Ocena brak

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Autor /bosa.vanessa Dodano /17.03.2011

Wymagany Adobe Flash Player wesja 10.0.0 lub nowsza.

praca w formacie pdf Jak nauczyć małe dziecko czytać

Transkrypt

JAK NAUCZYĆ
MAŁE DZIECKO
CZYTAĆ
CICHA REWOLUCJA

Glenn Doman Janet Doman

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Tytuł oryginału
HOW TO TEACH YOUR BABY TO READ

Książkę tę z uznaniem dedykuję mojej żonie Hazel
Doman, która, za pośrednictwem matek, nauczyła setki
rocznych, dwu i trzyletnich dzieci z uszkodzeniem mózgu
znajdować przyjemność W czytaniu,

Przekład i redakcja
MAREK PIETRZAK
Zdjęcie na okładce

Dedykuję ją również czterem ludziom, którzy, każdy na
swój sposób umożliwili tę pracę i powstanie tej książki:
Samuel M. Henshaw
A. Vinton Clarke
Tempie Fay
Jay Cooke

WACŁAW GÓRSKI i MAREK ŻAK

Wydawcy składają serdeczne podziękowania Państwu
Katarzynie i Krzysztofowi Liszczom
oraz Panu Markowi Pietrzakowi

Zostawili oni wielkie ślady w świecie, przez który kroczyli i
głębokie wrażenie w naszych umysłach i sercach.

za wytrwałą inspirację i pomoc w dziele tworzenia
polskiej wersji książki.

książki tegoż autora
Seria Cichej Rewolucji:

Jak nauczyć małe dziecko czytać,
Jak postępować z dzieckiem z uszkodzeniem
mózgu,
Jak pomnożyć inteligencję małego dziecka,
Jak przekazać małemu dziecku wiedzę
encyklopedyczną,
Jak nauczyć małe dziecko matematyki,
Jak nauczyć małe dziecko wspaniałej sprawności
fizycznej,
Wszechstronne pomnażanie inteligencji,

Skład: „AKAPIT," 1992 Druk: „ABEDIK,"
1992 Oprawa: Zakłady Graficzne im. KEN,
1992

Książki dla dzieci:

Nos to nie paluch

Copyright © 1990 by Glenn Doman
Copyright © 1979 by Glenn Doman
Copyright © 1964 by Glenn Doman
Copyright © 1963 by the Curtis Publishing Company
Copyright © for the Polish edition by OFICYNA WYDAWNICZA
EXCALIBUR, 1992
Bydgoszcz, ul. Koralowa 4
Wszelkie prawa zastrzeżone

Printed in Poland ISBN 83-900152-0-X

2

Jak nauczyć małe dziecko czytać

spis
treści

książki tegoż autora..................................................................................................................................2
od autora w sprawie tego nowego wydania..............................................................................................4
Przedmowa...............................................................................................................................................5
Uwaga dla rodziców...............................................................................................................................10
1
fakty i Tomek....................................................................................................................... 11
2
małe dzieci chcą się uczyć czytać.................................................................................................. 16
3 małe dzieci mogą się uczyć czytać.....................................................................................................22
4 małe dzieci uczą się czytać..................................................................................................................32
5 małe dzieci powinny uczyć się czytać..............................................................................................36
6 kto ma problemy czytający czy nieczytający......................................................................................41
7 jak nauczyć małe dziecko czytać.........................................................................................................47
8
najlepszy wiek aby zacząć..............................................................................................................65
9 co mówią matki................................................................................................................................ 78
10 o radości........................................................................................................................................... 87
podziękowania........................................................................................................................................93
o autorach............................................................................................................................................... 95
dodatkowe informacje na temat uczenia twojego dziecka..................................................................... 96

3

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Od autora

od autora w sprawie tego
nowego wydania

Książka ta ujrzała światło dzienne po raz
pierwszy w 1964 roku. Od tego czasu sprzedano
ponad dwa miliony egzemplarzy w dwudziestu
językach, a kolejne przekłady są w toku.
Wszystko, co powiedzieliśmy w tej książce
wydaje się nam tak samo prawdziwe jak ćwierć
wieku temu.
Tylko jedno się zmieniło.
Dzisiaj są dziesiątki tysięcy dzieci od
niemowlaków do młodzieży, które nauczono
czytać w bardzo młodym wieku posługując się tą
książką. W rezultacie sto tysięcy matek napisało
do nas aby opowiedzieć o przyjemności, radości i
podnieceniu, jakie przeżyły ucząc swoje małe
dzieci czytać. Opisały swoje doświadczenia,
uniesienia i niekiedy frustracje. Opisały swoje
zwycięstwa i swoje innowacje. Zadały mnóstwo
drążących pytań.
Te 100.000 listów zawiera skarbnicę bezcennej
wiedzy i doskonały wgląd w sprawy małych
dzieci.
Stanowią również największy w historii świata
zbiór dowodów wykazujący ponad wszelką
wątpliwość, że małe dzieci mogą uczyć się czytać,
powinny uczyć się czytać, uczą się czytać i co
najważniejsze — jak radzą sobie w szkole kiedy
podrosną.
To właśnie ten drogocenny zbiór wiedzy
uczynił to najnowsze wydanie niezmiernie
ważnym dla nowego pokolenia rodziców, którzy
uznają życie swoich dzieci za największe dobro.
Rozdział 7 został istotnie zmieniony — nie po
to, by porzucać przyjęte wcześniej zasady, ale
raczej by je dostroić w świetle rozległych
doświadczeń, zdobytych przez sto tysięcy
rodziców kierujących się tymi zasadami.
Rozdział 8 jest całkiem nowy i szczegółowo
4

opisuje podejście do rozpoczynania nauki w
każdym z istotnych przedziałów wiekowych,
takich jak: noworodek, niemowlę, małe dziecko i
dziecko przedszkolne. Wymienia mocne i słabe
strony każdego z tych okresów i sposoby
korzystania z ich zalet i omijania słabości.
Rozdział 9 jest także całkiem nowy i
odpowiada na dwa najczęściej zadawane pytania
dotyczące nauki czytania małych dzieci:
1. „Co się z nimi dzieje gdy idą do szkoły?”
2. „Co się z nimi dzieje gdy dorastają?”
Większość rodziców stawia te pytania z
radością. Nieliczni zadają je płaczliwie. Tu
odpowiedzi na nie udzielają sami rodzice. Nie
dotyczą one teoretycznych problemów (tak
kochanych przez profesjonalistów), lecz mówią o
bardzo rzeczywistych warunkach stworzonych
bardzo rzeczywistym dzieciom przez bardzo
rzeczywistych i wspaniałych rodziców.
Jeśli po upływie całego tego czasu i z tym
całym doświadczeniem ktoś z rodziców prosiłby o
jakąś ważną poradę w jednym krótkim zdaniu, to
brzmiałaby ona tak:
Rób to z radością, pędź jak wiatr i nie sprawdzaj.

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Przedmowa

Przedmowa

Rozpoczynanie programu badań klinicznych
jest jak wsiadanie do pociągu jadącego do
nieznanej stacji. Jest pełne tajemnic i podniecenia,
ale nie wiesz nigdy czy dostaniesz przedział, czy
pojedziesz trzecią klasą, czy w pociągu jest wagon
restauracyjny, czy nie, czy podróż będzie
kosztowała dolara, czy wszystko co posiadasz, a
przede wszystkim czy skończy się tam gdzie
zamierzałeś dojechać, czy w całkiem innym
miejscu, którego nawet nie śniło ci się odwiedzać.
Kiedy członkowie naszego zespołu wsiadali do
tego pociągu na różnych stacjach, mieliśmy
nadzieję, że naszym celem jest lepsze leczenie
dzieci z poważnym uszkodzeniem mózgu. Nikt z
nas nie wiedział, że kiedy ten cel osiągniemy
zostaniemy nadal w tym pociągu, aż dotrzemy do
miejsca, w którym będzie można sprawić, że
dzieci z uszkodzeniem mózgu będą nawet
przewyższały zdrowe dzieci.
Podróż jak dotąd trwała dwadzieścia lat i
jechaliśmy trzecią klasą, noc po nocy — często do
trzeciej nad ranem, a w wagonie restauracyjnym
podawano najczęściej kanapki. Bilety kosztowały
nas wszystko co mieliśmy, niektórzy z nas nie
dożyli końca tej podróży — a nikt nie opuściłby
jej za żadne skarby świata. To była fascynująca
podróż.
Na początkowej liście pasażerów znaleźli się:
neurochirurg, lekarzspecjalista rehabilitacji,
rehabilitant, logopeda, psycholog, pedagog i
pielęgniarka. Teraz jest nas ponad stu, z wieloma
dodatkowymi specjalistami z różnych dziedzin.
Początkowo powstał mały zespół. Każdy z nas
zajmował się osobno jakąś fazą leczenia dzieci z
ciężkim uszkodzeniem mózgu i osobno, każdy z
nas miał złe wyniki.
Jeśli zamierzasz wybrać dziedzinę twórczej
5

pracy, to trudno znaleźć szersze pole do popisu niż
taka, w której niepowodzenia zdarzają się w stu
procentach, a sukces nie istnieje.
Kiedy
zaczynaliśmy
pracować
razem
dwadzieścia lat temu, nigdy nie widzieliśmy ani
nie słyszeliśmy, aby choć jedno dziecko z
uszkodzeniem mózgu kiedykolwiek wyzdrowiało.
Grupę, która zawiązała się po naszych
indywidualnych niepowodzeniach nazwano by
dzisiaj zespołem rehabilitacyjnym. W tamtych
czasach takie słowa nie były modne i nie
uważaliśmy się za coś szczególnego. Może
widzieliśmy siebie bardziej jako grupę, która
połączyła się podobnie jak konwój w nadziei, że
razem będziemy silniejsi niż okazaliśmy się
osobno.
Zaczęliśmy
od
ataku
na
najbardziej
podstawowy problem stojący przed tymi, którzy
zajmowali się dziećmi z uszkodzeniem mózgu
dwie dekady temu. Tym problemem było
rozpoznanie. Istniały trzy różne grupy dzieci z
zaburzeniami, które niezmiennie mieszano razem
jakby były identyczne. W rzeczywistości, nie
miały ze sobą wiele wspólnego, W tamtych
czasach łączono je w jedną grupo (i, co jest
tragiczne, nadal tak się czyni w znacznej części
świata) z bardzo błahego powodu, a mianowicie,
że często wyglądają i czasem zachowują się tak
samo.
Te trzy rodzaje dzieci, które stale łączono to:
dzieci upośledzone, których mózgi były ilościowo
i jakościowo mniej wartościowe, dzieci
psychotyczne z fizycznie normalnymi mózgami,
lecz psychicznie chore i w końcu dzieci z
uszkodzeniem mózgu, u których dobry mózg
został fizycznie uszkodzony.
My zajmowaliśmy się tylko tą ostatnią grupą,
dziećmi, które doznały uszkodzenia mózgu
zupełnie
prawidłowego
od
poczęcia.
Dowiedzieliśmy się, że mimo iż naprawdę
upośledzone i psychotyczne dzieci były względnie
nieliczne, setki ich tysięcy były i są diagnozowane
jako upośledzone lub psychotyczne, podczas gdy
w rzeczywistości były to dzieci z uszkodzeniem

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Przedmowa

mózgu. Ogólnie rzecz biorąc, taka mylna diagnoza
stawiana była dlatego, że wiele dzieci z
uszkodzeniem mózgu doznało uszkodzenia
zdrowego mózgu jeszcze przed urodzeniem.
Kiedy po wielu latach pracy w sali operacyjnej i
przy łóżku przekonaliśmy się, które z nich byty
naprawdę dziećmi z uszkodzeniem mózgu,
mogliśmy zająć się właściwym problemem —
uszkodzonym mózgiem.
Odkryliśmy, że nie jest istotne (wyłączając
opracowania naukowe) czy dziecko doznało
uszkodzenia mózgu przed urodzeniem, w chwili
porodu, czy po urodzeniu. To tak, jakby zajmować
się tym, czy dziecko zostało uderzone przez
samochód przed południem, w południe, czy po
południu. Rzeczywiste znaczenie ma to, która
część mózgu została uszkodzona, jak bardzo
została uszkodzona i co można na to poradzić.
Odkryliśmy dalej, że nie ma znaczenia czy
zdrowy mózg dziecka został uszkodzony w
wyniku niezgodności czynnika Rh, przebycia
przez matkę infekcji takiej jak różyczka w ciągu
pierwszych
trzech
miesięcy
ciąży,
niedostatecznego dopływu tlenu do mózgu w
okresie przedporodowym, czy dlatego, że dziecko
urodziło się przedwcześnie. Mózg może doznać
obrażeń na skutek przedłużonego porodu, przez
upadek na głowę w wieku dwóch miesięcy i
skrzepy krwi w mózgu, podczas zapalenia mózgu
z wysoką gorączką w wieku trzech lat, w wyniku
uderzenia przez samochód w wieku pięciu lat oraz
w wyniku setki innych czynników.
Znów, mimo, że jest to istotne z naukowego
punktu widzenia, przypomina trapienie się czy
dziecko zostało uderzone przez samochód czy
młotem. Ważne w tym jest to, która część mózgu
dziecka została uszkodzona, jak bardzo i co
zamierzamy z tym zrobić.
W tamtych czasach środowiska, które
zajmowały się dziećmi z uszkodzeniem mózgu
utrzymywały, że problemy tych dzieci można
rozwiązać lecząc objawy obecne w uszach,
oczach, nosie, ustach, klatce piersiowej,
ramionach, łokciach, nadgarstkach, palcach,
6

biodrach, kolanach, kostkach i stopach. Duża
część tych środowisk jeszcze dzisiaj w to wierzy.
Takie podejście było jednak nieskuteczne i nie
mogło być skuteczne.
Z powodu całkowitego braku powodzenia
zdecydowaliśmy, że jeśli mamy opanować
rozliczne objawy choroby u dziecka z
uszkodzeniem mózgu, to będziemy musieli
zaatakować źródło problemu i dotrzeć do samego
ludzkiego mózgu.
O ile z początku wydawało się to
niewykonalnym lub przynajmniej pomnikowym
zadaniem, w następnych latach my i inni
znaleźliśmy metody zarówno chirurgicznego jak i
niechirurgicznego leczenia mózgu.
Przyjęliśmy proste założenie, że leczenie
objawów schorzenia czy uszkodzenia i
oczekiwanie, że ta choroba zniknie jest
niemedyczne, nienaukowe i nieracjonalne, a jeśli
te powody nie wystarczyłyby aby nas odwieść od
takiego podejścia, to pozostawał prosty fakt, że
dzieci z uszkodzeniem mózgu leczone w ten
sposób nigdy nie zdrowiały.
Przeciwnie, przeczuwaliśmy, że gdybyśmy
mogli zaatakować problem u jego źródła, objawy
zniknęłyby samoistnie, dokładnie w takim
zakresie, w jakim zakończone powodzeniem
byłoby oddziaływanie na uszkodzenie w samym
mózgu.
Najpierw zabraliśmy się do rozpracowania
zachowawczych
sposobów
leczenia.
W
następnych latach doszliśmy do przekonania, że
chcąc liczyć na sukces w leczeniu uszkodzonego
mózgu musimy znaleźć sposób odtworzenia
wzorców neurologicznego rozwoju zdrowego
dziecka. To oznaczało zrozumienie przebiegu
rozwoju mózgu zdrowego dziecka, od początku aż
do okresu dojrzewania. Przebadaliśmy dokładnie
wiele setek zdrowych noworodków, niemowląt i
dzieci. Badaliśmy je bardzo uważnie.
W miarę jak dowiadywaliśmy się czym jest
prawidłowy
rozwój
mózgu,
zaczęliśmy
spostrzegać, że proste i dobrze znane podstawowe
czynności zdrowych dzieci, takie jak pełzanie i

