Ocena brak

''Inny świat'' streszczenie

Autor /Amelia Dodano /11.03.2011

Utwór został podzielony na dwie części o podobnych rozmiarach i zamknięty Epilogiem. Pierwsza z nich zawiera osiem rozdziałów, w tym jeden złożony z trzech podrozdziałów (Praca), zaś druga – z sied­miu rozdziałów (dwa z wewnętrznym podziałem). Tytuły wyodrębnionych fragmentów książki zostały w niniejszym streszczeniu podkre­ślone grubszą czcionką.

 

Część pierwsza

Witebsk – Leningrad Wołogda.

Pobyt autora w więzieniu w Witebsku został ukazany jako wspólny los wielu osób oczekujących na wyrok. Tekst rozpoczyna się informa­cją, że jest koniec lata, aresztowani wsłuchują się w dochodzące odgło­sy, umieją je rozpoznawać. Ich dni wypełnia oczekiwanie, niepewność jutra, wielka niewiadoma – co się z nimi stanie. Zamknięci ludzie próbują tworzyć grupy (katolicy wokół księdza, Żydzi przy rabinie). Nowy więzień z Grodnamaleńki, czarny „Jewriej” (12)5 – przyniósł tragiczną wiadomość: Niemcy wzięli Paryż” (12). Informacje o życiu w celi przeplatają literackie opisy pogody, pory dnia.

Autor relacjonuje warunki i przebieg przesłuchania przed ogłosze­niem wyroku. Wyrwany ze snu, w ostrym świetle żarówki skierowanym na twarz, musiał odpowiadać na pytania. Zarzucono mu, że jest polskim oficerem pracującym w niemieckim wywiadzie (w wysokich butach z cholewami, podobnych do „oficerek” próbował przekroczyć granicę Związku Sowieckiego i Litwy, skojarzono również podobieństwo brzmieniowe z nazwiskiem marszałka lotnictwa niemieckiego – w języ­ku rosyjskim Herling wymawia się Gerling). Ostatecznie oskarżenie sformułowano tak: „Zamierzał przekroczyć granicę sowiecko-litewską, aby prowadzić walkę ze Związkiem Sowieckim.” (14). Ogłoszono wy­rok: pięć lat w obozie pracy. W nowej celi (jeszcze ciągle w więzieniu witebskim) narrator spotkał Rosjan i Żydów. Jednego z Żydów, szewca, aresztowano i skazano na pięć lat za to, że sprzeciwił się tandetnemu że­lowaniu nowych butów skrawkami skóry. On jednak uważał, że stało się to na skutek ludzkiej zawiści – wykształcił syna na kapitana lotnictwa. Wierzył, że wstawiennictwo spokrewnionego oficera wyzwoli go z opresji. Niedługo po opowieści Żyda na skutek donosu jednego z „bezprizornych” odebrano mu po rewizji jedyną pamiątkę – fotografię syna.

Dalej następuje szczegółowy opis drogi do miejsca zsyłki: warunki, w jakich transportowano skazanych, pogoda, postoje, zasłyszane infor­macje o liczbie więźniów w ZSRR – W dyskusjach więziennych waha­ła się ona pomiędzy 18 a 25 milionami (21). Autor stopniowo zapoznaje się z terminologią więzienną. Dowiaduje się o różnicach między przetrzymywanymi. „Urkowie” – to przestępcy kryminalni, recydywi­ści, którzy mają daleko lepszą pozycję niż więźniowie polityczni („biełoruczki”), są niejako na usługach kierujących obozem, wprowa­dzają swoje porządki. Narrator stale obserwuje życie więźniów, nawią­zuje nowe znajomości, dowiaduje się, za co skazano tych ludzi – na­stępuje wymiana informacji. Rozdział kończy się wiadomością, że Herling wraz z innymi dotarł do stacji Jercewo pod Archangielskiem.

Nocne łowy.

