Ocena brak

J. Maritain - ontologia

Autor /Stiv Dodano /15.07.2011

 J. Maritain teorię  św. Tomasza traktował jako filozofię praktyczną, odniesioną do ludzkiego działania i poznania jako formy przekształcania świata. W dziele Humanizm integralny spostrzega, że jego interpretacja jest „wiedzą o wolności”. Wzorując się na Arystotelesie, który rozróżniał nauki teoretyczne (matematyka, fizyka, metafizyka), praktyczne (etyka, polityka, ekonomika, teoria państwa i prawa) i poetyczne (estetyka), podzielił wiedzę ludzką na filozofię (metafizyka i filozofia przyrody) oraz naukę (eksperyment, fizyka, matematyka). 

W zakresie ludzkiej wiedzy wyróżnił trzy poziomy abstrakcji:     

fizyczny - przedmioty istnieją materialnie; ich materialność jest czynnikiem różnicującym, indywidualizującym, rozum rozpoznaje cechy incydentalne, przypadkowe;  

matematyczny - rozum rozpoznaje cechy niematerialne odniesione do przedmiotów materialnych: ich relacje, cechy ilościowe, przestrzenne;     

metafizyczny - rozum poznaje obiekty, które mogą, ale nie muszą, odnosić się do świata materialnego; są to pojęcia: substancji, jakości, aktu, potencji, piękna, dobra.  

Przedmiotem metafizyki dla Maritain’a był „byt jako byt”, istnienie jako takie, czyli Bóg jako przyczyna przyczyn. Dlatego między metafizyką a naukami szczegółowymi nie zachodzi  żaden związek: metafizyka (tj. filozofia) jest praktycznie bezużyteczna i bezinteresowna. Jej jedynym zadaniem jest poznawanie prawdy o prawdach wiecznych i niezmiennych, tj. o Bogu. Nauka zaś dostarcza prawd zmiennych i przypadkowych. Zadaniem  metafizyki w sensie poznawczym jest docieranie do „pierwszych zasad”.  Przedstawiciel nauk eksperymentalnych nie musi poznawać metafizyki, przyjmuje ją intuicyjnie i podporządkowuje się jej. Jest tak, albowiem bez przyjęcia tez metafizyki nie jest możliwy rozwój nauk eksperymentalnych. Każda refleksja nad  światem musi respektować pierwsze zasady myśli i bytu, którymi są:  

1.  Zasada tożsamości - mówiąca, że każde zdanie formułuje zarazem wystarczający i konieczny warunek własnej prawdziwości ( p wtedy i tylko wtedy, gdy p). 

2.  Zasada niesprzeczności (nieprawda, że p i nie p zarazem). Arystoteles pozostawił trzy interpretacje tej zasady:   

a) logiczną, z dwu zdań wzajemnie sprzecznych tylko jedno może być prawdziwe;  

b) ontologiczną, nie może być tak, aby coś zarazem było i nie było;    

c) psychologiczną, nie da się pomyśleć o  żadnej rzeczy,  że jest taka i zarazem nie jest taka.   

3.  Zasada racji dostatecznej - mówiąc o racji dostatecznej metafizyka nie mówi o istnieniu bytu, który nie jest (i być nie może) przedmiotem  żadnej innej dziedziny wiedzy. Nie może on być ujmowany ani przez zdrowy rozsądek, ani przez nauki szczegółowe czy nawet przez filozofię przyrody; nie jest ani „odrealnionym bytem logiki”, ani „pseudobytem” dialektyki filozoficznej, bo jest on „wolny dla samego siebie". Byt zatem nie odnosi się do żadnej znanej formy realności, zawiera w sobie wszystko to, co istnieje, jak i to wszystko, co istniało i może istnieć. Wszystko jest od bytu uzależnione, zaś on sam nie jest zależny od niego. „Byt jest niezbędny o tyle, o ile jest on celem, o ile rozum został stworzony dla bytu”. A zatem byt nie potrzebuje uzasadnień, jest on sam przez się, jest tym, czym jest. „Byt jako byt to nie byt - pisał Maritain - wyodrębniony z nauk przyrodniczych ani nieokreślony byt w znaczeniu potocznym, ani byt odrealniony prawdziwej logiki, ani pseudobyt pseudologiki; jest to byt rzeczywisty w całej czystości i w pełnym zakresie właściwej sobie dostępności dla umysłu i właściwej sobie tajemnicy. Szmer tego bytu słychać w rzeczach, we wszystkich rzeczach, rzeczy mówią o nim władzom poznawczym intelektu; jednak nie wszystkim władzom, ale tylko tym, które umieją słuchać, bowiem tutaj również sprawdza się, że qui habet aures audiendi, audiat. Byt jawi się więc zgodnie ze swymi charakterystycznymi cechami jako transobiektywnie stały, autonomiczny i w istocie swej zróżnicowany, bowiem intuicja bytu jest jednocześnie intuicją jego transcendentalnego charakteru i jego analogicznej wartości. Nie wystarczy natknąć się na słowo <>, powiedzieć <>; trzeba mieć intuicję, intelektualną percepcję niewyczerpanej i nieobejmowalnej rzeczywistości ukazującej się w ten sposób jako przedmiot. To dzięki intuicji jest się metafizykiem”.    