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Przedmowa

raczkowanie mają dla mózgu olbrzymie znaczenie.
Przekonaliśmy się, że jeśli pozbawi się zdrowe
dzieci szansy ćwiczenia tych czynności z przyczyn
kulturowych, środowiskowych bądź społecznych,
to możliwości ich rozwoju zostają poważnie
ograniczone. Dotyczy to, nawet w większym
stopniu, dzieci z uszkodzeniem mózgu.
Ucząc się coraz więcej o sposobach
odtwarzania tego normalnego, fizycznego wzorca
wzrastania, zaczynaliśmy po trochu obserwować
poprawę u dzieci z uszkodzeniem mózgu.
Mniej więcej w tym samym czasie
neurochirurdzy z naszego zespołu zaczęli
udowadniać niezbicie, że rozwiązanie problemu
tkwi w samym mózgu, poprzez opracowanie
nowych skutecznych metod leczenia. Były pewne
grupy dzieci z uszkodzeniem mózgu, których
dolegliwości miały charakter postępujący i w
związku z tym dzieci te wcześnie umierały.
Największą wśród tych grup stanowiły dzieci z
wodogłowiem. Dzieci te miały wielkie głowy z
powodu wzmożonego ciśnienia płynu mózgowordzeniowego, który nie mógł być prawidłowo
wchłaniany. Mimo to był on stale produkowany
tak, jak u normalnych ludzi.
Nikt nie był nigdy aż tak niemądry, żeby leczyć
objawy tej choroby przez masowanie, ćwiczenia
czy aparaty ortopedyczne. Ponieważ ciśnienie
działające na mózg rosło, dzieci te zawsze
umierały. Nasz neurochirurg, współpracując z
inżynierem skonstruował rurkę, która odprowadza
nadmiar
płynu
mózgowo-rdzeniowego
ze
zbiorników zwanych komorami głęboko wewnątrz
ludzkiego mózgu, do żyły szyjnej i w ten sposób
do krwiobiegu, gdzie mógł być normalnie
wchłaniany. Ta rurka ma wewnątrz pomysłową
zastawkę, która pozwala nadmiarowi płynu
wypływać na zewnątrz i jednocześnie zapobiega
cofaniu się krwi do mózgu.
Ten prawie magiczny przyrząd wszczepiano
operacyjnie do mózgu i nazywano "zastawką
komorowo-szyjną". Dzisiaj na świecie żyje
dwadzieścia pięć tysięcy dzieci, uratowanych
dzięki tej prostej rurce. Wiele z nich prowadzi
7

zupełnie normalne życie i chodzi do szkoły ze
zdrowymi dziećmi.
Oto piękny dowód całkowitej bezużyteczności
zwalczania objawów uszkodzenia mózgu, jak
również bezspornej logiki i konieczności leczenia
samego uszkodzonego mózgu.
Następna, zaskakująca metoda posłuży jako
przykład różnorodnych sposobów skutecznego,
chirurgicznego leczenia, używanych dzisiaj w celu
rozwiązywania
problemów
dziecka
z
uszkodzeniem mózgu.
Posiadamy faktycznie dwa mózgi, prawy i
lewy. Te dwa mózgi oddzielone są wzdłuż środka
głowy, od przodu do tylu. U zdrowego człowieka
prawy mózg (lub, jak kto woli prawa połowa
mózgu) odpowiada za sterowanie lewą stroną
ciała, podczas gdy lewa połowa mózgu jest
odpowiedzialna za prowadzenie prawej strony
ciała.
Jeżeli Jedna połowa mózgu jest w znacznym
stopniu uszkodzona, rezultat jest katastrofalny.
Przeciwna połowa ciała będzie sparaliżowana,
dziecko będzie poważnie ograniczone we
wszystkich funkcjach. Wiele z takich dzieci ma
stałe, ciężkie napady drgawkowe, nie reagujące na
żadne znane leki.
Nietrudno zgadnąć, że takie dzieci również
umierają.
Przez dziesięciolecia słychać było głosy
obstających przy tym, aby nic nie robić. „Gdy
komórka nerwowa obumiera, to obumiera i nic nie
można zrobić dla dzieci z obumarłymi komórkami
mózgu, więc nie próbuj". Ale od 1955 roku
neurochirurdzy z naszej grupy wykonywali prawie
niewiarygodny rodzaj operacji u takich dzieci;
nazywa się go hemisferektomią.
Hemisferektomia jest dokładnie tym, co
oznacza ta nazwa - chirurgicznym usunięciem
połowy ludzkiego mózgu.
Teraz widzieliśmy dzieci z potową mózgu w
głowie i drugą polową, miliardami martwych
komórek mózgowych — w szpitalnym słoju. Ale
te dzieci nie były martwePrzeciwnie, widzieliśmy dzieci, mające tylko

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Przedmowa

połowę mózgu, które chodziły, mówiły i
uczęszczały do szkoły jak ich rówieśnicy. Niektóre
z tych dzieci były ponadprzeciętne, a przynajmniej
jedno z nich miało 1.1. w przedziale geniuszy.
Stało się teraz oczywiste, że jeżeli jedna
połowa mózgu dziecka jest poważnie uszkodzona,
to niewielkie znaczenie ma to jak dobra jest druga
połowa, dopóki ta uszkodzona nie zostanie
usunięta. Jeśli, na przykład, takie dziecko cierpi na
padaczkę spowodowaną przez uszkodzony lewy
mózg, to nie będzie mogło wykazać się
sprawnością ani inteligencją dopóki tej połowy nie
usunie się, po to, by pozwolić nieuszkodzonemu
prawemu mózgowi przejąć bez przeszkód całość
funkcji.
Od
dawna
utrzymywaliśmy,
wbrew
powszechnej opinii, że dziecko może mieć
dziesięć obumarłych komórek mózgowych i nawet
się o tym nie dowiemy. Możliwe, mówiliśmy, że
mogłoby mieć sto martwych komórek mózgu i
nikt by tego nie zauważył. Być może, takich
komórek mogłoby być nawet tysiąc.
Ale nawet w najśmielszych marzeniach nie
ważyliśmy się wierzyć, że dziecko może mieć
miliardy martwych komórek i mimo to
funkcjonować prawie tak dobrze, a czasem nawet
lepiej niż przeciętne, zdrowe dziecko.
Teraz czytelnik powinien włączyć się do
naszych spekulacji. Jak długo mogliśmy
przypatrywać się Jasiowi, który mając usuniętą
połowę mózgu funkcjonował równie dobrze jak
Wojtek, którego mózg był zupełnie zdrowy, nie
zadając pytania: „Co dolega Wojtkowi?" Dlaczego
Wojtek, który ma dwa razy tyle mózgu co Jasiu,
nie jest od niego dwa razy lepszy, lub choćby
trochę lepszy?
Widząc, że to ciągle się powtarza, zaczęliśmy z
zaciekawieniem przyglądać się od nowa zdrowym
dzieciom.
Czy zdrowe dzieci nie mogłyby być lepsze?
Oto ważne pytanie; nigdy nie marzyliśmy, że je
postawimy.
Tymczasem pozostała część naszego zespołu
znacznie poszerzyła swoją wiedzę o tym, jak
8

wzrastają takie dzieci i jak rozwijają się ich mózgi.
W miarę jak zwiększała się nasza wiedza o
normalności, rozwijaliśmy również proste metody
odtwarzania tej normalności u dzieci z
uszkodzeniami mózgu. Teraz zaczynaliśmy
obserwować powrót do zdrowia niewielkiej liczby
dzieci, wobec których zastosowano proste,
zachowawcze metody leczenia, stale rozwijane i
doskonalone.
Nie jest celem tej książki szczegółowe
omawianie idei ani metod stosowanych w celu
rozwiązania licznych problemów dzieci z
uszkodzeniem mózgu. Inne książki, już wydane
lub będące obecnie w maszynopisie, traktują o
leczeniu dziecka z uszkodzeniem mózgu. Jednak
fakt, że to się udaje na codzień, ma znaczenie dla
zrozumienia drogi, która prowadziła do odkrycia,
że
zdrowe
dzieci
mogą
funkcjonować
nieskończenie lepiej niż obecnie. Wystarczy
powiedzieć, że wynaleziono bardzo proste techniki
dla odtworzenia wzorca normalnego rozwoju u
dzieci z uszkodzeniem mózgu.
Na przykład, gdy dziecko z uszkodzeniem
mózgu nie potrafi się prawidłowo poruszać, jest po
prostu przeprowadzone po kolei przez wszystkie
stadia rozwoju, które występują u zdrowych
dzieci. Najpierw pomaga mu się poruszać rękami i
nogami, później pełzać, dalej raczkować, aż w
końcu chodzić. Pomaga mu się fizycznie
wykonywać
wszystkie
te
czynności
w
uporządkowanej kolejności. Przechodzi ono
poprzez coraz wyższe stadia w taki sam sposób,
jak dziecko w szkole przechodzące z klasy do
klasy, dając mu nieograniczoną możliwość
wykorzystania nabytych umiejętności.
W krótkim czasie zaczęliśmy widywać dzieci z
poważnym
uszkodzeniem
mózgu,
które
sprawnością konkurowały z tymi, które obrażeń
mózgu nie doznały.
W miarę dalszego doskonalenia naszych
technik zauważyliśmy pojawianie się dzieci z
uszkodzeniem mózgu, które nie tylko były tak
samo sprawne jak zdrowe dzieci, ale których
naprawdę nie można było od nich odróżnić.

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Przedmowa

Kiedy nasze zrozumienie neurologicznego
rozwoju i normalności zaczęło układać się w
rzeczywiście wyraźny wzorzec i gdy metody
odtwarzania normalności stawały się coraz
bardziej liczne, zaczęliśmy obserwować, że
niektóre spośród dzieci z uszkodzeniem mózgu,
funkcjonowały na poziomie ponadprzeciętnym lub
nawet znakomicie.
Było to ogromnie fascynujące. Było to nawet
trochę zatrważające. Okazało się, że co najmniej
nie docenialiśmy możliwości wszystkich dzieci.
Pojawiło się przed nami frapujące pytanie.
Przypuśćmy, że mamy przed sobą trójkę
siedmioletnich dzieci: Alberta, któremu usunięto
połowę mózgu; Wojtka, który ma całkowicie
normalny mózg; i Karolka, który byt leczony
zachowawczo i który obecnie funkcjonuje w pełni
normalnie, chociaż miliony komórek jego mózgu
są martwe.
Albert bez połowy mózgu jest tak inteligentny
jak Wojtek. Tak samo Karol z milionami
martwych komórek w głowie.
Co dolega
Wojtkowi?

miłemu,

przeciętnemu,

zdrowemu

Co dolega zdrowym dzieciom?
Cztery lata naszej pracy naładowane były
wibracją, jaką się odczuwa przed ważnymi
wydarzeniami i wielkimi odkryciami. Przez te lata
wszechogarniająca mgła tajemnicy, która otaczała
dzieci z uszkodzeniami mózgu stopniowo
rozwiała się. Zaczęliśmy ponadto dostrzegać fakty,
których nie szukaliśmy. Były to fakty dotyczące
zdrowych dzieci. Pojawiło się logiczne powiązanie
pomiędzy dzieckiem z uszkodzeniem mózgu (i w
związku z tym z zaburzoną organizacją
neurologiczną) oraz dzieckiem zdrowym (czyli
prawidłowo neurologicznie zorganizowanym) tam,
gdzie wcześniej były tylko niepowiązane,
rozproszone dane dotyczące zdrowych dzieci. Ten
wyłaniający się logiczny ciąg uporczywie
wskazywał na drogę, dzięki której moglibyśmy
zmienić samego człowieka — i to na lepsze. Czy
neurologiczna organizacja przeciętnego dziecka
była koniecznie końcem tej drogi?
9

Teraz, kiedy dzieci z uszkodzeniem mózgu
funkcjonują równie dobrze lub lepiej niż
przeciętne, pojawia się możliwość przedłużenia tej
drogi.
Zawsze sądzono, że rozwój neurologiczny i
jego produkt końcowy — zdolności — są
statycznym i nieodwołalnym faktem: To dziecko
jest zdolne, a to nie. To dziecko jest bystre, a to
nie.
Nic bardziej odległego od prawdy.
Faktycznie, rozwój neurologiczny, który zawsze
uważaliśmy za statyczny i nieodwołalny jest
dynamicznym i stale zmieniającym się procesem.

