Ocena brak

Film animowany

Autor /lolekbocian Dodano /15.04.2012

Animacja to jeden z ciekawszych gatunków filmowych, przywołujący do życia nieruchome rysunki i przedmioty. Filmowcy łącząc techniki animacyjne z technologią komputerową, dokonali tego, co wydawało się niemożliwe.

Pewnego razu ktoś wpadł na pomysł, aby Walt Disney został burmistrzem Los Angeles. „A po co miałbym zabiegać o stanowisko burmistrza, skoro jestem już królem?" - odparł. Przesadzał, oczywiście, ale niewiele. To właśnie przede wszystkim Walt Disney, darował światu film animowany i w ten sposób stworzył jeden z najbardziej ekscytujących kierunków dwudziestowiecznej kultury, silnie oddziałujący na pozostałe.

Animacja dziś kojarzy nam się głównie z nazwiskiem Disneya. Tymczasem ta popularna forma sztuki powstała nie tylko przed urodzeniem Disneya, lecz wyprzedziła nawet narodziny kinematografii. Początkowo miała formę dziecięcej książeczki. Na kolejnych kartkach umieszczano rysunek nieco różniący się od poprzedniego. Kiedy dziecko szybko przerzucało strony, rysunki zlewały się, dając wrażenie ruchu. To złudzenie optyczne wykorzystywano przez cały XIX w. przy produkcji różnego rodzaju gadżetów i zabawek, takich jak np. bąk.

Dziś mamy o wiele doskonalszą technologię, lecz zasada pozostała ta sama. Film rysunkowy, w którym wrażenie ruchu osiąga się za pomocą sekwencji nieruchomych klatek, niewiele różni się od staromodnej książeczki. Dodatkową zaletą animacji jest to, że nie ogranicza się do rysunku.

Animacja za pomocą kamery

Każdy przedmiot, począwszy od modeli z plasteliny, a skończywszy na przedmiotach codziennego użytku, może być poddany animacji za pomocą kamery. Najstarszy zarejestrowany film animowany, The Humpty Dumpty Circus (Cyrk małych grubasów), został wykonany przez Alberta E. Smitha około 1898 r. Zamiast rysunków, Smith użył zabawek swojej córki, które starannie przemieszczał pomiędzy ujęciami, aby uzyskać przekonywający trójwymiarowy efekt. To właśnie partner Smitha, James St. Blackburn, spopularyzował fijm rysunkowy na przełomie wieków. Jego Humorous Phases of Funny Faces (Komiczne miny śmiesznych twarzy) z 1906 r. bawiły publiczność czarno-białymi wizerunkami człowieka w cylindrze, wydmuchującego gęsty obłok dymu tytoniowego w twarz kobiety.

Sztuka niemożliwego

Początkowo twórcy, posługując się rysunkiem czy modelem, dążyli do zachowania realizmu. Jednak wkrótce zdali sobie sprawę, że animacja to sztuka tworzenia niemożliwego. Świnie mogły fruwać, góry poruszać się, a dinozaury panować na Ziemi. O wszystkim decydowała wyobraźnia twórcy. W 1902 r. Francuz, Georges Melies, nakręcił Podróż na Księżyc. Ujęcie z tego filmu, pokazujące lądującą w oku Człowieka z Księżyca rakietę, stanowiło punkt zwrotny w tym gatunku sztuki, było bodźcem do pokazania wielu jeszcze bardziej nieprawdopodobnych przygód.

W czasach, gdy kino było jeszcze w powijakach, animacja stanowiła popularny środek przekazu, lecz nakręcenie filmu zajmowało mnóstwo czasu. Jeśli zabierał się do tego jeden twórca, musiał narysować 24 różne obrazki na każdą sekundę filmu, czyli 1440 rysunków na minutę. Nic więc dziwnego, iż filmy animowane bywały raczej krótkie. Sytuacja zmieniła się około 1910 r. Po pierwsze, artyści zaczęli pracować w zespołach, po drugie - zaczęli używać „klatek".

Nowa technologia zdecydowanie ułatwiła pracę artystom. Zamiast przerysowywać za każdym razem całą scenę, odrysowywali tylko główne postaci na celuloidowych arkuszach, które następnie kładli na stale to samo tło. Czasem nie musieli przerysowywać nawet całej postaci, np. by pokazać, że człowiek idzie, wystarczyło narysować tylko nogi.

Dźwiękowe filmy rysunkowe

Nowa technika przyjęła się na całym świecie, lecz nigdzie nie rozwinęła się tak bardzo jak w Stanach Zjednoczonych. W 1927 r. nieme filmy ustąpiły miejsca „mówionym", których ścieżki dźwiękowe zsynchronizowane były z ruchami aktorów. I wówczas młody animator Walt Disney dostrzegł swoją szansę. W 1928 r. zrealizował film rysunkowy - Steamboat Willie (Parowiec Willie), w którym po raz pierwszy pokazał najsłynniejszą bohaterkę animacji - Myszkę Miki.

