Ocena brak

Inne nierówności dychotomiczne

Autor /Rick Dodano /29.07.2011

Bardzo podobna logika, aczkolwiek zastosowana do nierówności zupełnie innego rodzaju, pojawia się dzisiaj w kręgu myśli feministycznej skupiającej uwagę na przeciwieństwie płci. Płeć jest oczywiście obiektywnym faktem biologicznym, wyrażającym się zarówno w oznakach cielesnych, swoistości fizjologii, jak i pewnych odrębnościach psychicznych. Fakt ten, jak wszystko w świecie ludzkim, podlega jednak interpretacji kulturowej. Pojawiają się określone idee, przekonania, poglądy na temat męskości czy kobiecości, a także określone reguły męskiego czy kobiecego postępowania, zamknięte w odpowiednich rolach społecznych: roli mężczyzny i roli kobiety. W tym momencie biologiczna różnica płci implikuje już odmienne, kulturowo zdefiniowane i wymagane sposoby myślenia i działania: wzory męskości i kobiecości. Przekształca się w coś więcej niż tylko odmienność biologiczną, a mianowicie w różnicę społeczną rodzaju męskiego i rodzaju żeńskiego (gender).

Dopiero charakter tych kulturowych definicji może sprawić, że różnica stanie się społeczną nierównością, to znaczy zapewni nierówny dostęp do społecznie cenionych dóbr i wartości. Otóż tradycyjne definicje męskości i kobiecości (męskich i żeńskich ról społecznych) zbudowane były na zasadzie opozycji, jako kompleksy cech czy predyspozycji przeciwstawnych. Mężczyźni przejawiać mieli zdolności przywódcze, przejmować kontrolę i dominować, angażować się w intensywną aktywność, dążyć do osiągnięć i sukcesu, zachowywać asertywnie i agresywnie, hamować emocje. Kobiety natomiast miały być zależne i poddańcze, wylewne emocjonalnie, wrażliwe estetycznie, schludne oraz aktywne głównie w ramach domu i rodziny.

Wiemy już z „teorematu Thomasa", że jeśli ludzie w coś wierzą, to staje się to realne w swoich konsekwencjach. A tym bardziej jeżeli narzuca to presja kulturowa, odwołująca się do powszechności takich poglądów czy definicji. Pod wpływem presji kulturowej - socjalizacji w rodzinie czy szkole, wzorów osobowych lansowanych przez mass media, kontroli społecznej w grupach itp.- takie określenie swoich ról i ról płci przeciwnej zaczynają akceptować i mężczyźni, i kobiety. I w oparciu o te przekonania zaczynają posłusznie realizować męskie i kobiece role. Rola staje się elementem autodefinicji i indywidualnej tożsamości.

Skrajną implikacją takiej sytuacji jest całkowite odsunięcie kobiet od aktywności zawodowej, pozostawiające im funkcję matek, żon i gospodyń domowych. Nawet w kulturze zachodniej było to typowe jeszcze w XIX wieku, a dopiero wiek XX przyniósł otwarcie dla kobiet sfery pracy zawodowej. W wielu kulturach tradycyjnych pogląd, że właściwe miejsce kobiety jest w domu i w rodzinie, utrzymał się do dziś. Jeżeli pamiętamy, że głównym sposobem zdobywania społecznie cenionych dóbr, takich jak bogactwo, władza czy prestiż, jest praca zawodowa, a zdobywanie wykształcenia jest z kolei traktowane przeważnie jako wartość instrumentalna, środek zdobycia zawodu, oznaczało to odebranie kobietom szans na osiągnięcie tych wszystkich dóbr i zepchnięcie ich na sam dół hierarchii stratyfikacyjnych. A równocześnie zarezerwowanie całej dostępnej w społeczeństwie puli takich dóbr dla mężczyzn.

Ale i wtedy, gdy kobiety zaczynają pracować zawodowo, nierówność trwa, przyjmując formę segregacji zawodowej. Pewne role zawodowe wymagają predyspozycji zbieżnych ze zdefiniowanymi w kulturze rolami męskimi, a inne kobiecymi. Akceptacja tych definicji wpływa zarówno na aspiracje ewentualnych kandydatów, jak i na selekcję przy rekrutacji do zawodu. Mężczyźni wybierają częściej „zawody męskie" - prawnicze, lekarskie, naukowe, wojskowe, policyjne, inżynierskie, polityczne, menedżerskie, a wśród prostszych zawodów takie np., jak budowlanych, operatorów dźwigów, kierowców ciężarówek, taksówkarzy. Kobiety rzadziej starają się zdobyć zawód tego rodzaju, a jeśli próbują, to napotykają większe trudności przy rekrutacji. Natomiast chętnie wybierają „zawody kobiece" i są w nich akceptowane: pracują jako nauczycielki, urzędniczki, kelnerki, pielęgniarki, sekretarki, stewardesy. W USA jeszcze w 1980 roku 95% pracowników w tych zawodach stanowiły kobiety. Dla opisania zatrudnionych w takich zawodach socjologowie stosują czasem zabawne określenie „różowe kołnierzyki" - co nawiązuje do terminu „białe kołnierzyki" przyjętego dla zawodów urzędniczych czy „niebieskie kołnierzyki" używanego w odniesieniu do zawodów robotniczych.

