Ocena brak

Grupy zorganizowane

Autor /John Dodano /29.07.2011

Musimy dokonać jeszcze jednego kroku na drodze ku coraz bardziej skomplikowanym całościom społecznym. Otóż kontakty i interakcje między członkami grupy, gdy stają się powtarzalne i regularne, mogą przerodzić się w regulowane normatywnie. Wtedy pojawiają się między członkami grupy stosunki społeczne wskazujące na ich wzajemne powinności i uprawnienia, zdefiniowane zostają pozycje społeczne, które zajmują członkowie grupy, a z tymi pozycjami wiążą się właściwe dla nich role. Oznacza to, jak pamiętamy, że w zbiorowości pojawiła się organizacja społeczna. Wprowadziliśmy wcześniej to pojęcie w sensie abstrakcyjnym, atrybutywnym, mówiąc w konwencji „działaniowej", że pewna zbiorowość posiada organizację, cechuje się organizacją. Obecnie możemy pojęcie organizacji zastosować w sensie konkretnym, realistycznym, powiadając w konwencji „grupowej", że pewna zbiorowość jest organizacją społeczną, albo inaczej - grupą zorganizowaną.

Takie pojęcie organizacji jest bliższe potocznemu, jak wszystkie zresztą pojęcia formułowane z perspektywy grupowej. Typowe grupy zorganizowane to w tym ujęciu zakład pracy, korporacja przemysłowa, urząd, szkoła, uniwersytet, sąd, szpital, partia polityczna, orkiestra symfoniczna itp. W tych przypadkach regulacja normatywna jest bardzo wyraźna, rozróżnienie pozycji (statusów) klarowne, siatka obowiązków i uprawnień (ról) jednoznaczna, sposoby ich egzekucji formalnie określone. Ale są również grupy, w których organizacja co prawda występuje, ale w formach daleko luźniejszych, określona jest nieostro i realizuje się bardziej spontanicznie. Przykładem z drugiego bieguna grup zorganizowanych jest rodzina. Improwizujący kwintet jazzowy różni się też istotnie stopniem zorganizowania od orkiestry symfonicznej. Można więc powiedzieć, że organizacja stanowi cechę stopniowalną, przebiegającą całą skalę od wysokiego do minimalnego stopnia artykulacji i sformalizowania. Niekiedy wprowadza się według tego kryterium rozróżnienie grup formalnych i nieformalnych.

Do grup zorganizowanych można również zastosować pojęcie więzi społecznej. Dochodzimy tu do końca sekwencji coraz silniejszej więzi: obiektywnej, subiektywnej, behawioralnej i w końcu tej występującej w organizacji. W tym ostatnim przypadku powiemy o więzi kooperacyjnej, jej istotą jest bowiem podział funkcji (ról) między pozycjami społecznymi (statusami) i fakt, że są one sobie nawzajem potrzebne, ze sobą komplementarne i dopiero wszystkie razem zapewniają normalne funkcjonowanie całej organizacji. Mąż i żona w rodzinie, profesor i studenci na uniwersytecie, dyrektor i pracownicy w firmie, lekarz, pielęgniarki i pacjenci w szpitalu - to przykłady takiej wzajemnej niezbędności ról organizacyjnych. Nie można wyobrazić sobie wykonywania jednej bez drugiej. Czy profesor mógłby prowadzić wykład uniwersytecki bez studentów?

Co prawda, podczas strajków studenckich w USA pod koniec lat siedemdziesiątych niektórzy profesorowie Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku przychodzili do sal wykładowych i wygłaszali demonstracyjnie pełny dwugodzinny wykład do pustych ławek i ścian, ale było to już w istocie coś innego niż wykład; raczej symboliczny protest przeciwko strajkom i zamanifestowanie, że studenci mogą co prawda na wykład nie przyjść, ale nie mogą odebrać profesorom ich podstawowego prawa do wykładania, lex legendi. Emile Durkheim określał więź tego rodzaju między dopełniającymi się, komplementarnymi pozycjami mianem „solidarności organicznej", wskazując, że w odróżnieniu od prymitywnej „solidarności mechanicznej" opiera się ona nie na podobieństwie między ludźmi, lecz właśnie na różnicach między nimi. Ale tylko takich różnicach, które nadają wzajemnie sens działaniom i które pozwalają wszystkim razem lepiej osiągnąć swoje cele. Klasyczną sytuacją, która rodzi tego rodzaju „solidarność różnych" jest dla Durkheima głęboki podział pracy, typowy dla społeczeństw nowoczesnych.

Ludzie wykonujący swoje wyspecjalizowane zawody nie są samowystarczalni, nie mogliby zrealizować swoich celów, a i całe społeczeństwo przestałoby funkcjonować, gdyby inni nie wykonywali swoich partykularnych zadań. Przypomina mi się z przedszkola taki wierszyk Tuwima, który doskonale ilustruje tę wzajemną niezbędność różnych zawodów: „Murarz domy buduje, krawiec szyje ubrania, ale gdzieżby co uszył, gdyby nie miał mieszkania? A i murarz by przecie na robotę nie ruszył, gdyby krawiec mu spodni i fartucha nie uszył". Kilkadziesiąt lat po Durkheimie podobną ideę formułowali Merton i Lazarsfeld, badając formy przyjaźni. Otóż, obok wcześniej wspomnianej „homofilii", czyli przyjaźni między podobnymi, wyróżniali „heterofilię", czyli przyjaźń zakorzenioną w dopełniających się różnicach; atrakcyjnej dla obu partnerów odmienności upodobań, poglądów, sfer pracy zawodowej, kręgów towarzyskich2.

Ludzie należą często do wielu grup zorganizowanych. Problemy, jakie wtedy napotykają, polegają na dysonansach regulacji normatywnej narzucanej przez każdą z nich. Organizacje mogą od nich wymagać realizacji niezgodnych ze sobą celów przy pomocy nie dających się pogodzić sposobów postępowania. W języku „działaniowym" mówiliśmy o tym wcześniej jako o konflikcie pozycji i związanych z nimi ról. Przykładem z niedalekiej przeszłości może być dylemat katolika (członka Kościoła katolickiego), który zapisywał się do partii komunistycznej. Inny przykład to sytuacja sędziego, który równocześnie należy do mafii. Oba te przypadki, traktowane tu jako konflikt przynależności organizacyjnych, można tak samo traktować jako konflikt pozycji społecznych (statusów). Widzimy raz jeszcze, jak oba języki analizy socjologicznej, „działaniowy" i „grupowy", są wzajemnie przekładalne, jak się dopełniają. Bo oczywiście mówią o tym samym, tyle że pod innym nieco kątem widzenia, bogacąc w ten sposób pełny obraz.

Podobne prace

Do góry