Ocena brak

Indywidualista - istota społeczna. Bohater literacki szuka tożsamości.

Autor /grosz Dodano /14.02.2011

Indywidualista - istota społeczna. Bohater literacki szuka tożsamości.

 

Człowiek jest istotą społeczną czy też indywidualistą? Bohaterowie literaccy na przestrzeni epok prezentują różne postawy. Jedni szukają miejsca dla siebie w społeczeństwie, w środowisku. Uznanie otoczenia staje się dla nich miarą własnej wartości, potwierdzeniem sensu własnych dokonań. Nie chcą czuć się wyobcowani, niezrozumiani czy też wyśmiani. Często mamy do czynienia z postawą zupełnie odmienną, gdy bohater literacki dąży do niezależności, swobody, dostosowanie się do wymogów życia społecznego traktuje jako zniewolenie. Jednoznaczne ustalenie czy lepiej jest być istotą społeczną czy indywidualistą nie jest możliwe. Wielokrotnie tendencje społeczne i indywidualne ścierają się w osobowo­ści jednego bohatera literackiego. Poszczególne epoki literackie także kształtują pewien model bohatera. Na przykład literatura staropolska kreuje model obywatela, aktywnie ucze­stniczącego w życiu społeczeństwa i narodu, a więc istoty całkowicie uspołecznionej, romantyzm zaś czci wszelką niezależność, swobodę, in­dywidualizm, a mimo to bohater tej epoki to patriota występujący w obronie zniewolonego narodu. Tak więc można powiedzieć, że ścieranie się tenden­cji społecznych i indywidualnych obserwujemy nie tylko w osobowości poszczególnych bohaterów, ale także w różnych epokach literackich. Bohaterów indywidualistów nie trudno odnaleźć już w literaturze starożytnej. Antygona, tytułowa bohaterka tragedii Sofoklesa udowodniła, że jest osobą całkowicie niezależną, która potrafi przeciwstawić się bezdusznemu nakazowi króla Kreona, zabraniającemu grzebania zwłok Polinika, uznanego za zdrajcę. Postępowanie Antygony uczy nas, że człowiek ma prawo do wolności osobistej i niezależności, a postępować w życiu powinien przede wszyst­kim zgodnie z nakazami własnego sumienia. Minęły wieki a my wciąż podziwiamy tę wspaniałą córę Edypa, która poświęciła swe młode życie w obronie własnych ideałów, niezależności i wolności osobistej. Natomiast Kreona można potraktować jako człowieka, który tak bardzo utożsamiał się z własnym narodem, tak bardzo pragnął być wyrazicielem i obrońcą tej społeczności, na której czele stanął, że pragnienie to zagłuszyło u niego głos rozsądku, w oczach czytelnika stał się bez­dusznym tyranem, sprawcą tragedii swych najbliższych. Był królem Teb, pragnął przykładnie ukarać Polinika, który wprowadził do kraju obce wojska, przy tym nie chciał, aby go posądzono o to, że w swym postępowaniu kieruje się względami osobistymi, rodzinnymi. Tak bardzo przejął się społeczną rolą króla, że zapomniał o racjach uczuciowych. Ten konflikt między jednostką a władzą państwową przedstawiony w "An­tygonie" może też być traktowany jako starcie się postawy indywidualis­tycznej, niezależnej z postawą uspołecznioną. Literatura staropolska kształtowała przede wszystkim postawy obywatelskie, człowiek traktowany był jako istota społeczna. Zadaniem szkoły było właśnie przygotowanie młodego człowieka do pełnienia funkcji społecznej, do uczestnictwa w życiu politycznym kraju. Jak Kochanowski w znanej pieśni "O dobrej sławie" stwierdza wręcz, że na wdzięczną pamięć potomnych może zasłużyć sobie tylko ten, kto "jako może, ku pożytku dobra wspólnego pomoże". Wszystkie swoje umiejętności i talenty należy spożytkować dla kraju. Tak więc ludzie obdarzeni darem wymowy powinni uczyć poczucia sprawiedliwości, umiłowania wolności, przestrzegania dobrych obyczajów, zaś odważni i silni powinni walczyć z wrogami ojczyzny z bronią w ręku. Model obywatela i patrioty ustawicznie zatroskanego o losy swej ojczyzny ukazał Jan