Ocena brak

Franciszek Ksawery Dmochowski (1762-1808)

Autor /Saleta Dodano /09.10.2012

Poetów francuskich naśladowano u nas już za czasów saskich, ale dopiero za Stanisława Augusta naśladownictwo to stało się powszechne, przy czym jednak nie zapominano i o wzorach starożytnych, które po dawnemu uchodziły za po­wagę., Teorię Boileau znano dobrze, ale bynajmniej nie poczytywano jej za nie­omylną: Franciszek Ksawery Dmochowski (1762-1808) w poemacie Sztuka ryrnotwórcza (1788), który jest po części przekładem, a po części przeróbką Sztuki poetyckiej Boileau wygłasza tu i owdzie zasady inne niż w poemacie francuskim. Tak na przykład słusznie twierdzi, że wymaganie jedności czasu i miejsca w dra­macie jest nieuzasadnione, a co większa, rozumie, że nie wszystko jest doskonałe, «co pisze starożytność)), że się w ogóle poeta nie powinien trzymać dawnej sztuki «jak pijany płota», bo: «...sztuka wzięta z przykładów ścieśnia ludzkie dzieła... górny genijusz, lotne rozpuściwszy skrzydła, - za nieprzestępne sztuki wyleci prawidła; I pójdzie, gdzie zapęd myśli niesie go wysoki, - nowe stworzy rodzaje, nowe da widoki... godni naśladowania dawni autorowie, - oni są nasze wzory, oni sztuk twórcowie,-z ich dzieł się urodziła dla nas trudna sztuka:- lecz'mażli to być grzechem, że nowych dróg szuka - genijusz twórczy, nie chcąc gościńcem iś|| bitym ?» Większość jednak pisarzów stanisławowskich szła jeszcze bitym gościń­cem: satyrycy naśladowali Horacego, Juwenalisa, Boileau, Woltera; bajkopisarze - Ezopa, Fedra i Lafontaine'a; komediopisarze - Moliera i komediopisarzów fran­cuskich XVIII wieku; lirycy - Pindara, Anakreonta, Horacego i liryków francuskich XVIII wieku; historycy - Tacyta i Woltera, itd. Podobnie jednak jak klasycy francuscy nie naśladowali niewolniczo pisarzów starożytnych, tak nasi klasycy stanisławowscy nie naśladowali niewolniczo ani pisarzów starożytnych, ani fran­cuskich: jak klasycyzm francuski, tak i polski jest narodowy, bo wypełniony pravw wyłącznie treścią wziętą z życia polskiego i dążnością do jego rozumnej prze­budowy.