Autor wyjaśnia, w jaki sposób organizowano sowieckie obozy pra­cy. Jercewo powstawało od 1937 r., budowane przez skazanych. W ni­skiej temperaturze (–40°C) spali w prowizorycznych szałasach, odży­wiali się trzystugramową porcją czarnego chleba i talerzem gorącej zu­py dziennie. Po wyrębie lasu na polanie wzniesiono baraki i otoczono je drutem kolczastym. W Jercewie rozwinięto przemyśl drzewny. Drewno transportowano stąd koleją.

Od owych pionierskich lat utrzymał się „proizwoł”, tzn. rządy wię­źniów od późnego wieczoru do świtu. Strażnicy nie wtrącali się w we­wnętrzne porachunki, przemoc i krzyki mordowanych „politycznych”. Nocą jeszcze bardziej wzrastała władza „urków”. Autor opisuje swoje pierwsze dni w obozie. Po przybyciu rozchorował się i trafił do szpita­la – lazaretu – położonego w pobliżu baraku dla kobiet. Szpital był je­dynym miejscem, gdzie spało się w pościeli i otrzymywało godziwe pożywienie. Tam poznał mężczyznę chorego na „pyłagrę”. Takich jak on i innych nieuleczalnie chorych umieszczano w, Jcostnicy” („trupiarni”), gdzie w trudnych warunkach czekali na śmierć. W lazarecie nar­rator poznał siostrę Tamarę, od której dostał trzy książki. Dzięki trans­akcji z „urką” (oficerskie buty i 900 gramów chleba) został przydzie­lony jako tragarz do bazy żywnościowej (dzięki temu uniknął pracy w brygadzie „lesorubów” (drwali) lub przewiezienia na inny „łagpunkt”. Była to również ciężka praca (czasem po dwadzieścia godzin na dobę), ale stwarzała okazję do kradzieży jakichś produktów żywnościowych, a więc dawała szansę przetrwania.

Po zmroku w obozie odbywały się „nocne łowy” (por. tytuł rozdziału), tzn. polowanie na kobiety. Oderwani od rodzin ludzie z wielką siłą odczuwali popęd seksualny. „Urkowie”, którzy mieli pewną swobo­dę poruszania się i przewagę nad innymi więźniami, wykorzystywali ją podczas eskapad w okolice kobiecego baraku. Nieostrożne lub no­wo przybyłe skazane były narażone na bolesne doświadczenia. Autor przedstawia okoliczności zbiorowego gwałtu, dokonanego przez ośmiu „urków” na Marusi. Dziewczyna przychodziła potem co noc do Kowala (przywódcy grupy), jednak budziło to między kompanami konflikty, wtedy szef pozwolił im ponownie ją zgwałcić. Potem Marusię przeniesiono do innego obozu. Kowal podeptał jej miłość dla za­chowania zgody między „urkami”.

Praca.

Rozdział ten składa się z trzech części zatytułowanych: Dzień po dniu, Ochłap, Zabójca Stalina. W pierwszej z nich znajdujemy szczegółowy rozkład dnia pracy w obozie, począwszy od pobudki. Po śniadaniu wię­źniowie wędrowali do odległego miejsca, by do wieczora rąbać las, oraz do innych zajęć, w nadziei, że minie czas kary i wrócą do domu. Niejed­nokrotnie okazywało się, że pod byle pretekstem wyrok przedłużano, czasem „biezsroczno”, czyli dożywotnio (np. kolejarzowi Ponomarence z Kijowa, który – gdy stracił nadzieję – zmarł na atak serca).

