Ocena brak

Jak działała skacząca bomba w czasie bombardowania tam Eder, Moehne i Sorpe?

Autor /Eder Dodano /31.01.2012

Bombardowanie z dużej wysokości nie mogło za­gwarantować dużej celności. Bomby musiałyby być wtedy tak wielkie, by zapewnić pozytywny rezultat bombardowania nawet, gdyby nie udało się trafić bezpośrednio w zaporę. W przypadku tra­fienia bezpośredniego wystarczyłaby jednak bomba znacznie mniejsza. Wallis wpadł na pomysł skon­struowania bomby, która odbijając się od po­wierzchni wody, podążałaby w kierunku tamy, a po zderzeniu z nią eksplodowałaby. W takim przypadku wystarczyłaby bomba o masie nieco po­nad 5 ton, a taki ładunek mógł bez trudu przenieść nowy brytyjski ciężki bombowiec Avro Lancaster.
Wysadzając nieczynną zaporę, Wallis spraw­dził, ile materiału wybuchowego należy użyć. Eksperymenty prowadzone w zbiorniku do testo­wania modeli statków pozwoliły określić najko­rzystniejszy kształt nowej „skaczącej bomby". Testy wypadły bardzo dobrze i Wallis uzyskał fun­dusze na budowę 6 bomb w skali 1:2, oraz pozwo­lenie na przebudowę samolotu, by mógł on prze­nosić nową broń. Po zrzuceniu tych bomb z małej wysokości okazało się, że w istocie ślizgają się one po wodzie. Wtedy konstruktor uzyskał pozwolenie na budowę bomby pełnych rozmiarów.
Działo się to w lutym 1943 roku. Dla zmaksymalizowania efektu bombardowania misję zamie­rzano przeprowadzić w maju, gdyż spodziewano się, że wtedy w zbiornikach znajdować się będzie najwięcej wody. Szybko sformowano więc nowy specjalny dywizjon bombowy składający się wy­łącznie z doświadczonych lotników.
Jakie było ich zadanie? Otóż mieli poprowadzić ciężkie bombowce Lancaster 18 metrów nad po­wierzchnią wody z prędkością 390 km/h, oczywiś­cie w nocy. Co więcej, aby odnieść sukces, bomby należało zrzucić w precyzyjnie określonej odległoś­ci od zapory. Wysokościomierze w jakie wyposa­żano wówczas samoloty nie były w stanie dokładnie zmierzyć wysokości 18 m, Lancastery zaopat­rzono więc w prosty system optyczny. Pod kadłu­bem samolotu umieszczono dwa reflektory punk­towe, odchylone w dół w ten sposób, że strumienie światła spotykały się 18 m pod samolotem. Nawi­gator spoglądał w dół i instruował pilota, czy zwiększyć czy zmniejszyć wysokość lotu, do czasu gdy na wodzie pojawiła sifjedna plama świetlna.
Samoloty wyposażono także w specjalny celow­nik bombowy, umożliwiający zrzut bomb we wła­ściwym momencie. Składał się on z drewnianej trójkątnej ramy z pierścieniem w jednym rogu i z gwoźdźmi w dwóch pozostałych. Przyrząd skon­struowano w ten sposób, że bombardier patrzył przez pierścień i oczekiwał na moment, gdy gwoź­dzie znajdą się w jednej UWi z wieżami na krań­cach zapory. Wtedy należało zrzucić bomby.
Gdy załogi trenowały przed lotem, należało przeprowadzić dalsze próby techniczne. Pierwsze testy nowych, tym razem pełnowymiarowych bomb przeprowadzono w połowie kwietnia 1943 roku. Niestety, przy zderzeniu z powierzchnią wody bomba rozpadła się na części. Dopiero druga ze wzmocnioną obudową przetrwała uderzenie. Moż­na było spodziewać się, że podobnie zachowają się następne bomby.
Nalot
Wieczorem, w niedzielę 16 maja 1943 roku pierw­szy z 19 Lancasterów z 617 dywizjonu bombowe­go RAF poderwał się z lotniska Scampton w Lin­colnshire. Pierwsza piątka miała zaatakować zaporę Sorpe. Dowódca skrzydła Guy Gibson poprowa­dził 9 dalszych maszyn do ataku na Moehne i na­stępnie na Eder. Około północy wystartowało 5 rezerwowych Lancasterów.
Rankiem było po wszystkim. Gdy ostatni z Lan­casterów lądował, odczucia były mieszane. Z akcji nie powróciło 8 maszyn. Zapory Moehne i Eder zostały rozbite, zapora Sorpe wytrzymała atak. Straty przeciwnika były znaczne. W wywołanej nalotami powodzi utonęło prawie 1300 osób, więk­szość stanowili cywile. Niemcy szybko dokonali reorganizacji przemysłu w zniszczonym rejonie. Jednak tak spektakularna akcja znacznie podnio­sła morale wśród Brytyjczyków, a dowódca, Guy Gibson został odznaczony Krzyżem Wiktorii.

Podobne prace

Do góry