Ocena brak

Ignacy Krasicki - Listy poetyckie, Listy pisane prozą i wierszem

Autor /Saleta Dodano /09.10.2012

Jak w satyrach, tak i w listach poetyckich (1784 i 1788) poszedł Krasicki torem poetów rzymskich i francuskich, zwłaszcza Horacego, Boileau i Woltera: lecz zawdzięcza im tylko formę - sam rodzaj poetycki; treść bowiem, poza kilku bardzo drobnymi pomysłami, jest niezaprzeczoną własnością jego dużego rozumu i jego dobrego serca. Listów tych, które są pierwszymi listami poetyckimi w naszej poezji, jest (jeśli pominąć trzy króciutkie liściki: do wojewody, do księdza plebana i do kasztelana) bardzo mało - tylko osiem, ale treści w nich ogromnie dużo. Nie­które listy łączy bliskie pokrewieństwo z satyrami: list pt. Podróż pańska. Do księcia Stanisława Poniatowskiego można nawet nazwać satyrą na bezmyślne pod­łoże zagraniczne Polaków oraz głupią pompę dworską zwiedzających swoje dobra jaśnie wielmożnych panów i na ich fantastyczne pomysły gospodarskie; List Do pana Rotkiewicza, w którym Krasicki dziękuje mu za wierne przepisanie jego utworów do druku, przypomina niektóre satyry swoim tonem żartobliwym. Lecz inne listy mają charakter odrębny. Są to wierszowane rozprawki o przedmiotach poważnych: czy król może i czy powinien mieć szczerych przyjaciół? jak opła­kane skutki pociąga za sobą dla kraju «dzikość» ogółu społeczeństwa? jak poznawać i jak sądzić ludzi? jakie są obowiązki obywatela-patrioty? jak trzeba pisać historię swego narodu ? na co pić zagraniczne wino, kiedy jest polski miód i polskie piwo ? -oto nad czym zastanawia się Krasicki w tych rozprawkach, będących arcydzie­łami porządnego, z góry obmyślanego układu i logicznego powiązania myśli; a powaga w nich taka, że gdyby się nie wiedziało, toby się było trudno domyślić, że pisał je autor Monachomachii i Żony modnej; czasem tylko, na przykład w Uście do Naruszewicza, jak szydło z worka wychodzi na jaw uśmieszek ironiczny. A nie tylko powaga znamionuje te utwory Krasickiego, ale także serce: przywiązanie do ojczyzny, do tradycji, do starodawnego obyczaju oraz życzUwość i pobłażli­wość dla ludzi. «Poznać ludzi - istotna, najpierwsza nauka;-lecz kto ją zacznie, w dobroć niechaj się uzbroi: - ta wątpliwość uśmierzy, trwogę uspokoi, - ta jęi|eli maluje, nieprzykre ma farby... Źli ludzie, lecz nie rodzaj: jest w sercu grunt cnoty. - Czy więc godni nagany z dzieła, czy z ochoty, - nad słabością się godnych nagany użalmy, - mniej dzielnych oszczędzajmy, więcej dzielnych chwalmy!... Więc jest lepiej dowierzać niżli zbyt nie wierzyć; - strzegąc się, by nie ująć, lepiej i nadmierzyć: -mała szkoda, a cudzej krzywdzie się zabiega. - Niebezpieczny wzrok taki, co nadto postrzega: - bystrością się osłabia, a wreszcie utraci! - Ten, co w współludziach swoich uznaje współbraci, - choćby go z ich przyczyny do­tknęła i nędza, - im więcej ich poznaje, tym bardziej oszczędza.» Jakże to niepo­dobne do «śmiejmy się z głupich, choć i przewielebnych!*...

DO KRZYSZTOFA SZEMBEKA, KOADIUTORA PŁOCKIEGO
Dzikość, zacny Krzysztofie, kto dobrze tłumaczy,
Nie samo okrucieństwo lub niezgrabność znaczy.
Jest wiele jej rodzajów. Odmienna i zdradna,
Najgorsza, gdy umysłów pani wielowładna.
W narodach nieraz władzę swoją rozpostarła,
Nie masz twierdzy takowej, gdzie by się nie wdarła.
Odpór jej niebezpieczny, bo ma wojska liczne:
Osiada wstępnym bojem miejsca okoliczne,
A jak pożar, gdziekolwiek swą moc rozpościera,
Wszędzie niszczy, pustoszy, trawi i pożera.
Fanatyzm jej towarzysz, czujny na wzburzenie,
Punkt honoru nieprawy, płoche uprzedzenie,
Zazdrość, zemsta, ślepota nadchodzą w przydatek,
A za nimi w odwodzie głupstwo na ostatek!