Przydatność więźniów oceniano ze względu na wydajność w pracy i odpowiednio żywiono. Ustawiano trzy kotły. W pierwszym była naj­rzadsza kasza bez dodatków dla słabych, schorowanych, nie osiągają­cych wymaganych norm, w drugim – gęściejsza dla wyrabiających 100 procent normy, zaś ci, którzy byli tak sprawni, że wypracowali 125 procent normy, otrzymywali łyżkę gęstej kaszy ze śledziem. Podobnie dzielono chleb – po 400, 500 i 700 gramów dziennie. Praca była wyczerpująca, wielogodzinna, w trudnych warunkach klimatycz­nych, dlatego niewielu udawało się uzyskać prawo do trzeciego kotła. Wykonywano różne zadania: Za „lesorubami” ruszały brygady na birżę drzewną, brygady ciesielskie do miasta, brygady ziemne, brygady na bazę żywnościową, brygady zatrudnione przy budowie dróg, na sta­cji pomp i w elektrowni Od wrót obozu rozchodziły się na wszystkie strony czarne korowody więźniów – pochylonych, skurczonych z zimna i wlokących za sobą ciężko nogi [...] (57). Więźniowie byli głodni, czasem okradali się, wyrywali sobie blaszankę z zupą. Ich zarobki zatrzy­mywano, wyjaśniając, że zaledwie pokrywają utrzymanie w obozie.

Fragment tego rozdziału, zatytułowany Ochłap, opowiada losy Gorcewa, więźnia, który niewiele mówił o sobie, ale dowiedziano się, że był enkawudzistą w Charkowie. W brygadzie „lesorubów” dał się poznać jako fanatyk broniący partii i komunizmu. Kiedyś w przypływie złości powiedział, że zabił wielu ludzi. Gorcew został w pełni zdekonspirowany, gdy w obozie pojawiła się jedna z jego ofiar. Więźniowie na znak Dimki (zamknięcie drzwi na klucz) jednocześnie przystąpili do wymierzenia sprawiedliwości. Bili, kopali, uderzali żelaznym prętem. Przydzielono mu najcięższą pracę bez zmiennika, nie dawano chwili wytchnienia, czerpano przyjemność z torturowania go. Kiedy stracił przytomność przy pracy i przewożono go do obozu, po drodze „zgubił się” i zamarzł.

W części pt. Zabicie Stalina autor opowiada niezwykłą historię ze­słańca chorego na tzw. „kurzą ślepotę” (utrata zdolności widzenia po zmroku na skutek braku tłuszczów w pożywieniu), który starał się ukrywać swoją chorobę. Trafił on do obozu na skutek oskarżenia o próbę zamachu na Stalina – po pijanemu założył się, że strzeli w jego oko na portrecie. Kiedy po siedmiu latach pobytu w łagrze ujawniono jego chorobę, został przeniesiony z brygady tragarzy do „lesorubów” na powolną śmierć. Stracił godność i popadł w obłęd – uwierzył, że istotnie zabił Stalina, chciał zapewne uzasadnić swoje cierpienie przy­znaniem się do zbrodni.

Drei Kameraden.

Rozdział przedstawia trzech niemieckich komunistów, którzy ucie­kli z Niemiec z powodu Hitlera w nadziei, że w Związku Sowieckim znajdą azyl. Tymczasem oskarżono ich o działalność szpiegowską i skazano na pobyt w obozie pracy w Jercewie. Stefan studiował na uni­wersytecie w Hamburgu, a pozostali dwaj – rosły Hans i przysadzisty Otto – pracowali w warsztatach mechanicznych w Düsseldorfie. [...] Wszyscy trzej należeli przed puczem hitlerowskim do niemieckiej par­tii komunistycznej [...] (84). Po pożarze Reichstagu każdy z nich (nie znali się) powziął myśl o ucieczce do „kraju komunistycznej szczęśli­wości”. Hans i Otto spotkali się przy pracy w charkowskiej fabryce maszyn. Stefan angażował się jako członek komitetu studenckiego w Kijowie (nie studiował, uczył się dopiero języka). Zostali uwięzieni na fali Wielkiej Czystki. Po długotrwałym śledztwie zostali skazani na dziesięcioletnie wyroki. Z Jercewa odesłano ich do Niandomy.

Rozdział zawiera dopisek, w którym Grudziński wspomina, że w 1947 r. w Londynie dowiedział się, iż zimą 1940 r. most na Bugu prze­kroczyła grupa niemieckich komunistów, którzy powracali do swego kraju po doświadczeniach obozowych.

Ręka w ogniu.

