Ocena brak

Epistolografia romantyczna

Autor /Albinos Dodano /05.06.2013

Konwencje epistolografii romantycznej wywodzą się z tradycji romansów sentymentalnych, z Nową Heloizą Rousseau i Cierpieniami młodego Wertera Goethego na czele, których narrację tworzą listy, uporządkowane w przemyślaną kompozycję, służącą przede wszystkim wyrażeniu „czucia i myśli” bohaterów. Wiadomo, że na ukształtowanie się romansu epistolarnego oddziałało charakterystyczne dla ówczesnej epoki silne zainteresowanie życiem wewnętrznym człowieka i dążenie do stworzenia takiej odmiany powieści, której tematem byłyby problemy natury psychologicznej, wydarzenia i przeżycia bohaterów ukazane w szerszym kontekście społeczno-obyczajowym. Technika narracji listowej miała stwarzać iluzję naturalności i szczerości prezentowanych treści.

Korespondencję romantyczną stylizowano według pierwowzorów literackich, co potwierdza „autotematyczny” fragment wyznania H. Reeve’a o jego korespondencji z Zygmuntem Krasińskim:

Nasza korespondencja zawiera w sobie nie mniej prawidłową powieść jak Nowa Heloiza, z pewnością nieco prawdziwszą w tym, co się tyczy ludzkich serc, i nieco moralniejszą w tym, co się tyczy naszych dusz, skoro my jesteśmy jej autorami (cyt. za: Z. Sudolski, Korespondencja Zygmunta Krasińskiego, 1968).

Słowacki jakby podpisywał się pod tym wyznaniem, kiedy kierował do matki słowa:

Chciałbym, ażebyś, droga, chowała ważniejsze z listów moich, bo to będzie najszczerszy ślad mego życia — dziennika nigdy nie pisałem (Korespondencja Juliusza Słowackiego, t. 1, 1962).

Jeśli jednak nadmieniamy tutaj o tradycji najbliższej dla epistolografii romantycznej, podkreślamy jeszcze jeden fakt znamienny: romantycy stopniowo, ale coraz intensywniej zaczęli uświadamiać sobie „skazanie” swych wypowiedzi na nieszczerość i literackość.

Częstotliwość listowego wypowiadania się poetów romantycznych jest naturalną konsekwencją tak modnego w ówczesnej epoce odautorskiego kształtowania zapisu dziejów myśli i dziejów twórczości, próbą narzucania innym interpretacji zjawiska, za jakie uważał się sam poeta (wypowiedzenie ,ja” dla określonych współczesnych i potomnych). Biogram nadawcy stanowił w komunikacie epistolarnym przedmiot manipulacji, której wynikiem stawało się „ja” wykreowane. Autointerpretacje te nosiły zatem wszelkie znamiona autokreacji i utrwalania własnej legendy.

Nie tylko zresztą w tej epoce modelowano legendy biograficzne, funkcjonujące w świadomości odbiorcy jako mit, nie zaś wiedza o tym, co było naprawdę (pod tym względem znamienne są legendy dotyczące Przybyszewskiego, Witkiewicza czy Gałczyńskiego). W obrębie romantycznych konwencji epistolarnych nadawca mógł zmieniać i zmieniał swe role. Adresat listu determinował aktualną w danym momencie stylizację osobowości nadawcy (autoportret świadomie konstruowany), z drugiej strony ów adresat był niejako wykreowany przez autora autoportretu: często jawił się jako hipotetyczny sobowtór piszącego. Dla przykładu przytoczmy wypowiedzi dwu autorów:

Ja taki sam jak Ty. Do kogóż się udam, jeśli nie do ciebie, z kim mówić będę, jeśli nie z Tobą (list Z. Krasińskiego do Delfiny Potockiej).

... czy ty nie wiesz, jak my podobni jesteśmy duszami do siebie? (list J. Słowackiego do matki).

Wśród pism intymnych blok listów jest najbliższy dziennikowi. Uszeregowane według dat zapisy momentalne — podobnie jak u piszącego diariusz — ukonkretniają czas teraźniejszy pisania listu, przy czym aktualność z reguły projektowana jest w przyszłość. Podkreślmy w tym miejscu historyczny walor epistolografii dla późniejszych jej czytelników, pragnących pełniej rozeznać się w kontekście epoki, a także w sposobach autokreacji. Tej funkcji autorzy listów byli w pełni świadomi: „Ten list czy dziennik będzie prawdziwym stanu duszy mojej opisem, jedynym poematem, do któregom zdolny” — pisał Krasiński do Delfiny Potockiej 18 III 1840. Analogiczne wyznanie możemy znaleźć w listach Słowackiego.

