Ocena brak

Jak się żyje w obozie śmierci? - Pożegnanie z Marią, Kamienny świat

Autor /Albinos Dodano /04.06.2013

Sprawa obozów koncentracyjnych jest częstym tematem w naszej literaturze powojennej. Jest to oczywiste — dla wielu ludzi było to najstraszniejsze przeżycie, dla wszystkich jest to najstraszniejsze wspomnienie, wspomnienie czegoś wstydliwego i przerażającego, czegoś, co w historii ludzkości nie powinno się zdarzyć.

Sprawa obozów dotyka granicy między tym co ludzkie a tym, co już jest poza tymi granicami. A więc także — poza granicami języka, poza granicami literatury i jej ideałów, poza kulturą i jej zasadami. Nic zatem dziwnego, że literatura, choć tak często podejmowała ten temat, choć był on jej obsesją niemal, nie potrafiła sobie z nim prawie nigdy poradzić. Właściwie tylko Tadeusz Borowski podołał nieludzkosci tematu i zawarł w swoich obozowych opowieściach nie tylko fakty, ale także opisał system i „teorię” tych obozów.

Borowski jako jedyny zrozumiał, że nie można o świecie śmierci pisać językiem utrwalającym życie, że nie można stosować praw normalnej literatury do tematu obozu koncentracyjnego. Dlatego jego opowiadania sprawiają tak-niezwykłe wrażenie przy lekturze — to świat śmierci opisywany jest śmierci tej językiem.

Opowiadania te są straszne, ale nie tylko dlatego,, że przedstawiają straszne fakty. Są straszne, bo opisują obóz koncentracyjny tak, jakby on nigdy nie miał się skończyć, jakby zawsze miał trwać. Zawsze. Borowski opisuje cywilizacj ę obozu zagłady, nie przedstawia gó więc jako odejście od normy, ale jako system normalny, nie pisze, jak się tam umiera, ale jak się tam żyje.

Wiadomo, że Oświęcim i Birkenau szły od złego do dobrego. Najpierw bili i zabijali na komandach nagminnie, potem sporadycznie. Najpierw ludzie spali na podłodze bokiem i obracali się na komendę, potem na pryczach, jak kto chciał, i nawet pojedynczo na łóżkach. Wpierw ludzie stali po Idwa dni na apelu, potem tylko do drugiego gongu, do godziny dziewiątej. W pierwszych latach nie było wolno przysyłać paczek, później pozwolono na pięćset gramów, wreszcie — ile chcesz. Nie wolno było mieć kieszeni, później pozwolono nawet na ubrania cywilne na terenie Birkenau.

Widzimy, że poza tym pozornie oschłym opisem rozwoju praw rządzących obozem kryje się paradoks — jest co prawda lepiej w obozie, ęo prawda polepszają się tam warunki, ale to jest przecież opis ulepszania, usprawniania obozu, czynienia go coraz bardziej doskonałym. Gdzie indziej napisze przecież Borowski, że:

[...] najpierw była stodoła, w której duszono ludzi spalinami, potem był barak, aż wreszcie doczekaliśmy się nowoczesnych mechanicznych komór gazowych i krematoriów o doskonałym systemie spalania.

Czyżby więc istotnie chodziło Borowskiemu o przedstawienie nam wizji obozu jako systemu, który przez udoskonalenia i poprawki stanie się w końcu identyczny z systemem świata ludzkiego? Jeśli tak jest, to wizja ta, wykraczając poza druty i poza okres okupacji, przeradza się w ocenę ludzkiej historii i rządzących nią praw. Że tak jest istotnie, dowodzą te opowiadania Borowskiego, które dotyczą już okresu po wyzwoleniu. Borowski znalazł się wtedy w amerykańskiej strefie okupacyjnej na południu Niemiec.

Sprawy i prawa rządzące tym nowym już, odrodzonym, uwolnionym od faszyzmu światem przedstawia wedle tego samego wzorca i tak samo, jak czynił to ze światem obozu, a więc istotnie chodziło mu o uogólnienie wyżej zaznaczone. Więcej jeszcze — gdy prezentuje życie w okupowanej Warszawie z czasów, kiedy jeszcze nie dostał się do obozu, i tam także widzi to samo, i tam dostrzega system, którego „krystaliczną”, „czystą” postacią jest koncentracyjny obóz.

Jakiż jednak jest ten schemat, który wedle Borowskiego stanowi nową, nieludzką zasadę istnienia zbiorowości? Bardzo prosty. Ponieważ jednak dotykamy tu spraw ostatecznych czy podstawowych, musimy nieco poszerzyć krąg problemów; żeby uchwycić istotę systemu obozowego musimy przeciwstawić go systemowi innemu.

Tak więc każda zbiorowość ludzka rządzi się pewnymi prawami. Mogą one być bardzo różne, ale wszystkie osadzone są na pewnych pryncypiach, na podstawach etycznych określających, co jest dobre, a co jest złe.