Harda takim orszakiem, we wszystko się miesza,
A gdy jej ulubiona dopomaga rzesza,
Choć z siebie małodzielna, choć słaba z oręża,
Zuchwałością zastrasza, natręctwem zwycięża.
Gmin u niej tylko w łasce albo gminne dusze;
Wtenczas kiedy wspaniałe zoczy animusze,
Z pocztem się swoich na nie zapalczywie miota.
Nie ustrzegła się przed nią i mądrość, i cnota:
Ściga je, a gdy w biegu nie potrafi dostać,
Żeby lepiej złudziła, bierze onych postać.
W tej dopiero zakryta zdradliwej maszkarze,
Nieprawnie chwali, gani, nadgradza i karze,
A ślepym się instynktem rządząc, nie rozumem,
Pyszni się tym, co zwiodła, uprzedzonym tłumem.
Stąd liczne błędów mnóstwo, co państwo zgubiło,
Stąd owe sławne hasło: niech będzie, jak było;
Stąd przywary w zaszczycie, a rady, choć zdrowe,
Nie, że złe, odrzucone, ale że są nowe.
Walczyć z gminem należy, kto go chce oświecać;
Umie błąd coraz nowe uprzedzenia wzniecać,
Umie winę poświęcić, dać pozór niecnocie;
A zbawiennej kiedy się sprzeciwia robocie,
Sili się dzieło skazić, upośledzić sprawcę.
Rządcy, wodze, sędziowie, starsi prawodawcę
Smutnym swoim wspierają tę prawdę przykładem.
Ktokolwiek więc tak przykrym następuje śladem,
Nim się o dobro, szczęście dla drugich pokusi,
Niech zawczasu przewidzi, co ucierpieć musi!
Likurg za to, że prawa swej ojczyźnie nadał,
Szczęśliwy, zamiast życia że oko postradał.
Sokrates, co występki Ateńczyków hydził,
Cóż miał w zysku? Lud z niego na teatrach szydził.
Stratą życia na koniec wziął zasług nadgrodę.
Do rozpaczy w tej mierze cnotliwych nie wiodę:
Miło służyć ojczyźnie, miło dla niej ginąć;
Ale cierpieć bez zysku i nieszczęściem słynąć,
Ale czuć się niewinnym, a być w złej maszkarze,
Ale służyć niewdzięcznym i znosić potwarze -
To heroizm prawdziwy! Co kryślę w tej strofie,
Czujesz. Możeś i doznał, szacowny Krzysztofie!

DO KS. ADAMA NARUSZEWICZA 
Dzieje ludzkie złe, dobre, mądre albo głupie,
A dziejopis jak echo, uczony biskupie!
Kronika jest zwierciadłem: kto w nie wejrzeć raczy,
Tak każdego, jak godzien być znanym, obaczy.
A co za życia tai przywary i zbrodnie
I pozwala niekiedy wykraczać swobodnie:
Bojaźń, wzgląd, zysk, nadzieja - ustawają z laty;
Choć zacny, znamienity, mocny i bogaty,
Gdy te blaski powierzchne coraz gasną z wiekiem,
Złym się tylko pokaże lub dobrym człowiekiem.
Niełatwe to jest dzieło dzieje ludzkie głosić,
Poniżać, gdzie należy, gdzie trzeba, wynosić, Dać poznać, jak się rzeczy na świecie kojarzą, Śrzodek między podchlebstwem trzymać a potwarzą, Czerpać rzeczy istotę w ich właściwym źrzódle, Obwieszczać bez przysady, prosto, a niepodle, Co godne wiadomości, to tylko określać, Dla miłości ojczyzny nie taić, nie zmyślać, Nie koligacić przodków z Tumem lub Ewandrem, Lub jak dobry Kadłubek bić się z Aleksandrem, Wawelskiego się smoka paszczęki wystrzegać I z Leszkiem prędkonogim po ćwieczkach nie biegać. Nasze ojcy poczciwe dobre mieli serce: Nie chcieli nawet bajek trzymać w poniewierce, Stąd też, jeden za drugim owczym bieżąc pędem, Skoro zełgał najpierwszy, wszyscy łgali rzędem. Z ich łaski poza morze granic naszych meta, Z ich łaski ród Magoga, Tubala, Jafeta, A tak dobrze ułożon, iż za pilnym składem Wiemy, kto naszym przodkiem, dziadem, prapradziadem.
Niech Pan Bóg temu płaci, kto nam dobrze życzy, Ale gdy, chcąc podchlebiać, bajki tylko liczy,
Mimo serce uprzejme kiedy zmyśla w oczy,
Chcąc podwyższyć uniża, chcąc wielbić uwłóczy.