Maritain  przypominał pięć dowodów na istnienie Boga i twierdził,  że wszelka krytyka nie jest w stanie ich podważyć.  „Nowożytna filozofia - pisał - stała się w związku z tym ofiarą tragicznego nieporozumienia. Kartezjusz uważał,  że koniecznym następstwem już samej idei nieskończenie doskonałego bytu jest istnienie tego bytu (tak zwany argument ontologiczny). Kant słusznie twierdził,  że taki <> nie jest żadnym dowodem. Ale twierdził również - zupełnie błędnie - że wszystkie inne dowody na istnienie Boga implikują słuszność argumentu ontologicznego i opierają się na nim; wynikało z tego,  że  żaden przekonywujący dowód nie jest możliwy. Następcy Kanta poszli w jego ślady. A przecież jasne jest jak słońce, że pięć dróg Akwinaty nie wychodzi od idei nieskończenie doskonałego bytu; przebiegają one w kierunku odwrotnym, wychodząc od pewnych faktów, całkiem ogólnych i niezaprzeczalnych i z tych faktów wnioskuje się o konieczności istnienia Pierwszej Przyczyny - która jest nieskończenie doskonała. Nieskończona doskonałość znajduje się na końcu, a nie na początku dowodzenia”.    Dalej  Maritain  zaproponował własną, „szóstą drogę”. Stanowi ją rozróżnienie „przedfilozoficzności” (pewność wynika z doświadczenia intuicyjnego) i „filozoficzności” (pewność wynika z logicznie przeprowadzonego dowodu). „Doznając szoku doświadczenia intuicyjnego umysł odkrywa dojście do Boga, które to doświadczenie niesie ze sobą, a następnie dąży do sformułowania go w słowach logicznie przedstawiających pojęciowo to, co nazywam tu <>”.

Maritain  przedstawiając proces poznania intuicyjnego, powiadał,  że może się ono rozpocząć od pytania: „Jak to jest możliwe,  że się urodziłem?” Na pytanie to można odpowiadać, posługując się argumentami empirycznymi, przedstawiając proces porządku  życia albo koncentrując się na samym myśleniu, ponad zmysłami i wyobraźnią, zagłębiając w akt czysto intelektualny. Wtedy „zdarza się, iż pojawia się intuicja, o której tu mowa: jak to możliwe,  że ten, kto w tej chwili jest w trakcie myślenia, aktu umysłu [...] któregoś dnia nie istniał? Tu, gdzie ja teraz jestem - w akcie pojmowania i świadomości mojej myśli - kiedyś nie było nic? To niemożliwe; to nie jest możliwe, aby w jakimś momencie ten, kto teraz myśl,i nie istniał wcale, był nicością. Jakże ta nicość mogła narodzić się do istnienia?[...] A więc ja, który jestem w tej chwili w akcie myślenia, istniałem zawsze: ten pogląd narzuca mi się i nie wydaje mi się dziwny, dopóki nie spojrzę na niego z zewnątrz”. Oczywiście, tłumaczy dalej, że myśl musiała istnieć wcześniej, bo ja jestem swoim realnym  życiem ograniczony. Musiała moja myśl istnieć wiecznie w Bogu. Myśl jest czymś ponadczasowym. „Duch bowiem może pochodzić tylko od ducha, myśl może pochodzić tylko od myśli, a więc istnienia nadrzędnego wobec czasu”. 

Podobne prace

Do góry