Myszka Miki, której piskliwy głos podkładał sam Disney - to był dopiero początek. Wprowadził później innych naszych ulubieńców: Kaczora Donalda, Pluto i Goofy'ego. Wszystkie filmy miały jedną wspólną cechę, znak firmowy Disneya: ścisłe połączenie akcji z muzyką. Szczytowym osiągnięciem tego rodzaju była scena z The Band Concert, wyprodukowanego w 1935 r., kiedy Myszka Miki dyryguje orkiestrą grającą uwerturę Wilhelma Telia podczas trąby powietrznej.

Pojawienie się Myszki Miki zapoczątkowało złoty okres filmu rysunkowego, który trwał aż do lat 50. W ślad za Disneyem poszli bracia Fleischer ze swoim Popeye, chrupiącym szpinak marynarzem o potężnych bicepsach i Betty Boop, statystką o dziecięcym głosiku. Po nich zaś nastąpił istny zalew animowanych ulubieńców: Tom i Jerry, Road Runner i Coyote, Królik Bugs, Pan Magoo, Kaczor Daffy i wielu, wielu innych.

Nowi bohaterowie bardzo różnili się od Myszki Miki. Kierowani rękami takich ekspertów od animacji, jak „Tex" Avery, Chuck Jones, William Hanna czy Joseph Barbera wkroczyli na całkiem nowe, niepokojące ścieżki. O ile postaci Disneya były na ogół grzeczne i miłe, to nowe plemię żyło w świecie przemocy i ciągłej walki. Wydostawali się cieniutcy niczym wafelek spod walca parowego, zataczali się spaleni na żużel po wybuchach i przebijali z trzaskiem przez ściany, pozostawiając w murze kontur swojej sylwetki. Ta tendencja bywała krytykowana, ale ponieważ bohaterowie kreskówek zawsze wracali do swego pierwotnego wyglądu, gotowi natychmiast przystąpić do kolejnej bijatyki, trudno było całą tę przemoc traktować poważnie.

Łamanie reguł

„Tex" Avery i jego koledzy uświadomili sobie i nam jedną z najbardziej istotnych cech animacji - iż jest to świat nieskończonych możliwości, w którym prawa rządzące normalną rzeczywistością mogą być zawsze łamane. Ale dla wielu ludzi rezultat takich zabiegów przedstawiał jedynie szereg wizualnych sztuczek. Postanowiono przekonać się, czy za pomocą technik animacyjnych można wyprodukować poważny, pełnometrażowy film fabularny. I to znów Disney był tym, który udowodnił, iż jest to możliwe.

Dotąd podstawową przeszkodą w zrealizowaniu takiego filmu był czas, jaki trzeba by było na to poświęcić. Disney rozwiązał ten problem, wprowadzając do produkcji tzw. zasadę pasa transmisyjnego. Różnym zespołom dawano do wykonania kolejne zadania - odrysowywanie scen akcji, rysowanie tła, łączenie ich ze sobą, dobieranie kolorów, wmalowywanie konturów, i tak dalej. Do 1935 r. Walt Disney zatrudniał już ponad 800 osób.

W 1937 r. na ekranach pojawił się jego pierwszy, pełnometrażowy film fabularny: Królewna Śnieżka i siedmiu Krasnoludków. Pobił on rekordy oglądalności na całym świecie. Wkrótce Disney wyprodukował kolejne przeboje - Pino-kia (1940), Fantazję (1940) oraz Dumbo (1941) - tworząc gatunek filmowy, który istnieje i rozwija się do dziś. Król Lew, laureat Oskara, wyprodukowany w jego wytwórni, był jednym z największych sukcesów kasowych 1994 r.

Aktorzy i postaci z kreskówek

Kiedy już udowodniono, że kreskówki mogą skutecznie konkurować z normalnymi filmami, pozostało tylko połączyć te gatunki. W 1964 r. Disney nakręcił Mary Poppins, gdzie aktorzy występowali obok postaci animowanych w rysunkowym tle. Do 1988 r., kiedy aktor Bob Hoskins zagrał partnera animowanej postaci w filmie Kto wrobił Królika Rogera ?, technika łączenia postaci ludzkich i animowanych została już doprowadzona do mistrzostwa.

