Ocena brak

Generałowie powstania listopadowego

Autor /motorola Dodano /27.04.2012

W okresie od wybuchu powstania 29 listopada 1830 roku do jego upadku, w październiku 1831 roku w wojsku polskim służyło 115 generałów, z tego życie straciło 19 ale tylko 4 na polu bitwy. Najwięcej, aż sześciu, zastrzelono w nocy 29 listopada.

Do generałów zastrzelonych pierwszej nocy powstania należeli ci, którzy próbowali zmienić bieg historii przeciwstawiając się powstaniu wywołanemu przez swych podwładnych czyli podchorążych. Wprawdzie większość generalicji przeciwna była „burdzie półgłówków", jak dosadnie, po wojskowemu określał rewolucję listopadową generał Józef Chłopicki, ale nie wszyscy tak otwarcie manifestowali swą niechęć jak: Ignacy Blumer, Maurycy Hauke, Stanisław Potocki, Tomasz Siemiątkowski i Stanisław Trembecki. Generał Józef Nowicki został zastrzelony w wyniku tragicznej pomyłki, podchorążowie wzięli go za generała Lewickiego, ogólnie znienawidzonego gubernatora Warszawy, łapownika i defraudanta, którym pogardzał nawet wielki książę rosyjski Konstanty.

Zdrajcy?

Gdy w dziesiątą rocznicę stłumienia powstania | wzniesiono w Warszawie na placu Saskim (dziś Zwycięstwa) obelisk upamiętniający poległych wówczas oficerów polskich wiernych carowi, wbrew zamiarom i intencjom, utwierdzono złą pamięć owych generałów jako zdrajców a przecież wielu z nich miało chlubną przeszłość i niezaprzeczalne zasługi. Jedna noc przekreśliła i wszystko. Ignacy Blumer, stary żołnierz insurekcji 1794 roku i Legionów Polskich we Włoszech, uczestnik tragicznej wyprawy na San Domingo, jako jedyny z polskich generałów wystąpił czynnie przeciw powstańcom na czele oddziałów rosyjskich. Również zasłużonym dla wojska polskiego był Maurycy Hauke, uczestnik Insurekcji Kościuszkowskiej, później adiutant wodza Legionów generała Henryka Dąbrowskiego; bił się we wszystkich kampaniach od 1792 do 1813 r. Stanisław Potocki należał do najpopularniejszych generałów armii Królestwa Polskiego, w młodości jako adiutant księcia Józefa Poniatowskiego, później, od 1826 roku, samego cara Mikołaja I. Z kolei Stanisław Trembecki należał do najmłodszych i najzdolniejszych generałów armii polskiej, będąc opiekunem Szkoły Podchorążych starał się unowocześnić szkolenie wprowadzając elementy sztuki operacyjnej i podstaw nauk ścisłych. Dalszych czterech generałów (Ludwika Bukowskiego, Józefa Hurtiga, Antoniego Jankowskiego, Antoniego Sałackiego) powieszono 15 sierpnia 1831 r. podczas rozruchów w Warszawie. Ludność stolicy zniecierpliwiona i zawiedziona brakiem sukcesów wojennych dawała posłuch pogłoskom o zdradzie i spisku generałów - w rozpowszechnieniu takich rewelacyjnych wiadomości miał swój udział wywiad carski. Sam wódz naczelny, generał Jan Skrzynecki ułatwiał zadanie agentom rosyjskim. To przecież on ponosi winę za niewykorzystanie sukcesów ofensywy wojsk polskich wiosną 1831 r. kiedy były realne szanse - dzięki świetnym planom Ignacego Prądzyńskiego - rozbicia armii rosyjskiej dowodzonej przez feldmarszałka Iwana Dybicza (nawiasem mówiąc urodzonego w Głogowie). Skrzynecki jest również odpowiedzialny za przegraną bitwę pod Ostrołęką 26 maja 1831 roku, po której inicjatywę w wojnie przejęli Rosjanie.

Nieudolność i niechęć do walki

Los tych generałów był wyjątkowo tragiczny; winy im nigdy nie udowodniono, ani też nie zostali zrehabilitowani, nikt się o nich nie upominał. Największą ich winą była nieudolność, w czym szczególnie „odznaczył się" gen. Antoni Jankowski. Bo karciarzy jak Bukowski, intrygantów i sybarytów jak Sałacki czy serwilistów jak Hurtig było wśród ówczesnej generalicji więcej.

Śmiercią naturalną zmarli: Ignacy Mycielski, Konstanty Przebendowski i Aleksander Błędowski. Dwaj ostatni to ofiary epidemii cholery, choroby często towarzyszącej wojsku. I. Mycielski, zdyscyplinowany lojalista, był najpierw gorliwym wykonawcą rozkazów cara, później dyktatora J. Chłopickiego. O Konstantym Przeben-dowskim, jako wojskowym, nie można wiele powiedzieć, słynął z gadulstwa i przechwałek. Bardziej znane są losy niefortunnego dowódcy wyprawy litewskiej gen. A. Giłguda, zastrzelonego podczas przekraczania granicy pruskiej przez zdesperowanego kpt. Stefana Skulskiego.

