Ocena brak

Inteligent samotny i heroiczny - Ludzie bezdomni

Autor /Albinos Dodano /04.06.2013

Czytelnicy Żeromskiego, interesujący się bliżej jego twórczością, bez trudu potrafią odnaleźć na kartach książek autora Przedwiośnia ogrom osobistych doświadczeń, bądź przetworzonych, bądź oddanych wiernie, nawet w sensie fabularnym. Wystarczy porównać Dzienniki Żeromskiego z fragmentami jego licznych utworów, aby znaleźć niemało dowodów. Warunkuje to atmosferę autentyzmu, stanowi jeden z wykładników głębokiego myślowego i uczuciowego zaangażowania się pisarza w losy swoich postaci. Tak jest i w przypadku doktora Judyma z Ludzi bezdomnych, w którym odnajdziemy niepokoje Żeromskiego-inteligenta, poczuwającego się do odpowiedzialności za postawę i losy swojej war-stwy.

Powieść owa została napisana w 1899 r.,-u schyłku wieku, który wbrew obietnicom pozytywistów nie przyniósł raju na ziemi dzięki „pracy organicznej”, wręcz przeciwnie — pogłębił sprzeczności polityczne i społeczne zarówno na ziemiach polskich pod zaborami, jak i w całym świecie. Rosnące sprzeczności klasowe zniszczyły wizję społecznego solidaryzmu, jaką proponował pozytywizm.

Dla ludzi XIX w. termin „inteligencja” obejmował najczęściej zarówno fabrykanta, jak i przedstawiciela stanu szlacheckiego, urzędnika czy współpracownika „Tygodnika Ilustrowanego”, wiejskiego proboszcza oraz małomiasteczkowego aptekarza. Oczywiście, nie potrżęba dowodzić, jak mało było zbieżności w owym „sojuszu dla postępu”. Rychło miało to wyjść na jaw. Rzeczywista inteligencja— zgodnie z dzisiejszą terminologią „inteligencja twórcza” i „inteligencja pracująca” — poczuła się osamotniona. Wynikiem tego było utracenie iluzji co do możliwości odgrywania ważkiej społecznej roli a"w konsekwencji przyjmowanie ideologii, artystycznych i filozoficznych doktryn, które oznaczały zamknięcie się w mieszczańskiej wieży z kości słoniowej albo zgoła dulszczyznę.

Idea „kapłaństwa” Młodej Polski oraz wizja „duchowego przywództwa narodowego” inteligencji (w dramatycznej Formie roztrząsana m. in. przez Wyspiańskiego) nie wyczerpywały wszakże całości obrazu. Społeczeństwo potrzebowało i szukało pewnego modelu inteligenta uczciwego, w codziennej walce realizującego swoją rolę inspiratora przemian socjalnych. Siłaczką i Ludźmi bezdomnymi utrafił Żeromski w sedno sprawy. Stworzył typ bohate-ra, który wejdzie na trwałe do naszej literatury i kultury, budząc aż po dzień dzisiejszy coraz to nowe spory. Nazwiska Rozow-skiej — „Siłaczki”, i dra Judyma przewijać się odtąd będą prawie przez wszystkie dyskusje dotyczące postaw inteligencji, etyki i sensu społecznego działania w ogóle.

Obawiam się, że w licznych, popularnych interpretacjach Ludzi bezdomnych przyjęto schemat, który tę powieść spłyca. Doktor Judym i Joasia rozpatrywani bywają wyłącznie jako. szlachetne ofiary swych społecznych dążeń, przy czym, oczywiście, wszystko co czynią, godne jest poparcia i pochwały. Na ujęciu takim zaciążył niewątpliwie nagminnie praktykowany dydaktyzm, nie/liczący się z wymową całości dzieła. Tymczasem Żeromski nie miał bynajmniej zamiaru tworzyć postaci nieskazitelnego i pozbawionego przywar zapaleńca — nie szczędził też swojemu bohaterowi złośliwości, wypomina jakieś dawne grzeszki (por. spotkanie z paniami Niewadzkimi w Paryżu, uczucie wstydu na widok nędzy rodziny brata itd.). Pisarz nie Chce budować postaci jednolitej ; taki Judym to twór polonistów. Tymczasem w miarę lektury powieści rodzą się pytania i wątpliwości, które podnieść trzeba. 