Autor opatrzył ten rozdział mottem z Zapisków i martwego domu F. Dostojewskiego: ... że zaś zupełnie bez nadziei żyć nie można, znalazł rozwiązanie w dobrowolnym, prawie sztucznym męczeństwie (91). Tekst rozpoczyna refleksja o pracy i śledztwie jako narzędziach tortur, dają­cych sadystyczną satysfakcję tym, którzy je zadawali. Należało pozba­wić człowieka jego godności, osobowości, zmusić do przyznania się do najbardziej absurdalnych win i całkowicie podporządkować oprawcom. Wstęp ten prowadzi do ujawnienia losu Michaiła Aleksiejewicza Kostylewa, z którym Gustaw Herling-Grudziński zaprzyjaźnił się w Jercewie.

Kostylew został uformowany na wzorowego komunistę, znał dzieła klasyków marksizmu. Podczas studiów w Akademii Morskiej we Władywostoku korzystał z prywatnej wypożyczalni książek Bergera, dzię­ki której poznał dzieła Balzaca, Stendhala, Flauberta i Musseta. Owe ćwiczenia w języku francuskim doprowadziły do zachwytu nad kultu­rą Zachodu. Odsunął się od partii, ale na razie nie wykorzystano tego przeciw niemu. Gdy uwięziono starego Bergera, wydało się, kto ko­rzystał z wypożyczalni książek i tak – przez przypadek – doszło do uwięzienia Kostylewa. Mimo potwornych tortur nie przyznał się do szpiegostwa, więc zarzucono mu organizację tajnej grupy na uniwer­sytecie, a ostatecznie skazano na dziesięć lat pracy w obozie za próbę obalenia z pomocą obcych mocarstw ustroju Związku Sowieckiego. Zgubiły go marzenia o podróżach po Zachodzie i niefortunnie wypowiedziane zdania: „ Wyzwolić Zachód! Od czego? Od takiego życia, ja­kiego myśmy nigdy nie oglądali na oczy!” (108).

W obozie starał się pomagać innym, oddawał swoją żywność, wspo­magał chorych, zawyżał więźniom normy (rodzaj oszustwa nazywany „tuftą”), aż jeden z brygadierów go zadenuncjował. Odesłany do brygady leśnej i złamany pracą fizyczną stał się człowiekiem nielitościwym, dążącym do zdobycia większej ilości chleba kosztem innych, za­tracił swoje człowieczeństwo. Odzyskał równowagę psychiczną dzię­ki książkom i wtedy postanowił ocalić swoją godność, skazując się przy tym na potworne cierpienie: żeby nie pracować dla oprawców po­tajemnie opalał w ogniu rękę, tak, żeby rana się nie zabliźniła. Ponie­waż nie można go było wyleczyć, skierowano go na etap na Kołymę, co w praktyce oznaczało śmierć. Nie spotkał się z matką, chociaż przez lata łudzono go taką nadzieją. Nie zezwolono również narratorowi, że­by zastąpił przyjaciela. W desperacji Kostylew oblał się wiadrem wrzątku i umarł w męczarniach, do końca zachowując swoją godność.

Nie zawiadomiono o śmierci Kostylewa jego matki, która przyjecha­ła z daleka po to, by się dowiedzieć o tym na miejscu i zabrać kilka pa­miątek po swoim dziecku.

Dom Swidanij.

Obok wartowni postawiono nowy barak, w którym więźniowie mogli spotkać się z kimś z najbliższej rodziny, jeżeli im na to pozwolono. Sta­rający się o widzenie również musieli wykazać wielki heroizm, by w końcu uzyskać zgodę. Obie strony zobowiązywały się do milczenia na temat warunków życia w obozie. Więźniowie spotykali się z bliskimi ostrzyżeni, umyci, czysto ubrani. Mogli przebywać najwyżej trzy dni w ,,Domu Swidanij”, również odpowiednio przygotowanym: umeblowany pokój z firankami, czysta pościel. Była to również przystali [...] życia uczuciowego (129), za którym tęskniono, bo przecież obóz to miejsce gwałtów, prostytucji, kpin z ciężarnych dziewcząt. Gdy jeden z wię­źniów dostał list z informacją, że żona po widzeniu oczekuje dziecka, traktowano je niemal jak wspólne. Czasem z „Domu Swidanij” docho­dziły odgłosy płaczu. Niekiedy spotkania były zarazem momentami tra­gicznego rozstania małżonków, którzy już nigdy nie mieli być razem (długoletnia rozłąka bywała przyczyną rozpadu związku). W przeważa­jącej większości były to jednak chwile bardzo oczekiwane, po których trudno było znowu wrócić do przerażającej obozowej rzeczywistości.