Ten fundament etyczny jest jednym z głównych elementów tworzących kulturę, a więc system myśli i ocen ludzkich odnoszących się do ludzkiego świata. Do momentu wystąpienia Borowskiego literatura widziała w obozach koncentracyjnych tylko zwykłe, proste przeciwieństwo wszystkich kardynalnych założeń ludzkiego biegu świata, ludzkiej kultury itd. Niemniej jednak zakładano, że choć potworna, choć ilościowo przerażająca, jest to w istocie zbrodnia mieszcząca się w karnym kodeksie ludzkości, a więc, że obozy dadzą się opisać w kategoriach norm prawnych normalnej kultury.

Borowski dojrzał w obozie, w którym przyszło mu żyć, nie ty 1 k o k r a ńcowe zło naszej cywilizacj i, ale nową zupełnie jakość, nowy straszny świat. Rzeczywistość zamkniętą, rzeczywistość nową, nie istniejącą w poprzednich epokach, przynajmniej nie istniejącą w tak „doskonałej” formie. Bo w pewnym miejscu pisarz podejrzewa, że cała ludzkość była ogromnym obozem koncentracyjnym, że piramidy egipskie były takiego porządku wytworem, że demokracja ateńska, opierająca się na niewoli i przemocy wobec niewolników, również wyrosła na systemie obozowym właściwie. Czyżby więc istotnie świat miał nie przyznać racji pokrzywdzonym? Czy naprawdę trzeba, żeby istniał taki system po to, aby dokonała się w historii przemiana?

Dla Borowskiego obóz koncentracyjny i prawa, jakie nim rządzą, to nie wyjątek, lecz potworna norma. I to jest zarazem największa zbrodnia faszyzmu, że normę tę uczynił tak jawną, tak strasznie oczywistą, że to, co wstydliwie do tej pory ukrywano za parawanem ideałów i idei, zostało obnażone na' wieczny wstyd ludzi. Faszyzm bowiem pokazał, że w obozie można żyć. Do tej pory natomiast sądzono dość naiwnie, że tak można tylko umierać lub zabijać!

Faszyści udowodnili też — i to jest może najgorsze — że obozy koncentracyjne to nie miejsce kary, ale miejsce produkcji, miejsce pracy. Obozy bowiem były ogromnymi fabrykami, które dawały nie spotykany zysk, obozy w tym ujęciu to niesłychanie rentowne zakłady produkcyjne. Produkcja kombinatu Auschwitz-Birkenau pochłonęła w czasie swojego istnienia 6 milionów trupów; Przy nastawieniu Borowskiego można by powiedzieć, że było to 6 milionów wypadkpw przy pracy.

Tak widział to Borowski, a spokój jego opisu, jasność i przekonywająca logika jego wywodu są o wiele bardziej wstrząsające, niż prezentacja wszelkiej zwyrodniałej przemocy, jaką spotykamy w innych opisach obozu.

Interesujący jest tu problem, w jaki to sposób ludzie przystosowali się do praw „państwa koncentracyjnego”? W początkowym cytacie właściwie zostało to już powiedziane, został ukazany mechanizm tresury, w wyniku której normalni ludzie zmieniali się we fragmenty sprawnie funkcjonującej obozowej maszyny.

Tresura ta polegała na tym, że odbierało się najpierw ludziom wszystko, by następnie stworzyć im perspektywę zdobycia niezbędnego do przeżycia minimum. Ale zdobyć owo minimum można było za określoną cenę, ceną tą było właśnie przystosowanie się do praw obozu. Tak więc przemiana ludzi zwykłych w ludzi obozowych dokonuje się wedle Tadeusza Borowskiego za pomocą dwóch czynników: głodu i nadziei. To one właśnie dokonały tego spustoszenia moralnego i kulturalnego w duszach więźniów. To głód i nadzieja przeżycia sprawiły, że ludzie przestali poczuwać się do solidarności, przestali sobie pomagać, a zaczęli ż sobą walczyć

o jedzenie potrzebne do życia i o nadzieję potrzebną do życia jak jedzenie.

O głodzie pisze Borowski dosyć często, jeszcze częściej o sposobie jego zaspokajania. Głód bowiem to dla niego i dla jego bohaterów nie tylko brak jedzenia, który doprowadza do śmierci. Głód

to siła niemal mistyczna, potężniejsza od wszystkiego, od ludzi, od ich moralności, od zasad.

- Prawda. — rzekł głucho — A drugiego syna powiesiłem w Poznaniu, ale nie za ręce, tylko za szyję, bo ukradł chieb.

—    Bydlę! wybuchnąłem.

Ale Beker, starszy, siwawy Żyd, skłonny nieco do melancholii, był już spokojny i opanowany. Popatrzył na mnie z góry, prawie z pogardą:

—    Jak długo siedzisz w obozie? 

—    O... parę miesięcy,

—    Wiesz, Tadeusz, bardzo ciebie lubię — rzekł niespodziewanie— ale ty głodu to tak naprawdę nie znałeś, co?