W momencie pojawienia się segregacji zawodowej zaczyna działać efekt „samorealizującej się prognozy", jaki opisywaliśmy wcześniej w odniesieniu do przesądów rasowych i etnicznych. W istocie kulturowe definicje ról męskich i kobiecych można traktować jako swoiste przesądy. Skoro uznajemy, że kobiety są predysponowane do pewnych zawodów, a nie nadają się do innych, w wyniku autoselekcji i selektywnej rekrutacji kobiety podejmują w większości

3Rozdział zawody „kobiece", a mężczyźni „męskie". I ten fakt zaczyna służyć umocnieniu przyjętych definicji „kobiecości" i „męskości". Skoro w parlamencie jest tylko kilka kobiet, skoro wśród profesorów uniwersytetu spotykamy je sporadycznie, skoro w wojsku pracują najwyżej w.tzw. służbie tyłów, skoro w policji stanowią sporadyczny ewenement opisywany w prasie i sławiony w piosenkach (słynna warszawska Lodzia-milicjantka w latach sześćdziesiątych) - to widocznie zawody takie nie leżą w charakterze kobiet. A więc może nie warto o takie zawody zabiegać - myślą kobiety, może nie trzeba ich na takich stanowiskach zatrudniać - myślą mężczyźni. I koło się zamyka.

Zwróćmy uwagę, że zawody kobiece są na ogół niżej sytuowane na skalach stratyfikacyjnych: wymagają niższego wykształcenia, są gorzej opłacane, nie dają władzy i przynoszą mniejszy prestiż. Segregacja zawodowa oznacza więc nadal nierówność, a dokładniej dyskryminację kobiet. Nie tak radykalną jak w wypadku pełnego ich odsunięcia od pracy zawodowej, ale jednak dotkliwą.

Z czasem jednak kobietom udaje się podejmować zawody dawniej tradycyjnie męskie. Coraz więcej kobiet pojawia się w polityce, na wysokich stanowiskach administracyjnych czy menedżerskich, w świecie nauki, w adwokaturze, w wojsku, policji itp. Ale i wtedy echa dawnej segregacji i dyskryminacji wyrażają się w nierównym tempie awansu, niekiedy nawet nierównej płacy na tych samych stanowiskach (w USA np. przeciętnie ok.30% niższej), mniejszym eksponowaniu osiągnięć kobiet, rzadszym powierzaniu im funkcji kierowniczych, bardziej sporadycznym delegowaniu na szkolenia doskonalące zawodowo itp. Racjonalizacja takiego stanu rzeczy tkwi nadal w tradycyjnej kulturowej definicji ról kobiecych. Implikują one mianowicie mniejszą efektywność pracy -bo kobieta ma jeszcze dom i rodzinę na głowie, a także mniejszą pewność ciągłego i trwałego zatrudnienia - bo kobieta rodzi i wychowuje dzieci. Dalej więc utrzymuje się - choć w coraz łagodniejszych formach - nierówność dostępu do dochodów, władzy, prestiżu, wykształcenia (doskonalenia zawodowego).

Ta szczególna forma nierówności społecznej, zakorzeniona w odmienności płci, jest pod wieloma względami podobna do nierówności klas. Z samej istoty różnicy wynika dychotomiczność podziału: albo się jest mężczyzną, albo kobietą (pomińmy marginalne patologie stanów pośrednich), a nie można być trochę bardziej i jeszcze bardziej mężczyzną czy trochę mniej i jeszcze mniej kobietą. Cecha różnicująca nie podlega więc gradacji. Analogiczna jest też dynamika krystalizowania się odpowiednich grup. Spójrzmy na zbiorowość kobiet. Najpierw jest to tylko kategoria statystyczna wyróżniona przez obiektywne cechy płciowe.

W momencie pojawienia się odmienności ról kulturowych, implikowanej przez nie segregacji i dyskryminacji, cechy te stają się istotne społecznie, kobiety stają się więc kategorią socjologiczną, nie tylko odmienną płcią, ale „rodzajem" społecznym (gender). Z kolei wspólnota położenia społecznego i podobnych interesów rodzi identyfikację i świadomość grupową. Można mówić o świadomości feministycznej. Staje się ona podstawą kontaktów, interakcji, nawiązywania stosunków społecznych, wytwarzania więzi zaufania, lojalności i solidarności między kobietami. Zbiorowe działania podejmowane dla obrony swoich interesów prowadzą do wyłaniania się przywództwa, a także organizacji. Tworzy się ruch emancypacyjny czy później feministyczny.