Zmartwychwstanie.

Szpital był w obozie jedynym miejscem, gdzie otrzymywało się bar­dziej kaloryczne i uzupełnione witaminami pożywienie, można było tu odpocząć w lepszych warunkach. Więźniowie, którzy byli u kresu wy­trzymałości, dokonywali samookaleczeń, by dostać się chociaż na pa­rę dni do lazaretu (np. Dimka z tego powodu nosił protezę prawej no­gi, co dało mu też szansę na stosunkowo lekką pracę „dniewalnego” w baraku). Narrator opisuje swój pobyt w szpitalu w towarzystwie Niem­ca S. i rosyjskiego aktora filmowego Michaiła Stiepanowicza W.

Wolny lekarz Jegorow zakochał się w pielęgniarce – więźniarce Jewgienii Fiodorownie, która, gdy poznała studenta z Leningradu, właśnie jego obdarzyła uczuciem. Lekarz doprowadził do przeniesie­nia go w inne miejsce, ale siostra poprosiła o to również. Umarła przy porodzie, wydając na świat dziecko ukochanego studenta.

Wychodnoj dień.

Czas wolny od pracy, tzw. „wychodnoj dień”, był przewidziany co dziesięć dni, jednak zarządzano go w obozie średnio co 3-4 tygodnie. Więźniowie wypełniali go rozmowami, śpiewem, pisaniem listów do rodziny. Wtedy przeprowadzano także rewizję – tzn. kontrolowano osobiste rzeczy uwięzionych. Rozdział ten zawiera również historię Kozaka znad Donu, Pamfiłowa, dawnego „kułaka” pozbawionego go­spodarstwa, którego syn, Sasza, młody lejtnant wojsk pancernych w Armii Czerwonej, skąpił ojcu listów, uważając go za słusznie skazane­go. Pamfiłow rzetelnie pracował, licząc na spotkanie z synem. Po dłu­giej przerwie otrzymał list (szedł on prawie rok) z wyraźnym potępie­niem ze strony najbliższego człowieka. Załamany więzień najpierw się rozchorował, ale potem wrócił do pracy, nie starał się już jednak o wielką wydajność – stracił jedyny jej cel. Pewnego dnia Sasza znalazł się w tym samym obozie. Ojciec wybaczył mu wszystko. Nazajutrz młodego Pamfiłowa odstawiono etapem do Niandomy.

Fin Rusto Karinen opowiada o próbie ucieczki z obozu, którą pod­jął zimą 1940 r. Skazano go po zabójstwie Kirowa, posądzając o to, że przywiózł do Rosji instrukcje dla zamachowców. Po siedmiu dni­ach uciążliwej wędrówki w mrozie i o głodzie zasłabł we wsi oddalo­nej od obozu o piętnaście kilometrów. Chłopi odwieźli go z powro­tem, a w Jercewie tak go skatowano, że ledwo uszedł z życiem. Czę­sto odtąd mawiał: „Od obozu nie można uciec [...]” (172). Jeżeli więźniów nie upilnowali strażnicy, to reszty dokonywał głód i mróz –wracali sami.

 

Część druga

Głód.

Z powodu doskwierającego głodu fizycznego i seksualnego wię­źniowie zapominali o zasadach moralnych z czasów wolności. W tych skrajnych warunkach kobiety uciekały się do prostytucji, by zapewnić sobie pożywienie lub lżejszą pracę. Autor nie potępia takiej postawy, ponieważ wymusił ją głód. Więźniowie reagowali na brak dostatecz­nego pożywienia bardzo różnie. Wykształcony, kulturalny człowiek z zasadami, profesor N., szybko stał się zaniedbanym ludzkim wrakiem przeżywającym ataki szału głodowego.