Bądźmy i z zbójców rodu, bylebyśmy byli
Takimi, byśmy nasz ród cnotą uszlachcili:
Wtenczas, im mniej poważni, im z pierwiastków mniejsi,
Tym bardziej w oczach ludzkich będziem szacowniejsi.
Każdy kraj miał bajarzów: czasy heroiczne
Cóż innego w istocie nad bajki rozliczne?
Nie pierwsi my to łgali, łgali poprzednicy:
Grecy szli z zębów smoczych, Rzymianie z wilczycy.
A dopieroż po radzie szło wszystko cudownie:
Bajarz, choć sam nie wierzył, plótł bajki wymownie.
Dość ciemna zawżdy przeszłość: po cóż ją kunszt ciemni? Na co pisać, jeśli się zmyślać zda przyjemniej? Wielkie pole romansów - i te kryślić sztuka. Niech miejsce naszej Wandy zajmie Banialuka, Krakusa - Koloander, a dopiero pięknie Pod hasły zwycięskimi nieprzyjaciel stęknie. Zbijemy Niemce, Turki, Francuzy, Hiszpany; Ów zwycięzca narodów, król Lech zawołany, Pójdzie poza Ocean, Morze Białe, Czarne, A puszczając się żwawo w żeglugi niemarne, Przejdziemy Argonautów — o których też łgano.
Dość już bajek, uczony biskupie, pisano. Ty bierzesz pióro w rękę - w rękę, co na straży Prawdę mając rzetelną, ściśle rzeczy waży: Pisz śmiało, bo tak dzieje państw pisać należy. Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży, A występków szkaradność lub cnoty przykłady -Te obrzydłe, te święte zostawują ślady. Ścigaj je i okazuj, a gardź podłą rzeszą, Niech się wstydzą bezbożni, a poczciwi cieszą!* Niech wiedzą, iż choć podstęp dobrych uciemiężą, Wyjdzie cnota na swoje i wieki zwycięża. Ten cel dziejów! inaczej pozioma robota: Ciekawość - czcza pobudka, grunt wszystkiego cnota. Co mi po tym to wiedzieć, w jakim*dzieło roku? Nie rok służy do dzieła prawego wyroku, Nie dzień czyni treść rzeczy, lecz ten, co weń czynił.
Kto pisze, czy utaił, zmniejszył czy przyczynił, Stał się dzieła niegodnym. Prawda treścią rzeczy,
Wdzięk stylu nie pomoże, kunszt nie ubezpieczy. Wzgardą jest potomności zwodziciel zuchwały, Odbierze sposób pisma właściwe pochwały, Ale rzecz, gdy opaczna, upodli autora.
Pierwiastkowa narodów rozmaitych pora, Mgłą niewyszlakowanej okryta ciemności, Cienie ledwie w dojźrzanej stawia odległości; Te zgadywać, tłumaczyć dowcipnie a skromnie -Przymiot tobie podobnych, trwałych wiekopomnie. Wszystkie czasów odmiany są losu igrzyska, Wzrok prawy, czy z daleka widzi je, czy z bliska, Tym sądzi, czym są istnie. Tłum idzie za kształtem, Sławi wielkość nabytą niecnotą i gwałtem: Wielki ten, co pognębiał, wielki, co ciemiężył, Wielki ten, co przemocą niezdolnych zwyciężył, Wielki, który tysiącmi nieszczęśliwych robił. I jakby mnóstwem zbrodni na chwałę zarobił, Stawia go błąd poziomy w zacnych mężów szyku.
Prawda umie rozdzielać przymiot w wojowniku: Chwali męstwo, lecz cnotę nad męstwo przenosi, Triumf wielbi, moc zważa, ale ludzkość głosi. Wielki u niej, kto przemoc z dobrocią połączył, Wielki, kto zaczął męstwem, ludzkością dokończył. Nie stąd ją Aleksandra przemożność porusza, Iż z małą garstką mężnych przemógł Daryjusza, Lecz gdy, młody, wstrzymał się, płakał nad zgnębionym: Nie zwycięzca, lecz skromny godzien być chwalonym.
Bohater - zręczny zdzierca, rozbójnik szczęśliwy; Lecz gdy cnoty miłośnik, dobrej sławy chciwy, Obrońca, nie zaczepnik - wtenczas zawołany, Wtenczas w poczet rycerzów godzien być wpisany. Lecz te sławne potwory bez serca, bez duszy, Których cnota nie wzmaga, ludzkość nie poruszy, Sławne zdzierstwy wielkości, które tytuł podlą, Chociaż niekiedy aplauz przedawczy wymodlą, Spełznie nikczemność podła, jak mgła, co wiatr znosi. Możność dzielna niekiedy fałsz zyskiem uprosi, Lecz się chwała nabyta nie utrzyma snadnie: Czym kto jest, tym się wyda, z czasem maszka spadnie.
