektórzy producenci odpadów ekspediują je do krajów, gdzie przepisy sanitarne są łagodniejsze bądź mniej rygorystycznie przestrzegane. Po­wszechny jest proceder wysyłania nie chcianych odpadów z bogatych krajów uprzemysłowionych do krajów biednych, którym pieniądze zarobione na przechowywaniu cudzych śmieci są tak potrzeb­ne, że przymykają oko na związane z tym zagro­żenia. W niektórych przypadkach import taki jest jednakże całkowicie zgodny z prawem, a groźne dla środowiska odpady w kraju docelowym prze­chowywane są zgodnie z najsurowszymi wy­mogami bezpieczeństwa.
Często niestety bywa inaczej. Niebezpieczne substancje przechowywane są w starych, nie uży­wanych i nie oznakowanych magazynach. Beczki z trującą zawartością powoli korodują i zaczynają przeciekać. Bywa też i tak, że pojemniki są wręcz porzucane po cichu w odludnych miejscach, w wa­runkach, które nie zapewniają nawet minimum bez­pieczeństwa. Często też zarządcy składowisk odpa­dów otrzymują od bogatych krajów tak duże sumy, że mogą dobrze płacić miejscowym robotnikom, dzięki czemu zapewniają sobie przychylność lokal­nych władz i całej społeczności. Kiedy mimo to pojawiają się jakieś problemy, często udaje się je rozwiązać za pomocą kilku wręczonych odpowiednim ludziom łapówek. Czasami jednak zda­rza się tak, że próba nieuczciwego „podrzucenia" odpadów nie udaje się. Klasycznym przykładem takiej właśnie nieudanej akcji jest afera związana z niemieckim statkiem Karin B.

W 1988 roku pochodzące z włoskich fabryk odpa­dy przemysłowe zawierające między innymi bar­dzo niebezpieczne rozpuszczalniki trafiły nielegal­nie do Nigerii. W specyfikacji towarowej nie były one wyszczególnione, w odpowiedniej rubryce widniało jedynie enigmatyczne określenie „ różne trucizny". Umieszczone w metalowych beczkach odpady przewieziono na farmę w pobliżu miasta Koko. Właścicielowi nie zdradzono, co rzeczywi­ście zawierają pozostawione na jego ziemi pojem­niki, a za ich przechowywanie płacono 50 funtów miesięcznie. Po pewnym czasie okoliczni miesz­kańcy zaczęli się uskarżać na uciążliwe bóle głowy, mdłości i swędzącą wysypkę.
Wkrótce nigeryjskie władze wyśledziły skła­dowisko i odkryły prawdziwą zawartość pozornie nieszkodliwych beczek. Rozpoczęła się dyplo­matyczna „przepychanka" między rządami Nigerii i Włoch. Rząd nigeryjski zagroził Włochom pozwaniem przed międzynarodowy trybunał, jeśli przedstawiciele fabryk, z których pochodziły owe odpady, nie zabiorą ich z powrotem. Ostatecznie pojemniki załadowano na wspomniany już, pływa­jący pod niemiecką banderą, frachtowiec Karin B. O toksyczności tych odpadów może świadczyć fakt, iż wystarczyło kilka godzin w pobliżu beczek, by dokerzy zaczęli odczuwać wywołane przez nie dolegliwości. Po załadunku Karin B. popłynął do Hiszpanii, kiedy jednak tam dotarł, władze wyco­fały uprzednio wydaną zgodę na przyjęcie tok­sycznego ładunku. Następnie próbowano zawieźć je do Wielkiej Brytanii, jednak informacje o tym wywołały uliczne demonstracje, w efekcie których beczki pozostały na pokładzie. Statek wrócił do Włoch. Jednak w każdym porcie, do którego chciał zawinąć, witały go jeszcze większe demonstracje. Załoga statku coraz bardziej odczuwała dolegli­wości wywołane przez przewożony ładunek. Osta­tecznie Włosi musieli przyjąć z powrotem swoje własne odpady.

Afera Karin B. ujawniła proceder uprawiany przez wiele zakładów przemysłowych z bogatych kra­jów. Fabryki te często bowiem wywoziły swoje niebezpieczne odpady do biednych krajów. Nie­bezpieczeństwo takiego działania polega na tym, że w biednych, zacofanych technologicznie kra­jach możliwości bezpiecznego przechowywania bądź przetworzenia toksycznych odpadów są znacznie mniejsze niż w krajach o wysokim stop­niu zaawansowania technologicznego. Dlatego też wywożone tam odpady stanowią nieporównanie większe niż w krajach bogatych zagrożenie dla śro­dowiska naturalnego.
Pod wpływem opinii publicznej podjęto kroki mające na celu zapobiegnięcie ewentualnej kata­strofie ekologicznej. Zgodnie z międzynarodowy­mi umowami bogate uprzemysłowione kraje muszą pozbywać się swoich odpadów na własnym terenie. W krajach tych prowadzi się więc badania nad taki­mi zmianami procesu produkcji, by w jego wyni­ku nie powstawały tak niebezpieczne produkty uboczne. Inną drogą jest poszukiwanie coraz sku­teczniejszych metod neutralizacji toksycznych odpadów. Niestety, dopóki nie znajdzie się pro­stych, bezpiecznych i tanich sposobów rozkładu, wciąż znajdą się nieuczciwi ludzie wyznający starą zasadę - „pieniądze nie śmierdzą".

Do góry