Kochanowski także w "Odprawie posłów greckich". Jest nim Antenor, którego nadaremnie próbuje przekupić Aleksander. Kiedy rada trojańska wbrew ostrzeżeniom Antenom postanawia zatrzymać Helenę w Troi bohater ten nie obraża się, lecz natychmiast zastanawia się, jak skutecznie bronić się przed atakami Greków. Bohater renesansu jest więc człowiekiem mocno osadzonym w realiach życia społecznego, obywatelem uczestniczącym w wydarzeniach polity­cznych, kształtującym oblicze państwa i narodu, jest po prostu istotą społeczną. Zupełnie odmiennie kształtują się osobowości bohatera literackiego epoki romantyzmu. Romantyzm przyniósł bowiem kult uczucia, oryginal­ności twórczej oraz indywidualizmu. Bohater literacki tej epoki nie integruje się ze środowiskiem, w którym żyje, przeciwnie buntuje się przeciwko konwenansom i sztywnym regułom życia społecznego. Jest indywidualistą stojącym ponad szarym tłumem, jednostką wybitną, wyob­cowaną ze swego środowiska. Czy jednak jest w tej sytuacji człowiekiem szczęśliwym? Oczywiście tak nie jest, wyobcowanie i bunt rodzi poczucie tragizmu. Polski bohater romantyczny był także indywidualistą, jednostką nie­przeciętną, ale mimo to działał, walczył w obronie wolności swego narodu. Powstaje więc sytuacja wręcz paradoksalna, gdyż bohater jest indywidualistą, stojącym ponad tłumem, a jednak działającym w imię interesów własnego narodu, przedstawicielem konkretnej społeczności, zniewolonej przez wroga. Przejawem romantycznego indywidualizmu jest monolog Konrada, bohatera "Dziadów" cz. III, zwany Wielką Improwizacją. Bohater od­czuwa cierpienia swego narodu w sposób zwielokrotniony, szuka ratunku w ufności religijnej, w modlitwie, a widząc obojętność Stwórcy buntuje się przeciwko jego potędze. Postawa indywidualistycznego buntu przeciwko Bogu w imię szczęścia ludzkości była bardzo bliska polskim romantykom. Funkcjonował wówczas wśród udręczonych niewolą i kolejnymi klęskami narodowych powstań mit jednostki niezwykłej, zbuntowanej, o wybitnej indywidualności, działającej w osamotnieniu, mającej przynieść uprag­nioną wolność uciemiężonemu narodowi. Ulega on pewnej demitologizacji już w późniejszej twórczości samego Mickiewicza, który w "Panu Tadeuszu" kreuje postać przeciętnego polskiego szlachcica, mającego na sumieniu wiele grzechów burzliwej młodości, który ostatecznie staje się patriotą całe życie poświęcającym ojczyźnie. Integruje się także ze swym szlacheckim środowiskiem, gdyż nie wierzy już w skuteczność samotnego działania. Wędruje wytrwale od wsi do wsi, od karczmy do karczmy, od dworu do dworu, powtarzając że należy "oczyścić dom ze śmieci" czyli usunąć Moskali z kraju. Jacek Soplica nie jest już indywidualistą na miarę Konrada lecz istotą społeczną szukającą porozumienia ze swym narodem. Pozytywiści zdecydowanie przeciwstawiający się romantycznej uczu­ciowości, tendencjom indywidualistycznym stworzyli także nowy model bohatera. Była to istota całkowicie społeczna, działająca na tle społe­czeństwa, czy też własnego środowiska. Bohater romantyczny to najczęś­ciej jakaś tajemnicza, na dodatek skłócona ze środowiskiem jednostka, którą wielokrotnie trudno było osadzić w konkretnych realiach history­cznych i społecznych. Natomiast bohater pozytywistyczny działał zawsze w konkretnych realiach, był przedstawicielem konkretnej grupy społecz­nej, której interesy reprezentował. Jego konkretna i wymierna praca miała przynosić korzyść nie tylko jemu samemu ale także społeczeństwu. W ten właśnie sposób narodził się pozytywistyczny kult pracy, która nadaje sens ludzkiemu życiu, przynosząc korzyść nie tylko jednostce, ale także krajowi. Tak działający bohater był całkowicie zintegrowany ze środowis­kiem, w którym, a przede wszystkim dla którego pracował.

