Ocena brak

Groteskowe „Sny pod Fumarolą” - Groteska jako forma aktywizująca

Autor /Albinos Dodano /05.06.2013

Lektura Snów pod Fumarolą wymaga gimnastyki umysłowej. Może się przecież zdarzyć, że czytelnik nie zechce podjąć owych ćwiczeń i niezbędnego „ruszania głową”. Wtedy potraktuje utwór zewnętrznie, pozostając na powierzchni cudacznych zdarzeń, przyjmie go jako lekki, dowcipny, momentami śmieszny lub rubaszny. Efektem takiej percepcji będzie uśmiech, zabawa, a więc też jakiś zysk dla autora.

Chodziłoby wszakże o dostrzeżenie w Zielińskim pisarza, który kontynuuje w polskiej prozie wyzwalanie fikcji literackiej z okowów naiwnego mimetyzmu, twórcę sprawdzającego rzeczy, postawy ludzkie, sytuacje społeczne przez ujawnianie ich śmieszności i absurdu dzięki rzucaniu na nie ostrego światła czasem dobrodusznej, a częściej przekornej drwiny. Autora, którego istotną cechą jest stała obecność tonu serio w konstrukcjach groteskowych, obecność rzeczywistości realnej w najbardziej wymyślnych i wykreowanych światach.

Takim światem jest Upania, nieokreślona w sensie przestrzeni, wymyślona na mapie świata, w jakiś sposób utopijna. Podobnie czas jest fantastycznym czasem przyszłym, bliżej nie dopowiedzianym, jedynie czekającym współczesnego człowieka. Następną niespodziankę gotuje fabuła, gdzie porządek fabularny wyznacza „logika a rebours”, a przy układzie na opak wszystko jest możliwe.

Pierwszoosobowy narrator przybywa do Upanii statkiem, w głąb kraju dostaje się pociągiem, zatrzymuje się w najlepszym hotelu, znajduje Pośrednika do kontaktów z najwyższym dostojnikiem, aby w czasie rozmowy sfinalizować bliżej nie określoną transakcję handlową dotyczącą nie istniejących hipopotamów. Poznaje pannę Fuma-rolę, która tyleż wprowadza bohatera w zaskakujący lub wręcz szokujący świat, co sama wprawia w zdziwienie lub zakłopotanie.

Jak przystało na cywilizowany świat, nasz bohater wiele podróżuje, korzystając z różnych środków lokomocji, również z balonu, ale porusza się także pieszo (przemierza na przykład nieskończenie długie korytarze z tajemniczymi drzwiami), chcąc za sprawą Budzisuka dostać się do Gubernatora. Mimo nikłej akcji w Snach pod Fumarolą wyczuwa się ruch. I chociaż sytuacje fabularne są w zasadzie statyczne, kreowanie bohatera w ruchu wpływa na zdynamizowanie fabuły.

Podstawowym budulcem przedstawianego świata jest zniekształcenie, wyolbrzymienie i śmieszność, stawianie obok siebie powagi i absurdu, doprowadzanie do stałej kontaminacji mądrości i głupoty, normalności i dziwności. Kiedy nasz bohater przemierza rozległe przestrzenie gmachu-kancelarii, ma wrażenie nowoczesności ze względu na szerokie pochylnie łączące piętra, piwnice i strych. Ale jednocześnie uderzają go drogowskazy na skrzyżowaniach, konna policja pilnująca dróg, na karych kucach rumiane liliputy, sylwetki wypchane, słabostka Gubernatora hobbysty i kolekcjonera. Symptomem nowoczesności jest pełna elektryfikacja, która przestaje być tylko dobrodziejstwem, a reifikuje ludzi, zdziwienie budzą ludzie na elektro-wrotkach. A obok tego kłopoty z koleją: pociągi spóźniają się lub nie chodzą wcale.

Pisarz drwi z rzekomej niezawodności wynalazczej, bawi się „cudami” techniki uzależniającej ludzi ponad ich spodziewanie. Kult wynalazczości, idea sama w sobie słuszna i piękna, przeradza się w jej zaprzeczenie. Prześcigając się w wynalazczości, jeden wymyślił Dużą Strzelbę, z której nie sposób wystrzelić, inny pompkę do kartofli, żeby były większe, ale nadmuchane kartofle pękały i gniły od środka. Pompując kartofle wymyślili gumowy globus, który chcą nadmuchać do naturalnej wielkości, a równocześnie zmieścić go w specjalnym pawilonie z rozsuwanym dachem. Aby wyśmiać te „oszałamiające” sukcesy cywilizacji, pisarz dodaje:

A jaka wygoda! Cały świat można zwiedzić nie ruszając się z rodzinnego miasta. Przystawiasz drabinę, włączasz pompę i za chwil parę spacerujesz po drugiej półkuli!

I jeszcze jedno: nasz bohater słyszał, jak w mieście i na statku owych wynalazców nazywano sklerotykami. Ale to nic, liczy się tylko fakt, że Gubernator ma upodobania do rzeczy wielkich, a Duża Strzelba jest wykorzystywana z genialną znajomością psychiki ludzkiej : w czasie podróży Gubernatora po kraju tłum na jej widok wpada w zadumę, rezygnując z odruchów emocjonalnych. Ma także ambicję unowocześniania za wszelką cenę, toteż sztab ludzi tworzy „cudowne” maszyny składające się z tysięcy kręcących się kółek. Wystarczy znowu postawić zakazane w Upanii pytanie — po co się kręcą? Jest to kolejne ośmieszenie techniki, która przestała służyć ludziom.

