Ocena brak

Europejczycy zakładają nowe państwa w Azji i za oceanem

Autor /vvv Dodano /14.03.2011

W chwili gdy  środkowa Europa była rozbita i pełna zamętu, zachodni Europejczycy, zwłaszcza Holendrzy, Skandynawowie, Hiszpanie, Portugalczycy, Francuzi i Anglicy, rozszerzyli pole swych sporów na morzu całego  świata. Wynalazek druku poddał idee polityczne Europy szerokiej i z początku nieokreślonej fermentacji, ale ten drugi wynalazek, okręt oceaniczny, rozszerzył zakres doświadczenia europejskiego do najdalszych granic słonej wody.

Pierwsze osady zamorskie Holendrów i innych Europejczyków znad północnego Atlantyku służyły nie dla kolonizacji, lecz jedynie dla handlu i kopalń. Hiszpanie pierwsi mieli inne plany; rościli sobie pretensje do całego nowego  świata. Bardzo rychło wystąpili Portugalczycy z własnymi  żądaniami. Papież — był to jeden z ostatnich czynów Rzymu jako władcy  świata — podzielił nowy kontynent między tych dwóch współzawodników, oddając Portugalii Brazylię i wszystko, co położone na wschód od linii biegnącej 1780 km na zachód od wysp Zielonego Przylądka, a Hiszpanii resztę (1494).

W tym czasie Portugalczycy czynili wyprawy również na południe i na wschód. W 1497 Vasco da Gama wyjechał z Lizbony i opłynął Przylądek aż do Zanzibaru, a stamtąd dotarł do Kalkuty. W 1515 okręty portugalskie były na Jawie i na Monikach; Portugalczycy zakładali warowne stacje handlowe dookoła wybrzeży Oceanu Indyjskiego. Mozambik, Goa i dwie mniejsze posiadłości w Indiach, Macao w Chinach i część Timoru do dziś są portugalskie 41. Narody, papieskim postanowieniem wygnane z Ameryki, niewiele zważały na prawa Hiszpanii i Portugalii. Anglicy, Duńczycy i Szwedzi, a później Holendrzy, zaczęli się przedzierać do Ameryki Północnej i do Zachodnich Indii, zaś arcychrześcijański król Francji niewiele więcej szanował postanowienia papieża niż lada jaki protestant. Wojny europejskie sięgnęły teraz ku tym dążeniom i posiadłościom.

Anglikom najlepiej się poszczęściło. Duńczycy i Szwedzi byli nazbyt zamieszani w powikłane sprawy Niemiec, aby mogli podejmować skuteczne wyprawy. Szwecja obficie zbroczyła swą krwią niemieckie pobojowiska, na które wiódł ją malowniczy król, Gustaw Adolf, protestancki „Lew Północy”. Holendrzy stali się spadkobiercami niewielkich posiadłości szwedzkich w Ameryce, lecz nie mogli ich obronić przed Anglikami, mając do czynienia z Francją, wrogiem ich niezależności. Na dalekim wschodzie głównymi rywalami byli Anglicy, Holendrzy i Francuzi, w Ameryce zaś Anglicy, Francuzi i Hiszpanie. Anglicy mieli jedną rzecz niesłychanie dogodną: wodną granicę, „srebrny pas” Kanału, oddzielający ich od Europy.

Tradycją łacińskiego cesarstwa nie zaprzątali sobie głowy. Francja zawsze zbyt wiele zajmowała się sprawami europejskimi. Przez cały wiek XVIII zmarnowała niejedną doskonałą sposobność do ekspansji na Zachodzie lub Wschodzie, bo całkowicie była przejętą myślą owładnięcia Hiszpanii, Włoch i chaosu niemieckiego. Religijne i polityczne waśnie w Anglii w XVII w. zmusiły wielu Anglików do szukania nowego domu w Ameryce. Osiedli lam i rozmnożyli się, co było dla Anglii wielką korzyścią w jej walce o Amerykę. W 1756 i 1760 Francuzi stracili Kanadę na rzecz Anglii i jej amerykańskich kolonistów, a w kilka lat później angielska kompania handlowa uzyskała zupełna przewagę nad Francuzami, Holendrami i Portugalczykami na Półwyspie Indyjskim. Wielkie państwo mongolskie Babera, Akbara i ich następców upadło, a dzieje zajęcia tego mocarstwa przez londyńskie towarzystwo handlowe, Brytyjsko-Wschodnio-Indyjską Kompanię, stanowi jeden z najniezwyklejszych epizodów w całej historii podbojów.

Wschodnio-indyjska kompania pierwotnie, w czasie swego założenia za królowej Elżbiety, nie była niczym więcej, jak kompanią awanturników morskich. Z wolna byli oni zmuszeni formować własne wojska i uzbrajać okręty.A teraz kompania ta nie tylko handlowała korzeniami, barwnikami, herbatą i drogimi kamieniami, lecz miała w swych rękach dochody i terytoria książąt oraz losy całych Indii. Przyszła tam, aby kupować i sprzedawać, a stworzyła groźne korsarstwo.