—    Zależy, co to jest głód.

— Głód'jest wtedy prawdziwy, gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia. Ja już miałem taki głód. Rozumiesz?

Ten moment jest bardzo ważny dla zrozumienia wizji człowieka, jaką zaprezentował Borowski. Stary Beker zabił syna, który kradł, z głodu. Gdy bohater tych opowiadań, Tadek, uznaje to za rzecz — nawet w obozowych warunkach — godną pogardy, Beker uśmiecha się z wyższością; to zrozumiałe, przecież Tadek nie zna prawdziwego głodu. Głód rozgrzesza wszystko i wszystkich, jest bowiem argumentem nie do odparcia, przezwycięża wszystko co ludzkie: moralność, litość, przyzwoitość, godność, prawo. Dlatego też i Borowski odnosi się do tych wszystkich zasad nieufnie, czasem z pobłażliwą wyższością, jak Beker do Tadka w cytowanym fragmencie. On wie bowiem, że wystarczy zebrać kilka tysięcy ludzi i nie dać im jeść, a wszystko to, co najważniesze, zniknie i zapanują zupełnie inne prawa. Wyżej przedstawione fakty sprowadzają się dla Borowskiego do wniosku, że kardynalną zasadą ludzkiej egzystencji jest zwierzęca cielesność i wszystko co z niej wynika ^ instynkt samozachowawczy, strach, śmierć, jedzenie, instynkt agresji. Borowski nienawidzi ludzi właśnie; za to, nienawidzi ich cielesności. Bo to ciało ludzkie zdradza człowieczego ducha, to cielesność każe łamać wszelkie zasady i odbiera wiarę w to co idealne, w humanizm, w prawdę kultury itd.

Drugim elementem rozkładającym poczucie moralne więźniów, niszczącym braterstwo, stanowiącym motyw zdrady wszystkiego i wszystkich — jest nadzieja:

Czy myślisz, że gdyby nie nadzieja, że ten inny świat nadejdzie, że wrócą prawa człowieka — żylibyśmy w obozie choć jeden dzień? To właśnie nadzieja każe ludziom iść apatycznie do komory gazowej, każe nie ryzykować buntu, pogrąża w martwotę. To nadzieja rwie więzy rodzin, każe matkom wyrzekać się dzieci, żonom sprzedawać się za chleb i mężom zabija/ ludzi. To nadzieja każe im walczyć o każdy dzień życia, bo może właśnie ten dzień przyniesie wyzwolenie. Ach, i już nawet nie nadzieja na inny, lepszy świat, ale po prostu na życie, w którym będzie spokój i odpoczynek. NJgdy w dziejach ludzkich nadzieja nie była silniejsza od człowieka, ale nigd^ też nie wyrządziła tyle zła, ile w tej wojnie, ile w tym obozie. Nie nauczono nas wyzbywać się nadziei i dlatego giniemy w gazie.

Zauważmy, że Borowski w obu przypadkach zachowuje się podejrzanie: usiłuje tłumaczyć się z czegoś, usiłuje wyjaśniać, chce się chyba usprawiedliwić — siebie i wszystkich innych. Usprawiedliwić z tego wszystkiego, co w obozie musiało być ceną każdego ludzkiego życia, które obóz przetrwało. Cena ta była wysoka, są nią tysiące istnień innych, którzy zostali zabici, żeby ci, którzy przetrwali, mogli żyć.

Borowski ma świadomość tego długu zaciągniętego u umarłych i chce się z niego rozliczyć, wyjawiając mechanizm obozowego życia, tłumacząc, że nie miał innego wyjścia, że wszystko to, co czynił, było od niego niezależne. Ten mechanizm jest czymś niezrozumiałym i szaleńczym dla człowieka przyzwyczajonego pojmować sytuacje ludzkie w kategoriach wytworzonych przez kulturę naszej cywilizacjiT^Bo-rowski tłumaczy jednak, że w obozie te prawa nie obowiązywały, że nie można sądzić ludzi obozu normami świata poza drutami. Gdyby tak było, to trzeba by powiedzieć, że obozy zaludniają u Borowskiego ludzie tchórzliwi i zwyrodniali, a tak przecież nie jest, to po prostu normalni ludzie poddani no weniu, nieludzkiemu prawu.

Borowski przedstawia nam cały ten obszar świata, ukazując go poza kategoriami kultury i etyki. Wydawało się dawniej, że jest to obszar mały, nawiedzany tylko wyjątkowo przez zbrodniarzy, czy psychopatów. Okazuje się tymczasem, że to nie wyjątek, aleCza-sada kardynalna, i wszystko, co człowiek ma dobrego na swoją obronę i dla wywyższenia się ponad te zasady, które odkrył Borowski, to tylko bardzo mały skrawek człowieczego jestestwa, to słaba roślinka etyki i kultury, która schnie lub marznie pod bezlitosnymi podmuchami wiatru i pod słońcem nieludzkiego systemu.

Podobne prace

Do góry