Ocena brak

Internet w Polsce - globalny charakter medium

Autor /Evelyn Dodano /12.04.2011

 

W grudniu 1989 roku rozpoczęły się intensywne starania polskich środowisk naukowych o włączenie Polski do europejskiej naukowej sieci komputerowej EARN. Profesor uniwersytetu Warszawskiego, Tomasz Hofmokl, 21 marca 1990 roku został pełnomocnikiem ds. podłączenia naszego kraju do EARN; 17 sierpnia 1990 roku pomiędzy Warszawą a Kopenhagą ruszyła pierwsza poczta komputerowa.

Do obsługi polskiej sieci powołano przy Uniwersytecie Warszawskim Zespół Koordynacyjny Naukowych i Akademickich Sieci Komputerowych, który 14 grudnia 1993 roku przekształcił się w niezależne przedsiębiorstwo o statusie jednostki badawczo-rozwojowej pod nazwą Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa - NASK. Takie były początki.

Gwałtowny "wybuch" Internetu w Polsce zasługuje już na miano rewolucji. W ciągu zaledwie kilku lat dokonał się prawdziwy przewrót technologiczny i społeczny, którego zasięg pozwala bez przesady mówić o skutkach cywilizacyjnych. Jeszcze niedawno łączenie odległych komputerów za pomocą modemów było zajęciem nielicznych entuzjastów. Dzisiaj do dobrego tonu należy podawanie adresu poczty elektronicznej na wizytówce, a już niedługo brak dostępu do światowej sieci może się stać cywilizacyjną ułomnością.

Z początku łączność internetowa była domeną środowisk akademickich - dużą rolę w tej fazie rozwoju odegrały Naukowe i Akademickie Sieci Komputerowe (NASK) - jednak szybko włączyły się także firmy komercyjne.

Mimo narzekań na monopol polskiej telekomunikacji, to właśnie powszechny dostęp do Internetu za pośrednictwem łączy TP SA stał się głównym czynnikiem upowszechniania teleinformatyki. Główną przeszkodą w dalszym rozwoju sieci wciąż pozostaje słabość polskiej infrastruktury telekomunikacyjnej. Tymczasem jak grzyby po deszczu pojawiają się firmy oferujące dostęp do Internetu na zasadach komercyjnych. W ten sposób powstaje coraz bardziej licząca się konkurencja dla NASK i TP SA. Tylko w ten sposób możliwe będzie obniżenie opłat za korzystanie z sieci, czego domagają się narzekający na stosunkowo wysokie koszty połączeń internauci.

Nie wiadomo dokładnie, ilu polskich użytkowników Internetu surfuje codziennie po sieciowym oceanie. Internet jest zjawiskiem o nieco anarchicznej naturze, bez jakiejkolwiek centralnej administracji, dlatego trudno się powoływać na precyzyjne statystyki. Według różnych obliczeń, w Polsce mniej lub bardziej regularnie z Internetu korzysta 1,5-2 mln osób. Duża część z nich to studenci mogący używać bezpłatnych łączy na uczelniach, choć oczywiście nie wszyscy są zapalonymi internautami. Nieco dokładniejsze są dane dotyczące liczby internetowych hostów, czyli komputerowych "bram" do sieci, z którymi łączą się użytkownicy indywidualni. Według prowadzącej europejskie statystyki organizacji RIPE, na początku listopada 1998 r. w Polsce działało ponad 126 tys. serwerów (analitycy RIPE zakładają w związku z tym, że aktywnych polskich internautów było ok. 1,3 mln). Nie są to liczby imponujące w porównaniu z przodującymi państwami europejskimi (na przykład w liczącej zaledwie 2 mln mieszkańców Słowenii jest ponad 22 tys. hostów), jednak dynamika rozwoju polskiego Internetu jest wręcz zadziwiająca. Gdy w 1991 r. RIPE rozpoczęła sondaże w Polsce, zarejestrowano 104 hosty i nieco ponad 1000 internautów. Po upływie sześciu lat w naszym kraju było już ok. 850 tys. użytkowników Internetu, a tylko w 1998 r. ich liczba zwiększyła się o 60 proc. i nic nie wskazuje na to, by ta tendencja miała się w najbliższym czasie zmienić. Boom internetowy odkryli także wydawcy prasy fachowej - na polskim rynku ukazują się trzy miesięczniki poświęcone w całości problemom Internetu. Ich łączny nakład sięga 70 tys. egzemplarzy.