Ta zaś treść jest ujęta w piękną formę, którą kształtowano nie tylko na wzorach francuskich i starożytnych, ale także na staropolskich. Czasy saskie zapomniały o Kochanowskim; za Stanisława Augusta przypomniano go sobie i wznowiono jego od wieku przeszło (!) nie drukowane dzieła: Rymy wszytkie, w jedno zebrane, prócz tych, które wolniejszymi żartami uczciwych czytelników odrażały (1767). Ukazał się także przedruk Jerozolimy wyzwoloną Tassa w ślicznym przekładzie Piotra Kochanowskiego (1772) i przedruk dzieła Modrzewskiego O naprawie Rzeczypospolitą w pięknym tłumaczeniu Bazylika (1770); a podczas Sejmu Czte­roletniego wydano osobno Kazania sejmowe Skargi (1792).
W swej trosce o piękną formę literatury pisarze stanisławowscy wydali wojnę nie tylko, za przykładem Konarskiego, makaronizmom, ale wielu wyrazom pochodzenia łacińskiego, usiłując je zastąpić czysto polskimi} w tym celu two­rzono neologizmy, i to nieraz bardzo szczęśliwie: Krasicki na przykład Wymyślił wyraz samolubs two (zamiast: egoizm), Jacek Przybylski - wszechnica (zamiast: uniwersytet), pomnik (zamiast: monument), ktoś inny - posiedzenie (zamiast: sesja). Usuwano dalej z języka literackiego wyrazy nadto rubaszne i pospolite; ale nie przebierano jeszcze miary w tym poczynaniu (jak to będzie na początku XIX wieku, w epoce pseudoklasycyzmu); owszem, czasami zasilano język lite­racki wyrazami ludowymi. A jednocześnie zwalczano napuszoność, nienatural-ność i w ogóle ujemne cechy stylu barokowego. Świadczą o tym już same tytuły książek. W pierwszych latach panowania Stanisława Augusta szumne tytuły były jeszcze modne, na przykład: Drzewo żywota ręką Wszechmocności Boskiej na ziemi zaszczepione, od pierworodnej w ogrodzie rajskim korupcyi i piekielnego robaka zębów zachowane, błogosławionym owocem swoim świat cały ożywiające. To jest Officium albo Godzinki o Najświętszej Maryi Pannie, w wizerunku swoim rzeszowskim cudami codziennymi słynącej, a od Stolicy Apostolskiej koronami ozdobionej z samych cudów, przez jednego kapłana, poprzystężonego tej Pani sługę i niewolnika, złożone roku, którego Chrystus drzewem łeb szatana kruszy, toż czyni Matka Jego, złożona na gruszy, 1766. Modzie tej ulegał w młodości ten nawet poeta, który najwięcej się przyczynił do odrodzenia piękna w literaturze, jak o tym świadczy tytuł jego kazania: Trojaka korona świątobliwości, czci i godności, wielowladności i mocy>, za hołd i odwdzięczenie Królowej nieba i ziemie w obrazie berdyczowskim, kazaniem koronacyjnym przez JW. Jmci X. Ignacego hrabię Krasickiego oddana. Lecz ńaniej więcej od roku 1770 takie szumne tytuły już znikają i. ustępują miejsca prostym;; Bajki i przypowieści', Satyry, Pieśni nabożne', Przestrogi dla Polski z teraźniejszych politycznych zwią­zków wypadające', Powrót posła, komedyja itd. Napuszony styl staje się przedmio­tem satyry, a nawet parodii. Oto na przykład jak pewien drugorzędny autor (ksiądz Krajewski) sparodiował (w powieści Podolankd) manię tworzenia niezgodnych z duchem języka polskiego wyrazów złożonych, zwłaszcza epitetów: «Rymopisowie siebielubni słodkopłodnymi rymoplotami wielbią krasnotwarze boginie; nie jestem skrzydłoruchy, abym wzbiwszy się w szumnodumne wyrazy kwiato-rodny uwił ci bukiet; ale czytałem w księgopisach nowożywych, iż ludzkolubność daje przytułek cnotorodnej wolnomyślności; niech podłomyślni żyją księgokradz-twem, ja w zaciszku, sercowędną oddając czołobitność, na spiżokutym i niebotycz­nym ostrosłupie pamiętnika twego umieszczę.»
Lecz na ośmieszaniu napuszonego stylu nie ograniczali się pisarze stanisławowscy: najwybitniejsi z nich sami pisali stylem prostym a pięknym, nade wszystko - «książę poetów stanisławowskich*, Krasicki, jeden z największych mistrzów słowa, jakimi się szczyci literatura polska wszystkich wieków.
I w ogóle stała się za Stanisława Augusta literatura nasza - po wiekowym przeszło upadku mądrości zarówno, jak piękna - na nowo godną narodu cywilizowanego, europejskiego, świadczącą wymownie, że Polska z powrotem nawią­zała związek z umysłowością i sztuką Europy zachodniej, tak mocny w epoce huma­nizmu, a tak bardzo rozluźniony już w drugiej połowie XVII wieku, a cóż dopiSll za Sasów. MM
Czego jednak brakuje, na ogół biorąc, naszej literaturze wieku oświeconego, to gorącego uczucia, serdecznego ciepła. Ale i pod tym względem zachodzi już zmiana na lepsze: budzi się w literaturze serce, a to przede wszystkim pod wpły­wem samego życia.
Konfederacja barska, ten ostatni, może w skutkach nieszczęsny, ale zdrowy i wspaniały w swojej odruchowości poryw szlacheckiej Polski; a potem pierwszy  rozbiór kraju, haniebny czyn Ponińskiego i bohaterstwo Rejtana; jeszcze później Sejm Czteroletni, Konstytucja 3 maja, konfederacja targowicka, drugi i trzeci rozbiór i powstanie Kościuszki: to wszystko musiało przyśpieszać bicie serca polskiego, napełniając je z jednej strony niepokojem, smutkiem, upokorzeniem, rozpaczą, a z drugiej - nadzieją i wiarą w miłosierdzie boże.
Obydwa te uczucia, patriotyczne i religijne, odzywają się w pieśniach kon­federatów barskich. Pieśni to (nie wiedzieć najczęściej przez kogo ułożorie) nie-wykwintne, czasem nawet rubaszne, proste, naiwne, ale dlatego właśnie tak miłe, wzruszające miłością nieszczęśliwej ojczyzny, rozrzewniające wiarą w Boga, w pomoc Najświętszej Panny jako «heroiny częstochowskiej* i Królowej Korony polskiej oraz w pomoc świętych polskich, pełne poczucia słuszności dobrej sprawy, ducha rycerskiego i poświęcenia za wiarę i ojczyznę. Oto na przykład pieśń z roku 1769:

