Ocena brak

Globalizacja kultury społeczeństwa

Autor /Gerwazy Dodano /29.07.2011

Pierwsze obserwacje na temat globalizacji kultury znajdujemy w pracach antropologów społecznych, np. Bronisława Malinowskiego (1884-1942) i A. R. Radcliffe-Browna (1881-1955), którzy w toku badań terenowych na wyspach Polinezji zetknęli się ze zjawiskami kontaktu kulturowego, zderzenia kultur autochtonicznych z kulturą zachodnią i zrodzonego stąd konfliktu kulturowego. Występowało to szczególnie mocno w krajach kolonialnych, gdzie importowane z Europy instytucje i wzory kulturowe były często narzucane siłą. Lokalne sposoby życia, normy i wartości, zwyczaje i obyczaje, wierzenia religijne, wzory życia rodzinnego, style konsumpcji itp. - wszystko to ulegało rozbiciu i rozproszeniu. Kultury lokalne zaczynały, przynajmniej powierzchownie, upodabniać się do kultury Zachodu.

Taka sytuacja rodziła dwie odmienne reakcje ze strony antropologów. Jedni, przeniknięci duchem etnocentryzmu będącego naturalną ideologią państw kolonialnych, traktowali to jako „misję cywilizacyjną" wypierającą relikty barbarzyństwa i pogaństwa rozpowszechnione wśród dzikich i prymitywnych ludów. Inni, traktując serio swoją profesjonalną ideologię relatywizmu kulturowego i tolerancji, widzieli ekspansję kulturową Zachodu w innym zupełnie świetle, jako „kulturowy imperializm" prowadzący do wyniszczenia kultur rodzimych, utratę kulturowej autonomii społeczeństw kolonizowanych i ogólne zubożenie puli wartości kulturowych, jakimi dysponuje ludzkość. Pierwsi postrzegali postępującą uniformizację kultury jako zwycięstwo cywilizacji, drudzy jako klęskę wielobarwności i zróżnicowania kulturowego.

Narzucanie wzorów kulturowych siłą, w wyniku przewagi polityczno-mili-tarnej lub wręcz podboju, nie ogranicza się, rzecz prosta, do kolonializmu. Historia pełna jest tego typu sytuacji, żeby przytoczyć tylko akcje germaniza-cyjne czy rusyfikacyjne na ziemiach polskich w okresie rozbiorów albo presję swoistych wzorów kulturowych zwanych wówczas „kulturą socjalistyczną", a dziś bardziej adekwatnie syndromem homo sovieticus, w krajach Europy Wschodniej i Środkowej po II wojnie światowej. Podobny charakter ma dominacja Chin nad Tybetem, zmierzająca do zniszczenia religii buddyjskiej i lokalnych obyczajów. W rezultacie klęski wojennej szczególnie wyraźnie dokonała się amerykanizacja kultury japońskiej w całej gamie jej przejawów, a kultury niemieckiej - w wymiarze kultury politycznej, która uległa, przymusowej z początku, denazyfikacji i demokratyzacji.

Dzisiaj jednak uniformizacja kultury w skali globalnej dokonuje się bardziej pokojowo, wzory kulturowe przenoszą się przede wszystkim za pośrednictwem mass mediów, następnie masowych kontaktów osobistych, czemu sprzyja łatwość podróżowania i popularność turystyki, a wreszcie jako otoczka kulturowa masowo nabywanych produktów technicznych czy konsumpcyjnych.

Mówimy o „imperializmie mediów", a zwłaszcza telewizji, która rozpowszechnia podobne treści i obrazy, o „efekcie demonstracji" w wyniku kontaktu osobistego z atrakcyjnymi wzorami obcej kultury, a także o „dyktaturze konsumpcji", która nakazuje wszystkim kupować i używać podobne artykuły. Rzecz prosta, środki masowego przekazu są tylko narzędziem, które nie przesądza jeszcze o przekazywanych treściach. Teoretycznie mogłyby być na usługach kultur lokalnych, umacniając ich odrębność. Podobnie podróże i turystyka nie przesądzają jeszcze, jakie wzory staną się przedmiotem „efektu demonstracji" i upowszechnią się. Teoretycznie mogłoby to prowadzić do popularyzacji w świecie kultur egzotycznych, lokalnych. Również produkty konsumpcyjne mogłyby teoretycznie zachowywać lokalną swoistość.

