Ocena brak

Idea podmiotowości społecznej w historii myśli

Autor /Gerwazy Dodano /29.07.2011

Poszukiwanie czynników sprawczych wywołujących ważne dla ludzi zdarzenia społeczne wydaje się odwieczną i uniwersalną tendencją ludzkiego myślenia. W tym sensie problematyka podmiotowości jest obecna od zarania społeczeństwa ludzkiego. W toku długiej ewolucji idea podmiotowości przeszła jednak głębokie modyfikacje, a ich kierunek wyznaczają cztery hasła: sekularyzacja, humanizacja, socjalizacja i demokratyzacja.

Najpierw podmiotowość umiejscowiona była w świecie pozaludzkim, po-nadnaturalnym. Podmiotami sprawczymi były albo animistyczne siły, albo sper-sonalizowane bóstwa, albo pojedynczy bogowie, albo metafizyczne byty - los, opatrzność. One ostatecznie i bezpośrednio kontrolowały przebieg jednostkowych biografii czy społecznej historii. Podmiotowość miała charakter sakralny.

W fazie kolejnej podmiotowość zostaje sprowadzona na ziemię i umiejscowiona w stopniowo odkrywanych siłach natury. Losy ludzkie i społeczne traktowane są odtąd jako efekt determinacji przyrodniczej - fizykalnej, biologicznej, klimatycznej, astronomicznej, demograficznej itp. Podmiotowość ulega sekularyzacji.

Trzecia faza przynosi przypisanie sprawstwa dziejowego, wpływu na zdarzenia historyczne, ludziom. Ale bynajmniej nie wszystkim, lecz tylko wielkim jednostkom: wybitnym przywódcom, wodzom, prorokom, geniuszom3. Oni wprawiają w ruch społeczeństwo, działają „w społeczeństwie", ale sami nie są „ze społeczeństwa". Ich wyjątkowe talenty, zdolności, charyzma są darem losu, przypadkiem urodzenia, tajemnicą genów. Podmiotowość ulega humanizacji, ale jeszcze nie do końca, bo dotyczy tylko jednostek wyjątkowych. Nie zostaje też jeszcze zsocjalizowana, bo jest przymiotem czysto indywidualnym.

 

W fazie czwartej, wraz z narodzinami socjologii sprawa przybiera zaskakujący obrót. Podmiotowość ulega co prawda socjalizacji, ale kosztem ponownej dehumanizacji. W typowych dla klasycznej socjologii organicznych modelach społeczeństwa siły sprawcze kryją się gdzieś w samej konstytucji organizmu społecznego (systemu społecznego), jako założona, nie analizowana bliżej elan vital czy immanentna tendencja, przejawiająca się w funkcjonowaniu społeczeństwa na co dzień oraz w koniecznym, kierunkowym i nieodwracalnym procesie wzrostu czy rozwoju. W rozmaitych wersjach ewolucjonizmu, teorii rozwoju społecznego, funkcjonalizmu czy teorii systemów społecznych - życie społeczne i historia toczą się samoistnym, jakby automatycznym trybem, gdzieś ponad głowami ludzi. Te paradoksalne wizje społeczeństwa, w których nie ma miejsca na żywe, aktywne jednostki, spotykają się z szeroką krytyką. George Homans np. woła: „Przywróćmy społeczeństwu ludzi i wlejmy w nich trochę krwi"4. Z czasem wezwania takie prowadzą do tego, że podmiotowość ulega wreszcie równoczesnej humanizacji i socjalizacji.

Dokonuje się to w rozmaity sposób. Po piąte więc, w roli podmiotów powracają znów wielkie indywidualności, ale tym razem nie jako wielkości takimi urodzone, lecz jako reprezentanci, wyraziciele tendencji społecznych - napięć, konfliktów, oczekiwań i nastrojów społecznych, tendencji rozwojowych. Ich charyzma ma proweniencję społeczną, bierze się stąd, iż artykułują, krystalizują, wyrażają „ducha" społeczeństwa, „klimat" epoki. Ujmując rzecz afory-stycznie, są przywódcami, bo potrafią iść za tymi, którym przewodzą.

W innej, szóstej sytuacji, podmiotowość sytuuje się nie w responsywnych indywiduach, lecz w niektórych rolach społecznych - przywódczych, władczych, organizatorskich. Następuje, parafrazując Webera, „rutynizacja podmiotowości". Niezależnie od przymiotów indywidualnych podmiotowość staje się prerogatywą urzędów czy pozycji uprawnionych do decydowania w istotnych sprawach społecznych.