U dzieci z ciężkim uszkodzeniem mózgu
widzimy całkowite zatrzymanie procesu rozwoju
neurologicznego.
U dzieci „opóźnionych" widzimy znaczne
zwolnienie procesu rozwoju neurologicznego. U
dziecka przeciętnego proces ten przebiega w
przeciętnym tempie, a u dziecka nieprzeciętnego w
tempie szybszym niż przeciętne. Doszliśmy teraz
do stwierdzenia, że dziecko z uszkodzeniem
mózgu, przeciętne dziecko i dziecko wybitnie
zdolne nie są trzema różnymi rodzajami dzieci
lecz przeciwnie, stanowią continuum sięgające od
skrajnie zaburzonej organizacji neurologicznej,
jaką powoduje ciężkie uszkodzenie mózgu,
poprzez umiarkowane zaburzenie organizacji
neurologicznej spowodowane niewielkim lub
średnim uszkodzeniem mózgu, poprzez przeciętny
stopień
organizacji
neurologicznej,
jaki
demonstruje przeciętne dziecko, do wysokiego
poziomu
organizacji
neurologicznej,
jaki
niezmiennie demonstrują dzieci wybitne,
Udało nam się pobudzić ten zatrzymany proces
u dzieci z ciężkim uszkodzeniem mózgu, a u
dzieci „opóźnionych” przyspieszyć go.
Było więc Jasne, że proces neurologicznego
rozwoju można przyspieszyć jak i opóźnić.
Przywracając
wielokrotnie
dzieciom
z
uszkodzeniem mózgu prawidłową organizację
neurologiczną na przeciętnym lub nawet
ponadprzeciętnym poziomie przy użyciu prostych
nieoperacyjnych
technik,
które
zostały

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Przedmowa

opracowane, mamy wszelkie powody aby wierzyć,
że tych samych sposobów można użyć dla
podwyższenia stopnia organizacji neurologicznej
przeciętnych dzieci. Jednym z tych sposobów jest
uczenie czytania bardzo małych dzieci z
uszkodzeniem mózgu.
Nigdy możliwości podnoszenia poziomu
neurologicznej organizacji nie są tak wyraźnie
widoczne, jak wtedy, gdy uczysz małe, zdrowe
dziecko czytania.

10

Jak nauczyć małe dziecko czytać

11Uwaga dla rodziców

Uwaga dla rodziców

Czytanie jest jedną z najwyższych funkcji
ludzkiego mózgu - ze wszystkich stworzeń na
ziemi, tylko ludzie umieją czytać.
Czytanie jest jedną z najważniejszych funkcji w
życiu, ponieważ praktycznie cała nauka opiera się
na umiejętności czytania.
To naprawdę zdumiewające, że tyle czasu
zajęło nam zrozumienie tego, że im młodsze jest
dziecko gdy uczy się czytać, tym łatwiej będzie
czytało i tym lepiej będzie czytało.
Dzieci mogą czytać słowa gdy mają rok, zdania
gdy mają dwa lata i całe książki gdy mają trzy lata
— i uwielbiają to.
Zrozumienie, że mają tę zdolność i dlaczego ją
mają zajęło wiele czasu.
Chociaż zaczęliśmy naprawdę uczyć małe
dzieci czytać dopiero w 1961 roku, zrozumienie
tego jak działa ludzki mózg (było to niezbędne,
żeby zauważyć, że to jest możliwe) zajęło
dwadzieścia lat całemu zespołowi różnych
specjalistów.
Ten zespół specjalistów w dziedzinie rozwoju
dzieci;
lekarzy,
pedagogów,
logopedów,
neurochirurgów i psychologów zaczął pracę z
dziećmi z uszkodzeniem mózgu i to doprowadziło
do wieloletnich studiów nad rozwojem mózgu
zdrowego dziecka. To z kolei zawiodło do nowych
i raczej zaskakujących informacji o tym jak dzieci
się uczą, czego się uczą — i czego mogą się
nauczyć.
Kiedy członkowie zespołu zobaczyli wiele
dzieci z uszkodzeniem mózgu czytających i to
czytających dobrze w wieku trzech lat, stało się
jasne, że cos niedobrego dzieje się ze zdrowymi
dziećmi. Skutkiem tego jest między innymi ta
książka.
Zawartość książki jest dokładnie tym, co
mówiliśmy rodzicom dzieci chorych i zdrowych
11

od 1961 roku. Wyniki tego cośmy im przekazali
wynagrodziły pracę rodziców i naszą.
Książka ta została napisana pod naciskiem
rodziców, którzy chcieli, żeby wyniki badań
przekazać w formie książkowej dla nich samych i
dla innych rodziców.

Jak nauczyć małe dziecko czytać

1

Fakty i Tomek

fakty i
Tomek
Mówiłem Wam, ze on umie czytać.
—Pan Lunski

Ta
cicha
rewolucja
rozpoczęła
się
spontanicznie.
Dziwne jest to, że doszło do niej w końcu
przypadkowo.
Dzieciaki, które są wielkimi rewolucjonistami
nie wiedziały, że mogłyby czytać gdyby dano im
sprzęt. Również dorośli pracujący w telewizji,
którzy ostatecznie go dostarczyli nie wiedzieli, że
małe dzieci mają zdolność czytania, ani że
telewizja da środki, które wywołają tę cichą
rewolucję.
Brak sprzętu spowodował, że długo trwało nim
do niej doszło, lecz teraz my rodzice musimy
zostać konspiratorami w podsycaniu tej wspaniałej
rewolucji, nie po to by uczynić ją bardziej
gwałtowną, ale by Ją przyspieszyć na tyle, by
dzieciaki mogły zebrać jej owoce.
To naprawdę zadziwiające, że dzieci nie
odkryły tego sekretu znacznie wcześniej. To cud,
że przy całej swojej bystrości, bo są bardzo bystre
— nie wpadły na to.
Jedynym powodem tego, że żaden z dorosłych
nie zdradził sekretu dwulatkom jest fakt, że
dorośli też o tym nie wiedzieli. Oczywiście,
gdybyśmy wiedzieli, nigdy nie pozwolilibyśmy
aby pozostało to sekretem, bo jest to zbyt ważne
dla dzieci i dla nas również.
Kłopot w tym, że używamy zbyt małego druku.
Kłopot w tym, że używamy zbyt małego druku.
Kłopot w tym, że używamy zbyt małego druhu.
Kłopot w tym, że używamy zbyt małego druhu.

12

Można uczynić druk zbyt małym by go
przeczytać, nawet dla całkowicie dojrzałej drogi
wzrokowej w mózgu dorosłego.
Jest prawie niemożliwe zrobić druk zbyt duży
by go przeczytać.
Lecz można uczynić go zbyt małym i to właśnie
zrobiliśmy.
Nie rozwinięta do końca droga wzrokowa z oka
do pól wzrokowych mózgu jedno-, dwu- lub
trzylatków nie może po prostu odróżnić jednego
słowa od drugiego.
Ale teraz, jak powiedzieliśmy, telewizja
zdradziła cały sekret — przez reklamy. Efekt jest
taki, że kiedy człowiek w telewizji mówi Gulf,
Gulf, Gulf, miłym głosem, wyraźnie i głośno, a na
ekranie telewizora ukazuje się słowo GULF
napisane pięknymi dużymi literami, wszystkie
dzieci uczą się rozpoznawać to słowo — a nie
znają nawet alfabetu.
Bo prawdą jest, że małe dzieci mogą nauczyć
się czytać. Bezpiecznie będzie powiedzieć, że
zwłaszcza bardzo małe dzieci mogą czytać pod
warunkiem, że na początku druk będzie bardzo
duży.
Teraz wiemy już jedno i drugie i musimy cos z
tym zrobić, ponieważ to, co się stanie gdy
nauczymy czytać wszystkie małe dzieciaki będzie
bardzo ważne dla świata.
Lecz czy nie jest dziecku łatwiej rozumieć
słowo mówione niż napisane? Wcale nie. Mózg
dziecka, który jest jedynym organem posiadającym
zdolność uczenia się, „słyszy" wyraźne, głośne
słowa z telewizora za pośrednictwem uszu i
interpretuje je tak, jak tylko mózg potrafi.
Jednocześnie mózg dziecka „widzi" w telewizorze
duże wyraźne słowa za pośrednictwem oczu i
interpretuje je dokładnie w ten sam sposób.
Nie ma różnicy dla mózgu czy "widzi" obraz
czy „słyszy" dźwięk. Może zrozumieć oba
jednakowo dobrze. Wszystko czego wymaga to to,
aby dźwięki były dość głośne i dość wyraźne, by je
słyszało ucho, a słowa pisane dość duże i dość
wyraźne, żeby je okiem zobaczyć tak, by mózg

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Fakty i Tomek

mógł je interpretować.
Pierwsze wymaganie spełniamy, natomiast nie
udaje nam się z drugim.
Ludzie prawdopodobnie zawsze mówili
donioślejszym głosem do dzieci niż do dorosłych,
my nadal tak robimy instynktownie wyczuwając,
że dzieci nie mogą słyszeć i jednocześnie
rozumieć tonów normalnej rozmowy dorosłych.
Nikomu nie przyszłoby do głowy mówić do
rocznych dzieci zwykłym tonem — właściwie
wszyscy do nich krzyczymy.
Spróbujcie mówić do dwulatka tonem zwykłej
rozmowy, a macie wszelkie szansę na to, że was
nie usłyszy ani nie zrozumie. Jeśli jest odwrócony,
prawdopodobnie wcale nie zwróci na was uwagi.
Nawet trzylatek, gdy mówi się do niego
zwykłym głosem, na ogół nie zrozumie lub nawet
nie odwróci się do was, jeżeli w pokoju słychać
zakłócające dźwięki albo toczy się inna rozmowa.
Wszyscy mówią głośno do dzieci, a im ono jest
młodsze tym głośniej mówimy.
Przypuśćmy, dla dobra dyskusji, że my dorośli
dawno temu postanowiliśmy mówić do siebie
wystarczająco cicho, aby żadne dziecko nie mogło
nas słyszeć i rozumieć. Przypuśćmy jednak, że te
dźwięki byłyby na tyle głośne, że droga słuchowa
dziecka dojrzałaby w stopniu pozwalającym na
słyszenie i rozumienie cichych głosów w wieku
sześciu lat.
W tych okolicznościach prawdopodobnie
robilibyśmy dzieciom testy na "gotowość do
słuchania" w wieku sześciu lat. Gdybyśmy
stwierdzili, że dziecko może „słyszeć" lecz nie
rozumie słów (co z pewnością by się stało,
ponieważ jego droga słuchowa nie byłaby zdolna
rozróżniać cichych dźwięków), możliwe, że
wprowadzalibyśmy je w język mówiony
wymawiając literę A, potem B i tak dalej, aż
nauczyłoby się alfabetu zanim zaczęlibyśmy je
uczyć jak brzmią słowa.
Prowadzi to do wniosku, że być może byłoby
wtedy wiele dzieci z problemami "słyszenia" słów
i zdań i pojawiłaby się popularna książka pod
tytułem „Dlaczego Jaś nie słyszy".
13

Powyższe przedstawia dokładnie to, co
zrobiliśmy z językiem pisanym. Uczyniliśmy go
zbyt małym by dzieci mogły go „zobaczyć i
zrozumieć".
Rozważmy teraz inną możliwość.
Gdybyśmy mówili szeptem, a jednocześnie
pisali słowa i zdania wielkie i wyraźne, to bardzo
małe dzieci umiałyby czytać lecz nie potrafiłyby
rozumieć mowy.
Teraz przypuśćmy, że wprowadzono telewizję z
wypisanymi dużymi słowami i jednocześnie
głośno wymawianymi. Naturalnie, wszystkie
dzieciaki mogłyby czytać słowa, lecz również
pojawiłoby się wiele dzieci, które zaczynałyby
rozumieć mówione słowa w zadziwiającym wieku
dwóch lub trzech lat.
A to jest odwrócenie tego, co dzieje się dzisiaj
z czytaniem.
Telewizja pokazała nam także kilka innych
ciekawostek o dzieciach.
Pierwsza to ta, że oglądają one większość
„programów dla dzieci" nie zawsze uważnie; lecz
każdy wie, że gdy pojawiają się reklamy, dzieci
biegną do telewizora by słuchać i czytać co
zawiera jakiś produkt i do czego służy.
Rzecz nie w tym, że telewizyjne reklamy są
kierowane do dwulatków ani w tym, że benzyna i
jej składniki są specjalnie fascynujące dla
dwulatków, bo nie są.
Prawda jest taka, że dzieci mogą uczyć się z
reklam; z wystarczająco dużej, wystarczająco
wyraźnej, wystarczająco głośnej powtarzanej
informacji, i że wszystkie dzieci szaleją za nauką.
Dzieci wolą się uczyć o czymś niż po prostu
być zabawiane przez Happy Harry — i to jest fakt.
W rezultacie więc dzieci jadą drogą rodzinnym
autem i radośnie odczytują znaki Esso, Gulf i
Coca-Cola jak również wiele innych — i to jest
fakt.
Nie ma potrzeby pytać „Czy bardzo małe dzieci
mogą
nauczyć się
czytać?"
One
już
odpowiedziały, mogą. Pytanie jakie należy zadać
brzmi: "Co chcemy aby nasze dzieci czytały?" Czy
mamy ograniczyć ich czytanie do nazw produktów