Tak pojęty pozytywistyczny sens pracy wyjaśnia "Legenda o Janie i Cecylii" zamieszczona w powieści Elizy Orzeszkowej "Nad Niemnem", legendarnych przodkach Bohatyrowiczów, którzy wykarczowali kawał nadniemeńskiej puszczy i założyli osadę, a okoliczna ludność nauczyła się od nich wielu umiejętności. Nie lęka się też wejścia w środowisko chło­pów z zaścianka Justyna Orzelska, decydując się wyjść za mąż za Janka Bohatyrowicza. Wierzy, że praca nada sens jej życiu, pragnie też - jeśli umie coś więcej od prostych chłopów - wiedzę tę przekazać im właśnie. Justyna jest bohaterką, która pragnie poczucia więzi ze społeczeństwem, z własnym środowiskiem, a ponieważ we własnym środowisku szlache­ckim czuje się wyobcowana z ufnością i nadzieją zwraca się do prostego, wiejskiego Ludu, czując instynktownie, że tu zostanie lepiej przyjęta. Na takiego społecznika i demokratę wolnego od przesądów klasowych wyrośnie jej kuzyn Witold Korczyński, student szkoły agronomicznej, częsty gość w zaścianku, który swą praktyczną wiedzą, zdobytą w szkole pragnie się podzielić z tymi, którzy nie mieli szansy jej zdobywać. Podobnie jak Justyna zapewnie nie będzie czuł się obco w środowisku, z którym od młodych lat szuka porozumienia i integralnej więzi. W literaturze młodopolskiej daremnie by szukać tak jednolitej koncep­cji bohatera literackiego. Pogłębia się analiza psychologiczna działań bohaterów, którzy stają przed coraz bardziej skomplikowanymi prob­lemami moralnymi, a nawet egzystencjonalnymi. Wśród bohaterów Żeromskiego należy zwrócić uwagę przede wszyst­kim na doktora Tomasza Judyma, bohatera "Ludzi bezdomnych", chociaż bardzo trudno będzie rozstrzygnąć czy był on indywidualistą, czy istotą społeczną. Z jednej strony uznany został za wybitnego społecznika, nazwisko jego stało się symbolem uspołecznienia jednostki. Judym bo­wiem całe swe życie poświęcił spłacaniu "tego przeklętego długu", jaki pozostał mu do spłacenia wobec własnej klasy w momencie, gdy udało mu się zdobyć wykształcenie i dzięki temu przekroczyć granice klasowe. Cały czas Judym konsekwentnie występuje w obronie najbiedniejszych, po­krzywdzonych i wyzyskiwanych. Odważnie atakuje warszawskich lekarzy na spotkaniu u doktora Czernisza, oskarżając ich o znieczulicę społeczną, walka o osuszenie stawów w Cisach kończy się wepchnięciem administ­ratora Krzywosąda do błotnistego, malarycznego stawu, równie konsek­wentny jest Judym w swych poczynaniach w Zagłębiu. Tak więc misja Judyma ma charakter zdecydowanie społeczny, natomiast metody jego działań są całkowicie indywidualne, pozwalające porównać Judyma z wie­lkimi bohaterami romantycznymi, którzy także buntowali się przeciwko światu w imię szlachetnych idei i stawali przed koniecznością dokonywa­nia tragicznego wyboru między szczęściem rodzinnym i osobistym a wy­branym posłannictwem. Judym przecież dokonuje wyboru na miarę Konrada Wallenroda, gdyż odrzuca miłość Joasi w obawie, że będzie ona stanowiła przeszkodę w realizacji jego idei. Natomiast bohaterowie "Chłopów" Reymonta to istoty społeczne, ukazane nie tylko na tle przyrody, ale także we własnym chłopskim środowisku. Pisarz starał się ukazać całą społeczność wiejską, typowe