Ocena brak

HELYETIUS I ETYKA OŚWIECENIA

Autor /Grzes56 Dodano /31.05.2011

Wiek XVIII interesował się specjalnie człowiekiem, zwłaszcza interesował się nim praktycznie, chcąc ulepszyć jego życie. Ulepszenie zaś rozumiał jako uczynienie życia przyjemniejszym. Najbardziej jaskrawy wyraz dał temu Helvetius. Wyszedł z podobnych założeń jak Wolter, La Mettrie, Condillac, d'Alembert i stanowi ich uzupełnienie: poglądy jego wraz z ich poglądami obejmują to, co się zwykło nazywać filozofią Oświecenia lub filozofią encyklopedystów.

POPRZEDNIKÓW Helvetius miał zwłaszcza w Anglii: już w szkole czytał Locke'a; korzystał z Hobbesa, stanowiącego początek prądu, którego on był ujściem; obcował z Hume'em, gdy ten przebywał w Paryżu. Tym lepiej znał swych francuskich poprzedników: maksymy La Rochefoucaulda umiał na pamięć; Wolter był jego literackim mistrzem i protektorem; żył w tym samym środowisku, co stary Fontenelle, d'Alembert, Diderot, Holbach. Wielka Encyklopedia nie zawiera artykułów podpisanych jego nazwiskiem, ale był „encyklopedystą" w tym szerszym znaczeniu, że dzielił poglądy jej autorów i nawet je radykalniej niż inni wyrażał.

Głównymi wątkami myśli Helvetiusa były: 1) czysty empiryzm, zaprzeczenie wrodzo­nych własności umysłu - wywodzące się od Locke'a; 2) pozbawione złudzeń patrzenie na człowieka - od La Rochefoucaulda; 3) czysto doczesne traktowanie życia - od Fontenelle'a i Woltera; 4) dążenie do odnowienia ludzkości przez naukę - wspólne z Diderotem i encyklopedystami; przede wszystkim zaś 5) utylitaryzm, zapoczątkowany przez Hume'a, Hartleya, Priestleya i innych Anglików XVIII wieku.

ŻYCIE I PISMA. Adrien Claude Helvetius (1715- 1771) pochodził z rodziny nadreń-skiej, naturalizowanej i nobilitowanej we Francji; był synem nadwornego lekarza. Dzięki wpływowemu ojcu uzyskał w młodym wieku stanowisko generalnego dzierżawcy dóbr królewskich, dające olbrzymie dochody. Już w szkole pasjonował się filozofią; ale nie mniej tańcem i szermierką. A i później wielostronne jego upodobania ciągnęły go w rów­nym stopniu do kobiet, jak do filozofii i działalności społecznej. Dbał o swych poddanych, a nawet podburzał ich, aby się upominali o swoje prawa. W 1749 r. nabył godność och­mistrza dworu królowej, dającą stanowisko światowe, a zarazem sposobność obserwo­wania życia i ludzi na dworze. Osądziwszy, że jest dość bogaty, zrezygnował z dzierżaw, nabył parę majątków i odtąd na przemian mieszkał to w swych dobrach, to w swym pa­łacu paryskim.

Za młodu pisał rozprawy dydaktyczno-filozoficzne wierszem, z których najdłuższa Bonheur, akademicka i nudna, ogłoszona została dopiero po jego śmierci, ale znana była w odpisach i chwalona za życia. Potem przeszedł do prozy i w 1758 r. ogłosił obszerną książkę De 1'esprit. Filozofowie przyjęli ją z uznaniem, ale władze państwowe i kościelne potępiły. Arcybiskup Paryża, a potem papież listem apostolskim zabronił jej czytania. Nie tylko wydział teologiczny, ale i Sorbona potępiła ją jako „jedną z najszkaradniejszych książek, jakie kiedykolwiek się ukazały". Nie pomogły wyjaśnienia Helvetiusa; cenzor królewski dostał dymisję, a on sam musiał złożyć swój urząd dworski. Działo się to w Parażu, w stolicy encyklopedystów, w pełni Oświecenia. Natomiast wydania i tłumaczenia na obce języki szły jedne za drugimi. Autor, na razie zniechęcony, przystąpił niebawem do nowej pracy, De l’homme, która ukazała się dopiero w 1772 r., po jego śmierci.