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Fakty i Tomek

i raczej dziwnych chemikaliów, które te produkty
zawierają, czy pozwolić im czytać coś, co
mogłoby wzbogacić ich życie?
Spójrzmy na wszystkie podstawowe fakty.
1. Małe dzieci chcą uczyć się czytać.
2. Małe dzieci mogą uczyć się czytać.
3. Małe dzieci uczą się czytać.
4. Małe dzieci powinny uczyć się czytać.
Poświęcę rozdział każdemu z tych czterech
twierdzeń, Każde z nich jest prawdziwe i proste.
Być może to było największym problemem. Jest
niewiele zasłon trudniejszych do przejrzenia niż
zwodnicza maska prostoty.
Prawdopodobnie to właśnie ta wielka prostota
utrudniała nam zrozumienie czy nawet danie wiary
bzdurnej historii, którą pan Lunski opowiadał nam
o Tomku.
To dziwne, że minęło tyle czasu zanim
zwróciliśmy uwagę na pana Lunskiego, ponieważ
gdy zobaczyliśmy Tomka pierwszy raz w
Instytutach, wiedzieliśmy już wszystko, co trzeba
było wiedzieć, by zrozumieć co się z nim działo.
Tomek był czwartym dzieckiem w rodzinie
Lunskich. Rodzice nie mieli zbyt wiele czasu na
szkolną naukę i pracowali bardzo ciężko na
utrzymanie swoich trzech miłych, normalnych
dzieci. Gdy Tomek się urodził pan Lunski
prowadził szynk i przyszłość zapowiadała się
dobrze.
Jednak Tomek urodził się z bardzo poważnym
uszkodzeniem mózgu. Gdy miał dwa lata został
przyjęty do wspaniałego szpitala w New Jersey na
badania neurochirurgiczne. W dniu zwolnienia
ordynator neurochirurgii przeprowadził szczerą
rozmowę z panem i panią Lunski. Doktor wyjaśnił
im, iż badania wykazały, że Tomek jest jak
roślina, nigdy nie będzie chodził ani mówił i
dlatego powinien być umieszczony w jakimś
zakładzie na resztę życia.
Cala determinacja polskich przodków pana
Lunskiego
wzmocniła
jego
amerykańską
nieustępliwość, gdy wstał demonstrując swój
14

olbrzymi wzrost, podciągnął pasek na dużym
brzuchu i oznajmił: „Doktorze, wszystko się panu
pomieszało. To jest nasz dzieciak."
Lunscy spędzili wiele miesięcy szukając kogoś,
kto by im powiedział, że niekoniecznie musi tak
być. Wszyscy odpowiadali to samo.
Jednak około trzecich urodzin Tomka znaleźli
dr Eugene Spitza, ordynatora neurochirurgii w
Children's Hospital w Filadelfii.
Po wykonaniu własnych, szczegółowych badań
neurochirurgicznych
dr
Spitz
powiedział
rodzicom, że chociaż Tomek ma rzeczywiście
poważne uszkodzenie mózgu, być może da się cos
dla niego zrobić w zespole instytutów na
przedmieściu zwanym Chestnut Hill.
Tomek przyjechał do The Institutes for the
Achievement of Human Potential, gdy miał
dokładnie trzy lata i dwa tygodnie. Nie potrafił się
poruszać ani mówić.
Uszkodzenie mózgu Tomka i wynikające z
niego problemy zostały ocenione w Instytutach.
Przepisano rodzinie program leczenia, który
odtwarzałby u Tomka normalny rozwój zdrowych
dzieci. Nauczono rodziców jak ten program
wykonywać w domu i powiedziano im, że jeśli
będą się go trzymać, nie popełniając błędów, to
stan Tomka może się znacznie poprawić. Mieli
powrócić za sześćdziesiąt dni w celu ponownego
badania i, jeśli Tomek zrobiłby postępy,
dokonania zmian w programie.
Nie było wątpliwości co do tego, czy Lunscy
będą dokładnie trzymali się programu. Czynili to z
wielką starannością.
Gdy wrócili na drugą wizytę Tomek umiał już
raczkować.
Od tej chwili Lunscy przystąpili do
wykonywania programu z energią podbudowaną
sukcesem. Byli tak zdeterminowani, że kiedy ich
samochód zepsuł się po drodze do Filadelfii na
trzecią wizytę, kupili po prostu używany wóz i
jechali dalej. Nie mogli się doczekać chwili
spotkania z nami i oznajmienia, że Tomek potrafił
powiedzieć pierwsze dwa słowa: „Mama" i
„Tata.". Tomek miał teraz trzy i pół roku i mógł

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Fakty i Tomek

raczkować na rękach i kolanach. Wtedy jego
matka spróbowała czegoś, czego tylko matka
mogłaby próbować z dzieckiem takim jak Tomek.
Podobnie jak ojciec kupuje piłkę dla syna gdy ten
jest jeszcze niemowlakiem, matka kupiła
elementarz dla swojego trzy i pół letniego syna z
ciężkim uszkodzeniem mózgu, mówiącego dwa
słowa. Tomek, oznajmiła, jest bardzo bystry bez
względu na to, czy umie chodzić i mówić czy nie.
Każdy, kto ma trochę rozumu może to dostrzec
patrząc mu po prostu w oczy!
O ile nasze testy inteligencji dla dzieci z
uszkodzeniem mózgu były w tamtych dniach
znacznie bardziej skomplikowane, nie były ani
trochę dokładniejsze niż test pani Lunskiej.
Zgodziliśmy się, że Tomek jest inteligentny, w
porządku, ale uczyć trzy i pół letnie dziecko z
uszkodzeniem mózgu czytania — a, to już
zupełnie inna sprawa.
Bardzo mało nas obeszło gdy pani Lunska
oznajmiła, że Tomek, wtedy czteroletni, umie
czytać wszystkie słowa z elementarza nawet łatwiej
niż rozpoznawać litery. My byliśmy bardziej
przejęci i uradowani jego mową wykazującą stały
postęp jak również jego sprawnością ruchową.
Kiedy Tomek miał cztery lata i dwa miesiące
jego ojciec oświadczył, że syn potrafi już
przeczytać całą książkę dr Seussa pod tytułem
Green Eggs and Ham. Uśmiechnęliśmy się
grzecznie i odnotowaliśmy jak bardzo poprawiły
się mowa i ruchy Tomka.
Gdy miał cztery lata i sześć miesięcy stary pan
Lunski oznajmił, że syn umie czytać i przeczytał
wszystkie książki dr Seussa. Zanotowaliśmy w
karcie, że Tomek robi piękne postępy, jak również
to, iż pan Lunski opowiedział, „że Tomek umie
czytać”.
Gdy Tomek przyjechał na jedenastą wizytę miał
właśnie swoje piąte urodziny. Chociaż i dr Spitz i
my byliśmy oczarowani wspaniałymi postępami
jakie czynił, nic na początku wizyty nie
wskazywało, że ten dzień może być ważny dla
wszystkich dzieci. Nic, poza bezsensownym
sprawozdaniem pana Lunskiego. Tomek, oznajmił
15

pan Lunski, może teraz czytać wszystko, łącznie z
Reader's Digest i co ważniejsze rozumie to, i co
jeszcze ważniejsze zaczął to robić przed swymi
piątymi urodzinami.
Wejście kogoś z kuchni z sokiem
pomidorowym i hamburgerami na obiad uchroniło
nas od konieczności wypowiadania się na ten
temat. Pan Lunski zauważywszy nasz brak
zainteresowania wziął kawałek papieru z biurka i
napisał "Glenn Doman lubi pić sok pomidorowy i
jeść hamburgery".
Tomek, stosownie do wskazówek ojca,
przeczytał to łatwo z prawidłowym akcentem i
modulacją. Nie wahał się, jak to czyni
siedmiolatek czytając każde słowo osobno bez
zrozumienia całego zdania.
„Niech pan napisze inne zdanie" —
powiedzieliśmy powoli.
Lunski napisał „Tata Tomka lubi pić piwo i
whisky. Ma wielki gruby brzuch od picia piwa i
whisky w tawernie U Tomka."
Tomek przeczytał tylko trzy pierwsze słowa
głośno, a potem zaczął się śmiać. Zabawna część o
brzuchu taty była dopiero w czwartej linijce, bo
pan Lunski pisał dużymi literami.
To dziecko z ciężkim uszkodzeniem mózgu
czytało w rzeczywistości dużo szybciej niż mogło
wymawiać głośno słowa w zwykłym tempie.
Tomek nie tylko czytał, czytał bardzo szybko, a
rozumienie było oczywiste.
To, że byliśmy zaszokowani było wypisane na
naszych twarzach. Zwróciliśmy się w stronę pana
Lunskiego.
„Mówiłem wam, że on umie czytać”
powiedział.
Po tym dniu nikt z nas nie był już taki sam, bo
to był ostatni kawałek układanki, wzoru, który
tworzyliśmy przez ponad dwadzieścia lat.
Tomek uświadomił nam, że nawet dzieci z
ciężkim uszkodzeniem mózgu mogą uczyć się
czytać znacznie wcześniej niż to zwykle robią
normalne dzieci.
Tomek, oczywiście, został natychmiast
poddany całej serii testów przez grupę ekspertów

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Fakty i Tomek

sprowadzonych w tym celu z Waszyngtonu w
ciągu tygodnia. Tomek — dziecko z poważnym
uszkodzeniem mózgu, w wieku zaledwie pięciu lat
— umiał czytać lepiej niż przeciętne dziecko
dwukrotnie starsze — i z pełnym zrozumieniem.
W wieku sześciu lat Tomek chodził, chociaż
było to dla niego względnie nowe i ciągle jeszcze
trochę się trząsł; czytał na poziomie szóstej klasy
(poziom jedenasto-dwunastolatków). Tomek nie
spędzi życia w zakładzie, lecz rodzice szukali
„specjalnej” szkoły by go tam zapisać od września.
To znaczy szkoły o specjalnie wysokim poziomie,
a nie o specjalnie obniżonych wymaganiach. Na
szczęście jest obecnie kilka eksperymentalnych
szkół dla wyjątkowych, „obdarowanych” dzieci.
Tomek miał wątpliwy „dar” w postaci poważnego
uszkodzenia mózgu i bezsporny dar jakim byli
jego rodzice, którzy kochali go naprawdę bardzo
mocno i wierzyli, że przynajmniej jedno z ich
dzieci nie wykorzystywało w pełni swoich
możliwości.
Tomek w końcu, był katalizatorem dwudziestu
lat badań. Może bardziej trafne byłoby
stwierdzenie, że był zapalnikiem ładunku
wybuchowego, którego moc rosła przez
dwadzieścia lat.
Fascynujące było to, że Tomek bardzo chciał
czytać i ogromnie to lubił.

16

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci chcą się uczyć czytać

2

małe dzieci
chcą się uczyć czytać
To przechodziło moje pojęcie, nie mogliśmy powstrzymać jej
od czytania odkąd skończyła trzy lata.
PANI GILCIIRTST, MATKA CZTEROLETNIEJ MARY,
Newsweek (13 MAJA 1963)

Nigdy w historii ludzkości nie było dorosłego
naukowca, który miałby połowę tej ciekawości,
jaką wykazuje dziecko między osiemnastym
miesiącem a czwartym rokiem życia. My dorośli
mylimy tę wspaniałą ciekawość z brakiem
zdolności do koncentracji.
Obserwujemy nasze dzieci uważnie ale nie
zawsze rozumiemy ich działanie- Na przykład,
wielu ludzi często używa dwóch bardzo różnych
słów zamiennie, jakby znaczyły to samo. Te słowa
to uczyć się i kształcić.
W słowniku znajdziemy, że uczyć się znaczy: ,,
1. Nabywać wiedzę lub umiejętność przez studia,
instrukcje lub doświadczenie...'”
Kształcić znaczy: ,,1. Rozwijać zdolności i
możliwości przez nauczanie, instrukcje lub
szkolenie... i 2. Dostarczać wykształcenia; posłać
do szkoły...”
Innymi słowy, uczenie się odnosi się generalnie
do procesu zachodzącego w kimś, kto zdobywa
wiedzę, podczas gdy kształcenie jest często
procesem uczenia kierowanym przez nauczyciela
lub szkołę. Chociaż każdy właściwie to wie,
często myśli się o tych dwóch procesach jak o
jednym i tym samym.
Dlatego czasem wydaje nam się, że skoro
formalnie kształcenie zaczyna się od sześciu lat, to
znacznie ważniejszy proces uczenia się również
rozpoczyna się w tym wieku.
Nic dalszego od prawdy.
17

Prawdą jest, że dziecko zaczyna się uczyć zaraz
po urodzeniu. Gdy ma sześć lat i zaczyna
uczęszczać do szkoły wchłonęło już fantastyczny
zasób informacji, fakt po fakcie, może nawet
więcej niż nauczy się przez resztę swego życia.
Gdy dziecko ma sześć lat, zna już większość
podstawowych faktów o sobie samym i swojej
rodzinie. Poznało swoich sąsiadów i swoje
związki z nimi, swój świat i swój związek z tym
światem, i mnóstwo innych faktów, które są
praktycznie niezliczone. Przede wszystkim
nauczyło się w całości przynajmniej jednego
języka, a czasem więcej niż jednego. (Jest bardzo
mała szansa, że naprawdę opanuje kiedykolwiek
dodatkowy język po ukończeniu sześciu lat.)
Wszystko to zanim ujrzało wnętrze szkolnej
klasy.
W ciągu tych lat proces uczenia się postępuje z
wielką prędkością jeżeli go nie powstrzymujemy.
Jeśli go docenimy i poprzemy, to proces ten będzie
przebiegał w zupełnie niewiarygodnym tempie.
W małym dziecku płonie nieograniczona żądza
uczenia się.
Możemy zabić tę żądzę zupełnie jedynie
niszcząc całkowicie dziecko.
Możemy ją znacznie wytłumić izolując
dziecko. Czytamy od czasu do czasu o,
powiedzmy, trzynastoletnim idiocie, którego
znaleziono na strychu przykutego łańcuchem do
łóżka, przypuszczalnie dlatego, że był idiotą.
Prawdopodobnie było jednak odwrotnie. Bardzo
możliwe, że jest on idiotą ponieważ był przykuty
do łóżka. Aby to ocenić musimy sobie
uświadomić, że tylko psychotyczni rodzice
mogliby przykuć dziecko łańcuchem do łóżka.
Rodzic przykuwa dziecko do łóżka ponieważ jest
chory psychicznie i w rezultacie dziecko jest idiotą
ponieważ było praktycznie całkowicie pozbawione
możliwości uczenia się.
Możemy zmniejszyć żądzę uczenia się dziecka
limitując okazje do zdobywania doświadczenia.
Na nieszczęście robimy tak prawie zawsze,
drastycznie nie doceniając jego zdolności uczenia
się.

