Ocena brak

Fazy procesu decyzyjnego - Faza inicjowania

Autor /Ferdek Dodano /20.07.2011

Sprowadza się do umieszczenia konkretnej kwestii w ramach tzw. agendy programowej (jest to symboliczne określenie listy konkretnych kwestii problemowych, które decydent wybrał spośród wielu zgłaszanych przypisując im konkretne znaczenie bądź czując się zobowiązanym do zwrócenia na nie szczególnej uwagi) podmiotu, któremu przysługuje formalnie inicjatywa prawodawcza. Zasadnicze pytania w tym kontekście dotyczą tego, w jaki sposób określone kwestie problemowe pojawiają się na agendzie politycznej i jakie podmioty uzyskują wpływ na jej kształt, czyli są twórcami konkretnych propozycji. Zanim przejdziemy do tego problemu, wyjaśnienia wymaga sama koncepcja agendy programowej. Jest to raczej symboliczne określenie listy konkretnych kwestii problemowych, które decydent wybrał spośród wielu zgłaszanych, przypisując im szczególne znaczenie czy też czując się zobowiązany do zwrócenia na nie szczególnej uwagi.

W ten sposób następuje zjawisko strukturyzacji debaty politycznej, w ramach systemu politycznego jako całości czy też poszczególnych instytucji państwa, a podmioty mające wpływ na dobór kwestii problemowych mogą w ten sposób kontrolować proces ich polityzacji, wskazując na określone priorytety w tym względzie. Z reguły agenda problemowa, np. rządu, zdominowana jest przez określony katalog regularnie pojawiających się kwestii (np. wydatki publiczne, programy zabezpieczeń socjalnych, podatki), a tylko wyjątkowo mamy do czynienia z kwestiami zupełnie nowymi.

Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, iż gros kwestii problemowych obecnych w agendzie to zwykle efekt procesu implementacji wcześniej podjętych decyzji (faza oceny).

Z reguły inicjatywa podjęcia określonej kwestii problemowej może pochodzić "od wewnątrz", a więc np. od gabinetu, departamentów, agencji rządowych czy też służb cywilnych, lub "z zewnątrz", czyli np. od partii politycznych, grup interesu, społeczeństwa czy mass mediów. Może się zdarzyć, iż gabinet czy departament przedstawi kwestię problemową bez konsultacji bądź publicznej dyskusji. Jednak w tym przypadku musi się liczyć z negatywnymi tego konsekwencjami (np. reakcja opozycji), zwłaszcza gdy projekt nie został dopracowany lub inicjator nie dysponuje wystarczającymi środkami politycznymi dla przeforsowania go. Z reguły jednak administracja publiczna prowadzi szerokie konsultacje z grupami interesu, które zresztą są tworzone właśnie w celu przygotowywania propozycji dotyczących konkretnych rozstrzygnięć programowych i organizują kampanie w celu wymuszenia na decydentach ich przyjęcia. Pamiętać należy, iż relacje między grupami interesu a administracją mogą przybierać różne formy w zależności od dominującej kultury politycznej w kraju. W pluralistycznym układzie tworzenia polityki grupy interesu - przynajmniej potencjalnie - powinny mieć ułatwiony dostęp do procesu decyzyjnego.

Rywalizując w ramach otwartego rynku politycznego, każda z nich może liczyć na przychylność agend rządowych, oczywiście pod warunkiem, iż dysponuje zasobami politycznymi czyniącymi ją przydatną. W tym momencie rodzą się uzasadnione wątpliwości, czy te zasoby pozostające w dyspozycji grupy interesu (np. finansowe, legitymizujące, mobilizacyjne, informacyjne, eksperckie przygotowanie czy też prozaiczna "słyszalność" grupy, czyli tzw. decibel rating) nie decydują o tworzeniu zgoła niepluralistycznych - w tradycyjnym rozumieniu - form kooperacji między nimi a administracją publiczną. niektóre grupy interesu

z racji dysponowania określonymi zasobami wręcz instytucjonalizują swe powiązania z poszczególnymi departamentami rządowymi, monopolizując proces wymiany informacji. Nie oznacza to jednak zablokowania "dróg dojścia" dla innych grup interesu pod warunkiem, iż udowodnią swą przydatność dla urzędników publicznych jako rzetelni i godni zaufania kooperanci. Mamy zatem wciąż do czynienia z układem pluralistycznym, opartym na konflikcie interesów stron, konkurencji grup o reprezentowanie określonych interesów i dążących do włączenia się w przetargi polityczne, gwarantujące im wpływ na kształtowanie agendy programowej. Powiązania między grupami interesu a administracją są znacznie słabiej sformalizowane niż w przypadku układów korporacyjnych, a "struktura tych relacji opiera się na wypracowanych nieustannie kompromisach i przetargach" (Peters, 1999, s. 218). Układ ten określany jest niekiedy mianem "liberalnego korporatyzmu", co oznacza przede wszystkim, iż punkty dojścia grup interesu do struktury administracyjnej pozostają relatywnie otwarte.

W korporacyjnym układzie powiązań istnieją bardzo stabilne powiązania między administracją publiczną a grupami interesu (instytucjonalizacja powiązań). Co więcej, tylko tzw. ekonomiczne grupy interesu uzyskują wpływ na kształtowanie agendy programowej państwa, a proces decyzyjny to proces systematycznej, długofalowej wymiany politycznej między nimi a administracją publiczną (Herbut, 1996, s. 53). Problem korporatyzmu wykracza jednak znacznie poza fazę inicjowania procesu decyzyjnego i rozciąga się na fazy tworzenia (formułowania) polityki oraz implementacji decyzji. W konsekwencji występuje zjawisko włączenia ekonomicznych grup interesu w proces decyzyjny, w którym występują one w roli quasi-publicznych agencji państwa, dysponując znacznym zakresem uprawnień formalnych. Cechą charakterystyczną korporacyjnego układu jest więc zapewnienie grupom interesu wpływu na bieg spraw publicznych, a sam mechanizm opiera się na współpracy i porozumieniu.

Podobne prace

Do góry