Ale najbardziej przełomowy moment to ten, kiedy, po siódme, podmiotowość zostaje rozciągnięta na zwykłych ludzi w ich zwykłym, codziennym życiu. To jest już nie tylko socjalizacja, lecz prawdziwa demokratyzacja podmiotowości. Oczywiście dostrzega się, że każdy pojedynczy członek społeczeństwa ma minimalną rolę w generowaniu istotnych społecznych przekształceń, ale zarazem uznaje się, że takie przekształcenia nie mają żadnego innego źródła niż to, co wszyscy członkowie społeczeństwa czynią - każdy na swoim podwórku, w pojedynkę, dla własnych, indywidualnych celów. Inaczej mówiąc, w sensie dystrybutywnym jednostka jest podmiotem w minimalnym stopniu, lecz w sensie kolektywnym - jest jedynym, wyłącznym podmiotem w społeczeństwie.

Dwie pokrewne dyscypliny udzielają socjologii pomocy w zrozumieniu tej trudnej sprawy. Ekonomia dostarcza metafory rynku gospodarczego, na którym w wyniku rozproszonej aktywności niezliczonych producentów, konsumentów, sprzedawców, klientów itp. pojawia się owa „niewidzialna ręka" narzucająca prawidłowe i konieczne tendencje czy przekształcenia. Lingwistyka dostarcza metafory języka naturalnego, która pokazuje, jak w codziennym mówieniu niezliczonych jednostek kształtują się, reprodukują i modyfikują struktury semantyczne czy gramatyczne. I właśnie w oparciu o te metafory, wszelkie zmiany społeczne ujmuje się jako efekt niezamierzony, a nawet nieprzewidywalny, czy inaczej jako funkcję ukrytą tego, co wszyscy członkowie społeczeństwa czynią ze swoich prywatnych pobudek i dla swoich prywatnych racji.

 

Po ósme jednak, ów demokratyczny punkt widzenia, przypisujący podmiotowość wszystkim i każdemu z osobna, nie powinien przesłaniać prawdy, że najbardziej decydujące, przełomowe, rewolucyjne zmiany społeczne dokonują się zazwyczaj nie przez rozproszone, nieskoordynowane działania pojedynczych ludzi, lecz raczej przez działania zbiorowe podmiotów kolektywnych: stowarzyszeń opozycyjnych i organizacji terrorystycznych, grup spiskowych i rewolucyjnych, ruchów społecznych i oddziałów wojskowych, parlamentów i partii politycznych, grup nacisku i siatek przestępczych, klik i mafii. Ich złożone konfiguracje wyznaczają scenę polityczną nowoczesnych społeczeństw, a ich zamierzone, celowe działania krzyżują się ze spontaniczną, indywidualną aktywnością członków społeczeństwa.

Prześledziliśmy w wielkim skrócie różne ujęcia podmiotowości, jakie pojawiają się w długich dziejach myśli społecznej. Otóż, pomijając prenaukowe koncepcje prowidencjalne czy metafizyczne, podmiotowość jest lokalizowana albo w strukturach społecznych (budowie „organizmu społecznego"), albo w jakichś kategoriach jednostek (wielkich ludziach, rolach przywódczych, masie zwykłych obywateli, zbiorowościach ludzi). Na tym tle pojęcie podmiotowości proponowane w naszej teorii wyróżnia się dwojako. Po pierwsze, traktując podmiotowość jako potencjalny atrybut społeczeństwa (pola jednostko-wo-strukturalnego), ujmujemy ją zbiorczo, jako sumaryczny efekt działania i interakcji wszystkich wskazanych rodzajów podmiotów jednostkowych i zbiorowych pojawiających się w danym społeczeństwie w danym momencie historycznym.

Po drugie, podmiotowość jednostek i ich zbiorowości ujmujemy kontekstowo, z uwzględnieniem zastanych struktur, w których owe działania i interakcje zachodzą, jako syntetyczny produkt determinacji jednostkowej (działań podmiotów jednostkowych czy zbiorowych) i determinacji strukturalnej (narzuconych im ram, ale i otwierających się przed nimi szans strukturalnych). Podmiotowość społeczeństwa jest wyznaczona z dwóch stron: „od dołu", przez zasób umiejętności, talentów, wiedzy, postaw jego członków oraz form organizacyjnych, w jakich łączą się oni w ciała zbiorowe; „od góry", przez bilans nacisków i ograniczeń, ale także środków i możliwości dostarczanych przez istniejące struktury.

Podobne prace

Do góry