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci chcą się uczyć czytać

Możemy znacznie wzmóc jego uczenie się, po
prostu usuwając wiele fizycznych ograniczeń,
które na nie nałożyliśmy.
Możemy zwielokrotnić wiedzę, którą zdobywa i
nawet jego możliwości poznawcze jeżeli
docenimy jego wspaniałą zdolność uczenia się i
stworzymy
mu
nieograniczone
warunki,
jednocześnie zachęcając go do tego.
W całej historii były odosobnione lecz liczne
przypadki ludzi, którzy rzeczywiście nauczyli
małe dzieci czytania i innych umiejętności,
doceniając i zachęcając je. We wszystkich
przypadkach, które udało nam się odszukać,
rezultaty tak zaplanowanej w domu możliwości
uczenia się dzieci mieściły się w zakresie od
„doskonałe” do „zadziwiające” w kształtowaniu
szczęśliwych dobrze przystosowanych dzieci o
wyjątkowo wysokiej inteligencji.
Bardzo ważne jest aby mieć świadomość, ze te
dzieci nie były najpierw oceniane jako bardzo
inteligentne, a następnie stwarzano im niezwykłe
możliwości uczenia się, natomiast były zwykłymi
dziećmi, których rodzice zadecydowali, by
dostarczać im jak najwięcej informacji w bardzo
wczesnym wieku.
W całej historii wielcy nauczyciele podkreślali
nieustannie, że musimy podsycać zamiłowanie do
nauki u naszych dzieci. Niestety, nie mówili nam
wystarczająco często jak możemy to zrobić.
Starożytni hebrajscy nauczyciele uczyli rodziców
piec ciasteczka w kształcie liter hebrajskiego
alfabetu, które dzieci musiały najpierw rozpoznać
zanim pozwolono im je zjeść. W podobny sposób
hebrajskie słowa wypisywano miodem na talerzu
dziecka. Dziecko czytało słowa i zlizywało je tak,
że „słowa prawa mogły być słodkie na jego
wargach.”
Gdy tylko dorosły, którego obchodzą dzieci,
uświadomi sobie co małe dziecko naprawdę robi,
dziwi się jak mógł tego od początku nie zauważać.
Przyjrzyjcie
się
uważnie
osiemnastomiesięcznemu dziecku i zobaczcie co
ono robi.
Po pierwsze doprowadza wszystkich do
18

szaleństwa.
Dlaczego? Ponieważ nie przestanie być
ciekawskim. Nie można mu tego wyperswadować,
narzucić dyscypliny, odwieść od tej żądzy
poznawania, bez względu na to jak usilnie
próbujemy — a z pewnością bardzo się staramy.
Ono chce się uczyć o lampie i filiżance kawy, i
gniazdku elektrycznym i gazecie i wszystkim
innym w pokoju — co oznacza, że przewraca
lampę, rozlewa kawę, wkłada palec do gniazdka i
drze gazetę. Uczy się nieustannie i całkiem
naturalnie my nie możemy tego znieść.
Ze sposobu w jaki postępuje wyciągamy
wnioski, że jest nadmiernie ruchliwe i niezdolne
do skupienia uwagi, podczas gdy prosta prawda
jest taka, że ono zwraca uwago na wszystko. Jest
wspaniałe jak tylko potrafi i gotowe do uczenia się
o świecie. Widzi, słyszy, czuje dotyk, zapach i
smak. Nie ma innego sposobu uczenia się niż te
pięć dróg prowadzących do mózgu i dziecko
używa ich wszystkich.
Widzi lampę i dlatego ściąga ją żeby ją poczuć,
usłyszeć, przyjrzeć jej się, powąchać i spróbować
jak smakuje. Jeśli damy mu sposobność, zrobi to
wszystko z lampą — i zrobi to samo z każdym
przedmiotem w pokoju. Nie będzie żądało
wypuszczenia go z pokoju dopóki nie pozna
wszystkiego co tylko może, przy pomocy
wszystkich zmysłów, którymi dysponuje i
wszystkich przedmiotów w pokoju. Robi wszystko
co może żeby się uczyć a my, oczywiście, robimy
wszystko aby go powstrzymać ponieważ jego
proces uczenia się jest stanowczo zbyt kosztowny.
My rodzice wymyśliliśmy wiele sposobów
radzenia sobie z ciekawością bardzo małego
dziecka i niestety, prawie wszystkie z nich
kosztem jego nauki.
Pierwsza ogólna metoda to szkoła myślenia
typu
daj-mu-coś-do-zabawy-czego-nie-możezniszczyć. To zwykle oznacza miłą, różową
grzechotkę. To może być nawet bardziej
skomplikowana zabawka niż grzechotka, ale to
zawsze zabawka. Otrzymawszy taki przedmiot
dziecko natychmiast go ogląda (dlatego zabawki

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci chcą się uczyć czytać

mają jaskrawe kolory), uderza nim żeby
dowiedzieć się czy wydaje dźwięk (dlatego
grzechotki grzechoczą), dotyka go (dlatego
zabawki nie mają ostrych krawędzi), smakuje
(dlatego barwniki są nietoksyczne) i nawet wącha
go (nie wiemy jeszcze jak powinny pachnieć
zabawki i dlatego nie pachną wcale). Ten proces
trwa około dziewięćdziesięciu sekund.
Teraz, kiedy wie wszystko co chciało na razie
wiedzieć o zabawce, dziecko natychmiast porzuca
ją i zwraca uwagę na pudełko, w które była
zapakowana. Dziecko uważa, że pudełko jest tak
samo interesujące jak zabawka — dlatego
powinniśmy zawsze kupować zabawki w
pudełkach — i uczy się wszystkiego o pudełku. To
również trwa około dziewięćdziesięciu sekund.
Faktycznie, dziecko często poświęci więcej uwagi
pudełku niż samej zabawce. Ponieważ może
rozerwać pudełko, może dowiedzieć się jak jest
zrobione. To jest korzyść, której nie daje sama
zabawka,
ponieważ
zabawki
robimy
niezniszczalne, co oczywiście ogranicza jego
możliwości poznania.
Tak więc wydawałoby się, że kupowanie
dziecku zabawki w pudełku byłoby dobrym
sposobem podwajania jego zdolności do skupienia
uwagi. Ale czy to prawda — czy daliśmy mu
jedynie dwa razy tyle interesującego materiału?
Jest całkiem jasne, że chodzi o to drugie. Krótko
mówiąc, musimy stwierdzić, że zdolność dziecka
do koncentracji zależy od ilości dostępnego
materiału, który ono może poznawać, a nie
uważać, jak często czynimy, że dziecko nie jest
zdolne do skupienia uwagi na dłuższy czas.
Jeśli będziecie po prostu obserwowali dzieci,
zauważycie tuziny tego przykładów. Tymczasem,
pomimo wszystkich naocznych dowodów zbyt
często dochodzimy do wniosku, ze gdy dziecko
ma małą zdolność koncentracji uwagi to nie jest
zbyt bystre. Taki wniosek zdradliwie zakłada, że
(jak wszystkie inne dzieci) nie jest ono zbyt bystre
ponieważ jest bardzo małe. Pomyśleć tylko do
jakich wniosków byśmy doszli, gdyby dwulatek
siedział w kącie i spokojnie bawił się grzechotką
19

przez pięć godzin. Prawdopodobnie rodzice
takiego dziecka byliby nawet bardziej zmartwieni
— i mieliby powody po temu.
Druga ogólna metoda radzenia sobie z Jego
próbami uczenia się to szkoła myślenia typu
wsadż-go-do-kojca.
Jedyne co jest słuszne w związku z kojcem to
jego nazwa - to naprawdę jest kojec. Powinniśmy
być przynajmniej na tyle uczciwi by nie mówić o
takich rzeczach, „Chodźmy kupić kojec dla
dziecka”. Powiedzmy prawdę i przyznajmy, że
kupujemy je dla siebie.
Jest taki żart rysunkowy, który przedstawia
matkę siedzącą w kojcu, czytającą i uśmiechającą
się z zadowoleniem podczas gdy dzieci bawią się
na zewnątrz kojca nie mogąc się do niej dostać.
Ten rysunek poza pierwiastkiem humorystycznym
sugeruje również inną prawdę: Matka, która zna
już świat może pozwolić sobie na izolację podczas
gdy dzieci na zewnątrz, które muszą się wiele
nauczyć mogą kontynuować swoje odkrycia.
Niewielu rodziców zdaje sobie sprawę ile
naprawdę kosztuje kojec. Kojec nie tylko
ogranicza zdolność dziecka do poznawania świata,
co jest dość oczywiste, ale poważnie wstrzymuje
jego neurologiczny rozwój ograniczając mu
możliwość pełzania i raczkowania (czynności o
podstawowym
znaczeniu
dla
normalnego
rozwoju). To z kolei hamuje rozwój wzroku,
sprawności manualnej, koordynacji wzrokoworuchowej i mnóstwa innych rzeczy.
My rodzice wmówiliśmy sobie, że kupujemy
kojec aby chronić dziecko przed zrobieniem sobie
krzywdy
przez
przegryzienie
przewodu
elektrycznego czy upadek ze schodów. W
rzeczywistości zamykamy je w kojcu żebyśmy my
nie musieli się troszczyć o jego bezpieczeństwo.
W odniesieniu do naszego czasu oszczędzamy
niewiele, tracąc jednocześnie bardzo dużo.
O ileż rozsądniej byłoby, jeśli już musimy mieć
kojec, używać takiego, który ma trzy i pól metra
długości i sześćdziesiąt centymetrów szerokości
tak, by niemowlę mogło pełzać, raczkować i uczyć
się w ciągu tych najważniejszych lat swego życia.

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci chcą się uczyć czytać

W takim kojcu dziecko może poruszać się trzy i
pół metra pełznąć lub raczkując w linii prostej
zanim znajdzie się przy kratach na przeciwległym
końcu. Taki kojec jest znacznie wygodniejszy
również dla rodziców ponieważ zajmuje miejsce
tylko wzdłuż jednej ściany zamiast zapełniać cały
pokój.
Kojec jest na nieszczęście znacznie bardziej
skuteczny jako narzędzie uniemożliwiające
uczenie się niż grzechotka, ponieważ dziecko,
spędziwszy dziewięćdziesiąt sekund poznając
każdą z zabawek, które matka włożyła do środka
(to dlatego ono wyrzuca każdą z nich gdy tylko
skończy ją poznawać) utyka w miejscu.
Tak więc zdołaliśmy uniemożliwić dziecku
niszczenie rzeczy (jeden ze sposobów uczenia się)
przez fizyczne uwięzienie go. To podejście, które
stawia dziecko w fizycznej, emocjonalnej i
edukacyjnej próżni nie zawiedzie tak długo,
dopóki zdołamy znieść jego udręczony krzyk by
się wydostać; lub zakładając, że wytrzymamy, do
czasu aż będzie dostatecznie duże by wyjść i
ponowić swoje poznawcze poszukiwania.
Czy wszystko to ma oznaczać, że opowiadamy
się za tym aby dziecko rozbijało lampę? Wcale
nie. To znaczy tylko, że stanowczo zbyt mało
mamy szacunku dla żądzy uczenia się małego
dziecka, pomimo jasnych wskazówek, które nam
daje, że chce koniecznie uczyć się wszystkiego
czego może i tak szybko jak to możliwe.
Nasuwają się anegdoty, które jeśli nawet nie są
prawdziwe bywają mimo to pouczające.
Jest taka historyjka o dwóch pięcioletnich
przedszkolakach stojących na boisku kiedy
przelatywał w górze samolot. Jeden chłopiec
mówi, że to samolot ponaddźwiękowy. Drugi
zaprzecza twierdząc, że skrzydła nie są
wystarczająco cofnięte. Dzwonek przerywa
dyskusję i pierwszy z chłopców mówi, „Musimy
kończyć i wrócić do nawlekania tych przeklętych
koralików.”
Ta historia jest przerysowaniem, ale jej
przesłanie jest prawdziwe.
Pomyślcie o trzylatku, który pyta, „Tatusiu
20

dlaczego słońce jest gorące?” „Jak ten mały pan
wszedł do telewizora?” „Dlaczego kwiaty rosną
Mamusiu?”
Podczas gdy dziecko objawia swoją ciekawość
elektroniki, astronomii i biologii, my zbyt często
każemy mu pobiegać i pobawić się zabawkami.
Jednocześnie możemy twierdzić, że i tak nie
zrozumiałoby odpowiedzi ponieważ jest bardzo
małe, a poza tym nie potrafi się skupić na dłużej.
Oczywiście nie potrafi — przynajmniej na
większości zabawek.
Udało nam się utrzymać nasze dzieci starannie
odizolowane od nauki w okresie życia gdy
pragnienie uczenia się osiąga swój szczyt.
Ludzki mózg jest unikalny w tym sensie, że jest
jedynym pojemnikiem, o którym można
powiedzieć, że im więcej się do niego wkłada tym
więcej pomieści.
Pomiędzy dziewiątym miesiącem a czwartym
rokiem życia zdolność przyswajania informacji
jest niezrównana, a pragnienie zdobywania wiedzy
większe niż kiedykolwiek. Mimo to, w tym
okresie dbamy o to by dziecko było czyste,
nakarmione, bezpieczne w otaczającym je świecie
- i pozbawione możliwości nauki.
Jest ironią losu, że kiedy to dziecko będzie
starsze, my będziemy mu nieustannie powtarzali
jaka to głupota nie chcieć się uczyć astronomii,
fizyki i biologii. Nauka, powiemy mu, to
najważniejsza rzecz w życiu, i tak jest naprawdę.
Przeoczyliśmy jednak drugą stronę medalu.
Nauka jest również najlepszą w życiu zabawą i
największą uciechą.
Przyjęliśmy, że dzieci nie znoszą nauki przede
wszystkim dlatego, że większość dzieci nie lubi
lub wręcz lekceważy szkołę. Znów pomyliliśmy
naukę z chodzeniem do szkoły. Nie wszystkie
dzieci uczęszczające do szkoły uczą się — tak jak
nie wszystkie dzieci uczące się robią to w szkole.
Moje własne doświadczenia z pierwszej klasy
były, być może, typowym przykładem tego, co
spotykało pierwszoklasistów od wieków. Ogólnie
rzecz biorąc, nauczycielka kazała nam usiąść, być
cicho, patrzeć na nią i słuchać podczas gdy ona