Czy bohater Ludzi bezdomnych jest pozbawionym szerszych horyzontów „fachowcem”, czy też człowiekiem o kulturalnyęh aspiracjach? Od odpowiedzi zależy wiele, jeśli zważyć, że ówczesny inteligencki kodeks nakazywał bodaj snobizm w tej mierne, jeśli już nie stało autentycznej znajomości rzeczy (por. fabrykant Kąli-nowicz i jego zabawne parweniuszostwo kulturalne). Jeśli więc Judym byłby prostakiem, to nie mógłby być pełnosprawnym partnerem swych szlacheckich i inteligenckich znajomych, i pisarz niełatwo wybroniłby go w oczach czytelników. Tymczasem Żeromski myli tropy, w zależności od sytuacji każe Judymowi być '„chamem” lub duszą subtelną. W związku ze zwiedzaniem Luwru w towarzystwie pani Niewadzkiej i jej podopiecznych, czytamy a prępos Wenus z Milo: „Judym widział już był ten cenny posąg, ale nile zwracał nań uwagi,, jak na wszystkie w ogóle dzieła sztuki”. Innym znów razem „Usłyszawszy wyraz »Goethe«, Judym doznał niesmaku, czytał bowiem z tego poety coś, a nadto niegdyś”. Tenże Judym okazuje się jednak w innych przypadkach istotą kontemplatywną, wrażliwą aż do przesady na uroki sztuki i natury. Są to tylko pozornie drobiazgi; ukazują one wahania Żeromskiego, który nie umiał czy nie chciał zdecydować się na ostateczne usytuowanie „pozytywnego bohatera”, jakby w tę „pozyty-wność” chwilami nie do końca wierzył.

Bohater Ludzi bezdomnych jest produktem przemian społecznych —- i ich ofiarą. Skazany na inteligencką kastowość, niezdolny do końca z niej się wydobyć, wahający się między współczuciem i odrazą do nędzy z robotniczych dzielnic (opisy w związku z odwiedzeniem rodziny brata Wiktora), jednocześnie usiłuje się buntować przeciw egoizmowi warstwy, w której znalazł się w ramach „awansu” zawodowo-towarzyskiego. Urzędnikom, którzy dorobili się rangi służbowej, nadawano przez pewien czas w XIX w. szlachectwo. Judym, traktowany „łaskawie” przez szlacheckie towarzystwo, mógłby się co najwyżej z ironią uśmiechnąć na wspomnienie owych splendorów, które zaciążyły zresztą na świadomości naszej inteligencji.

Nowy jej charakter, określony przez organ socjalistów — „Walkę Klas”, w latach osiemdziesiątych jako „inteligentny proletariat”,-w którego skład wchodzą „te tylko szeregi z łona inteligencji, którym przy pewnych warunkach dany ustrój społeczny nie zdążył lub nie jest dać w stanie odpowiedniego stanowiska”, nie był jeszcze sprecyzowany i jasny. Dopiero rok 1905 przyniesie inteligencji zaangażowanej w rewolucję prawdziwą próbę sił, zaś całości tej sfery da wzmożony bodziec do samookreślenia. Jak jednak wynika z dalszych dziejów inteligencji, owa nieokreśloność i brak zdecydowania pozostaną na długo jej cechami. Judym jest inteligentem na zakręcie historii, świadomym już w pewnej mierze swej roli „inteligenckiego proletariusza”, ale nie umiejącym wyciągnąć z tego do końca wniosków. Jego stosunek do proletariatu to współczucie lub fascynacja pięknem i siłą pracy, „mająca w sobie wiele z artystostwa (zwiedzanie huty w Warszawie z Wiktorem). Stąd jego tragiczne osamotnienie, stąd rozwiązania, jakie proponuje — wśród nich filantropię (M. Les).

Stanisław Brzozowski pisał o Dumie o Hetmanie, że „służy utopijnym instynktom polskiej inteligencji”. W mniejszym lub większym stopniu da się to odnieść do wielu innych utworów Żeromskiego. Załamanie się wiary w inteligenckie „rządy dusz”, poczucie bezsilności warstwy wtłoczonej między interesy klas posiadających i walczący proletariat rodziło zarówno utopijne marzenia, jak i tony patetyczne i tragiczne. O ich rodowodzie trafnie napisze J. Brun-Bronowicz w Stefana Żeromskiego tragedii pomyłek: „Stałym celem tej »metapolityki«, jej marzeniem, jej mrzonką, było objęcie rządu dusz, w przeciwstawieniu do materialnej władzy zaborców. Dzieła Żeromskiego, z bardzo nielicznymi wyjątkami, noszą ną sobie tchnienie Dziadów i Ksiąg pielgrzymstwa”.