Na polu bitwy poległo czterech generałów. Franciszek Żymirski, powstaniec 1794 r., legionista, weteran wojen napoleońskich, zginął w bitwie pod Grochowem. Mimo chlubnej przeszłości i bohaterskiej obrony Olszynki nie przeszedł do legendy, nie został bohaterem narodowym. Podobny los spotkał Henryka Kamieńskiego i Ludwika Kickiego. Obaj polegli w bitwie pod Ostrołęką 26 .V. 1831 r. Pierwszy, odważny dowódca 5 dywizji piechoty, szanowany i ceniony w wojsku, szybko zapomniany. Inaczej niż gen. Ludwik Kicki, kawalerzysta, adiutant ks. Poniatowskiego, brał udział w wojnach od 1809 do 1813 r. Bardzo popularny i lubiany, odznaczył się w bitwach pod Grochowem, Dębem Wielkim i Iganiami. Ale i on nie został bohaterem narodowym mimo, że długo przetrwała pamięć o nim jako „najtęższym ramieniu" armii polskiej. Wszystkich przyćmił sławą 54 -letni Józef Longin Sowiński, wychowanek Szkoły Rycerskiej, uczestnik kampanii 1812 roku podczas której stracił nogę, obrońca Woli, który zginął bohaterską śmiercią 6 września 1831 roku. Sowiński, mimo że w latach 1799 - 1811 służył w armii pruskiej a 29 listopada przeciwny był powstaniu, wszedł do panteonu narodowego jako bohater- męczennik.

Generalicji powstania listopadowego nie można, poza jednostkowymi przypadkami osobników zdeprawowanych i zdemoralizowanych, zarzucić braku patriotyzmu, im przede wszystkim brakowało zapału i chęci walki. W większości byli to bowiem ludzie starsi, zmęczeni licznymi wojnami i długoletnią służbą wojskową. Po klęsce Napoleona I w 1812 roku stracili wiarę w możliwość pokonania armii rosyjskiej. Utworzenie po niepowodzeniach dotychczasowych walk narodowowyzwoleńczych w 1815 roku Królestwa Polskiego pod berłem carów, ale z bardzo liberalną konstytucją, wydawało im się szczęśliwym zakończeniem epopei napoleońskiej. W Królestwie Polskim widzieli „iskierkę bytu narodowego". To nie zmienia jednak faktu, że główną winę za przegraną wojnę z Rosją w 1831 roku ponoszą wodzowie naczelni. Przede wszystkim zaś gen. Józef Chłopicki i Jan Skrzynecki, którzy zniweczyli i zmarnowali najlepsze szanse powodzenia powstania. Gen. Jan Krukowiecki okazał się zawistnym egoistą, który jako prezes Rządu Narodowego tylko szkodził powstaniu. Michał Radziwiłł i Kazimierz Małachowski mieli wprawdzie dobre chęci, ale brakowało im niestety umiejętności. Ostatni wódz powstania 1831 roku, gen. Maciej Rybiński, któremu brakowało zarówno zdecydowania i stanowczości jak i zdolności, nie mógł już tak naprawdę wiele zdziałać wobec przewagi rosyjskiej i demoralizacji korpusu oficerskiego. Mógł przekroczyć wraz z armią polską granicę pruską, co też uczynił 5 października 1831 roku - kiedy po prawie 11 miesiącach powstanie listopadowe upadło.

Sowiński w okopach Woli

Nawet w tworzeniu legendy powstania listopadowego rywalizowali nasi najwięksi poeci romantyczni A. Mickiewicz i J. Słowacki. I można by powiedzieć, że „mniej szczęścia" miał A. Mickiewicz; bohater Reduty Ordona, Julian Konstanty Ordon (1810-1887), nie tylko bowiem nie zginął podczas obrony Warszawy - jak napisał poeta - ale co gorsza, publicznie przyznał, że wysadzenie reduty, zdobytej już wcześniej przez Rosjan, nie uważa wcale - inaczej niż chciał poeta - za czyn bohaterski i sensowny, nie tylko z wojskowego punktu. Tak naprawdę, reduta nr 54, którą dowodził ppor. Ordon, wyleciała w powietrze zupełnie przypadkowo i nie było w tym żadnego bohaterstwa. To kanonier Nakrut wszedł z zapaloną fajką do pomieszczenia z prochem i „przez niedołężność wysadził magazyn w powietrze i sam zginął".

Inaczej było z gen. Józefem Longinem Sowińskim (1777-1831), bohaterem okopów Woli. Ten dzielny dowódca reduty nr 56, „starzec o drewnianej nodze" jak go określił Słowacki, zginął rzeczywiście śmiercią bohaterską, jednakże okoliczności tej śmierci odbiegały od tych, utrwalonych w popularnym wierszu. Legenda o niezłomnym obrońcy reduty wolskiej, walczącym nieugięcie, wręcz desperacko do końca, była jednak bardzo odporna na fakty historyczne, zwłaszcza te niewygodne dla heroicznej wersji jego śmierci, pracowicie utrwalonej przez historyków, poetów i malarzy. Problemem spornym było jedynie miejsce śmierci gen. Sowińskiego; według jednych były to wały reduty przy armacie, według innej wersji tym miejscem miał być stary kościół na Woli.