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci chcą się uczyć czytać

rozpoczynała proces uczenia, który jak
powiedziała, będzie bolesny dla obu stron, ale
dzięki któremu będziemy zdobywać wiedzę.
W
moim
przypadku
przepowiednia
nauczycielki z pierwszej klasy okazała się
prawdziwa; to było bolesne i przynajmniej przez
pierwszych dwanaście lat nienawidziłem każdej
minuty spędzonej na nauce. Jestem pewien, że nie
byłem wyjątkiem.
Proces uczenia się powinien być radością
najwyższego rzędu, bo to naprawdę jest
największa zabawa w życiu. Wcześniej czy
później wszyscy rozgarnięci ludzie dochodzą do
tego wniosku. Od czasu do czasu słyszymy jak
ludzie mówią, „To był wspaniały dzień.
Nauczyłem się wielu rzeczy, których wcześniej nie
wiedziałem.” Czasem nawet słyszy się, „Miałem
okropny dzień, ale czegoś się nauczyłem.”
Niedawne wydarzenie, które jest kulminacją
setek podobnych ale mniej zabawnych sytuacji
służy jako doskonały przykład faktu, że małe
dzieci chcą się uczyć tak bardzo, że nie potrafią
rozróżnić nauki od zabawy. Pozostają w tym
nastawieniu dopóki my dorośli nie przekonamy
ich, że nauka nie jest zabawą.
Obserwowaliśmy w naszym zespole od kilku
miesięcy trzyletnie dziecko z uszkodzeniem
mózgu i dziewczynka ta osiągnęła właśnie punkt,
w którym nadszedł czas na wprowadzenie
czytania. Nauka czytania była ważna w
rehabilitacji tego dziecka, ponieważ nie można
zahamować jednej czynności ludzkiego mózgu nie
wstrzymując do pewnego stopnia wszystkich
pozostałych. Na odwrót, jeżeli uczymy czytania
bardzo małe dziecko z uszkodzeniem mózgu, to
wspieramy w istotnym stopniu rozwój jego mowy
i innych funkcji. To właśnie dlatego zleciliśmy
temu dziecku naukę czytania podczas tamtej
wizyty.
Ojciec był ze zrozumiałych względów
sceptycznie nastawiony do uczenia czytania swojej
trzyletniej córki z uszkodzeniem mózgu- Dał się
do tego nakłonić tylko dlatego, że dziecko zrobiło
dotychczas wspaniałe postępy w zakresie rozwoju
21

fizycznego i mowy.
Gdy wrócił w celu oceny postępu dwa miesiące
później, opowiedział nam radośnie następującą
historię: Chociaż zgodził się postępować tak jak
go poinstruowano, nie wierzył, że to przyniesie
pozytywne efekty. Zadecydował również, że jeśli
ma próbować uczyć czytać swoje dziecko z
uszkodzeniem mózgu, to będzie to robił w, jak to
określił, „otoczeniu typowym dla szkolnej klasy.”
Urządził więc w piwnicy pokój lekcyjny
wyposażony w tablicę i ławki. Zaprosił także
swoją zdrową siedmioletnią córkę do udziału w
lekcjach.
Jak było do przewidzenia, siedmiolatka
spojrzała tylko na klasę i zapiszczała z radości.
Miała największą zabawkę w całym sąsiedztwie.
Większą niż dziecięcy wózek, większą niż dom
dla lalek. Miała swoją własną prywatną szkołę.
W lipcu ta siedmioletnia dziewczynka
sprowadziła z sąsiedztwa piątkę dzieci w wieku od
trzech do pięciu lat żeby „bawić się w szkołę.”
Oczywiście wszystkie były zafascynowane
pomysłem i zgodziły się być grzeczne aby mogły
pójść do szkoły jak ich starsi bracia i siostry.
Bawiły się w szkołę pięć dni w tygodniu przez
całe lato. Siedmioletnia dziewczynka była
nauczycielką, a mniejsze dzieci były jej uczniami.
Nikt nie zmuszał dzieci do tej zabawy. To była
po prostu najlepsza zabawa jaką kiedykolwiek
znalazły.
„Szkoła” została zamknięta we wrześniu, kiedy
siedmioletnia nauczycielka sama poszła do drugiej
klasy.
W rezultacie w tej właśnie okolicy jest teraz
pięcioro dzieci w wieku od trzech do pięciu lat,
które potrafią czytać. Nie umieją czytać Szekspira
ale mogą przeczytać dwadzieścia pięć słów,
których nauczyła je siedmioletnia nauczycielka.
Czytają i rozumieją te słowa.
Z pewnością tę siedmioletnią nauczycielkę
trzeba
umieścić
wśród
najznakomitszych
nauczycieli w historii - w przeciwnym razie
musimy stwierdzić, że trzylatki chcą czytać.
My wolimy wierzyć, że to raczej chęć czytania

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci chcą się uczyć czytać

trzylatków niż nauczycielskie umiejętności
siedmiolatkt, przyczynia się do nauki.
W końcu warto zwrócić uwagę, że gdy uczymy
trzylatka czytać książkę, może on skupić uwagę na
książce przez długi czas, wydaje się bardzo bystry
i zarazem przestaje tłuc lampy; ale on nadal ma
tylko trzy lata i nadal większość zabawek zajmuje
go przez dziewięćdziesiąt sekund,
Naturalnie, żadne dziecko nie chce uczyć się
właśnie czytania dopóki nie wie, że czytanie
istnieje, tymczasem wszystkie dzieci chcą
zdobywać informacje o wszystkim co je otacza i w
odpowiednich okolicznościach czytanie jest jedną
z takich rzeczy.

22

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci mogą się uczyć czytać

3

małe dzieci
mogą się uczyć
czytać
Pewnego dnia niedawno temu znalazłam ją na
podłodze w pokoju kartkującą francuską
książkę. Powiedziała mi po prostu. „Cóż
Mamusiu,
przeczytałam
już
wszystkie
angielskie książki jakie były w domu..”
—PANI GILCHRIST,

Newsweek (13 MAJA 1963)

procesem chyba, że są naprawdę bardzo złe.
Jest wiele zwierząt, które widzą lub słyszą
lepiej niż jakakolwiek istota ludzka. Jednakże
żaden szympans, bez względu na to jak dobry ma
wzrok czy słuch, nie przeczyta nigdy oczami
słowa „wolność” ani nie zrozumie go przy pomocy
swoich uszu. Nie ma do tego wystarczająco
rozwiniętego mózgu.
Aby zacząć rozumieć ludzki mózg musimy
wziąć pod uwagę raczej moment poczęcia niż
urodzin, ponieważ wspaniały i bardzo słabo
rozumiany proces rozwoju mózgu rozpoczyna się
od zapłodnienia.
Poczynając od zapłodnienia, ludzki mózg rozwija się
w wybuchowym tempie, które stale się obniża.

Wybuchowe i opadające.

Bardzo małe dzieci mogą i uczą się czytać
słowa, zdania i rozdziały dokładnie w ten sam
sposób w jaki uczą się rozumieć mówione słowa,
zdania i wypowiedzi.
Znów fakty są proste — piękne lecz proste.
Stwierdziliśmy już, że oko widzi, ale nie rozumie
tego co widzi i że ucho słyszy, ale nie rozumie
tego co słyszy. Rozumie tylko mózg.
Kiedy ucho wychwyci wypowiedziane słowo
lub zdanie, ta słuchowa informacja jest rozkładana
na serie elektrochemicznych impulsów i
przesyłana do niesłyszącego mózgu, który
ponownie składa i rozumie treść jaką to słowo
miało przekazać.
Przebiega to dokładnie w taki sam sposób gdy
oko spostrzega napisane słowo lub zdanie. Ta
wzrokowa informacja jest rozkładana na serie
elektrochemicznych impulsów i przesyłana do
niewidzącego mózgu by tam zostać ponownie
złożoną i zrozumianą jako czytanie.
Mózg to magiczny instrument.
Obie drogi, wzrokowa i słuchowa biegną w
mózgu, gdzie obie informacje są interpretowane
przez taki sam mózgowy proces.
Ostrość wzroku i ostrość słuchu mają w
rzeczywistości niewiele wspólnego z tym
23

Cały proces jest zasadniczo zakończony w
wieku ośmiu lat.
Przy
poczęciu
zapłodnione
jajo
jest
mikroskopijnej wielkości. Dwanaście dni później
zarodek jest dość duży by można było w nim
wyróżnić mózg. To jest na długo zanim Matka
dowie się, że jest w ciąży, tak fenomenalnie
szybkie jest tempo rozwoju.
O ile tempo rozwoju jest fantastyczne, to
zarazem jest ono codziennie wolniejsze niż było
poprzedniego dnia.
W chwili narodzin dziecko waży trzy lub trzy i
pół kilograma, to jest miliony razy więcej niż
ważyło zapłodnione jajo dziewięć miesięcy
wcześniej. Jest oczywiste, że gdyby tempo wzrostu
było takie samo w ciągu następnych dziewięciu
miesięcy jak w poprzednich dziewięciu
miesiącach, to dziecko ważyłoby tysiące ton w
wieku dziewięciu miesięcy i wiele milionów ton w
wieku osiemnastu miesięcy .
Proces wzrostu mózgu podąża za wzrostem
ciała lecz jego tempo opada nawet szybciej.
Można to wyraźnie dostrzec biorąc pod uwagę
fakt, że mózg dziecka w momencie narodzin
stanowi 11 procent wagi całego ciała podczas gdy
u dorosłego tylko 2,5 procent.

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci mogą się uczyć czytać

Gdy dziecko ma pięć lat wzrost mózgu jest w
80 procentach ukończony.
Gdy ma osiem lat proces wzrostu mózgu jest,
jak już powiedzieliśmy, praktycznie zakończony.
W czasie między ósmym a osiemdziesiątym
rokiem życia wzrost mózgu jest mniejszy niż w
jednym roku (i to w roku najwolniejszego wzrostu
spośród pierwszych ośmiu lat) pomiędzy wiekiem
siedmiu i ośmiu lat.
Poza tą podstawową wiedzą o tym jak rośnie
mózg, ważne jest zrozumienie, które z jego funkcji
są dla ludzi najważniejsze.
Jest tylko sześć neurologicznych funkcji, które
posiada wyłącznie człowiek i te sześć funkcji
określa człowieka, i odróżnia go od innych
stworzeń.
Jest to sześć funkcji warstwy mózgu znanej
jako ludzka kora. Te wyłącznie ludzkie
umiejętności są obecne i wykorzystywane w wieku
ośmiu lat. Warto je poznać.
1. Tylko człowiek może chodzić całkowicie
wyprostowany.
2. Tylko człowiek mówi abstrakcyjnym,
symbolicznym, wymyślonym językiem.
3. Tylko człowiek potrafi połączyć swą
unikalną
sprawność
manualną
2
wymienionymi
wyżej
zdolnościami
ruchowymi po to, by pisać w swoim języku.
Wymienione trzy pierwsze umiejętności są
natury ruchowej (ekspresywne) i opierają się na
pozostałych trzech, które mają charakter czuciowy
(receptywny).
4. Tylko człowiek rozumie abstrakcyjny,
symboliczny, wymyślony język, który słyszy.
5. Tylko człowiek potrafi rozpoznać przedmiot
wyłącznie dotykiem.
6. Tylko człowiek widzi w sposób pozwalający
mu na czytanie abstrakcyjnego języka — gdy
jest on w postaci pisma.
Ośmioletnie dziecko posiada wszystkie te
zdolności skoro w tym wieku chodzi, mówi, czyta,
rozumie mowę i rozpoznaje przedmioty dotykiem.
Jest oczywiste, że od tego czasu mówimy po
prostu o szerokim rozwijaniu tych sześciu
24

wyłącznie ludzkich umiejętności, a nie o
dodawaniu nowych.
Ponieważ całe dalsze życie człowieka zależy w
znacznym stopniu od tych sześciu funkcji, które
nabywa się w pierwszych ośmiu latach życia,
badanie i opisywanie różnych faz istniejących w
ciągu tego kształtującego okresu jest bardzo
ważne.
OKRES OD URODZENIA DO ROKU
Ten okres życia ma zasadnicze znaczenie dla
całej przyszłości dziecka.
Wprawdzie chowamy je w cieple, syte i czyste,
lecz również poważnie ograniczamy jego
neurologiczny rozwój.
To co powinno się z nim dziać w tym czasie
mogłoby z łatwością być tematem całej książki.
Wystarczy tutaj powiedzieć, że w tym okresie
życia
niemowlę
powinno
mieć
prawie
nieograniczoną
swobodę
poruszania
się,
odkrywania otoczenia i zdobywania doświadczeń.
Nasze współczesne społeczeństwo i kultura
zwykle mu tego odmawia. Wynikiem rzadkich
okazji, kiedy dostarczy się dziecku takich
możliwości, są dzieci fizycznie i neurologicznie
lepsze. To czym będzie dorosły w sensie fizycznych
i neurologicznych zdolności jest określone przez
ten okres życia bardziej niż przez jakikolwiek inny.
OKRES OD ROKU DO PIĘCIU LAT
Ten okres życia jest decydujący dla całej
przyszłości dziecka.
W tym czasie kochamy je, dbamy by nie zrobiło
sobie krzywdy, obsypujemy zabawkami i
wysyłamy do żłobka. I całkiem nieświadomie
robimy wszystko by uniemożliwić mu uczenie się.
To co powinno się z nim dziać w tym
decydującym okresie polega na zaspokajaniu jego
oszałamiającego pragnienia surowca, który ono
chce chłonąć we wszystkich możliwych formach,
lecz szczególnie w postaci języka, czy to
mówionego i słyszanego, czy pisanego i