Nikt się nie mógł jej oprzeć. Czyż należy się temu dziwić,  że jej kapitanowie, komendanci i urzędnicy, a nawet zwykli subiekci i żołnierze, powracali do Anglii obładowani łupem? Ludzie w takich okolicznościach — posiadający wielki i bogaty kraj w garści — nie mogą się zastanawiać naci tym, co im wolno, a czego nie wolno. Był to dla nich kraj obcy, spod innego słońca; smagły lud, który tam żył, zda wał się należeć do innej rasy, poza granicami ich sympatii; jego tajemnicze  świątynie były  źródłem niepojętych zasad  życiowych. Anglia znalazła się w niemałym kłopocie, gdy ci wszyscy generałowie i urzędnicy wrócili do kraju i jeden drugiego zaczął oskarżać o nadużycia i okrucieństwa. Parlament uchwalił wotum nieufności Clive'owi.

Clive odebrał sobie życie w r. 1774, W 1788 Warien  Hastings, drugi wielki administrator Indii, został oskarżony i uniewinniony. Wytworzyła się bardzo osobliwa sytuacja, nie znana dotychczas w historii. Parlament angielski ferował wyroki przeciw londyńskiej kompanii handlowej, która ze swej strony rządziła państwem znacznie większym i bardziej ludnym niż wszystkie dominia brytyjskiej korony. Dla przeciętnego Anglika Indie były krajem odległym, fantastycznym, prawie niedostępnym, dokąd udawali się młodzi ludzie, aby po latach wrócić jako bardzo bogaci i nader swarliwi starsi panowie. Było dlań rzeczą niezmiernie trudną zdać sobie sprawę, jakie właściwie  życie prowadzi ten nieprzeliczony lud o smagłej cerze. Wyobraźnia odmawiała mu posłuszeństwa. Indie pozostawały romantyczną nierzeczywistością. Z tego względu było czymś zgoła niemożliwym rozciągnąć należytą kontrolę nad działalnością kompanii.

Gdy tak mocarstwa zachodnioeuropejskie walczyły między sobą o te fantastyczne państwa na wszystkich oceanach  świata, w Azji odbywały się dwa wielkie podboje. Chiny zrzuciły jarzmo mongolskie w 1360 i rozwijały się pod rządami własnej dynastii Ming, która trwała do r. 1644. Wtedy to inny lud mongolski, Mandżu, podbił Chiny i rządził nimi aż do r. 1912. Tymczasem Rosja posuwała się na wschód i zdobywała coraz wybitniejsze miejsce w polityce  światowej.

Wzrost tego wielkiego mocarstwa starego świata, które nie należy całkowicie ani do wschodu, ani do zachodu, posiada doniosłe znaczenie w dziejach ludzkości. Ekspansję swą w wielkiej mierze zawdzięcza pojawieniu się chrześcijańskiego ludu stepowego, Kozaków, którzy tworzyli granicę między feudalnym rolnictwem Polski i Węgier na zachodzie a Tatarami na wschodzie. Kozacy stanowili dziki wschód Europy, pod wielu względami podobny do dzikiego zachodu Stanów Zjednoczonych w połowie XIX wieku. Każdy, komu w Rosji grunt palił się pod nogami, zarówno zbrodniarz, jak i niewinnie prześladowany, zbuntowani chłopi, religijni sekciarze, złodzieje, włóczęgi, mordercy — wszyscy szukali schronienia na południowych stepach, gdzie walczyli o  życie i wolność przeciw Polsce, Rosji i Tatarom. Nawet spośród Tatarów niejeden uciekł do Kozaków. Z wolna ten lud kresowy wcielano do rosyjskiej armii cesarskiej, podobnie jak z górali szkockich uformowano osobne pułki brytyjskie. Wyznaczono Kozakom nowe ziemie w Azji. Stali się oni zaporą przeciw mongolskim koczownikom, najpierw w Turkiestanie, później w całej Syberii aż do Amuru.

Nie znamy dokładnie powodów nagłego osłabienia się; energii mongolskiej w XVII i XVIII wieku. W ciągu dwóch lub trzech stuleci od czasów Dżyngisa i Tamerlana, Azja  środkowa nie tylko zrezygnowała z władzy nad światem, ale doszła do zupełnej niemocy politycznej. Mogły się przyczynić do tego zmiany — klimatu, nie zanotowane zarazy, infekcje typu malarycznego — wszelako jest rzeczą prawdopodobną,  że to cofnięcie się  świata mongolskiego jest jedynie przejściowe, jeśli mierzyć je skalą historii powszechnej. Niektórzy badacze przypuszczają,  że szerzenie się wśród Mongołów buddyzmu wywarło znaczny wpływ na złagodzenie ich obyczajów i uśmierzenie ich zaborczych popędów.

W każdym bądź razie od w. XV] Mongołowie nie tylko nie myślą o podbojach, lecz sami ulegają przemocy, ściskani przez Rosję od zachodu i przez Chiny od wschodu. Przez cały w. XVII Kozacy z Rosji europejskiej posuwają się coraz bardziej na wschód i osiedlają się wszędzie, gdzie tylko istnieją warunki sprzyjające rolnictwu. Kordony fortów i stanic tworzyły ruchomą granicę tych osiedli od południa, gdzie Turkmeni zawsze jeszcze byli silni i czynni; od północnego wschodu Rosja nie miała żadnych granic, dopóki nie dotarła do Oceanu Spokojnego.

Podobne prace

Do góry