Badając nowe rynki zbytu, animatorzy starali się także ułatwić sobie pracę. Stało się to możliwe, gdy w latach 70. wprowadzono technologię komputerową. Komputery nie tylko okazały się o wiele bardziej precyzyjne, lecz potrafiły także tworzyć trójwymiarowe obrazy, które mogły być oglądane przy każdym oświetleniu i pod każdym kątem. Dla twórców filmu Kto wrobił Królika Rogera? podstawowym problemem było połączenie scen animowanych z tymi, w których występowali aktorzy. Aby go rozwiązać, użyto techniki „ray-tracing", czyli obliczania torów promieni w układzie optycznym. Komputery zostały tak zaprogramowane, by wyśledzić wszystkie źródła światła w poszczególnych scenach i zbadać, jak oddziałują one na otoczenie. Potem komputer automatycznie zciemniał rysunki tak, by pasowały do rzeczywistego otoczenia, w którym rozgrywała się akcja filmu, co oszczędzało animatorom mnóstwo czasu.

Animacja w reklamie

Filmy fabularne to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Animacja, używana na co dzień w telewizji, stała się czymś tak zwyczajnym, że niemal niezauważalnym. Ożywia wykresy, diagramy i mapy. Szczególnie zaś przydaje się w reklamie, która stara się wszelkimi możliwymi środkami uruchamiać wyobraźnię widza. Te wszystkie mówiące pudełka, tańczące rodzynki, śpiewające zwierzęta podbijają serca dzieci i dorosłych w każdym wieku.

Dziś, w epoce komunikacji komputerowej, takiej jak na przykład wirtualna rzeczywistość, przyszłość animacji rysuje się bardzo ciekawie. Łatwo dostępna, stwarzająca szerokie pole dla wyobraźni twórczej, ma przed sobą większe niż kiedykolwiek możliwości rozwoju.

 

DŹWIĘK

Zanim jakikolwiek film animowany trafi do produkcji, trzeba najpierw pomyśleć o jego ścieżce dźwiękowej. Podkład muzyczny i pojedyncze odgłosy spoza kadru, takie jak uderzenie pioruna, szum wiatru, grzmot wodospadu, mogą zostać dodane na końcu tak, by pasowały do animacji. Jednak przy dialogach oraz efektach, takich jak kroki, stukanie końskich kopyt czy pukanie do drzwi to rysunki przystosowuje się do ścieżki dźwiękowej.

Najpierw należy znaleźć aktorów, którzy nagrają dialogi. Kiedy dialogi zostaną już nagrane, montażysta dźwięku dzieli sfowa na fonemy, czyli pojedyncze dźwięki. Każdemu fonemowi odpowiada określony ruch warg, więc montażysta zaznacza, gdzie każdy z nich się zaczyna i gdzie kończy. Potem zapisuje je w scenopisie (tzw. rozpisanie czasów), podzielonym na klatki, z których każda zawiera zapis 1/24 sekundy. Na przykład słowo „halo" zawiera dwa fonemy - „ha" i „lo", co w rozpisaniu czasów zajmuje 20 klatek.

Jest to bardzo długi i uciążliwy proces, choć niezwykle ważny. Bez właściwie zapisanego scenopisu artyści animacji nie mogliby dokładnie zgrać obrazu z dźwiękiem, a rezultat takiej pracy przypominałby źle zrobiony dubbing.

 

BUNTOWNICY

W dziedzinie animacji w latach 30. święcił triumfy Walt Disney. Inne wytwórnie także zaczęły wyrabiać sobie markę w tym gatunku. Na ich czele stała wytwórnia Warner Bros, która powołała w 1934 r. zespół, mający produkować filmy animowane, nazwany Termite Terrace. Buntując się przeciw przesłodzonym historyjkom Disneya, Termite Terrace powołała do życia szereg postaci o bardziej zdecydowanym charakterze. Typowym przykładem tego kierunku była seria „Road Runner" Chucka Jonesa, w której Road Runner, szybki ptaszek i Wi-le E Coyote, pechowy myśliwy, toczą ze sobą nie kończącą się walkę, podczas której nie pada ani jedno słowo.

Termite Terrace zatrudniało kilku najzdolniejszych hollywoodzkich animatorów. Jednak prawdziwą gwiazdą zespołu był Fred „Tex" Avery. To on wyreżyserował pierwszą kreskówkę z Królikiem Bugsem, a także wymyślił postaci Świnki Porky i Kaczora Daffy. Kiedy w 1942 r. opuścił Termite Terrace, by przejść do MGM, gdzie William Hanna i Joseph Barbera tworzyli cieszące się olbrzymim powodzeniem filmy o Tomie i Jerrym, stał się jeszcze bardziej przewrotny. Bohaterami jego następnych filmów z cyklu „Wściekły Czerwony Kaptur" z 1943 r. byli: wilk ubrany w smoking i Czerwony Kapturek pracujący jako striptiserka w nocnym klubie. Ta formuła, kontynuowana w następnych filmach, w pełni się sprawdziła, przyczyniając się do powstania kolejnych przebojów.

Podobne prace

Do góry