Idea „rządu dusz” zgodnie z tradycją romantyczną wiąże się z ofiarnictwem i cierpiętnictwem; przeniesiona w naszym wypadku do sfery konfliktów społecznych, dała nieoczekiwane rezultaty. Marzenia Judyma o wielkich reformach mają w sobie coś z rojeń innego znanego marzyciela naszej literatury — Wokulskiego, kiedy ten daje się porwać pomysłom Geista. Wiara w potęgę nauki, zdolną niejako poza uwarunkowaniami socjalnymi i politycznymi rozwiązać problemy gnębiące człowieka — łączy się w przypadku Judyma z zadufaniem w rolę fachowca-inteligenta, jego rzekomą niezależność. Deklaracje, wypowiedziane na zebraniu warszawskich lekarzy, kiedy bohater Ludzi bezdomnych twierdzi:

My lekarze mamy wszelką władzę niszczenia suteren, uzdrowotnienia fabryk, mieszkań plugawych, przetrząśnięcia wszystkich krakowskich Kazimierzów, lubelskich dzielnic żydowskich. W naszej to jest mocy. Gdybyśmy tylko chcieli korzystać z przyrodzonych praw stanu, musiałaby nam być posłuszna zarówno ciemnota, jak siła pieniądza [...] — są złudzeniami, zwłaszcza że jedyną sankcją, jaką proponuje utopista, jest... odmawianie leczenia bogaczy, jeśli nie ulegliby oni woli lekarzy. Oczywiście, w myślach i ideach Judyma jest nfemało słusznych obserwacji, szlachetnych porywów, ogarniających go na widok warszawskich dzielnic nędzy, paryskich przytułków, chorowitych chłopów z okolicy Cisów. Zakładanie szpitalików jest jednak w sumie leczeniem skutku, a nie przyczyny; próba zwalczania ognisk malarii kończy się awanturą z Krzywosądem i Węgli-chowskim oraz opuszczeniem Cisów. Na Śląsku bunt Judyma jakby przygasa —- i wybucjia na nowo z całą siłą w momencie przyjazdu Joasi.

Wydaje się chwilami, jakby Żeromski obciążał swe postaci ciężarem obowiązków ponad miarę z całą świadomością, że prowadzi je w ten sposób do klęski. Niemożność osiągania szczęścia — w chorobliwej postaci zademonstrowana na przykładzie inżyniera Korzeckiego, z jego schopenhauerowską mizantropią — wydaje się przyrodzoną cechą bohaterów. Scena końcowa rozstania się z Joasią zmusza/dzytelnika do zastanowienia: Czy rzeczywiście życie i walka z jego niesprawiedliwością w sposób nieuchronny wymagają ofiar z życia osobistego? Czy może jest to protest przeciw złu, poprzez odmówienie sobie prawa do szczęścia? „Bezdomność” bohaterów jest w każdym razie tyleż uwarunkowana sytuacją społeczną, co ich świadomym wyborem, oznaczającym brak zgody na porządek otaczającego świata u inteligenta, który nie widzi perspektyw, ale mimo to pragnie walczyć.

Na zakończenie wartó zwrócić uwagę na kompozycję powieści, ściśle przylegającą do myśli w niej zawartych. Jest to kompozycja modernistyczna, zrywająca z rygorami realizmu XIX~wiecznego, zbudowana na zasadzie licznych przeskoków czasowych, wielo-wątkowości, przemieszania partii lirycznych i nastrojowych z fabularnymi. Ta niespokojna, „fragmentaryczna” i „skokowa” budowa harmonizuje z niepewnością losów bohaterów, z ich egzaltacją, zmiennością nastrojów. Podobnie rzecz się ma z językiem, w którym nie brak ani realistycznych opisów, ani zmierzających w stronę prozy poetyckiej dywagacji. Ludzie bezdomni nie są bowiem utworem prostym i jednoznacznym ani w treści, ani w formie.

Podobne prace

Do góry