Marsz, marsz, me serce, w pobudkę biją,
Czytaj modlitwy, a chwal Maryją,
Bo u Maryi jesteś w komendzie,
Mocniejszy nad Nią w świecie nie będzie.
Fergadron biją, stawaj do tropu!
Żadnemu Pani nie da urlopu.
Bo urlop życia, sam nie wiem, długo.
Jednak tej Pani na wieki sługo,
Stań do parolu, odbierz go śmiało,
By to w mym sercu na wieki trwało;
Parol jest JEZUS, hasło MARYJA,
Niech to w mym sercu na wieki sprzyja!
Wierz w artykuły mocno w tej mierze,
Byś powinności pilnował szczerze!
Jak wzgardzisz Panią, będziesz w areszcie,
Wspomnisz o życia swojego reszcie.
Jak sobie wspomnę, żem w Jej rejmencie,
Mógłbym ja stanąć w niebie w momencie.
Dezerterować od Niej nie mogę, Bo w moim sercu uczyni trwogę. 
Capstrzyk już biją, zamknij fortecę,
Idź do kwatery z wojska, człowiecze:
Tam ci należy, tam ci iść każą,
A jak nie pójdziesz, z rangi wymażą.

Najpopularniejszą ze wszystkich pieśni konfederackich była następująca:  

Stawam na placu z Boga ordynansu,
Rangę porzucam dla nieba wakansu,
Dla wolności ginę, - Wiary swej nie minę:
Ten jest mój azard!
Krzyż mi jest tarczą, a zbawienie łupem;
W marszu zostaję; choć upadnę trupem,
Nie zważam, bo w boju! - Dla duszy pokoju
Szukam w ojczyźnie!
Krew, z ran wylana dla mego zbawienia,
Utwierdza żądze, ukaja pragnienia,
Jako katolika - Wskroś serce przenika -
Prawego w wierze.
Śmierć Zbawcy stoi za pobudki hasło,
Aby wzniecenie złych czynności zgasło:
Wolności przywary, - Gwałty świętej wiary
Zniesione były.
Wyroku Twego, wiem, że nie zapłacę,
Niech choć przed czasem życie moje tracę,
Aby nie w upadku, - Tylko w swoim statku
Wiara słynęła.
Nie obawiam się przeciwników zdrady:
Wiem, że mi dodasz swej zbawiennej rady
W zamysłach obrotu, - Dla praw swych powrotu,
Jak rekrutowi.
Matka łaskawą, tuszę, że się stawi,
Dzielnością swoich rąk pobłogosławi,
A że, gdy przybraną, - Będę miał wygraną,
Wiary obrońca.
Boć nie nowina Maryi puklerzem
Zastawiać Polskę, wojować z rycerzem, 
Przybywać w osobie,  Sukurs dawać tobie,
Miła ojczyzno!
W polskich patronach niepłonne nadzieje:
Zelantów serce niechaj się nie chwieje,
Gdy ci przy swej pieczy - Miecze do odsieczy
Dadzą Polakom.
Niech nas nie ślepią światowe ponęty:  
 Dla Boga brońmy wiary Jego świętej.
A za naszą pracą - Będzie wszystką płacą
Żyć z Bogiem w niebie.

