Ocena brak

Herbert Rowse ARMSTRONG

Autor /Malina1243 Dodano /05.01.2013

Katherine Mary i Herbert Rowse Armstrongowie pobrali się w 1907 roku. Przeztrzynaście lat, do roku 1920, ich życie upływało spokojnie, jeśli nie liczyć lat wojny 1914-1918, kiedy to pan Armstrong dosłużył się stopnia majora, a pani Armstrong czekała nań ztrójką dzieci i z lękiem wyglądała listonosza. Mąż powrócił jednak cały i zdrowy i nic już niezakłócało małżeńskiego szczęścia. Żyli w dostatku. Armstrong, absolwent Cambridge,adwokat, był urzędnikiem sądu pokoju w walijskim miasteczku Hay, mieszkał zaś z rodzinąw domu o nazwie Mayfield w dolinie Cusop Dingle, na granicy Anglii i Walii. W roku 1920 Armstrong ukończył 50 lat. Małżeństwo uważane było za udane, z pewnymi jednakzastrzeżeniami.

Otóż, jak twierdzili liczni znajomi Armstrongów, pani Armstrong miała szczególnąskłonność do tyranizowania męża. Przyglądano się temu z rozbawieniem, gdyż panArmstrong był wyjątkowo drobnej budowy, znacznie niższy od żony i strofowany przez nią,przedstawiał istotnie komiczny widok. A strofowany bywał publicznie za najbłahsze nawetwykroczenia, jak palenie cygar czy też wypicie kieliszka koniaku z innych powodów niż „dlazdrowia”. Major (z uporem trzymał się bowiem swego wojskowego stopnia) znosił jednakżonine reprymendy z uśmiechem i dostosowywał się do jej żądań. (Później okazało się, żemiał na sumieniu znacznie więcej niż drobne grzeszki).Uważano zatem, że major kocha żonę, a nawet, że jest pantoflarzem.

Mimo to jednak 1lipca 1920 roku Armstrong zdołał nakłonić swą srogą małżonkę, by sporządziła testament,czyniąc go jedynym spadkobiercą. Nie jest jasne, czy sporządzenie testamentu takiej właśnietreści można uważać za pierwszą oznakę pogarszającego się stanu psychicznego paniArmstrong, ale już w miesiąc później umieszczona została w szpitalu psychiatrycznym zpowodu halucynacji.Teraz major mógł popijać do woli, często też wyjeżdżał na weekend do Londynu i możnasię domyślać, jak spędzał czas. Ponadto oddawał się zachłannie swemu oryginalnemu hobby, którym było tępienie chwastów. Używał w tym celu własnoręcznie sporządzonej mieszanki,zawierającej czysty arszenik.

W styczniu 1921 roku stan psychiczny pani Armstrong uległ tak znacznej poprawie, żemogła powrócić do domu. Przebywała tam aż do dnia śmierci, która nastąpiła 22 lutego. Zaprzyczynę zgonu uznano chorobę serca. Pewne objawy wskazywały jednak na niedyspozycjężołądkową.W kondukcie pogrzebowym szedł major Armstrong, złamany nieszczęściem, w ciężkiejżałobie. Okazywał tak wielką rozpacz, że otaczało go powszechne współczucie, zaśprzyjaciele niepokoili się nawet, czy nie zamierza popełnić samobójstwa.

Po pewnym czasieuznali jednak, że czas leczy rany i major odzyskuje równowagę psychiczną.We wrześniu tego samego roku niejaki Oswald Norman Martin, szef konkurencyjnejfirmy adwokackiej w Hay, otrzymał pocztą bombonierkę od anonimowego nadawcy. SamMartin nie lubił czekoladek, zabrał jednak bombonierkę do domu, przekonany, że jest onadowodem wdzięczności jakiegoś nieśmiałego klienta. Ponieważ Martin tego właśnie wieczorupodejmował obiadem jednego ze swych znajomych, podsunął mu czekoladki. Gość zjadłkilka. W trzy godziny później rozchorował się nagle i cudem powrócił do zdrowia. Jakstwierdzono potem, do niektórych czekoladek wstrzyknięto arszenik.26 października Martin otrzymał zaproszenie od majora Armstronga na popołudniowąherbatkę.

W pewnym momencie gospodarz wybrał z talerza jedną z kanapek i podał jągościowi, przepraszając przy tym, że obsługuje go ręką. Martin zdziwił się nieco, przyjąłjednak kanapkę. Twierdził później, że nie wypadało odmówić.Po kilku godzinach, tuż po powrocie z wizyty u Armstronga, Martin rozchorował sięnagle. Natychmiast wezwano miejscowego lekarza, nazwiskiem Thomas Hincks. Wszystkowskazywało na zwykłą niedyspozycję żołądkową, doktora zdumiał jednak nieregularny puls,nie spotykany w takich przypadkach. Wysłał zatem próbkę moczu pacjenta do laboratoriumKlinicznego Towarzystwa Naukowego. Stwierdzono obecność w moczu 1/33 gramaarszeniku.