Życie Helvetiusa przebiegło niezwykle łatwo, a mimo to nie miał zazdrosnych; był tak dobroczynny, miły i ludzki, że wybaczano mu nawet bogactwo i przywileje. Dokonał tego, iż patrzano bez zgorszenia, jak jednocześnie kupował urzędy dworskie i przygoto­wywał rewolucję. I Franklin mógł tego osiemnastowiecznego libertyna porównywać z Sokratesem, a poważny d'Alembert nazywać go „filozofem pełnym godności, uroku i cnoty".

POGLĄDY. 1. naukowa sztuka życia. Zadaniem, jakie Helvetius sobie stawiał, było: stworzyć sztukę życia, ale opartą na rozumie i doświadczeniu, mającą charakter równie naukowy, jak nauki przyrodnicze. Rozumiał, że musi ona wychodzić ze znajo­mości człowieka, z jego historii naturalnej. Dotąd wynoszono człowieka ponad przyrodę, przypisywano mu własności wyjątkowe, a tymczasem jest on po prostu częścią przyrody, podlegającą zwykłym jej prawom. Rozumiano go dualistycznie, supranaturalistycznie, a tymczasem trzeba go rozumieć naturalistycznie, jeśli się chce właściwie kierować jego życiem.

2. nie ma innych dążeń niż interesowne. La Mettrie mówił: jest tylko materia. Condillac powtarzał: posiadamy tylko zmysły. D'Alembert twierdził: ufać możemy tylko faktom. Tak samo myślał Helvetius: niewiele się nad kwestiami teoretycznymi rozwodził, ale sympatyzował z materialistami i sensualistami.

Dla poznania człowieka i zorganizowania mu życia trzeba wiedzieć, jakie są jego wyobrażenia, pobudki i oceny. Helvetius sądził, że są bardzo proste. Wszelkie wyobra­żenia pochodzą z wrażeń zmysłowych; pobudką wszelkiego działania jest miłość własna; miarą wszelkich ocen jest interes.

Umysł ludzki jest taki,, jakim go czynią zmysły. Bogactwo swe zawdzięcza (taki był oryginalny pogląd Helvetiusa) tylko budowie ciała, w szczególności kształtowi rąk i gięt­kości palców. Nie potrzeba przyjmować innych zdolności człowieka dla wytłumaczenia jego wiedzy. A wszystkie jego błędy pochodzą z afektów i z ignorancji. Z afektów, bo sku­piają uwagę na jednym aspekcie rzeczy i czynią ślepym na inne; i z ignorancji, bo sprawia, iż wyobrażamy sobie, że w rzeczach jest tylko to, co w nich widzimy. Resztę zła robi język ze swymi mętnymi wyrazami.

Dążenia ludzkie Helvetius rozumiał równie prosto, jak wyobrażenia. Po prostu upo­dobanie do przyjemności i niechęć do cierpienia wytwarzają w człowieku miłość do siebie samego i czynią, że każdy woli siebie od innych. Jest to uczucie niezbędne do utrzymania gatunku; z tego zaś uczucia rodzą się wszystkie popędy i dążenia człowieka. „Jak świat fizyczny podlega prawom ruchu, tak moralny prawom interesu". Była to koncepcja skraj­nie egoistyczna i htdonistyczna. Zdawać się wprawdzie może, że ludzie dążą i do innych rzeczy, np. do sprawiedliwości; ale naprawdę kieruje nimi wtedy lęk przed cierpieniem wywoływanym przez niesprawiedliwość albo nadzieja korzyści towarzyszących panowaniu sprawiedliwości. I aby uczynić ludzi sprawiedliwymi, trzeba nagradzać ich przyjemnościa­mi i karać cierpieniem.

3. nie ma innych właściwości umysłu niż nabyte. Wierny kierunkowi Locke'a, Helvetius zaprzeczał wrodzonym czynnikom w człowieku: nie tylko pojęciom, ale i skłon­nościom. Wszystkie właściwości ludzi, zarówno wspólne, jak jednostkowe, są nabyte,

zależne od otoczenia, wychowania, warunków życia. Nie ma w szczególności wrodzo­nego „zmysłu moralnego", wrodzonej sympatii dla innych. Nawet dbałość o samego siebie jest nabyta. „Wszystko aż do miłości samego siebie jest nabyte. Uczymy się kochać samego siebie". Nie ma w ogóle żadnej pierwotnej „natury", z którą by człowiek przychodził na świat; to, co tak nazywamy, to (jak Helvetius mówił w zgodzie z Pascalem) tylko naj­wcześniejsze doświadczenia człowieka. Przez to, że ludzie żyją w podobnych warunkach i że naśladują jedni drugich, powstaje złudzenie, iż mają właściwości stałe, pierwotne, niezależne od otoczenia i warunków życia.