Utwór ten natchnął Słowackiego do wyśpiewania wspaniałej Pieśni kon^m deratów: «Nigdy z wrogami nie będziem w aliansaćh».
Szkoda, że wśród czystych i szlachetnych uczuć raz po raz słychać w poezji konfederackiej przykre zgrzyty fanatycznej nienawiści ku dysydentom oraz brzyd­kie, a niezasłużone, obelgi miotane na Stanisława Augusta.
Im dalej w czas, tym częściej i silniej odzywa się w literaturze już nie sam ro­zum, ale i serce, na przykład w niektórych satyrach Naruszewicza i Krasickiego, w pieśniach religijno-patriotycznych Karpińskiego i Kniaźnina, w paszkwilach Za­błockiego, w poezjach Niemcewicza i w mowach wygłaszanych na Sejmie Cztero­letnim, w przepojonych miłością ojczyzny, krwią i łzami pisanych dziełach Sta­szica, w Bardzie polskim Czartoryskiego.
Ból patriotyczny na widok smutnej rzeczywistości: zepsucia obyczajów, zaniku ducha rycerskiego i niemocy politycznej, budzi w sercach poetów stanisła­wowskich tęsknotę do przeszłości narodowej, w której upatrywali te wszystkie cno­ty i blaski, jakich nie widzieli około siebie. Z tego to źródła płynęły utwory ideali­zujące przeszłość narodową, jak na przykład poemat Krasickiego Wojna okocimska albo liryki Karpińskiego i Kniaźnina. Ten tęskny zwrot do przeszłości narodowej, który będzie jedną z najwybitniejszych cech naszej poezji romantycznej XIX wie­ku, już za Stanisława Augusta zaznacza się bardzo wyraźnie, a jest owocem me tyl­ko samorzutnego rozwoju uczuć patriotycznych, ale także wpływu preromantyzmu europejskiego, zwłaszcza Pieśni Osjana, które u nas czytywano w przekładzie fran­cuskim (przekłady polskie, dokonane zresztą także z tłumaczeń francuskich,po-chodzą dopiero z końca XVIII wieku; tłumaczami byli: Krasicki, Kniaźnin i Tyminiecki).
Pod częściowym wpływfem preromantyzmu europejskiego, zwłaszcza Rous­seau, Younga i kilku pomniejszych liryków francuskich, a także odrodzonej poezji Kochanowskiego dźwięczą w poezji stanisławowskiej inne jeszcze uczucia; chociaż
znaczna większość jej utworów posiada, podobnie jak w klasycyzmie francuskim, charakter bezosobisty, są jednak poeci, którzy wypowiadają swoje własne uczucia: to miłości, to przyjaźni, to radości, to smutku i rozczarowania, i w ogóle wtajemni­czają czytelnika w swoje własne życie. Nie brak i takich utworów lirycznych, w któ­rych (jak Kochanowski w Sobótce, a Zimorowicz w Roksolankach) poeci wypowia­dają uczucia cudze, zwłaszcza ludzi biednych i nieszczęśliwych. Wszystko to tak­że już objawy preromantyzmu. Nie brak również czułych albo raczej czułostkowych sielanek, pisanych pod wpływem Gessnera, którego podobnie jak Osjana (a także Younga) znano u nas z przekładów francuskich. Sielanki te są niby ludowe, bo wy­stępują w nich pasterze i pasterki; ale ludowość to fałszywa, jak w sielankach Ges­snera i jego naśladowców francuskich. Jest jednak w poezji stanisławowskiej kilka utworów odtwarzających życie ludu bez przymieszki czułostkowości i nienatural-ności, mniej więcej zgodnie z prawdą; trafiają się i pieśni wzorowane na pieśniach lu­dowych. Wszystkie te pierwiastki preromantyczne są w porównaniu z klasycznymi jeszcze słabe, ale dosyć, że są i świadczą o tym, że już za Stanisława Augusta litera­tura polska zaczęła wchłaniać w siebie nowe prądy, które z czasem, w pierwszej ćwierci XIX wieku, wzmagając się i rozwijając odniosą zwycięstwo nad klasyczny­mi i przyczynią się do nowego i wspaniałego rozkwitu poezji.
Tak więc literatura stanisławowska z jednej strony odzyskując, dzięki nade wszystko literaturze francuskiej, mądrość i piękno odkupiła winy popełnione przez zdziczałą literaturę czasów saskich i stała się potężną dźwignią odrodzenia ducho­wego narodu, a z drugiej - we wzmagającym się uczuciu patriotycznym i w kieł­kujących prądach preromantycznych zawiera w sobie zarodki przyszłego rozwoju.

Podobne prace

Do góry