Ocena brak

Jak umierają komety?

Autor /Machabeusz123 Dodano /05.06.2013

Za każdym powrotem do Słońca kometa traci część swej materii. Ubytek ten wcale nie jest mały, bo wynosi około 1% ogólnej masy jądra. Jeżeli zatem często wraca do Słońca, gdyż okres jej obiegu jest krótki, to stosunkowo szybko pozbywa się lotnych składników. Nadchodzi wreszcie taki moment, że nawet w punkcie przysłonecznym jądro już bardzo słabo paruje i kometa przestaje być widoczna przez największe teleskopy.

Kandydatką do takiego zaniku w najbliższym czasie jest kometa Enckego. Już obecnie można ją dostrzec jedynie przez wielkie teleskopy, chociaż przed dwustu laty była okazałym obiektem. Ze wszystkich znanych komet ma ona najkrótszy okres obiegu, toteż szybko traci swą masę i za każdym powrotem do Słońca jej blask staje się słabszy o około 0,4 wielkości gwiazdowej. W związku z tym niektórzy przypuszczają, że już za pól wieku przestanie być widoczna, przynajmniej dla współczesnych teleskopów. Znacznie dłużej, bo jeszcze przez wiele tysięcy lat ludzkość będzie mogła obserwować kometę Halleya, ale i jej jasność wraz z ubytkiem masy ciągle się zmniejsza.

Czas aktywnego życia komety ograniczony jest wieloma różnymi czynnikami. Zależy on bowiem nie tylko od częstotliwości jej powrotu do Słońca, ale także od odległości peryhelium i od początkowej wielkości jądra. Jest całkiem zrozumiałe, że im kometa bardziej zbliża się do Słońca i im jej pierwotna masa była mniejsza, tym krótszy powinien być jej aktywny żywot. Ale co się potem dzieje z jądrem komety? Otóż niektóre z nich rozpadają się na rój meteoroidów, a za przykład może służyć kometa Bieli, której rozpad odbył się niemal na oczach astronomów.

A zatem roje meteoroidów mają powstawać z rozpadu starych komet? Mamy uzasadnione podstawy sądzić, że o ile nie wszystkie komety, to przynajmniej niektóre z nich u kresu swego żywota przekształcają się w planetoidy. Po wyparowaniu lotnych składników mogą przecież pozostawać gołe, nieaktywne już jądra. Takie komety byłyby nieodróżnialne od planetoid. Najbardziej tym cechom odpowiadają planetoidy typu Apollo, które poruszają się po wyjątkowo wydłużonych orbitach. W aphelium zapędzają się bowiem za orbitę Marsa, ale potem przecinają orbitę Ziemi i w peryhelium zbliżają się do Słońca bardziej niż Wenus.

Rozmiary planetoid typu Apollo są bardzo zbliżone do rozmiarów jąder kometarnych. Ale to nie jedyne podobieństwo między tymi ciałami, łączy je bowiem jeszcze jedna wspólna właściwość - niestabilny ruch. Łatwo to zresztą wytłumaczyć, bo przecież zarówno komety, jak i planetoidy typu Apollo mogą zbliżać się do planet. O ile więc wcześniej czy później nie zderzą się z nimi lub nie spadną na Słońce, to prawdopodobnie na skutek perturbacji zostaną wyrzucane z Układu Słonecznego i bezpowrotnie oddalą się w przestrzeń międzygwiazdową.

Widzimy zatem, że okres życia planetoid typu Apollo nie może być zbyt długi. Ocenia się go na dziesiątki lub najwyżej setki milionów lat, co stanowi zaledwie znikomy ułamek w dotychczasowej historii Układu Słonecznego (około 4,6 miliarda lat). A ponieważ planetoidy typu Apollo wciąż istnieją, muszą w jakiś sposób nieustannie powstawać. Pod uwagę brane są dwie różne możliwości ich pochodzenia: główny pas planetoid i znajdujący się na peryferiach Układu Słonecznego obłok jąder kometarnych. W pierwszym przypadku tłumaczy się to zderzeniem dwóch planetoid, w wyniku czego zaczynają się one poruszać po bardziej wydłużonych orbitach i w peryhelium zbliżają się do Słońca na niewielkie odległości, natomiast w drugim przypadku planetoidy typu Apollo mają być po prostu wygasłymi jądrami komet. Przyszłość pokaże, która z przedstawionych wyżej hipotez jest bliższa prawdy.

Na rzecz hipotezy o kometarnym pochodzeniu niektórych planetoid zdają się przemawiać uzyskane w ostatnich latach pewne fakty obserwacyjne. Za jeden z nich można uważać obiekt, który został odkryty 11 października 1983 roku za pomocą satelity IRAS (skrót od angielskich słów „Infra-Red Astronomical Satellite”). Najprawdopodobniej mamy tu do czynienia z planetoidą typu Apollo, która ze wszystkich znanych planetoid najbardziej zbliża się do Słońca (zaledwie na odległość 0,135 jednostki astronomicznej).

Na podstawie obserwacji wykonanych w okresie od 12 października do 29 listopada 1983 roku obliczono orbitę nowo odkrytego obiektu. Ze zdumieniem wówczas stwierdzono, że jej elementy przypominają elementy orbit meteorów roju Geminid, które zostały sfotografowane ćwierć wieku temu. Dalsze obserwacje winny wykazać, czy obiekt ten przejawia jakieś oznaki wewnętrznej aktywności, co wskazywałoby na to, iż mamy do czynienia z zamierającym jądrem komety. Widocznie stosunkowo niedawno zakończyła ona swój aktywny żywot i meteoroidy roju Geminid są z nią genetycznie związane.

Tak więc obiekt odkryty w roku 1983 dostarczył poważnego argumentu zwolennikom poglądu o kometarnym pochodzeniu niektórych planetoid. To samo można powiedzieć o spostrzeżeniach, które poczynił Krzysztof Ziołkowski w ostatnich latach. Polski astronom wykrył po prostu niegra-witacyjne anomalie w ruchu pewnej liczby planetoid typu Apollo, co z powodzeniem można wytłumaczyć nikłym wyrzutem materii. Aktywność ta jest bardzo słaba i wywołuje jedynie możliwe do stwierdzenia zakłócenia zamierających - jak się zdaje - komet. Ich jądra już tak słabo parują, że wyparowywanej materii nie starcza na to, aby wytworzyć głowy i warkocze. W ten sposób komety u kresu aktywnego żywota upodabniają się do planetoid.

Podobne prace

Do góry