4. czym ludzie dobrzy różnią się od złych. Jeżeli wszyscy w równej mierze zdą­żają do własnego interesu, to gdzież można mówić o moralności, cnocie, dobru? Owszem, odpowiadał Helvetius, można: kto zmierzając do własnego interesu szkodzi innym, ten jest zły, a kto służy jednocześnie interesom innych, ten jest dobry. Była to odpowiedź utylitaryzmu, którą on przeszczepił na kontynent. Interes ogółu był dlań normą; to i tylko to jest uprawnione, co mu służy.

Z tego stanowiska wypadło przeprowadzić rewizję tradycyjnych cnót: nie wszystko jest cnotą, co za nią uchodzi, obok rzeczywistych są też pozorne. Jako przykłady pozor­nych Helvetius przytaczał czystość westalek i ascezę fakirów: nikomu nic z nich nie przy­chodzi, więc - nie są naprawdę cnotami. A tak samo obok występków rzeczywistych są pozorne: to te, które nikomu nie szkodzą, występkami czyni je tylko przesąd. Zaliczał do nich rzekome występki natury seksualnej. Źródło ich widział w religii i - wróg religii i fanatyk polityki - cnoty rzekome utożsamiał z religijnymi, a prawdziwe z politycznymi.

W przeciwieństwie do wielu moralistów swego obozu nie uważał moralności za rzecz samego rozumu; popędy są nie mniej potrzebne. Stanowią siłę pędną człowieka. Kto ich nie ma, nie jest wprawdzie zdolny do zła, ale nie jest także zdolny i do dobra. W nich mają źródło najśmielsze poczynania ludzi, dzięki nim stawiają oni czoło niebezpieczeń­stwom, cierpieniom, śmierci; one przeciwdziałają lenistwu i bezwładowi, ku którym człowiek zawsze ciąży. A dotyczy to zarówno pierwotnych popędów do zaspokajania głodu czy chronienia się przed chłodem, jak popędów wtórnych, które wytwarzają się dopiero w ramach społeczeństwa przez ambicję, pychę, zazdrość.

5. wychowanie i prawodawstwo mogą ludzi uczynić dobrymi. Ze swych założeń Helvetius wyciągnął praktyczne wnioski i wnioski te uczynił ośrodkiem swej doktryny. I nie założeniom, które w XVIII w. nie były nowością, lecz wnioskom zawdzięcza on swe miejsce w dziejach myśli. Mianowicie: skoro żadne właściwości nie są wrodzone, skoro wszystkie są nabyte, to można uczynić, by ludzie nabywali właściwości dobre, służące in­teresowi ogółu.

Właściwości ludzi zależą od tego, jakie mieli wychowanie. Jakie zaś mieli wychowanie, to zależy od tego, w jakim żyli ustroju państwowym, w którym znów najważniejszą rzeczą jest prawodawstwo. Do tego prowadziła cała filozofia Helvetiusa. Rozumiał zaś „wycho­wanie" szeroko: w sensie wszelkiego oddziaływania z zewnątrz. „Każdy, śmiem powie­dzieć, ma za wychowawców także formę rządu, pod jaką żyje, przyjaciół swych i ko­chanki, ludzi, jacy go otaczają, książki, jakie czyta, a także i przypadek, czyli nieskończo­ność wydarzeń, których związki i przyczyny ukryte są przed naszą ignorancją".

Etyka musi przeto być związana z polityką i prawodawstwem. Niepodobna wyko­rzenić wad, do których zachęcają obowiązujące prawa. Trudno np. mieć ludziom za złe hipokryzję, jeśli prawa do niej skłaniają. Przy naprawdę dobrym prawodawstwie, dość wysoko nagradzającym korzyść ogółu i dość surowo karzącym jego szkodę, byłoby szaleń­stwem żyć inaczej niż cnotliwie. Wszyscy chcą własnej korzyści, tego zmienić nie można, ale też nie potrzeba zmieniać, bo jest to podstawa wystarczająca dla etyki. Wszelka inna jest całkowicie nierealna. Z egoizmu może wypływać zarówno dobre postępowanie, jak złe; chodzi o to, by wypłynęło dobre, leży to w rękach polityków, prawodawców. Nie należy czekać, aż ludzie sami staną się dobrzy, należy ich do tego wszelkimi sposobami nakłaniać. Nie należy też przed nimi ukrywać, jakie pobudki nimi rządzą: lepszy szczery hedonizm i egoizm niż zakłamany idealizm.