Szerzej pojęte niebezpieczeństwo polega na tym, że każdy układ fałszywy może ulec zmitologizowaniu, może stać się siłą realną w życiu społecznym. Droga ratunku to powrót do czynników elementarnych i pytań podstawowych, rozbijających zafałszowany układ. W Upanii kochają się też w ceremoniach, uroczystościach i nieustannym karnawale.

Z pędem do nowoczesności zderzają się przestarzałe paragrafy, rozdyma się, puchnie i trzeszczy machina biurokratyczna. Przeciętnemu człowiekowi w tym niewdzięcznym świecie trudno się poruszać, ponieważ przepisy najczęściej mówią „nie wolno”, „zabrania się”, a kiedy chce się je poznać H§ okazują się tajne. Niewskazane jest również myślenie, którego efektem są pytania w rodzaju: po co, dlaczego, co to jest, co to znaczy, do czego służy? Rzetelna odpowiedź na takie pytania skompromitowałaby większą część panujących i podtrzymywanych sposobów rządzenia, myślenia, obyczajów.

Inną znamienną cechą pospiesznie cywilizującego się kraju są uderzające kontrasty: za taksówkę służy czółno na dwóch drągach niesione przez czterech drabów, z których „przedni prawy ma taksometr nad uchem”, i rozbudowany do gigantycznych rozmiarów system policyjny. Nieufność, podejrzliwość, inwigilacja, wielorakie zabiegi prewencyjne stanowią integralną część państwa upańskiego. Bohaterowi przyjdzie się stykać z objawami policyjnego systemu od momentu wyjścia na peróń, gdzie czekał policjant: „Zaraz wziął mnie w objęcia i serdeczną ręką przejechał po kieszeniach”, przez podsłuch w hptelu i na ulicy aż po zamknięcie (przy okazji wizyty u Gubernatora) panny Fumaroli niczym małpy czy ręcznego bagażu w klatce. Wszyscy ludzie mieli stopnie, szarże, rangi, lokaty, odznaczenia i ordery. Cała skomplikowana hierarchia, w którą włączono psy: „Z bramy urzędu wybiegały wilczury w obroży nabijanej złotem. Fumarola stanęła frontem jak przed wojskowym sztandarem. Mnie zatkało”. Wilczur ciągnący Fumarolę za szew spódnicy okazał się nie lada jaką szyszką^, „komisarzem w stopniu pułkownika”.

W Snach pod Fumarolą zakłóceniu uległy prawa normalnego działania, normy racjonalnego porządku. Nad kwiaciarnią mieści się wynajem trumien i nikt nie pyta, jak to jest możliwe. Złoty napis łuszczy się i odpada, a spod niego wyziera sensowny, choć dawny: tu trumien skład i sprzedaż. Żeby rzecz doprowadzić do absurdu, Zieliński dodaje:

Mimo wczesnej pory paręnaście osób czeka już w kolejce. Wielu klientów, jak słyszałem, spóźnia się ze zwrotami i tą swą lekkomyślnością naraża innych na stratę czasu i zdenerwowanie.

Wszystkiemu jakby winien fakt, że „ktoś nieuchwytny pluje Upańczykom do ich złotej farby”.

Napis straszy klientów makabryczną czernią i stąd rosną zaległości w zwrotach. Bzdura, powie myślący czytelnik. Powtórzy to jeszcze wielokrotnie, na przykład dowiadując się, że w Upanii dni . tygodnia mają swoje tradycyjne nazwy, ale ich następowanie po sobie jest tajemnicą państwową. Celnego uogólnienia użył Stanisław Burkot: „W utworach Zielińskiego dokonuje się więc stale konfrontacja kreowanej, wymyślonej przez pisarza bzdury z bzdurą odnalezioną w życiu. Rzeczywistość jest kreatorem w tym zakresie nawet bardziej śmiałym niż wyobraźnia ludzka: tworzy przypadki, których umysł człowieka objąć ani zrozumieć nie może”.

Na czym polega krzepiący wydźwięk tej powieści czy — jak chcą inni f%, dużego opowiadania? Chyba przede wszystkim na tym, że absurd nie jest celem samym w sobie, ale drogą prowadzącą do sensu, drogą zmierzającą do poczynań racjonalnych, ludzkich, godnych myślącego człowieka.

Z dużą satysfakcją przychodzi stwierdzić, jak założenia twórcy, formułowane w wypowiedziach dla prasy, znajdują artystyczne urzeczywistnienie w jego opowiadaniach. W rozmowie z Jerzym Hor-dyńskim Zieliński wskazał na funkcję teraźniejszej literatury mającej krzepić nie serca, lecz głowy, co znaczy zmuszać do myślenia i walczyć z bezsensem. W Snach pod Fumarolą uczy zadawania pytań chroniących przed zgodą na bzdurę i absurd, uczy krytycznie myśleć, bronić się przed schematami.

Do góry