Ocena brak

Gdy interpretacja sytuacji kryzysowej przez rodziców nie zgadza się z interpretacją nastolatka

Autor /jolka Dodano /27.05.2014

Niekiedy interpretowanie sytuacji kryzysowej przez rodziców nie pokrywa się z interpretacją nastolatka. Jedna z możliwości jest taka, że nastolatek zgłasza się na leczenie w kryzysie, ale rodzice minimalizują łub negują znaczenie sytuacji albo ryzyko popełnienia samobójstwa. Taka tendencja przypomina normalizowanie zachowań patologicznych, co omawialiśmy w rozdziale 5. Może również być częścią wzorca permanentnego unieważniania nastolatka (zob. omówienie teorii bio-społecznej w rozdziale 3). Pewna nastoletnia pacjentka zgłaszała duże cierpienie psychiczne, myśli samobójcze, jasny zamiar samobójczy i posiadanie konkretnego planu samobójstwa. Nie chciała się zgodzić na realizację planu zachowania jej przy życiu, prosiła o hospitalizację. Rodzice przyprowadzili ją na sesję, ale poprosili terapeutę o kilka minut rozmowy na osobności. Po uzyskaniu zgody pacjentki terapeuta poświęcił im parę chwil. Rodzice poprosili, by terapeuta przygotował się na „dramatyczne” zachowanie nastolatki i „nie dał się w to wciągnąć”. Stwierdzili, że córka chce iść do szpitala, ponieważ tęskni za swoją dawną terapeutką, do której jest bardzo przywiązana i która pracuje w oddziale całodobowym. Zdaniem rodziców dziewczyna wymyślała objawy, gdyż „dobrze wiedziała, jak wykorzystać system", aby osiągnąć swój cel. W trakcie dokonywania oceny przez terapeutę nastolatka rzeczywiście wyraziła chęć pobytu w szpitalu; jednocześnie jednak widać było jej wielkie cierpienie nasilające się w związku ze świadomością, że rodzice nie traktują jej poważnie.

Jeżeli terapeuta zorientuje się, że pomiędzy nastolatkiem a członkami rodziny nie ma zgody w kwestii tego, co jest sytuacją kryzysową, a co nie, warto, aby miał w pamięci jedno z założeń dialektycznej terapii behawioralnej: nie ma jednej absolutnej prawdy (zob. założenia dialektycznej terapii behawioralnej w rozdziale 10). Trzeba się zapoznać z punktem widzenia pacjenta i jego rodziny przynajmniej po to, żeby zrozumieć, dlaczego mają taki, a nie inny pogląd. Terapeuta powinien też rozważyć zasadę „zarówno-jak i”, czyli założyć, że każda ze stron przedstawia pewną część prawdy. W przykładzie opisywanym powyżej prawdą było zarówno to, że dziewczyna tęskniła za swoją dawną terapeutką i chciała się z nią widywać, jak i to, że chciała umrzeć. Terapeuta pomógł rodzicom zrozumieć, że oba te aspekty były prawdą. Również stanowisko rodziców nie było bezpodstawne: nawet jeśli dziewczyna była uczciwa, zaprzeczając, że chęć zobaczenia terapeutki była jej głównym motywem, nie można wykluczyć, że spodziewane spotkanie z terapeutką było ważnym elementem myślenia o samobójstwie i poczucia braku szczęścia. Uczenie się może bowiem zachodzić poza świadomością. Równocześnie postawa rodziców nie uprawomocniała autentycznego cierpienia córki. Ponieważ zamiary samobójcze tej nastolatki miały w sobie silny element sprawczy, tj. element oczekiwania na skutki zachowania, istniała potrzeba, by zaprzestać wzmacniania tych zamiarów. Możliwe były następujące rozwiązania: umieszczenie dziewczyny w innym szpitalu, umieszczenie jej w tym samym szpitalu, ale pod opieką innego terapeuty, albo - w miarę możliwości - opracowanie planu monitorowania dziewczyny i zapewnienia jej bezpieczeństwa w leczeniu ambulatoryjnym. Mimo że specjalistów w dziedzinie zdrowia psychicznego uczy się, iż pacjentów o tendencjach samobójczych należy hospitalizować, takie rozwiązanie niekoniecznie jest najlepsze dla pacjenta. Prawdę mówiąc, choć leczenie całodobowe na krótką metę na pewno zachowa pacjenta przy życiu, nie ma dowodów na to, że w równym stopniu pomoże mu ono w dłuższej perspektywie. Ponadto hospitalizacja miewa skutki jatrogenne, ponieważ niekiedy wzmacnia zachowania, które nie są przydatne dla pacjenta, nie pomaga mu natomiast radzić sobie z trudnościami napotykanymi w życiu poza szpitalem.

A zatem, poszukując dialektycznej syntezy umożliwiającej pogodzenie skrajnych poglądów, terapeuta może sprawdzić, czy to sposób wyrażania przez nastolatka swojego bólu nie przyczynia się do tego, że interpretacja członków rodziny odbiega od interpretacji pacjenta (np. czy nastolatek prosił o pomoc, kiedy jej potrzebował; czy był konsekwentny w swoich prośbach; czy w pewnych okresach czasu nie wydawał się bezradny itp.). Znaczną poprawę przynoszą sytuacyjne próby behawioralne z udziałem nastolatka, a następnie sesje rodzinne, podczas których nastolatek umiejętnie komunikuje swoje przeżycia (zob. tabela 9.3 poniżej). Terapeuta musi się także zastanowić, czy rozbieżne poglądy na sytuację kryzysową nie należą do wzorca permanentnego unieważniania nastoladca. Gdyby tak było, zbliżenie stanowisk może nastąpić dzięki częstszemu uprawomocnianiu zachowań dziecka.