Nie było dotąd zgody w etyce. Ale gdy pojęcia jej będą jasne, to i tezy jej zostaną do­wiedzione, i będzie w niej zgoda nie mniejsza niż w geometrii. Helvetius sądził, że do tego doprowadził. Usiłował stworzyć etykę naukową, niezależną, racjonalną, bez dogmatów i apriorycznych założeń, bez sentymentów i mistycyzmu, a przy tym skuteczną praktycznie, czyniącą ludzi lepszymi. Wypadła zupełnie prosto: bo jest tylko jedna pobudka w czło­wieku - jego własny interes, i jeden cel - interes ogółu, a pobudkę tę można z tym ce­lem uzgodnić. Helvetius stawiał też sobie cele bardziej konkretne: chciał ludziom zapewnić pełnię życia i walczył z ascezą: a także chciał im zapewnić wolność i walczył z despotyz­mem.

ZESTAWIENIE. Helvetius był ogniwem w linii rozwojowej utylitaryzmu, wiodącej od Hobbesa do Benthama. Rola jego polegała, po pierwsze, na tym, że prąd ten przeniósł na kontynent, po drugie, że go zradykalizował, i po trzecie, że położył nacisk na konsek­wencje praktyczne, na to, iż naprawa moralna zależy od polityki, prawodawstwa, wycho­wania. Nie był myślicielem oryginalnym, ale bardzo reprezentatywnym.

„Dwa są rodzaje moralistów i polityków" - napisał Chamfort - „ci, co widzieli naturę jedynie od strony szkaradnej lub śmiesznej, i takich jest najwięcej, należał do nich Lukian, Montaigne, La Bruyere, La Rochefoucauld, Swift, Mandeville, Helvetius (i sam Chamfort był jednym z nich), oraz ci, co widzieli ją od strony dobrej, doskonałej, jak Shaftesbury i niektórzy inni". Nie ma wątpliwości, iż Helvetius należał do pierwszej grupy. Wyróżniał się w niej tym, że nie ograniczał się do poszczególnych obserwacji nad słabą naturą człowieka, lecz budował jej ogólną teorię. „Baconem świata moralnego" nazwał go za to Bentham. Jedni z etyków rozumieli naturę ludzką dualistycznie, jako na wpół ducho­wą i na wpół cielesną, i tylko w duchowej widzieli podstawę życia moralnego; inni nato­miast sądzili, że natura ludzka jest w swej podstawie tylko cielesna, i jeżeli życie moralne jest możliwe, to jedynie na tej podstawie. Ta druga grupa miała w XVIII w. przewagę, a Helvetius był jej skrajnym przedstawicielem.

OPOZYCJA. Koła zachowawcze były nieprzejednane wobec pism Helvetiusa: miały je za moralnie niebezpieczne: bo (mówiąc słowami Jacka Przybylskiego z 1785 r.) „przy­wodzą dziecinne bajeczki, fałsze, wszeteczności i zgorszeń mnóstwo". Ataki ich ustały dopiero w XIX w., gdy Helvetius przestał być aktualnym autorem.

Ale także w kołach postępowych, wśród encyklopedystów, do których sam należał, opinia o nim była podzielona. Tu nie sądzono, by poglądy jego były gorszące, ale miano wątpliwości, czy są całkowicie prawdziwe i umiejętnie wyłożone. Wolter patronował mu, ale ostatecznie niezbyt wysoko go cenił; wyrzucał mu robienie systemu i mówił, że książki jego są odważne, ale nudne. Markiza du Deffand, przyjaciółka encyklopedystów, nazy-