O wieki! nie wśrzód laurów, ale pośród snopków Ogłoście Kazimierza, głoście króla chłopków! Błąd gruby mniemał, iż to przydomek był podły:
Stąd się jego zaszczyty w potomność rozwiodły; Pamięć jego szacowna i wziętość stateczna Bardziej rzewni, niż dziwi, a stąd chwała wieczna, Stąd przykład dla następców. Przeszły dobre chwile: W zuchwałości zbyt krnąbrny, zaufany w sile, Coraz naród nasz słabiał; wzmogły się sąsiady. Przyszedł czas, gdy bez rządu, bez mocy, bez rady, Stał się łupem postronnych, a gdy istność traci, Te, co niegdyś zwyciężał, narody bogaci.
Wypada pióro z ręku na myśli takowe...
Niech syny ojców nieszczęść czytają osnowę,
Niech wiedzą, sprawy nasze poznawszy dokładnie,
Iż gdzie cnota w pogardzie, tam naród upadnie.
Niech wiedzą... Ale po co rzewnością wykraczać?
Błąd uznać - krok do cnoty, podła rzecz rozpaczać.
Zdruzgotane wiatrami choć maszty się chwieją,
Sternik dobry pracując zasila nadzieją.
Ogłaszaj potomności, jak los cnotę nęka,
Pisz, coś widział: poczciwość prawdy się nie lęka!

 Zupełnie inny charakter niż listy poetyckie mają listy pisane na poły prozą, a na poły wierszem: jest to tak zwana forma menipejska, posłużył się nią bowiem w swoich satyrach Menippos, poeta grecki III wieku po Chrystusie. W Polsce ta forma ukazuje się po raz pierwszy już w XVII wieku - w satyrze Łukasza Opaliń­skiego; w XVIII wieku upodobał ją sobie pomiędzy innymi Wolter i za jego to przy­kładem poszedł Krasicki. Część tych jego listów ukazała się w dwutomowym zbio­rze drobnych utworów pt. Listy i pisma różne X.B.,W. (tom pierwszy w roku 1786, drugi - 1788, całość - dopiero po jego śmierci). Ich treść jest bardzo różnorodna, ale w porównaniu z listami poetyckimi błaha; niemniej przeto zasługują one na uwagę jako arcydzieła nie znanej dawniej w Polsce lekkości stylu, w której wyćwiczył się Krasicki pisując artykuły do «Monitora», a w której prześcignie go dopiero w swo­ich felietonach Sienkiewicz i Prus. Listy te mają charakter osobisty: donosi Krasicki przyjaciołom i znajomym (których imiona i nazwiska zaznacza zwykle początkowy­mi literami), co porabia i w jakim jest humorze; dzieli się z nimi swoimi spostrzeże­niami dotyczącymi różnych książek i różnych wypadków; opisuje polowanie, na któ­rym był; zapuszcza się (ale niegłęboko) w refleksje nad życiem, w tym na przykład ro­dzaju, że «nadzieje mylą», że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej», że «nie należy się dobrowolnie na niebezpieczeństwo podawać i narażać, a miawszy już doświad­czenie po szkodzie, trzeba mieć rozum przed szkodą». Jest i taka refleksja: «Nieraz myślałem o przywarach każdego stanu i skutek mojego myślenia był ten, iż nie masz na świecie sytuacyi takowej, która by nie miała w sobie jakowej zdrożności... Być księdzem - praca, kłopot i biskup, i sądy; - być młodzianem - czcza pora, złe chwi­le, złe rządy; - być żonatym - staranie o dzieciach i żonie; - być wdowcem - żal lat przeszłych, tęsknić w każdej stronie; - być dworakiem - niewola w powabnej postaci; - być żołnierzem - zysk trudny i życie się traci; - być w domu gospodarzem
- i tam złe znajdziemy. - Czymże być? Wszędzie przykrość. Żyjmy, jak możemy.» Są naturalnie i listy z powinszowaniem, na przykład: «Żyj lata Matuzalowe - albo przynajmniej połowę, - a choćby ćwierć dla igraszki: - dwieście lat - i to nie fraszki!»