Inny możliwy scenariusz rozgrywa się wówczas, gdy rodzice dostrzegają kryzys, a nastolatek nie. Dziecko na przykład ma zmienne nastroje, jest wycofane

i niekomunikatywne albo spędza bardzo dużo czasu z rówieśnikami. Rodzice podejrzewają, że mają do czynienia z sytuacją kryzysową (pojawiły się tendencje samobójcze, są problemy z narkotykami itp.), nastolatek twierdzi jednak, że nie odczuwa szczególnego dyskomfortu psychicznego ani żadnych subiektywnych zmian myślenia czy nastroju. Taka sytuacja zdarza się czasem, gdy rodzice wiedzą, że zachodzi kryzys środowiskowy (np. rozwodzą się) i że nastolatek na pewno reaguje na niego w skrajny sposób. Postawa rodziców może przypominać wtedy patologizowanie normalnego nastoletniego zachowania (rozdział 5) i również bywa formą unieważniania, jeżeli rodzice lekceważą odpowiedzi dziecka i nie chcą uznać prawdziwości jego stwierdzeń. Obawy rodziców są zazwyczaj zrozumiałe, zważywszy na to, że mają oni za sobą doświadczenie dawnych kryzysów samobójczych; teraz więc stają się nadmiernie czujni i boją się przeoczyć „znaki ostrzegawcze”. Jednak założenia dotyczące sytuacji kryzysowych mogą nastręczać trudności, jeśli rodzice wywierają presję na dziecko, żeby „przyznało się”, co się dzieje, albo zachowywało inaczej, jeśli naciskają na terapeutę, żeby podjął jakąś interwencję, lub upierają się, aby nastolatek spotkał się z terapeutą (bądź podjął terapię) i omówił „problem”.

Kiedy mamy do czynienia z takim scenariuszem, dobrze jest zwiększyć empatię nastoladca wobec rodziców, tłumacząc mu, skąd u nich tyle powodów do obaw i dlaczego tak bardzo się martwią. Następnie terapeuta powinien pracować z nastolatkiem nad umiejętnym komunikowaniem, co jest trafne w postrzeganiu sytuacji przez rodziców, a co nie. Jedna z matek zaobserwowała, że jej córka ma zmienne nastroje i spędza bardzo wiele czasu poza domem, z przyjaciółmi („Nie wiem, gdzie oni chodzą. Nie mam pojęcia, co ona robi do drugiej nad ranem

- nie chce mi powiedzieć. Skąd mam wiedzieć, że nie bierze narkotyków albo nie uprawia seksu, albo nie wplątała się w jakieś kłopoty?”). Córka tymczasem utrzymywała, że nie dzieje się „nic złego”, że tylko „tak sobie chodzą”, ale im bardziej zapewniała, że nie ma żadnego problemu, tym bardziej była indagowana przez matkę. Nastolatka bardzo dobrze radziła sobie w szkole, brała udział w różnych zajęciach pozaszkolnych i - jak twierdziła podczas sesji indywidualnych - nie miała myśli samobójczych ani nie podejmowała żadnych ryzykownych zachowań. Na podstawie dotychczasowego leczenia terapeuta indywidualny ufał wypowiedziom pacjentki. Dziewczyna jednak bardzo martwiła się tym, że jesienią wyjedzie do cołlege’u; czuła się winna, że zostawi matkę samą w domu (matka nie była zamężna). Należało zająć się brakiem zaufania matki do córki oraz tym, co pacjentka określała jako „ciągłe przepytywanie”. Terapeuta zdecydował się przeprowadzić sesję indywidualną, aby ustalić, co trzeba zrobić, żeby matka „przestała ją męczyć”. Terapeuta pomógł pacjentce spojrzeć na sprawę z perspektywy matki. Zważywszy, że dziewczyna przejawiała dawniej zachowania samobójcze, a obecnie stale występowały w rodzinie inne czynniki stresu, było naturalne, iż matka martwi się długimi pobytami córki poza domem, zwłaszcza że ta wcale nie chciała mówić, co w tym czasie robi. Pacjentka miała do matki żal, że ogranicza jej prywatność, i dlatego nie chciała zdradzać szczegółów na temat spotkań z przyjaciółmi. Potem jednak zrozumiała, jakie są podstawy obaw matki, i pozytywnie zareagowała na kolejne pytanie terapeuty: „Wobec tego co zrobimy, żeby matka mogła ci ufać i wierzyć?”. Pacjentka zdała sobie sprawę, że dokładniej informując matkę o tym, jak spędza czas, oraz o tym, co ją martwi (wyjazd do college’u), zapewnia jej większy spokój i pozwala zrozumieć swoje postępowanie, dzięki czemu matka już nie „zadręcza” jej pytaniami. Ponadto terapeuta pracował z matką, ucząc ją, jak ustalić zasady dotyczące późnych powrotów córki do domu. Kiedy pozwolenie na długie pobyty poza domem dotyczyło tylko weekendów, a córka, planując powrót po północy miała zawsze dzwonić do domu, matka miała większy komfort psychiczny, dając córce czas i niezależność, bez wypytywania jej o szczegóły.

 

Podobne prace

Do góry