W tej części książki znajdujemy słynny fragment: Przekonałem się wielokrotnie, że człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach, i uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby sadzenia go według uczyn­ków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich – tak jakby wodę można było mierzyć ogniem, a ziemię piekłem (176).

Krzyki nocne.

To jeszcze jeden rozdział opatrzony cytatem z Zapisków z martwe­go domu F. Dostojewskiego: My, ludzie bici – mówili – mamy odbite wnętrzności; oto dlaczego krzyczymy po nocach. (190). Autor konty­nuuje rozważania o głodzie prowadzącym do apatii, opuchlizny głodo­wej i śmierci. Zniszczeni obozem i torturami ludzie bali się jednak umierać (wtedy po człowieku nie pozostawał nawet ślad), jednak byli i tacy, którzy się o to modlili – jak stary czeczeński góral, którego po­zbawiono majątku, zesłano rodzinę (nie wiedział nic o losach bliskich), jego zaś okrutnie katowano, by wyjawił miejsce, gdzie zakopał worek pszenicy (była to jego zemsta, w której wytrwał do końca). On jeden nie krzyczał w nocy. Inni więźniowie bali się anonimowej śmier­ci. Źródłem tego niepokoju było stałe narażanie się na nią i poczucie wspólnego losu – bezsilności, bezbronności więźniów. Zawierano układy, że ten, kto ocaleje, zawiadomi rodzinę o losach kolegów.

Zapiski z martwego domu.

Tytuł tego rozdziału autor zapożyczył od Dostojewskiego, który w swoich wspomnieniach z Sybiru ujawnia prawdę, że Rosja to martwy dom. Grudziński przedstawia tu, w jaki sposób więźniowie zaspokajali swoje potrzeby kulturalne. Zdarzały się pokazy filmowe, a także – oczy­wiście rzetelnie ocenzurowane – więzienne spektakle teatralne. Złodziej Kunin prowadził wypożyczalnię książek z obozowej biblioteki, gdzie znajdowały się przede wszystkim pozycje propagandowe, ale również dzieła klasyków rosyjskich. Natalia Lwowna, pracująca w biurze rach­mistrzów, życzliwa dla innych, skora do wzruszeń, wręczyła autorowi książkę Dostojewskiego, która stała się dlań źródłem informacji o daw­nym życiu obozowym, okazją do porównań i ...zachętą do samobójstwa, traktowanego jako pewna szansa wyzwolenia. Jednak po dwóch miesią­cach książka wróciła do Natalii Fiodorowny, która czerpała z niej inne wartości – przede wszystkim nadzieję. Próbowała ona popełnić samo­bójstwo. Odratowaną przeniesiono do pracy w kuchni, a potem do cero­wania worków (ponieważ wynosiła więźniom ziemniaki).

Autor przedstawia losy artystów przygotowujących kolejny spektakl: tancerkę Tanie, wytatuowanego postaciami cyrkowymi Wsiewołoda i Żyda – skrzypka Zelika Lejmana. Była to składanka różnych elemen­tów, ale łaknący strawy duchowej więźniowie byli nią zachwyceni.

Na tyłach otieczestwiennoj wojny.

Podzielony na dwie części (Partia szachów i Sianokosy) rozdział jest trzecim, który otwiera cytat z wspomnianego już dzieła F. Dostojewskie­go, mówiący o donosicielstwie. Po napaści Niemców na Związek Ra­dziecki w czerwcu 1941 r. więźniowie liczyli na zmianę sytuacji w obo­zie, szybko jednak okazało się, że jest on na tyle odległy od centrum zda­rzeń, że nie mają one nań wielkiego wpływu. W grudniu 1941 r. Stalin obwieścił, że ofensywę niemiecką zatrzymano na przedpolach Moskwy i Leningradu. Była to wiadomość przekreślająca nadzieje więźniów.