cechy chłopskiej zbiorowości, a każdy z bohaterów indywidualnych ma ściśle wyznaczone miejsce w tym środowisku. Na czele w tej hierarchii stoją najbogatsi gospodarze wójt, kowal, młynarz, Maciej Boryna. Mimo dużych różnic majątkowych w sprawach, dotyczących całej wsi bohatero­wie czują się bardzo zintegrowani. W bitwie o las występują gromadnie i solidarnie, podobnie niestety się zachowują, kiedy zapada decyzja o wywiezieniu Jagny ze wsi na kupie gnoju, będąca straszliwą zemstą zdradzanych kobiet i zatroskanych o los swych synów matek. Nawet Antek, kochanek Jagny, mimo napomnień Mateusza, nie decyduje się stanąć w jej o bronie, mówiąc: "W gromadzie żyję, to z gromadą trzymam". Poczucie więzi z wiej­skim środowiskiem jest dla Antka ważniejsze niż względy osobiste i uczuciowe.” Bohaterem, który uporczywie poszukuje dla siebie miejsca w społeczeń­stwie jest Cezary Baryka, główna postać "Przedwiośnia" Stefana Żeroms­kiego. Działa on w nowej rzeczywistości politycznej, gdyż Polska po wielu latach niewoli odzyskała niepodległość. Na tę doniosłą chwilę czekały całe pokolenia Polaków. Czy ziściły się ich marzenia, czy tak wyobraźali sobie nową ojczyznę. Cezary Baryka jest reprezentantem całego pokolenia Polaków, którzy pragnęli służyć swej ojczyźnie pracą i energią. Trudno jednak było odnaleźć właściwą drogę. Młody bohater "Przedwiośnia" znajduje się w samym centrum wydarzeń rewolucji rosyjskiej, w Chłodku, uczestniczy w zebraniu komunistów, prowadzi dyskusje z Szymonem Gajowcem, koniecznie chce znaleźć dla siebie miejsce w społeczeństwie. Nie jest też indywidualistą, a raczej typowym przedstawicielem ówczesnego młodego pokolenia Polaków. Wybór właś­ciwej drogi wcale nie był łatwy, nowe państwo było w najtrudniejszym okresie i rozwijało się metodą prób i błędów. Młody Baryka także ostatecznie nie odnajduje dla siebie miejsca. Chociaż w końcowym fragmencie powieści widzimy go na czele robotniczej manifestacji masze­rującej na Belweder, jednak znalazł się tam przypadkowo, a nie z racji swych ideowych przekonań, nie identyfikował się też chyba całkowicie z manifestującym tłumem, gdyż "parł oddzielnie" na "mur żołnierzy" zagradzający w okolicach Belwederu drogę manifestantom.  Zupełnie inny charakter ma powieść Witolda Gombrowicza "Ferdydur­ke". Dla tego artysty wszelkie formy życia społecznego, do których jednostka musi się dostosować są zniewalaniem człowieka, ograniczaniem jego wolności osobistej, niezależności, indywidualizmu. Na określenie tych zjawisk używa Gombrowicz sugestywnych neologizmów takich jak "upu­pianie" i "ugębianie". Bohater Gombrowicza nie szuka dla siebie miejsca w społeczeństwie, przeciwnie chce od niego za wszelką cenę uciec, ale niestety nie jest to możliwe. Tak więc bohater powieści Gombrowicza jest istotą aspołeczną, za wszelką cenę chce on wyzwolić się z formy. Człowie­kowi jednak wciąż od najmłodszych lat narzuca się ustalone formy życia. Nie jest to rzeczą trudną, przecież bohaterem "Ferdydurke" jest trzydziesto­letni Józio, który został siłą przez profesora Pimkę doprowadzony do szkoły. Tutaj gra rolę ucznia tak doskonale, że ani koledzy z ławy szkolnej, ani profesorowie nie zauważyli jego dorosłości. Witold