W dwóch najdłuższych listach Do księcia Stanisława Poniatowskiego opisuje Krasicki swoją podróż po kraju: w pierwszym - Wyjazd z Warszawy do Dubiecka; w drugim - Powrót do Warszawy. Jest to więc jakby «pieśń o ziemi naszej», ale w zu­pełnie innym rodzaju niż Pola: nie ma oprócz kilku ogólnikowych wzmianek opisów natury, nie ma i charakterystyk mieszkańców; są za to (czego u Pola nie ma) wspo­mnienia historyczne, które zawsze niezmiernie żywo zajmowały Krasick|ego, na przykład o Janie III, o Kochanowskim, o Szymonowiczu, o Żółkiewskim, o Zamoy­ska n: umyślnie jechał Krasicki tak, żeby móc zwiedzić miejscowości wsławione czy to jakimś ważnym wypadkiem historycznym, czy pobytem albo grobem jakiejś wiel­kiej postaci, i wszędzie na widok albo na wspomnienie pamiątek narodowych biło mu żywiej serce: «Dzielny radą, pismy, wojski, - nieśmiertelny Jan Zamoyski!... Grób jego nawiedzałem jak świętość niezwykłą, - a choć co było znikłe, zniszczało i znikło, - ostatki, które trawią zbyt dzielne żywioły, - czciłem i łzami wielkie skrapiałem popioły.» Przeważa jednak w tych pierwszych w naszej literaturze listach z podróży wesołość: żartuje sobie Krasicki z doznawanych na każdym kroku nie­wygód, ale dopiero powróciwszy do domu, bo podczas podróży klął je, na czym świat stoi, na przykład w olulicach Biłgoraja: «Bodaj się człowiek dobry w tych stro­nach nie gnieździł! - Bodaj tylko wygnaniec tymi ścieżki jeździł! - Bodaj ludzi nie kryły te dzikie szałasze! - A gdy chłopi na targach albo na kiermasze - do tych miejsc jeździć będą, pielgrzymując wzajem, - niech klną tak jak ja dzisiaj Goraj z Biłgorajem.» Czasem wesołość łączy się z ironią: «Stanęliśmy w Ryczywole, - o którym zamilczeć wolę. - A jeżeliby się kto koniecznie przyczyny milczenia mojego do­magał, ta jest, a nie insza, że najlepiej tam milczeć, gdzie nie ma co powiedzieć...» «Jechało się dalej - przez gościniec niezbyt prosty, - przez niemurowane mosty, -przez manowce dosyć kręte, - przez lasy dosyć wycięte»; w Górze Kalwarii - «domki dosyć szczupłe; tych niewiele, - a zaś kościół przy kościele; - zamiast miejsca, gdzie gospoda, - dom Piłata, dom Heroda, - Kaifaszowe piwniczki, - porozrzu­cane kapliczki, - miejsce Piotrowej ucieczki, - most przez Cedron, a bez rzeczki.
- Zgoła wszystko niezamożnie, - pusto, głodno, lecz pobożnie. - Rozwalone przez połowę, - o miasto wielkopiątkowe! - Życzę ci jak najgoręcej - mniej kapli­czek, karczem więcej!» Przejeżdżając przez Lublin przypomina sobie Krasicki trybunał (którego był prezydentem) i ze smutkiem mówi o niegodziwych prakty­kach sądowych. Ale po smutku - znowu spokój i wesołość: «Późno w noc wyjecha­liśmy z Lublina, stanęliśmy na nocleg we wsi, a że i potoczne okoliczności wypisać nie zawadzi, zastaliśmy w karczmie wesele chłopskie: - Miły to widok, kto ma czułe serce, - gdy rodzaj ludzki miany w poniewierce, - rodzaj szacowny prostej kmiot­ków rzeszy, - po dziennej pracy wieczorem się cieszy. - Tam radość szczera, uprzejma, prawdziwa - to, co jest w sercu, na widok odkrywa; - nie masz obłudy, zazdrości i plotek, - śpiewa piosneczkę wpośrzód tańca kmiotek; - niefrasobliwe o przyszłe dorobki, - skaczą wesoło ochocze parobki; - fałszywym tonem skrzypiciel rzępoli, -a młodzież wiejska wTśrzód płochej swywoli, - skoczne hołubce wybijając pięty, -tańcuje żywo z raźnymi dziewczęty. - Miły to wprawdzie widok, przejeżdżającym jednak i snem zmorzonym nie najpożądańszy, zwłaszcza iż się ochota przez całą noc przewlekła. - Więc dźwięk skrzypków w uszach mając, - jechaliśmy poziewajac.»
A tak ciągle w tych listach zmieniają się widoki, a wraz z nimi uczucia i wra­żenia: nic podobnego nie było przedtem w naszej literaturze.

Podobne prace

Do góry