Ocena brak

Heroiczne tworzenie siebie w świecie grozy i absurdu treścią „Dżumy” - powieści parabolicznej Alberta Camusa

Autor /Iro123 Dodano /27.05.2011

Wojna odcisnęła wyraźne piętno na literaturze wszystkich zaangażowanych w nią krajów. W literaturze francuskiej „ślad” wojny rozpatrywano z pozycji filozofii egzystencjalnej. Trudno jest podać krótką definicję tego kierunku filozoficznego, gdyż miał on różnorodne postacie. Profesor Władysław Tatarkiewicz stwierdził, że egzystencjaliści wychodzili z założenia: „istnienie ludzkie nie ma poza sobą oparcia, jest wśród nicości”. Filozofia egzystencjalna stała się prawdziwą sensacją po II wojnie światowej we Francji, co było zasługą przede wszystkim Sartrea, autora licznych rozpraw filozoficznych oraz prozy, w której poglądy naukowe zostały przełożone na język literatury.

Wojna sprawiła, że ludzie zwątpili w logikę historii, uświadomili sobie, że indywidualny los może zostać podporządkowany zbiorowemu szaleństwu. Z tych obserwacji wyciągano wnioski: istnienie jest absurdem, człowiek nie ma żadnej możliwości zmiany tego stanu. Wartości - uznawane dotąd za niezmienne - niosły rozczarowanie, mieszczańska moralność okazywała się kłamliwa. Na tym podłożu rozwinął się powojenny egzystencjalizm francuski, którego poglądami zainteresował się Albert Camus. Pisarz w czasie wojny był czynnym uczestnikiem francuskiego Ruchu Oporu i równocześnie pisał. Jego książka eseistyczna „Mit Syzyfa” wyrosła z założeń filozofii absurdu, opowiadanie „Obcy” pokazało człowieka, któremu obce są powszechnie uznawane wartości: miłość, szacunek dla drugiego człowieka. Powieść „Dżuma” ukazała się w 1947 roku. Jest rozbudowaną parabolą (przypowieścią), co dobitnie podkreśla motto zaczerpnięte z twórczości Daniela Defoe: „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje”.

W paraboli fabuła i postacie są jedynie pretekstem do wypowiedzenia sądów o charakterze uniwersalnym. Albert Camus chciał, aby utwór traktowano jako rzecz o wojnie, katakliźmie, złu. Podobieństwo dżumy do wojny wyraża się w segregacji ludności, obozach odosobnienia, krematoriach, stanie „oblężenia”, przymusowej rozłące bohaterów. To powieść - parabola posiada i dziś aktualność, gdyż nieustannie jesteśmy świadkami ludobójstwa (Jugosławia, Ruanda, Izrael i Palestyna, Irlandia, Czeczenia).

Dżuma podejmuje problem postawy człowieka wobec zła pod każdą postacią. Bohaterowie zmuszeni są do podjęcia jakiejś reakcji na to, co się dzieje, na zbiorowe nieszczęście całej społeczności.

Doktor Bernard Rieux jest lekarzem i z poświęceniem walczy z chorobą, organizuje szpitale i ryzykuje własnym zdrowiem, nawet życiem. Jego powołaniem jest nieść pomoc ludziom, nie załamuje się w zetknięciu z siłami przerastającymi jego możliwości. Nie odwołuje się też do pomocy sił nadprzyrodzonych, nie wierzy w miłość i dobroć Boga, który - zgodnie z wiarą - kieruje ludzkim światem. Wierząc w Boga musiałby stać się bluźniercą, gdyż sprzeciwiałby się woli Wszechmogącego. Rieux staje się więc samotnym bojownikiem ze złem, nie ma oparcia w Bogu ani w jakiejkolwiek innej wierze. W swoich poczynaniach kieruje się tylko ludzką skalą wartości i własnym rozumieniem dobra i zła.