Gombrowicz przed­stawił w swej powieści niezwykle ważny i często dyskutowany przez artystów problem wolności człowieka w konfrontacji z ograniczeniami, jakie niesie kultura, tradycja i uznane wzory zachowań. Oczywiście pisarz broni wolności jednostki, uznaje bezwzględne prawo człowieka do obrony przed wszelkim zniewoleniem. Niestety wnioski z lektury nie są optymis­tyczne, gdyż społeczeństwo narzuca każdemu pewne role i niejako zmusza do ich odgrywania. Człowiek powraca wtedy do stereotypowych zachowań, niszcząc swoją osobowość. Niestety życie w społeczeństwie jest sfor­malizowane, a ucieczki przed formą nie ma, co uświadamia sobie w końcu Józio, który za wszelką cenę chciał wyzwolić się z formy, mówiąc: "Nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, a przed człowie­kiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka. Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki." Podobny problem został też przedstawiony w "Tangu" Sławomira Mrożka. Rodzice głównego bohatera Artura w młodości walczyli o wy­zwolenie z okowów moralności i religii, czyli o możliwość zatańczenia tanga. Można powiedzieć, że walczyli o tę samą niezależność, której tak bardzo pragnęli bohaterowie Gombrowicza. Rodzicom Artura Stomilowi i Eleonorze w pewnym sensie się to udało. Są na pewno indywidualistami. Stomil, protestując przeciwko konwenansom, posiadł swą narzeczoną w teatrze, wywołując tym niemały skandal. Ich salon sprawia wrażenie "niechlujstwa, pomylenia i przypadkowości". W niesamowicie zagraco­nym wnętrzu nikt nie pomyślał o usunięciu katafalku, chociaż od śmierci dziadka minęło dziesięć lat. Na ogół bohaterowie są zadowoleni z panują­cej anarchii, babcia zamiast umrzeć wciąż gra w karty, wuj Eugeniusz zaniedbuje pisanie pamiętników. Stomil toleruje obecność w domu jakie­goś podejrzanego typa półinteligenta Edka, który siorbie przy jedzeniu i romansuje z jego żoną, gdyż wszelki protest byłby nienowoczesny. Pozornie więc jest to świat o jakim marzył dla swoich bohaterów Gombrowicz. Tym bardzo indywidualnym formom życia przeciwstawia się Artur, nie podoba mu się taki świat, który całkowicie wyszedł z formy. Nie udaje mu się jednak ten zamiar, gdyż Edek w walce o władzę wykańcza go paroma ciosami. Wszyscy będą musieli dostosować się do nowej formy - dyktatury.  Podobnie jak w życiu tak i w literaturze nikt nie zdołał jednoznacznie ustalić, czy lepiej być indywidualistą, a więc człowiekiem wyalienowa­nym ze swego środowiska, czy też istotą uspołecznioną, człowiekiem w pełni zintegrowanym ze środowiskiem jednocześnie skrępowanym pewnymi ustalonymi formami życia społecznego. Zawsze każda skrajność budzi zastrzeżenia. Tak więc postawy skrajnie indywidualne, choć niewąt­pliwie oryginalne i bardzo cenione w sztuce mogą prowadzić do alienacji, a w ślad za nią do frustracji. Jednak bez takich ludzi oryginalnych, twórczych świat nigdy nie wkroczyłby na drogę postępu i wspaniałego rozwoju. Tak więc zdając sobie sprawę z tego, że jesteśmy integralną cząstką środowiska i społeczeństwa, w którym przyszło nam żyć, idźmy jednak przez życie odważnie, broniąc ludzkiego prawa do wolności osobistej i niezależności.

Podobne prace

Do góry