De facto jednak dominuje ekspansja kultury najbardziej rozwiniętych krajów Zachodu, a zwłaszcza kultury amerykańskiej. Dlaczego? Tutaj trzeba wrócić do mechanizmów globalizacji ekonomicznej. O kierunku przepływu kulturowego decyduje siła ekonomiczna. W dziedzinie mediów, to w USA produkuje się najwięcej filmów, seriali telewizyjnych, programów rozrywkowych, sprzedawanych następnie czy licencjonowanych do innych krajów. To w USA powstają globalne stacje informacyjne typu CNN czy globalne gazety typu „IHT". A do tego Stany Zjednoczone dysponują największymi możliwościami marketingowymi dla swoich produktów tego rodzaju. W dziedzinie turystyki, podróżują po świecie głównie mieszkańcy krajów najbardziej rozwiniętych, którzy dysponują nadwyżkami dochodu.

I samymi sobą, swoim zachowaniem, ubiorem itp. demonstrują wzory kultury zachodniej. Ale co więcej, lokalni przedsiębiorcy turystyczni ze względów komercyjnych starają się sprostać nawykom i upodobaniom przybyszów, ulegają swoistej „akulturacji antycypującej": stawiają budki z hamburgerami, meblują hotele tak samo jak w Kalifornii, budują baseny z barami, blokujące dostęp do morza i naturalnej plaży itp. Wreszcie, określone wzory kulturowe są narzucane przez urządzenia i produkty, od samochodu niosącego cały ogromny kompleks kultury samochodowej, po komputer i kulturę Internetu. Ale dotyczy to i ubrań, i produktów spożywczych, i gadżetów domowych, i wielu innych rzeczy.

I znów dobra te, przemycające w sobie treści kulturowe, rozpowszechniają się z krajów o najbardziej innowacyjnym przemyśle i najbardziej masowej produkcji. Ford model T, hamburger McDonalda, komputer IBM, coca-cola, dżinsy Levi-Straussa, telewizor - to wszystko zaczęło się w Ameryce. A dobra te, same w sobie użyteczne i atrakcyjne, mają jeszcze wsparcie potężnej machiny marketingowej i reklamowej. I w ten sposób, tymi trzema drogami, kraje najsilniejsze ekonomicznie eksportują na cały świat także swoją kulturę.

Proces ten, podobnie jak dawne podboje, wywołuje dwojakie reakcje. Pojawia się silna fala krytyki, która wskazuje na to, że komercjalizacja, umasowienie i uniformizacja kultury w skali globalnej prowadzą nie tylko do degradacji całego bogactwa kultur lokalnych, ale także do obniżenia jakości treści kulturowych, sprowadzenia ich do najniższego wspólnego mianownika, schlebiania najbardziej prymitywnym gustom. Rezultatem ma być „antykultura" czy „nowe barbarzyństwo". Pojawiają się ruchy społeczne, stowarzyszenia, inicjatywy obywatelskie, a nawet programy polityczne i projekty legislacyjne w obronie folkloru, własnej tradycji, języka czy dialektu. Jest jednak i odmienna reakcja.

Nadzieja modernizacji i doścignięcia krajów najbardziej rozwiniętych prowadzi do gotowości przyjęcia zachodnich wzorów kulturowych, jako symboli awansu czy emancypacji. Wiąże się to z bezkrytyczną idealizacją takich wzorów i ich masowym naśladownictwem. Taka swoista fetyszyzacja Europy lub Zachodu, typowa w krajach realnego socjalizmu, była efektem masowego dążenia do „ucieczki z Azji", z uścisku wielkiego wschodniego sąsiada. Poza niewydolnością ekonomiczną, zgubę systemu komunistycznego przyniosła infiltracja i „efekt demonstracji" zachodniej kultury konsumpcyjnej. Kiedy w Moskwie otwarto restaurację McDonalda, dla losów ZSRR było to równie złowieszcze jak pieriestrojka Gorbaczowa.

Podobne prace

Do góry