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci mogą się uczyć czytać

czytanego.
To właśnie w tym okresie życia dziecko
powinno nauczyć się czytać, otwierając w ten
sposób drzwi do złotego skarbca wszystkich
rzeczy napisanych przez człowieka w historii,
sumy ludzkiej wiedzy.
To w ciągu tych niepowtarzalnych lat, lat
nienasyconej ciekawości ukształtuje się cała
intelektualna istota dziecka. Kim może być
dziecko, jakie będą jego zainteresowania, jakie
będą jego zdolności — decyduje się właśnie w
tych latach. Nieograniczona liczba czynników
będzie miała znaczenie dla późniejszego,
dorosłego życia. Przyjaciele, społeczeństwo i
kultura mogą wpłynąć na to, jaki zawód będzie
wykonywało a niektóre z tych czynników mogą
zaszkodzić realizacji pełni jego możliwości.
O ile takie okoliczności w dorosłym życiu
mogą przyczynić się do zmniejszenia jego
zdolności cieszenia się życiem i bycia twórczym,
nie wzniesie się ponad potencjał ukształtowany w
tym decydującym okresie jego życia. To właśnie z
tego nader ważnego powodu należy dać dziecku
wszelką sposobność do zdobywania wiedzy, co
sprawia mu większą radość niż wszystko inne.
Absurdalne jest twierdzenie, że kiedy
zaspokajamy nienasyconą ciekawość dziecka i to
w sposób, który ono uwielbia, pozbawiamy je
drogocennego dzieciństwa. Nie warto by wcale
wspominać o takiej postawie, gdyby nie była tak
często spotykana. Jakkolwiek rzadko widuje się
rodziców, którzy uważają, że dziecko traci swoje
„drogocenne dzieciństwo” gdy widzą zapał, z
jakim zabiera się ono do czytania książki z Mamą,
w porównaniu do jego udręczonych wrzasków by
go wyjąć z kojca, lub całkowitego znudzenia
pośród góry zabawek.
Uczenie się w tym okresie życia jest poza tym
nieodpartą koniecznością i przeciwstawiamy się
całej naturze, gdy próbujemy je uniemożliwić. Jest
niezbędne dla przeżycia.
Kotek, który „bawi się” skacząc na kłębek
wełny używa po prostu wełny w zastępstwie
myszy. Szczeniak, który „bawi się” w udawaną
25

wrogość z innymi szczeniętami uczy się jak
przeżyć gdy zostanie zaatakowany.
Przeżycie w ludzkim świecie zależy od
zdolności porozumiewania się a język jest
narzędziem porozumiewania się.
Zabawa dziecka podobnie jak zabawa kotka jest
celowa i nastawiona raczej na naukę niż rozrywkę.
Opanowanie języka we wszystkich jego
formach jest jednym z pierwszorzędnych celów
zabawy dziecka. Musimy uważać by widzieć w
niej to czym jest, a nie przyjmować, że taka
zabawa służy rozrywce.
Potrzeba uczenia się w tym okresie życia jest
dla dziecka bezwzględną koniecznością. Czy to
nie cudowne, że wszechwiedząca Natura sprawiła,
że dzieci bardzo lubią się uczyć? Czy to nie
straszne, że my tak błędnie to pojmujemy i
stawiamy tak wiele przeszkód na drodze Natury.
Jest to więc okres życia, w którym mózg
dziecka jest całkowicie otwarty na wszelkie
informacje. W tym czasie dziecko przyswaja je
bez jakiegokolwiek świadomego wysiłku. To jest
okres życia, w którym może ono nauczyć się
czytać łatwo i w naturalny sposób. Należy mu
stworzyć do tego warunki.
To w tym okresie może się ono nauczyć obcego
języka, nawet pięciu, których obecnie nie udaje
mu się opanować w szkole i na studiach. Trzeba
mu to umożliwić. Nauczy się łatwo teraz, lecz z
wielkim trudem później.
To w tym okresie życia należy dziecku
dostarczyć wszystkich podstawowych informacji o
języku pisanym, których teraz dzieci uczą się z
wielkim wysiłkiem w wieku od sześciu do
dziesięciu lat. Nauka będzie szybsza i łatwiejsza.
To jest więcej niż wyjątkowa okazja, to święty
obowiązek. Musimy udostępnić dziecku całą
podstawową wiedzę.
Nigdy później nie będziemy mieli podobnej
szansy.
OKRES OD PIĘCIU DO OŚMIU LAT
Ten okres jest bardzo ważny dla całego życia

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci mogą się uczyć czytać

dziecka.
W tym ważnym czasie, który jest właściwie
końcem okresu plastyczności, podatności,
kształtowania, zaczyna się szkoła. Jak bardzo
traumatyzujący może być ten okres! Któż z
czytelników nie pamięta tej części swego życia,
nieważne jak dawno temu to było? Doświadczenia
wejścia do przedszkola i następnych dwóch lat są
często najwcześniejszymi wspomnieniami jakie
zachowują dorośli. Często nie wspomina się ich z
przyjemnością.
Dlaczego musi tak być skoro dzieci tak bardzo
chcą się uczyć? Czy możemy to interpretować
jako znak, że dziecko nie chce się uczyć? Czy
raczej oznacza to, że popełniamy jakiś
podstawowy i ważny błąd?
Jeżeli robimy taki, to na czym on polega?
Rozważcie fakty z jakimi mamy tu do czynienia.
Zabieramy nagle dziecko, które dotąd rzadko
lub wcale nie spędzało czasu poza domem i
wprowadzamy je w całkiem nowy pod względem
fizycznym i społecznym świat. Jego dobre
samopoczucie i szczęście w domu byłyby
wątpliwe, gdyby pięcio- czy sześciolatek nie
tęsknił za domem i Matką w tym ważnym i
kształtującym
okresie
życia.
Zaczynamy
jednocześnie wprowadzać go do grupowej
dyscypliny i początkowej edukacji.
Musimy pamiętać, że dziecko ma dużą
zdolność uczenia się lecz ciągle małą zdolność
oceny. W rezultacie dziecko kojarzy przykrość z
powodu nagłego rozdzielenia z Matką z
doświadczeniem pierwszych dni nauki, i tak od
początku łączy uczenie się z czymś, co jest w
najlepszym wypadku bliżej nieokreślonym
nieszczęściem. Trudno to uznać za dobry początek
dla najważniejszego zajęcia w życiu.
Postępując w ten sposób zadajemy poważny
cios nauczycielowi. Nic dziwnego, że wielu
nauczycieli podchodzi do swoich zadań z ponurą
determinacją, a nie z radością. Są już dwukrotnie
pobici gdy pierwszy raz spoglądają na swojego
nowego ucznia.
O ileż lepiej byłoby dla ucznia, nauczyciela i
26

dla świata gdyby do nadejścia pierwszego dnia w
szkole nowy uczeń nabrał już zamiłowania do
radości uczenia się.
Gdyby tak się stało, chęć czytania i uczenia się,
która powinna teraz jeszcze wzrosnąć, byłaby
ważnym czynnikiem minimalizującym uraz
psychiczny spowodowany oderwaniem od
matczynej spódnicy.
Rzeczywiście, we względnie odosobnionych
przypadkach, gdy dziecko zaczyna się uczyć w
bardzo młodym wieku, przyjemnie jest patrzeć jak
zamiłowanie do nauki zmienia się w miłość
również do szkoły. Znaczące jest, że kiedy te
dzieci źle się czują, często próbują ukryć to przez
Matką (zazwyczaj bez powodzenia), żeby nie
zatrzymała ich w domu. Cóż za wspaniałe
połączenie z naszymi własnymi wspomnieniami z
dzieciństwa, kiedy często udawaliśmy chorobę
(zazwyczaj bez powodzenia) po to by nie musieć
iść do szkoły.
Nasza nieznajomość tych podstawowych
czynników
prowadzi
do
bardzo
złych
psychologicznie działań. Z punktu widzenia
edukacji siedmiolatek zaczyna uczyć się czytać —
ale czytać banały, znacznie poniżej jego
zainteresowań, wiedzy i zdolności.
W tym ważnym okresie pomiędzy piątym a
ósmym rokiem życia dziecko powinno korzystać z
materiału, który normalnie jest przerabiany w
wieku od ośmiu do czternastu lat (zakładając, że
właściwie przygotowano je w poprzednich
okresach).
To, że rezultaty takiego postępowania w
najszerszej skali mogą być tylko dobre jest
oczywiste,
chyba,
że
jesteśmy
skłonni
zaakceptować twierdzenie, że ignorancja prowadzi
do dobrego, a wiedza do złego; oraz, że zabawa
zabawkami daje szczęście, a uczenie się o języku i
świecie oznacza nieszczęście.
Tak samo głupie byłoby założenie, że
wypełnianie mózgu wiadomościami może go
wyczerpać, a utrzymywanie w nim pustki
ochronić.
Osoba, której mózg jest naładowany użyteczną

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci mogą się uczyć czytać

informacją może być łatwo uznana geniuszem,
podczas gdy człowieka, którego mózg jest
pozbawiony wiadomości nazywa się idiotą.
Jak wiele dzieci będą mogły się nauczyć w tych
nowych okolicznościach i z jaką radością będą się
uczyły może być tylko tematem naszych marzeń
do czasu, gdy wielka liczba dzieci będzie miała te
nowe możliwości.
Suma wiedzy, której nie pozwoliliśmy naszym
dzieciom zdobyć jest miarą naszego niedoceniania
ich genialnej zdolności uczenia się. To wszystko
czego zdołały się nauczyć pomimo naszych
wysiłków zawdzięczają tej samej genialnej
łatwości wchłaniania informacji.
Nowonarodzone dziecko jest bardzo podobne
do pustego komputera, choć jest doskonalsze od
takiego komputera pod prawie każdym względem.
Pusty komputer jest w stanie przyjmować
wielką ilość informacji łatwo i bez wysiłku.
Tak samo malutkie dziecko.
Komputer potrafi klasyfikować i przechowywać
takie informacje.
To samo potrafi dziecko.
Komputer może przeznaczyć takie informacje
do stałego lub czasowego przechowywania.
Tak samo jak dziecko.
Nie możecie oczekiwać od komputera
właściwych odpowiedzi, zanim nie wprowadzicie
do niego podstawowych informacji, których
dotyczy zadane przez was pytanie. Tego komputer
nie potrafi.
Również dziecko tego nie potrafi.
Gdy umieścicie w komputerze wystarczającą
ilość podstawowych informacji, otrzymacie od
maszyny prawidłowe odpowiedzi a nawet oceny.
To samo można otrzymać od dziecka.
Maszyna zaakceptuje wszystkie informacje,
które się do niej wprowadzi, niezależnie od tego
czy są prawdziwe czy nie.
Tak samo dziecko.
Maszyna nie odrzuci żadnych informacji
wprowadzonych we właściwej formie.
Tak samo jak dziecko.
Jeśli do maszyny wprowadzono nieprawidłowe
27

informacje, przyszłe odpowiedzi formułowane na
podstawie tego materiału będą nieprawidłowe.
Podobnie jak odpowiedzi dziecka.
Tutaj kończą się podobieństwa.
Jeśli wprowadzi się nieprawidłowe informacje
do
komputera,
można
je wymazać i
zaprogramować maszynę od nowa.
Tego nie da się zrobić z dzieckiem.
Podstawowych informacji wprowadzonych do
mózgu dziecka w celu stałego przechowywania
dotyczą dwa ograniczenia. Pierwsze to takie, że
jeżeli wprowadzimy tam fałszywe informacje w
ciągu pierwszych ośmiu lat życia, to bardzo trudno
je wymazać. Drugie ograniczenie polega na tym,
że po ukończeniu ośmiu lat dziecko przyswaja
nowy materiał powoli i z większym trudem.
Weźmy dziecko z Brooklynu, które mówi
„pernt” zamiast „point”, lub dziecko z Georgii,
które mówi „heah” zamiast „here”, lub dziecko z
Massechusetts mówiące „idear” zamiast „idea”.
Bardzo rzadko podróże czy wykształcenie
eliminują lokalne błędy wymowy, które jak
wszystkie akcenty mają swój urok. Nawet jeśli
późniejsza edukacja nałoży warstwę wyszukanej
ogłady na podstawy, których nauczyliśmy się w
ciągu pierwszych ośmiu lat życia, ujawnią się one
w okresach dużego stresu.
Krąży opowieść o pięknej acz niewykształconej
tancerce, która poślubiła bogatego człowieka.
Zrobił on bardzo dużo aby uzupełnić edukację
swojej nowej żony i najwyraźniej mu się to udało.
Lecz kilka lat później ta kulturalna dama
wysiadając z powozu w sposób stosowny dla jej
obecnej pozycji zaplątała i zerwała bezcenny sznur
pereł, które rozsypały się we wszystkie strony.
"0-Jezu" wykrzyknęła, jak opowiadano, „moje
korale!"
To co trafi do mózgu dziecka w ciągu
pierwszych ośmiu lat życia, najprawdopodobniej
już tam zostanie. Dlatego powinniśmy zrobić
wszystko aby upewnić się, że to jest dobre i
prawdziwe. Mówi się: „Daj mi dziecko na
pierwszych osiem lat jego życia a potem możesz
robić z nim co zechcesz”. To najprawdziwsza

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci mogą się uczyć czytać

prawda.
Każdy wie z jaką łatwością małe dzieci
zapamiętują materiał, nawet jeśli go całkiem nie
rozumieją.
Niedawno widzieliśmy ośmiolatka czytającego
w kuchni, w której szczekał pies, grało radio a
kłótnia rodzinna osiągnęła crescendo. To dziecko
uczyło się na pamięć dość długiego wiersza by go
recytować w szkole następnego dnia. I udało mu
się.
Gdyby kazać dorosłemu nauczyć się dzisiaj
wiersza i wyrecytować go przed grupą następnego
dnia, to zapewne wpadłby w panikę. Przypuśćmy,
że mu się to uda i że dwa miesiące później
poprosimy go o wyrecytowanie tego wiersza
ponownie. Istnieją wszelkie dane, że nie będzie w
stanie tego zrobić ale będzie pamiętał wiersze,
które recytował w dzieciństwie.
O ile dziecko może przyswoić i zapamiętać
właściwie każdy materiał, który mu się podsunie w
ciągu tych niezmiernie ważnych lat, jego zdolność
do nauki języka jest zupełnie wyjątkowa i nie ma
znaczenia czy jest to język mówiony, którego uczy
się ono drogą słuchową, czy pisany, którego uczy
się za pośrednictwem wzroku.
Jak już zaznaczono, z każdym mijającym
dniem zdolność dziecka do przyjmowania
informacji bez wysiłku zmniejsza się. Lecz jest
także prawdą, że z każdym mijającym dniem
rośnie jego zdolność oceniania. W końcu
opadająca krzywa skrzyżuje się z wstępującą.
Nim przyjdzie czas gdy te dwie linie się
spotkają, dziecko przewyższa człowieka dorosłego
w pewnych dziedzinach. Zdolność do nauki
języków jest jedną z nich.
Rozważmy ten wyjątkowy czynnik wyższości
w przyswajaniu języka.
Autor spędził cztery lata próbując nauczyć się
francuskiego w młodości i początkach wieku
dorosłego oraz dwukrotnie był we Francji, lecz
całkiem bezpiecznie można powiedzieć, że
właściwie me mówi po francusku. Tymczasem
każde normalne francuskie dziecko i całkiem
sporo dzieci z inteligencją poniżej przeciętnej a
28

nawet niektóre umysłowo opóźnione uczą się
dobrze mówić po francusku, używając wszystkich
podstawowych zasad gramatyki zanim skończą
sześć lat.
Jest to nieco przygnębiające, gdy się o tym
pomyśli.
Na pierwszy rzut oka możnaby podejrzewać, że
nie chodzi tutaj o różnicę między dzieckiem i
dorosłym lecz o fakt, że dziecko w
przeciwieństwie do dorosłego było we Francji i w
ten sposób było wystawione na słuchanie
francuskiego ze wszystkich stron i przez cały czas.
Zobaczmy, czy to rzeczywiście ma znaczenie,
czy istotna jest niezmierna łatwość, z jaką dziecko
uczy się języków i trudności jakie to sprawia
osobie dorosłej.
Dosłownie
dziesiątki
tysięcy
oficerów
amerykańskiej armii stacjonowało w obcych
krajach i wielu próbowało opanować nowy język.
Weźmy na przykład majora Johna Smitha. Major
Smith ma trzydzieści lat i jest okazem zdrowia.
Jest ponadto absolwentem wyższej uczelni i jego
iloraz inteligencji mieści się przynajmniej
piętnaście punktów powyżej przeciętnej. Major
Smith dostał przydział na stanowisko w
Niemczech.
Wysłano majora Smitha do szkoły języka
niemieckiego, do której uczęszcza przez trzy
wieczory w tygodniu. Wojskowe szkoły językowe
są bardzo dobrymi instytucjami uczącymi
czynnego
posługiwania
się
językiem
i
zatrudniającymi najlepszych nauczycieli.
Major Smith przykłada się do nauki
niemieckiego bo jest to ważne dla jego kariery i
dlatego, że przez cały dzień ma do czynienia
zarówno z ludźmi mówiącymi po niemiecku jak i
po angielsku.
Jak by nie było, gdy po roku udaje się na
zakupy ze swym pięcioletnim synem, to chłopak
prowadzi większość rozmów, z prostego powodu,
że mówi już całkiem dobrą niemczyzną, a major
Smith nie.
Jak to możliwe?
Tatę uczyli niemieckiego najlepsi nauczyciele