Jean Tarrou jest znajomym, potem przyjacielem doktora, organizatorem pomocniczych oddziałów sanitarnych. Ojciec jego był zastępcą prokuratora generalnego i uczestniczył w egzekucjach ludzi skazanych na śmierć, co traktował jak czynność całkowicie naturalną. Tarrou czuł się odpowiedzialny za postawę ojca, czuł się winny, dlatego zwierzał się doktorowi: „tak, nadal czuję wstyd - wiem już, że wszyscy żyjemy w dżumie i straciłem spokój [...] Pewne jest jedynie, że należy zrobić wszystko, żeby nie być zadżumionym i to tylko może nam dać nadzieję spokoju lub nadzieję dobrej śmierci”. Człowiek ten wierzył, że dobro tkwi w ludzkiej naturze, ludzie są dobrzy, więc nie można się od nich odwracać, trzeba żyć wśród nich i nieść im pomoc, jeśli to konieczne. Zasady te konsekwentnie stosował w swoim życiu, ofiarnie włączył się do walki z epidemią, przypłacając to własnym życiem.

Postawę walki ze złem obrał też Raymond Rambert - dziennikarz z Paryża, przeprowadzający w Oranie ankietę badającą warunki życia Arabów. Gdy wybuchła epidemia, chciał opuścić zamknięte miasto, uciec od zarazy, od zła. Pragnął małego szczęścia - życia z ukochaną kobietą. Ostatecznie jednak ponad szczęście osobiste postawił dobro ogółu, pozostał w mieście ogarniętym epidemią, by z nią walczyć. Zrozumiał, że nie można uciec od zła, nie można stwierdzić, że zło, które dotyka jednych ludzi, nie dotyczy drugich. Dowiódł tego również Joseph Grand - cichy i niepozorny urzędnik, porzucony przez żonę, którą wciąż kochał. Chciał dowieść swej wartości poprzez napisanie wyjątkowej książki i stale pracował nad doprowadzeniem do doskonałości pierwszego zdania dzieła. Właśnie ten dziwaczny trochę człowiek pracował w oddziałach sanitarnych w czasie wolnym od zajęć biurowych. Zapadł na dżumę, ale został wyleczony.

Ojciec Paneloux - „uczony i wojujący jezuita” początkowo uważał, że dżuma jest karą, jaką zesłał Bóg na grzesznych ludzi. Widząc jednak straszną śmierć małego synka sędziego Othona, zmienił swój pogląd, dochodząc do wniosku, że nie można biernie poddawać się złu, trzeba z nim walczyć. Po przeżytym wewnętrznie przeobrażeniu wstąpił do formacji sanitarnych, zaraził się i zmarł, lecz był już ofiarą czynnej postawy.

Wśród mieszkańców Oranu wielu było ludzi walczących z chorobą, wielu też starało się biernie przeczekać epidemię. Przerażeni ludzie zamykali się w swoich mieszkaniach, unikali kontaktów z innymi w obawie przed zarażeniem. Inni reagowali przeciwnie; chodzili do kawiarni, spotykali się ze znajomymi, próbowali nawet robić interesy przyjmując pieniądze za umożliwienie opuszczenia miasta.

Sąsiad Granda - Cottard żył w lęku przed aresztowaniem za jakieś wcześniejsze przestępstwa. Świadomy zagrożenia próbował nawet popełnić samobójstwo. Człowiek ów jest zadowolony, że epidemia zburzyła wcześniejszy porządek życia, dzięki rozprzestrzeniającej się chorobie czuje się bezpieczny, bo ludzie zajęci walką z dżumą - nie mają czasu ani sił na prowadzenie dochodzenia w sprawie przestępstw, których się dopuścił. Cottard sądzi, że dżuma jest zbyt silna, by z nią walczyć i aby walka z nią przyniosła jakikolwiek sukces. Gdy epidemia wygasła, był przesiąknięty nienawiścią do ludzi i świata, strzelał z okna do radującego się tłumu i został pojmany przez policję. Był złym charakterem - dlatego dobrze czuł się tylko podczas zarazy.

Zło wyzwoliło w bohaterach powieści różne reakcje: walki, lęku, poddania się, a nawet akceptacji zła. Człowiek żyje w świecie grozy i absurdu, czuje się bezsilny, bezradny wobec cierpień, dręczy go poczucie straszliwej samotności. Stawia sobie pytanie: jak żyć w takim świecie, jaką postawę zająć wobec niego? Powieść daje odpowiedź na to pytanie: obowiązkiem człowieka jest przeciwstawiać się złu, mimo ponoszonych klęsk. Nie można godzić się na żadną rację usprawiedliwiającą śmierć, trzeba mieć odwagę być po stronie ofiary.

Do góry