Doktor Hincks usiłował przed pół rokiem ratować życie umierającej pani Armstrong.Miał widocznie pewne wątpliwości, czy właściwie rozpoznał przyczyną zgonu, bo niektóreobjawy pani Armstrong były podobne do tych, jakie stwierdził teraz u Martina.Dowiedziawszy się, że Martin zachorował po wizycie u majora, zdecydował się zawiadomićo tym policję.Tak oto rozpoczął się najgorszy miesiąc w życiu nieszczęsnego pana Martina.

Prokurator wszczął bowiem śledztwo, zarządził jednak, by prowadzono je w zupełnej tajemnicy. Martina poproszono oficjalnie – a on, jako adwokat, nie mógł się na pewno zdobyć na odmowę, choćw tym przypadku współpraca z policją absolutnie mu nie odpowiadała – by w żaden sposóbnie zdradził się ze swymi podejrzeniami przed majorem Armstrongiem. Armstrong zaś, jak nazłość, zaczął dosłownie zarzucać szefa konkurencyjnej firmy niezwykle uprzejmymi, wręcz serdecznymi zaproszeniami – raz na herbatkę, kiedy indziej na obiad. Pan Martin wił się jakpiskorz, usiłując wykręcić się od tych wizyt tak, by nie wzbudzić podejrzeń, majora.Armstrong zaczął przychodzić do biura Martina, przynosząc ze sobą zawsze jakieś smakołyki,którymi częstował go natrętnie, domagając się, by Martin towarzyszył mu przy spożywaniuposiłków podczas tych uroczych przerw w ciężkiej pracy.

Panika Martina, kiedy odmawiał,jest całkiem zrozumiała. Policja żądała od niego jednak, by ani przez chwilę nie zdradził, żesię boi, gdyż to mogłoby ostrzec przebiegłego majora.Katusze pana Martina skończyły się wreszcie 31 grudnia 1921 roku, kiedy to podrobiazgowym śledztwie Armstrong został aresztowany pod zarzutem usiłowania zabójstwa.

W chwili zatrzymania przy majorze znaleziono mały pakiecik, zawierający arszenik. Była to,jak twierdził zatrzymany, jedna dwudziesta część uncji arszeniku, którą kupił, by wytępić 19korzeni mlecza w swym ogrodzie. Gdy przeszukano kancelarię majora, w jego biurkuznaleziono paczuszkę z dalszymi dwiema uncjami arszeniku.Kiedy Armstrong przebywał w areszcie, dokonano ekshumacji zwłok jego żony. Sekcjęprzeprowadził anatomopatolog, który w kilka lat później miał zdobyć wielką sławę i tytułlordowski, doktor Bernard Spilsbury. W niektórych narządach znaleziono aż 3 i 1/2 gramaarszeniku.

19 stycznia 1922 roku Armstrong został więc oskarżony również o zabójstwo swejżony.Proces rozpoczął się 3 kwietnia tego roku przed sądem przysięgłych w Hereford i trwałdziesięć dni. Oskarżał prokurator generalny, sir Ernest Pollock, bronił zaś sir Henry Curtis-Bennet. Już sam udział dwóch arystokratów w rozprawie świadczy o tym, jaką wagęprzywiązywano do tej sprawy i jakiego nabrała ona rozgłosu w sferach wymiarusprawiedliwości.

Obrona dowodziła, że pani Armstrong popełniła samobójstwo jako osoba co najmniejniezrównoważona psychicznie. Oskarżyciel przedstawił jednak niezbite dowody, żenieszczęsna kobieta bynajmniej nie pragnęła śmierci. Wezwano mianowicie na świadkapielęgniarkę, która opiekowała się panią Armstrong podczas kilku ostatnich dni jej życia.Zeznanie wywarło ogromne wrażenie na ławie przysięgłych i na zgromadzonej tłumniepubliczności. Pielęgniarka mówiła drżącym ze wzruszenia głosem:

– Ta biedulka tak bardzo chciała żyć. Rano, w dniu swojej śmierci, powiedziała do mnie:„Ja nie umrę siostro, prawda? Mam przecież dla kogo żyć – dla mojego męża i dzieci...”

Nie mniejsze wrażenie zrobiła postawa oskarżonego. Pewności siebie dodawała muzapewne wieloletnia praca w sądzie pokoju.. W Hereford stawiono pięć do jednego za jegouniewinnieniem. Może tak by się stało, gdyby nie przewodniczący rozprawie sędzia Darling.Wysłuchał on wzruszających zeznań oskarżonego, który starannie dobierał słowa imodulował głos, a gdy na sali zapadła cisza i wszyscy byli pod wrażeniem tragicznego losuczłowieka niewinnie oskarżonego o straszną zbrodnię, odchrząknął i zapytał znienacka:

– Chwileczkę, panie Armstrong. Proszę raz jeszcze dokładnie opowiedzieć sądowi, jak tobyło z tym arszenikiem. Po co pan zadał sobie trud podzielenia porcji trucizny na dwadzieściapaczuszek, zamiast po prostu rozpylić ją bezpośrednio wokół wszystkich mleczy po kolei?

– Naprawdę nie umiem na to odpowiedzieć – odparł Armstrong, którego głos zacząłnagle drżeć. – Wydawało mi się, że jest to najwygodniejszy sposób.

Armstrong został uznany winnym i skazany na śmierć przez powieszenie. Wyrokwykonano 31 maja 1922 roku w więzieniu w Gloucester.

Podobne prace

Do góry