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci mogą się uczyć czytać

jakimi dysponuje armia i mimo to właściwie nie
mówi w tym języku, a jego pięcioletni syn mówi!
Kto nauczył to dziecko? Nikt, naprawdę. Ono
tylko przebywało w domu z niemieckojęzyczną
nianią. Kto nauczył nianię niemieckiego? Nikt,
naprawdę.
Tata uczył się niemieckiego i nie mówi w tym
języku.
Dziecko nie było uczone i potrafi mówić po
niemiecku.
Żeby czytelnik nie wpadł w pułapkę nadal
uważając, że te nieco odmienne środowiska
majora Smitha i jego syna stanowią istotną
różnicę, a nie wyjątkowa zdolność dziecka i
względna niezdolność dorosłego do nauczenia się
języka, przyjrzyjmy się szybko przypadkowi pani
Smith, która mieszkała w tym samym domu, z tą
samą nianią co dziecko. Pani Smith nie nauczyła
się lepiej niemieckiego niż major Smith, a
znacznie, znacznie mniej niż jej syn.
Nasze
niewłaściwe
wykorzystanie
tej
wyjątkowej zdolności do nauki języków w
dzieciństwie byłoby wręcz zabawne, gdyby nie
było takim smutnym marnotrawstwem.
Jeśli państwo Smith mieliby więcej dzieci
wyjeżdżając do Niemiec, to biegłość w języku
byłaby odwrotnie proporcjonalna do wieku
każdego członka rodziny.
Trzylatek, gdyby taki był, nauczyłby się języka
niemieckiego najlepiej.
Pięciolatek nauczyłby się bardzo dużo ale nie
tak dużo jak trzylatek.
Dziesięcioletnie dziecko nauczyłoby się dużo
ale mniej niż pięcioletnie.
Piętnastoletnie
nauczyłoby
się
trochę
niemieckiego i szybko by to zapomniało.
Biedny major Smith i jego żona nie nauczyliby
się prawie wcale tego języka.
Podany tutaj przykład, wcale nieodosobnionego
przypadku sprawdza się prawie zawsze. Znamy
dzieci, które nauczyły się w dokładnie takich
samych
okolicznościach
francuskiego,
hiszpańskiego, niemieckiego, japońskiego czy
irańskiego.
29

Druga sprawa, na którą chcielibyśmy zwrócić
uwagę to nie wrodzona łatwość dziecka uczenia
się języków co niezdolność dorosłych do nauki
obcej mowy.
Przerażenie budzi świadomość jak wiele
milionów dolarów marnuje się rocznie w szkołach
średnich i wyższych w Stanach Zjednoczonych na
bezowocne próby uczenia języków młodych ludzi,
którzy są prawie niezdolni się ich nauczyć.
Niech czytelnik rozważy czy naprawdę nauczył
się obcego języka w liceum czy na studiach.
Jeśli po czterech latach szkolnej nauki
francuskiego czytelnik może zdobyć się na
poproszenie kelnera we Francji o szklankę wody,
to niech spróbuje mu wyjaśnić, że chce szklankę
lodowatej wody. To wystarczy by przekonać
wszystkich, wyjąwszy najbardziej opornych, że
cztery lata nauki francuskiego wystarczą.
Wystarczą, aż nadto każdemu małemu dziecku.
Nie ma po prostu wątpliwości co do faktu, że
dziecko bynajmniej nie jest jakimś gorszym,
mniejszym dorosłym. Przeciwnie, pod wieloma
względami przewyższa dorosłych i jego prawie
cudowny dar przyswajania języków jest tylko
jedną z takich cech.
Przyjmujemy tę cudowną zdolność prawie bez
zastanowienia.
Każde normalne dziecko (i jak już powiedziano
całkiem dużo dzieci o zdolnościach poniżej
przeciętnych) uczy się praktycznie całego języka w
wieku od roku do pięciu lat. Uczy się z dokładnym
akcentem swego narodu, regionu, miasta,
sąsiedztwa i swojej rodziny. Uczy się bez
widocznego wysiłku i dokładnie tak jak się tam
mówi. Komu udało się to po raz drugi?
Na tym nie koniec.
Każde
dziecko
wychowujące
się
w
dwujęzycznej rodzinie będzie znało dwa języki
zanim skończy sześć lat. Co więcej, nauczy się
obcego języka z dokładnym akcentem okolicy, w
której nauczyli się go rodzice.
Jeśli amerykańskie dziecko mające włoskich
rodziców rozmawia z prawdziwym Włochem w
późniejszym okresie życia, to ten Włoch powie "0,

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci mogą się uczyć czytać

jesteś z Mediolanu" — jeżeli tam wyrośli rodzice
dziecka — "poznaję po akcencie". A przecież ten
Amerykanin włoskiego pochodzenia nigdy nie
opuszczał Stanów Zjednoczonych.
Każde
dziecko
wychowujące
się
w
trójjęzycznej rodzinie będzie mówiło trzema
językami zanim ukończy sześć lat, i tak dalej.
Będąc niedawno w Brazylii autor spotkał
dziewięcioletniego
chłopca
o
przeciętnej
inteligencji, który rozumiał, czytał i pisał raczej
sprawnie w dziewięciu językach. Avi Roxannes
urodził się w Kairze (francuski, arabski i
angielski) i mieszkał z nimi dziadek (turecki). Gdy
Avi miał cztery lata rodzina przeniosła się do
Izraela gdzie dołączyła do nich babka ze strony
ojca (hiszpański). W Izraelu nauczył się trzech
dalszych języków (hebrajskiego, niemieckiego i
yiddish) a później, gdy miał sześć lat
przeprowadził się do Brazylii (portugalski).
Ponieważ oboje rodzice (łącznie) mówią
tyloma językami co Avi, Roxannowie mądrze
prowadzą rozmowy z synem w każdym z tych
dziewięciu języków (indywidualnie gdy tylko
jedno z rodziców mówi danym językiem, a
wspólnie gdy jest to język, który oboje znają).
Rodzice Aviego są znacznie lepszymi lingwistami
niż większość dorosłych, gdyż każde z nich
nauczyło się pięciu języków w dzieciństwie ale
oczywiście nie dorównują synowi w angielskim i
portugalskim, których uczyli się w wieku
dorosłym.
Zauważyliśmy już wcześniej, że w przeszłości
było wiele dokładnie
udokumentowanych
przypadków, w których rodzice zdecydowali się
uczyć bardzo małe dzieci rzeczy, które były - i są
nadal - uważane za niezwykłe.
Jednym z nich jest sprawa małej Winifred,
której matka Winifred Sackville Stoner napisała
książkę o swojej córce zatytułowaną Naturalne
nauczanie, wydaną w 1914 roku.
Ta matka zaczęła zachęcać swoje dziecko i
stwarzać mu okazje do nauki zaraz po urodzeniu.
Omówimy później w tej książce wpływ takiej
postawy na umiejętność czytania Winifred. Teraz
30

zobaczmy co pani Stoner miała do powiedzenia na
temat możliwości językowych swojego dziecka w
wieku pięciu lat:
„Gdy tylko Winifred umiała komunikować
wszystkie swoje potrzeby zaczęłam uczyć ją
hiszpańskiego poprzez rozmowę i te same
bezpośrednie metody, których używałam ucząc ją
angielskiego. Wybrałam hiszpański jako jej drugi
język, ponieważ jest on najprostszy z europejskich
języków. W czasie, gdy Winifred kończyła pięć lat
umiała wyrażać swoje myśli w ośmiu językach i
nie mam wątpliwości, że mogłaby podwoić tę
liczbę do tego czasu gdybym kontynuowała naszą
zabawę w budowanie słów w różnych językach.
Jednak wtedy zaczęłam sądzić, że esperanto stanie
się niedługo międzynarodowym środkiem
komunikowania się i poza rozwijaniem zdolności
językowych znajomość wielu, wielu języków nie
będzie przydatna dla mojej małej”.
Dalej pani Stoner pisze, „Stosowane w
szkołach metody nauki języków przez regułki i
ćwiczenia gramatyczne okazały się zupełnie
nieprzydatne biorąc pod uwagę umiejętność
uczniów do używania języka jako narzędzia do
wyrażania myśli.”
„Są profesorowie, którzy uczą łaciny po
pięćdziesiąt lat, a nie znają potocznej łaciny. Moja
córeczka mając cztery lata straciła wiarę w
mądrość profesorów łaciny gdy rozmawiała z
lektorem, który nie zrozumiał pozdrowienia ‘Quid
agis' i gapił się na nią pustym wzrokiem kiedy
mówiła o daniach na stole 'ab ovo usque ad
mala'.”
Pamiętając o nadzwyczajnej zdolności dziecka
do nauki języka mówionego podkreślmy jeszcze
raz fakt, że rozumienie mowy i pisma odbywa się
w dokładnie taki sam sposób.
Czyż nie wynika z tego, że małe dzieci
powinny również mieć wyjątkową zdolność
czytania języka? Faktem jest, że gdy tylko stworzy
się im po temu warunki, dzieci demonstrują takie
zdolności. Wkrótce zobaczymy kilka przykładów.
Kiedy badania doprowadzą człowieka lub grupę

Jak nauczyć małe dziecko czytać

Małe dzieci mogą się uczyć czytać

ludzi do czegoś, co wydaje się nowe i ważne,
trzeba spełnić kilka warunków zanim poczucie
obowiązku zmusi taką grupę do opublikowania i
rozprzestrzenienia tego pomysłu.
Najpierw pomysł ten musi być sprawdzony w
praktyce aby zobaczyć jakie będą efekty
wprowadzenia go w życie. Mogą one być dobre,
mogą być złe lub obojętne.
Następnie, bez względu na to jak nowa wydaje
się ta idea, istnieje możliwość, że już wcześniej
ktoś gdzieś miał takie pomysły i posługiwał się
nimi. Być może ogłosił gdzieś swoje odkrycia.
Przeprowadzenie dokładnych poszukiwań we
wszystkich dostępnych źródłach dla sprawdzenia
co inni mogliby mieć do powiedzenia na ten temat,
jest nie tylko przywilejem ale naprawdę
obowiązkiem ludzi oznajmiających takie idee. To
dotyczy nawet tych pomysłów, które wydają się
zupełnie nowatorskie.
W latach od 1959 do 1962 wiedzieliśmy, że
inni
także pracują z małymi dziećmi w dziedzinie
czytania, w Stanach Zjednoczonych i za granicą.
Mieliśmy ogólne pojęcie o tym co robią i mówią.
O ile zgadzaliśmy się ze znaczną częścią tego co
robiono i oczywiście, z potrzebą prowadzenia
takich badań, uważaliśmy, że podstawy tej nauki
są raczej neurologiczne niż psychologiczne,
emocjonalne czy pedagogiczne.
Kiedy zaczęliśmy intensywnie studiować
literaturę na ten temat, cztery fakty wywarły na nas
wrażenie:
1. Historia uczenia małych dzieci czytania nie
jest nowa i naprawdę ciągnie się już od
wieków.
2. Często ludzie, których dzieliły pokolenia
robili te same rzeczy chociaż z innych
powodów i w myśl różnych filozofii.
3. Wszyscy ci, którzy zdecydowali się uczyć
małe dzieci czytania stosowali metody
posiadające wiele wspólnych cech, mimo
pewnych odmienności technicznych,
4. Najważniejsze,
że
we
wszystkich
31

przypadkach, jakie udało nam się znaleźć gdy
małe dzieci uczono czytania w domu, każdy
kto próbował odnosił sukces, bez względu na
to jaką stosował metodę.
Wiele przypadków obserwowano i opisano
bardzo szczegółowo. Kilka z nich jest jeszcze
bardziej przekonywujących niż wspomniany
wcześniej przypadek małej Winifred. Pani Stoner
doszła do prawie takich samych wniosków na
temat wczesnego czytania jak my w Instytutach,
chociaż nie dysponowała wiedzą z zakresu
neurologii, którą my posiadamy. Pół wieku temu,
pani Stoner pisała:
„Gdy moje dziecko miało sześć miesięcy
umieściłam na ścianach jego pokoiku pas białego
kartonu o szerokości czterech stóp. Po jednej
stronie ściany umieściłam litery alfabetu, które
wycięłam z błyszczącego czerwonego papieru. Na
innej ścianie poskładałam z tych samych
czerwonych liter proste słowa ułożone rzędami jak
nos, kos, los; pas, las, czas. Zauważycie, że ta lista
składa się z samych rzeczowników...”
„Kiedy Winifred nauczyła się już wszystkich
liter, zaczęłam uczyć ją słów ze ściany głośno je
wymawiając i tworząc z nich rymy...
„ ...Dzięki tym zabawom w budowanie słów i
śladom pozostawionym w jej umyśle przez
czytanie dla niej, Winifred nauczyła się czytać w
wieku szesnastu miesięcy bez tak zwanych lekcji
czytania. Czworo moich przyjaciół próbowało tej
metody z powodzeniem, gdyż wszystkie dzieci
uczone w ten sposób umiały czytać proste teksty w
języku angielskim przed ukończeniem trzech lat.”
Historia nauki czytania tych dzieci nie jest
wcale wyjątkowa.
W 1918 roku opisano inny nadzwyczaj podobny
przykład. Chodziło o dziecko imieniem Martha
(czasem

Podobne prace

Do góry