Juliusz Słowacki napisał swój znany wiersz Sowiński w okopach Woli w 1845 roku: drukiem ukazał się w końcu wieku XIX, a więc wówczas, gdy legenda była już ukształtowana. Wiersz spopularyzował jeszcze romantyczną wersję śmierci generała „w starym kościółku na Woli". Dwa obrazy poświęcił Sowińskiemu nasz najpracowitszy malarz batalistyczny, Wojciech Kossak. Pierwszy, namalowany przed I wojną światową, przedstawia generała Sowińskiego stojącego na stopniach ołtarza z karabinem przyciśniętym do piersi. Drugi, z 1922 roku Śmierć gen. Józefa Sowińskiego na Woli, najbardziej chyba przyczynił się do rozpowszechnienia wersji o śmierci generała przy armacie na wałach reduty nr 56.

Przez lata historycy, literaci i malarze uparcie powielali te dwie wersje śmierci generała, ignorując przekazy odbiegające od przyjętego kanonu. Pouczającym przykładem było przyjęcie przez historyków i publicystów „rewelacji" zawartych w pamiętnikach jednego z obrońców Woli, Jana Fedorowicza (wydanych w 1911 roku). Wynikało z nich, że generał Sowiński, po wdarciu się do reduty żołnierzy rosyjskich, widząc bezcelowość dalszej walki, przyjął propozycję kapitulacji i nakazał złożenie broni, co też zostało wykonane. Gdy jednak żołnierze, znajdujący się w innej części reduty, nie wiedzący o zawartej kapitulacji, as zaczęli strzelać do Rosjan, walkę wznowiono. g Mało prawdopodobne, by kaleka Sowiński zdołał jg wówczas podnieść karabin i walczyć dalej; wszak młodszy, sprawny Jan Fedorowicz nie zdążył, został ranny, stracił przytomność i nie widział co się dalej działo. Informacje Jana Fedorowicza zbyto milczeniem, jak gdyby pamiętników w ogóle nie było.

Podobnie stało się ze wspomnieniami kapitana Kochanowskiego i M. Modzelewskiego, ż których już jednoznacznie wynikało, że Sowińskiego „zamordowali Rosjanie, prowadzonego jako bezbronnego jeńca w furcie cmentarza". Zwłok generała Sowińskiego nigdy jednak nie odnaleziono, mimo że rosyjski generał Korff (w liście do żony Sowińskiego) i petersburskie dzienniki dokładnie opisywały okoliczności i miejsce jego bohaterskiej śmierci. Wytłumaczenie tego faktu może być tylko jedno, władze carskie obawiały się, że wydanie ciała i ślady ran na plecach ujawnią zbrodnię popełnioną na bezbronnym, wysokim oficerze.

Odbrązowienie legendy

Legenda, do której powstania tak wydatnie przyczynili się Rosjanie, uczyniła z gen. Sowińskiego herosa, postać spiżową, pozbawioną niemal cech ludzkich. A przecież, wracając do prawdziwej wersji wydarzeń, zdecydowanie się na kapitulację - tak kłopotliwą i trudną do przyjęcia dla późniejszych „brązowników" - dobrze świadczy o Sowińskim jako dowódcy i człowieku. Ten doświadczony żołnierz - widząc bezsensowność dalszej walki - czuł się odpowiedzialny za powierzonych sobie żołnierzy. Nawet tak niezależni historycy, jak W. Tokarz, pomijali ten fakt, a i w najnowszych pracach wspomina się o nim co najwyżej w przypisie.

Gen. Sowiński, dowodząc 6 września 1831 roku redutą 56, stanowiącą najważniejszy - jak się później okazało - odcinek obrony Warszawy, spełnił po bohatersku swój żołnierski obowiązek. Zarówno w powstaniu listopadowym, jak i w Insurekcji Kościuszkowskiej i wojnie 1812 roku (choć miał w swym życiorysie i mniej jasne karty, jak służba w armii pruskiej w latach 1799 -1811 czy postawa w pierwszych dniach rewolucji 1830 roku) zasłużył sobie na wdzięczną pamięć i szacunek potomnych. Był dzielnym oficerem, szlachetnym i rozumnym człowiekiem; wzorem nowoczesnego żołnierza - odważnym i odpowiedzialnym dowódcą, a nie desperatem.

Powstanie listopadowe - WAŻNIEJSZE DATY

29.XI.1830 r.

Wybuch powstania listopadowego; wzięcie Arsenału

25.11.1831 r.

Bitwa grochowska, śmierć gen. Żymirskiego

26. V. 1831 r.

Klęska wojsk powstańczych pod Ostrołęką, śmierć gen. Ludwika Kickiego

15. VIII. 1831 r.

Powieszenie czterech generałów podczas rozruchów w Warszawie

6.IX.1831 r.

Śmierć gen. Sowińskiego na Woli

5.X.1831 r.

Przekroczenie przez armię polską granicy pruskiej; koniec powstania

Podobne prace

Do góry