Autor opisuje dalej sytuację związaną z denuncjacją. W baraku tech­nicznym zatrudniano osoby z wyższym wykształceniem, między inny­mi Ormianina Machapetiana, z którym narrator grywał w szachy. Po usłyszeniu radiowego komunikatu o strąceniu przez samoloty sowiec­kie 35 maszyn nieprzyjaciela młody pijany technik wyraził ciekawość, ile spadło samolotów rosyjskich. Jeden z obecnych – Zyskind – na­tychmiast pobiegł go zadenuncjować. Machapetiana zmuszono do po­twierdzenia tego faktu, zaś nieostrożnego młokosa zastrzelono. Donosicielstwo było w obozie na porządku dziennym, skłaniano do takiego zachowania, a nawet zmuszano.

W części zatytułowanej Sianokosy jest mowa o zaangażowaniu wię­źniów do pracy przy sianie. Narrator zaprzyjaźnił się tam ze starym bol­szewikiem, Sadowskim, człowiekiem prawym, solidarnym i inteligent­nym. Po sianokosach brygadę skierowano na birżę drzewną, gdzie piło­wała kloce i jodły masztowe. Tu Grudzinski zachorował na cyngę: Wszystkie zęby chwiały mi się w dziąsłach jak w miękkiej plastelinie, na udach i nogach poniżej kolan wystąpiły ropiejące czyraki [...] (245). Do dolegli­wości dołączyła się kurza ślepota. Mimo amnestii dla Polaków, nie zwal­niano go z obozu. Wielką pomocą służył mu Machapetian. Dopiero sta­ry szewc uświadomił Herlingowi, że właśnie ów „przyjaciel” donosił na niego do Struminy – kobiety, w stopniu starszego lejtnanta NKWD.

Męka za wiarę.

Spośród dwustu Polaków w Jercewie pozostało sześciu. Grudzinski podjął więc desperacką głodówkę protestacyjną wraz z innymi rodaka­mi. Naczelnik obozu, Samsonow, umieścił buntowników w izolato­rach. Niedaleko przebywały trzy Węgierki, siostry zakonne, które odmówiły pracy w obozie, traktując ją jak służbę szatanowi. Po kilku dniach troje więźniów zabrano do szpitala, zaś Grudziński zaobserwo­wał, że zaczyna puchnąć z głodu. Koledzy przekazywali sobie wiado­mości między celami. Ósmego dnia Zyskind wyprowadził z cel narra­tora i więźnia określonego jako T. Podpisali oni depeszę do ambasado­ra Rzeczypospolitej, Kota, w Kujbyszewie i zostali umieszczeni w szpitalu. Stary lekarz Zabielski uratował im życie zastrzykami z mleka (gdyby zjedli zupę, dostaliby skrętu kiszek).

Trupiarnia.

Tu umieszczano ludzi niesprawnych, niezdolnych do pracy. Z cza­sem, gdy ich stan uległ znacznej poprawie, mogli znowu wrócić do dawnego baraku, jednak zazwyczaj przebywali w tym miejscu do śmierci. Ludzie ci nie pracowali, ale byli gorzej odżywiani i dlatego żebrali pod kuchnią o resztki strawy. Autor również tu przebywał. Spo­tkał dawnego druha Dimkę, komunistę Sadowskiego, inżyniera M. Właśnie w „trupiarni” Grudzinski poznał losy Dimki, dawniej popa w Wierchojańsku, potem kancelisty, który dał się przekonać do nowego ustroju i stracił wiarę. Żeby odzyskać własne człowieczeństwo, odrą­bał sobie nogę na „lesopowale”. Jego żonę i dwoje dzieci skazano na zsyłkę do Środkowej Azji – Dimka nie wiedział, co się z nimi stało. Sadowski natomiast trwał do końca w swoich komunistycznych poglą­dach i gardził ludźmi. Schorowany M. nigdy się nie skarżył, choć cier­piał ból i głód. Aresztowano go we wrześniu 1939 r. Jego żonę zesła­no również w głąb Rosji. Modlił się często, jednak nigdy za oprawców, których nie uważał za ludzi. Boże Narodzenie 1941 r. Grudziński spę­dził w „trupiarni”. Wspomina wzruszającą chwilę, kiedy pani Z. ofia­rowała każdemu Polakowi chusteczkę z wyhaftowanym orzełkiem, gałązką jedliny, datą i monogramem.