wała jego dzieło „broszurą o 1400 stronach"; istotnie było rozwlekłe, a więcej niż ogólnych tez zawierało anegdot i propagandy w broszurowym stylu. Z bliższego otoczenia kwestio­nowali tezy jego w szczególności Rousseau i Diderot. Dla Rousseau, zwolennika wrodzo­nej dobroci natury ludzkiej i rzecznika uczuć, nie mogło być z Helvetiusem porozumienia. Wracał on do tradycyjnego stanowiska, które Helvetius właśnie zwalczał. Stanowili w swo­jej epoce najskrajniejsze może przeciwieństwo w sprawach moralnych. Ale także szef encyklopedystów, Diderot, choć Helvetiusa cenił, odrzucał dwie jego naczelne tezy, jego „ulubione paradoksy": że ludzie dążą tylko do własnego interesu i że ich natura zależy wyłącznie od wychowania. Pierwsza polega na pomieszaniu celu z pobudką, a druga na nieuwzględnieniu różnic w fizycznej budowie człowieka, z których wynikają z kolei różnice psychiczne. Tym bardziej krytykowali Helvetiusa pozytywiści: dla nich poglądy jego były nazbyt uproszczone i jednostronne. Zwłaszcza Turgot zaprzeczał, jakoby człowiek rządził się wyłącznie interesem, potrzebą jego jest także miłość. Sądził, iż Helvetius swą skraj­nością kompromituje słuszne dążenia encyklopedystów. Helvetius wytykał innym, że two­rzą systemy, a sam zrobił to samo. Zanadto uogólniał i upraszczał; trzeba tezy jego ograniczyć, a będą prawdziwe. - Nowsi zaś krytycy widzieli najsłabszy punkt Helvetiu-sa jeszcze w czymś innym: w nieprzestrzeganiu granicy między opisem a oceną, między tym, co człowiek robi, a co dobrze jest, by robił.

DZIAŁANIE. Mimo sprzeciwy, krytyki i palenie jego dzieł wpływ Helvetiusa był rozległy. Nazwisko jego było tak pociągające, że po jego śmierci pod tym nazwiskiem wydawcy zaczęli ogłaszać także cudze prace - traktaty naukowe (np. Le vrai sens dii systeme de la naturę w 1774, wykład materializmu, zbliżony do Holbacha i zapewne jego pióra), a nawet powieści.

Żona Helvetiusa jeszcze po jego śmierci gromadziła w swym salonie ludzi podobnie myślących. Bywalcami tego salonu i kontynuatorami Helvetiusa byli Condorcet i Yolney, autor Catechisme du citoyen franfais z 1793 r., obaj entuzjaści reformy życia opartej na nauce. W salonie tym narodził się ruch ideologów, od Helvetiusa więcej jeszcze zależny niż od Condillaca. Bliski Helvetiusowi był zwłaszcza radykalny Destutt de Trący, który jeszcze w początkach XIX w. bronił jego stanowiska przeciw ofensywie tradycjonalizmu, spirytualizmu, mistycyzmu.

Pod wpływem Helvetiusa rozwinął się słynny włoski ekonomista i reformator prawa C. Beccaria. A właściwym następcą Helvetiusa był Bentham i angielscy „radykałowie filozoficzni", oni stanowili następny etap w rozwoju. Rozwój utylitaryzmu zaczął się w Anglii, przeszedł w XVIII wieku przez Francję, potem znów do Anglii powrócił.

Wiek XIX zaczął od zupełnie innych, idealistycznych tendencji; ale później wrócił do haseł Helvetiusa: do jego realizmu, sensualizmu, a także demokracji, wolności, świec­kiego wychowania, rozdzielenia Kościoła i państwa, kolektywizmu. W początkach XIX stulecia Helvetius przestał być aktualny także dlatego, że idee jego znalazły już wtedy doskonalszych rzeczników. Ale niejeden z myślicieli tego stulecia szedł świadomie jego drogą. Stendhal mówił o nim, iż „otworzył mu na roścież drogę do człowieka". Korzystał z niego Comte, gdy rozwijał altruistyczną etykę na podłożu naturalnego egoizmu, nato­miast krytykował jego „absurdalną przesadę co do jednakowości umysłów ludzkich i wszechpotęgi wychowania".

Nazwano go „apostołem i męczennikiem filozofii", bo książka jego była potępiona i prześladowana; choć nie było niewątpliwie drugiego apostoła i męczennika, który by przyjemniej życie przepędził. Obficie korzystał z przywilejów ancien regime^u, a jednocześ­nie radykalizmem swych pism przygotowywał jego koniec. Gdy wybuchła rewolucja, uwieńczono jego popiersie, a córkom jego nadano tytuł „córek narodu". Ale entuzjazm dlań trwał krótko. Robespierre wielbił już tylko Rousseau, a Helvetiusa miał za „marnego pięknoducha"; po jego przemówieniu w 1792 roku tłum strącił popiersie Helvetiusa. Ulica paryska nazwana od jego imienia zachowała tę nazwę jeszcze do 1814 r., ale nie dłużej. Napoleon, który jako generał poszedł złożyć hołd wdowie po filozofie, jako cesarz kazał usunąć jego dzieła ze swej biblioteki.

Podobne prace

Do góry