Każda szanująca się firma i instytucja chce mieć swoją stronę WWW. Szacuje się, że liczba polskich stron internetowych wynosi już 90-100 tys. Oczywiście, tylko część z nich jest źródłem istotnych i aktualnych informacji (nie jest to jakaś szczególna przypadłość polskiego Internetu - Amerykanie szacują, że tylko 5 proc. witryn sieciowych to miejsca godne regularnego odwiedzania). Znaczna część stron oferuje jedynie statyczne i ogólnikowe informacje reklamowe, ale szybko rośnie liczba profesjonalnych, uaktualnianych na bieżąco serwisów. Można oczekiwać, że przełom nastąpi w ciągu najbliższych dwóch lat, kiedy polski Internet osiągnie "masę krytyczną". Prowadzenie serwisów internetowych stanie się opłacalne wówczas, gdy wpływy z usług i reklam pozwolą na utrzymanie i rozwój firm. Operatorzy zrozumieli już jednak, że warunkiem przyciągnięcia reklamodawców jest dużą liczba "odsłon", co z kolei wymaga przede wszystkim oferowania atrakcyjnie opracowanych informacji. Dzięki temu w polskim Internecie znaleźć można już gazety i czasopisma online (co ciekawe, istnieją już wydawnictwa dostępne tylko w wersji elektronicznej) czy serwisy informacyjne (m.in. pełną polskojęzyczną encyklopedię). Najpopularniejszymi stronami, odwiedzanymi codziennie przez kilkadziesiąt tysięcy internautów, są tzw. strony początkowe i wyszukiwarki sieciowe, pozwalające na orientację w coraz bardziej skomplikowanym labiryncie WWW.

"Polak online" to na ogół człowiek młody (w badaniach z 1996 r. 59 proc. internautów miało mniej niż 29 lat) i wykształcony (aż 85 proc. to studenci i absolwenci wyższych szkół). Kilkaset tysięcy z nich to wyjątkowo aktywni użytkownicy sieci, krążący po niej co najmniej godzinę dziennie i posiadający własną witrynę.

Internetowe kontakty przyczyniają się do powstania swoistej subkultury, której członkowie tworzą wirtualne społeczności i posługują się specjalnym kodem językowym. Grupy dyskusyjne i poczta elektroniczna ułatwiają błyskawiczną wymianę informacji na dowolny temat z osobami odległymi niekiedy o tysiące kilometrów. Wbrew pozorom nie chodzi jedynie o plotki na temat popularnych zespołów rockowych - istnieją grupy dyskusyjne zajmujące się rozważaniem poważnych problemów naukowych.

Polacy odkryli już także rolę Internetu jako nośnika wolnego słowa, praktycznie niemożliwego do ocenzurowania. Pewien młody mieszkaniec Katowic opublikował w sieci materiały dowodzące, że policjanci bezprawnie użyli wobec niego siły; doprowadziło to do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przeciwko tym funkcjonariuszom. Do historii polskich mediów przejdzie zapewne również publikacja w Internecie kontrowersyjnego artykułu śledczego Macieja Gorzelińskiego i Piotra Najsztuba, gdy z jego wydrukowania zrezygnowały największe gazety.

Cywilizacyjną rolę Internetu z pewnym opóźnieniem zauważają polscy politycy i administracja rządowa, do tej pory nie potrafiąca wykorzystać globalnego medium choćby do skutecznej promocji Polski w świecie. Większość urzędów i instytucji ma swoje witryny, choć na ogół nie są one zbyt atrakcyjne. Przełom ma zapoczątkować udostępniona niedawno, szeroko reklamowana strona informacyjna MSZ, która zawiera kompendium wiedzy o naszym kraju.

Najlepszą reklamą powszechnego zastosowania Internetu stanie się już wkrótce realizowany w podwarszawskim Raszynie - z pomocą konsorcjum Imagine z Unii Europejskiej i kilku dużych firm informatycznych - program Wirtualna Gmina. Raszynianie będą mogli znaleźć w niej wszelkie potrzebne informacje lokalne, za jej pośrednictwem załatwić sprawy w miejscowym urzędzie, skontaktować się z lekarzem, dokonać zakupów i rozliczeń bankowych. Możliwości są niemal nieograniczone - w sieci będzie działała miejscowa biblioteka i wypożyczalnia wideo z filmami online, poprzez Internet dokonywane będą odczyty zużycia energii i gazu. Skorzysta też demokracja lokalna - w sieci będzie można obejrzeć obrady rady gminy i na żywo podyskutować z radnymi. Należy przypuszczać, że przykład Raszyna okaże się zaraźliwy - droga od "wirtualnej gminy" do "wirtualnej Rzeczypospolitej" XXI w. będzie z pewnością krótsza, niż potrafimy to sobie dzisiaj wyobrazić.

Podobne prace

Do góry