Wydzieloną częścią tego rozdziału jest Opowiadanie B. – relacja na­uczyciela gimnazjalnego, Polaka, na temat metod prowadzenia śledz­twa, oskarżeń, pobytu w celi śmierci. Po dwu miesiącach, zamiast prze­widywanego wyroku, doczekał informacji, że nie będzie sądzony. Zo­rientował się, że zaszły jakieś polityczne zmiany. Gdy przebywał w grupie 123 więźniów w obozie karnym w Aleksiejewce, odmówił wraz z innymi pracy, domagając się zwolnienia na mocy amnestii. Pod wpły­wem zaskoczenia więźniów odesłano do Kruglicy, a B. jeszcze później do Jercewa. Teraz wraz z innymi czeka na śmierć lub uwolnienie.

Ural 1942.

Grudziński został zwolniony z obozu 19 stycznia 1942 r. Odprowadza­ny przez Dimkę i panią Olgę opuścił żonę i dojechał koleją do Wołogdy. Nie wysłał kartki pocztowej od Iganowa do jego rodziny – bał się powro­tu do obozu. Nocował na dworcu a w dzień żebrał o pożywienie w mie­ście. Kolejny etap to stacja Buj, a potem podróż do Swierdłowska. W wagonie przechowały go moskiewskie robotnice jadące na Ural. Autor był im wdzięczny za to, że uszanowały w nim człowieka. W Swierdłowsku odwiedził rodzinę generała Krugłowa, gdzie pozwolono mu się umyć, nakarmiono, ale nie przenocowano z obawy o nowe represje. Na dworcu poznał urodziwą Gruzinkę Fatimę Sobolewą, podróżującą z biletem par­tyjnym, która wracała od rannego męża. Chciała zabrać Herlinga do sie­bie do Magnitogorska. Nie wierzyła w opowieści o życiu w obozie.

Po przedostaniu się do Czelabińska zasięgnął informacji o polskich oddziałach. Następnie, wraz z innymi Polakami, Grudziński odbył podróż przez Orsk, Orenburg, Aktiubińsk, Aralsk, Kyzył Orda, Arys, Czimkent, Dżambuł, Ługowoje. 12 marca wstąpił do dziesiątego puł­ku artylerii lekkiej, dziesiątej dywizji piechoty w Ługowoje (312). Jego pułk przewieziono pociągiem do Krasnowodzka nad Morzem Kaspij­skim. 2 kwietnia znalazł się w Pahlevi (poza granicami wrogiego mu kraju – Związku Radzieckiego).

Epilog: upadek Paryża.

Ostatni rozdział książki rozpoczyna motto z przywoływanych już Za­pisków Dostojewskiego: Trudno sobie wyobrazić, do jakiego stopnia można skazić naturę ludzką (314). Autor, który dowiedział się o upad­ku Paryża w czerwcu 1940 r. w Witebsku, przypomina sobie teraz ten czas i dzieje poznanego wtedy Żyda z Grodna. W czerwcu 1945 r. zno­wu spotkał tego człowieka w Rzymie. Dawny współwięzień zwierzył mu się z tego, że będąc w obozie, obciążył fałszywym zeznaniem czte­rech niemieckich komunistów, by ratować siebie. Tamci zostali roz­strzelani. Od kogoś, kto poznał życie w łagrze, oczekiwał zrozumienia. Tymczasem, po trzech latach spędzonych na wolności, Grudziński nie zdobył się na to. Rozmówca Wyszedł z drzwi hotelu, jak ptak z przetrą­conym skrzydłem przefrunął przez jezdnię i nie oglądając się za siebie, zniknął w kotłującym się tłumie. (322) – tymi słowami, uzupełnionymi dopiskiem: Lipiec 1949 – lipiec 1950 kończy się Inny Świat.

 

Podobne prace

Do góry