Jeszcze jedna postać nierówności społecznych o charakterze dychotomicz-nym i przez to analogicznym w pewnym stopniu do opozycji klas wiąże się z procesami migracji, przemieszczania się i mieszania zbiorowości ludzkich. Otóż w wyniku migracji pewne grupy znajdują się w sytuacji mniejszości etnicznych czy narodowych. Są nie tylko nowe, obce na terenie trwale zamieszkanym przez inne społeczności, ale do tego są mniej liczne. Ich pojawienie się oznacza, że pula społecznie cenionych dóbr - ekonomicznych, politycznych, prestiżowych, edukacyjnych, rekreacyjnych, otwarta dotąd wyłącznie dla ludności lokalnej, musi zostać uchylona także dla przybyszów. Stają się oni konkurentami do miejsc pracy, zarobków, dóbr konsumpcyjnych, stanowisk politycznych, wyróżnień prestiżowych, miejsc w szkołach czy na uniwersytetach, opieki w szpitalach i udziału w turniejach golfowych.

Ale mocno osadzona w strukturach organizacyjnych i instytucjonalnych, a ponadto znajdująca się w większości, społeczność miejscowa ma możliwość obrony przed zagrożeniem, a w każdym razie ograniczenia konkurencji. Ma bowiem władzę, w wielu sensach tego terminu, który będzie naszym tematem w następnym rozdziale, ale który musimy już tutaj wstępnie wprowadzić. Przede wszystkim dominująca większość, która dysponuje instytucjami edukacyjnymi, religijnymi, środkami masowego przekazu, jest w stanie narzucić i upowszechnić kulturowe definicje na temat mniejszości: stereotypy etniczne czy narodowe, przekształcające się w przesądy.

Te z kolei, jak pamiętamy, prowadzą łatwo do segregacji i dyskryminacji, spontanicznie samowzmacniając jeszcze negatywne przesądy. Ale posiadanie władzy pozwala i na działania bardziej bezpośrednie, mianowicie wprowadzanie i egzekwowanie pewnych ograniczeń administracyjnych czy prawnych wobec imigrantów, co pogłębia jeszcze oddolną, spontaniczną segregację i dyskryminację, dla której odgórna polityka dyskryminacyjna dostarcza dodatkowego uzasadnienia, przyzwolenia, a nawet zachęty. W rezultacie umacnia się i utrwala nierówność społeczna między grupami większościowymi a mniejszościowymi, przejawiająca się na wszystkich drabinach stratyfikacji.

Ponieważ z natury rzeczy mniejszość i większość oznaczają odmienność dychotomiczną, nierówność ta jest pod pewnymi względami podobna do sprzeczności klasowej czy konfliktu płci. Jednakże nie do końca. Istotne różnice decydujące o odmiennej dynamice wzajemnych stosunków między grupami mniejszościowymi i większościowymi sprowadzają się do dwóch okoliczności. Po pierwsze, grupy mniejszościowe są od początku zintegrowane przez wspólne pochodzenie, wspólne tradycje, wspólny język, wspólną kulturę - są więc właśnie od razu grupami społecznymi. A po drugie, strategia realizacji ich interesów nie ogranicza się do walki o równouprawnienie i zniesienie dyskryminacji. Mają bowiem alternatywną możliwość - asymilację, czyli roztopienie się w grupie większościowej i tym samym pełną partycypację w jej szansach życiowych. Ograniczenie nierówności możliwe jest więc przez konflikt i walkę, ale także przez samounicestwienie się mniejszości jako mniejszości i jej wejście w obręb dominującej większości. Obrany kierunek zależy w dużej mierze od głębokości początkowych różnic między zbiorowością imigrantów, a lokalną większością.

Im bardziej widoczne czy kultywowane przez mniejszość są jej odmienności - np. rasowe, językowe, obyczajowe, religijne, im bardziej różni się poziomem edukacji czy cywilizacji - tym trudniej o jej asymilację. Na przykład w USA wystarczy porównać doskonale zasymilowaną społeczność irlandzką czy niemiecką, z portorykańską czy meksykańską. Obcość rasowa czy kulturowa dyktuje odrzucenie asymilacyjnych aspiracji, a to pogłębia izolację, zamknięcie się grupy mniejszościowej, umocnienie jej tożsamości i solidarności wewnętrznej, integrowanie wokół symboli odrębności, separatystycznych ideologii czy przywódców, prowadzi do pojawienia się kontr przesądów skierowanych przeciwko większości, organizowania się do walki o swoje interesy i nieuchronnej eskalacji konfliktu.

Podobne prace

Do góry