Wielotematyczność zapisów epistolarnych i diariuszowych stanowi jeszcze jedno między nimi podobieństwo. Odnajdujemy w listach odpowiedzi na pytania dotyczące sposobów widzenia i rozumienia współczesnych nadawcy „wypadków”, mających bezpośredni wpływ na jego działalność twórczą, odpowiedź na pytania dotyczące wzajemnych stosunków między autorem listu a jego współczesnymi, twórcami sztuki, krytykami, odbiorcami. Mogą owe listy pełniej wyjaśnić także sposób patrzenia i przeżywania krajobrazu (patrz np. listy Słowackiego do matki z 15 III 1833, 27 X 1833, 2 X 1843).

Wprowadzenie epistolografii do procesu dydaktycznego okaże się na pewno niezwykle cenne przy rekonstrukcji świadomości poetyckiej twórców polskiego romantyzmu. Analiza korespondencji w jej^ porządku diachronicznym ułatwia wypunktowanie etapów krystalizowania się koncepcji poezji, odczytanie innowacji teoretycznoliterackich, przewartościowań i przełomów zachodzących w obrębie szeregu ewolucyjnego.

Doskonałym przykładem korespondencji romantycznej jest sztuka epistolarna Słowackiego i ta właśnie romantyczność listów autora Beniowskiego pozwala odczytać z nich sporo uwag poświęconych bezpośrednio lub pośrednio własnym utworom, odnaleźć motywacje decyzji literackich, wreszcie informacje o tych czynnikach sprawczych, które powodowały wewnętrzne przemiany poety. Ale nie wolno nam i wtedy zapominać o autokreacji, i należy zawsze skonfrontować wypowiedzi epistolarne z praktyką pisarską albo wypowiedzi skierowane do różnych adresatów.

W listach romantycznych odnajdziemy jeszcze jeden strumień wyznań: dotyczą one wewnętrznego imperatywu tworzenia, który to temat podejmują także poeci współcześni. Oto przykłady:

Nie mając nadziei, by mnie kiedykolwiek czytano, piszę wciąż i piszę z niesłabnącym zapałem. Tak więc piszę, bo muszę pisać, piszę dlatego, że piszę. [...] Czyż być poetą to nie to samo właśnie, co mieć nadmiar myśli strumieniami dobywających się na powierzchnię duszy, wrących tak długo, póki nie znajdą sobie ujścia? Mniejsza, czy dojdą potem uszu ludzkich, czy rozpłyną się w nicości, aby tylko poeta wyzwolił się od tego palącego ognia, co nie daje chwili wytchnienia (list Z. Krasińskiego do H. Reeve’a).

Z kolei introspekcje paryskie z 1831 r. stały się podstawą następującego wyznania Słowackiego w liście do matki:

Dla mnie nie ma innego widoku, jak te nieszczęśliwe poezje — czyż mnie ta nadzieja, jedyna nadzieja w moim życiu zawiedzie? [...] trzymam się tego, co mi najwięcej w życiu zrobiło przyjemności [podkr. moje — E.K.-M.].

Opozycja nieszczęście — przyjemność silnie akcentuje ów wewnętrzny imperatyw tworzenia. Problem bycia poetą mimo wszystko przypomina apolog z dedykacyjnego listu do autora Irydiona, ów symbol harfy odrzuconej, ale odniesionej przez fale na powrót. Dla czytelnika może to być argument na rzecz trwałości i pogłębiania się dramatycznego konfliktu poety z czytelnikami nie rozumiejącymi jego poezji (problem „słuchaczów głuchych”).

Modelowanie biografii artystycznej, stylizowanie życia i legendy autobiograficznej według przyjmowanych zmiennych wzorców literackich wyznaczały dość często schemat losu artysty romantycznego. Kształtować się poczęła swoista wersja estetyki, postulująca pełną zgodność między poezją jako rolą społeczną i formą działania a pozostałymi sferami biografii autora (literaryzacja życia). Twórczość artystyczna służyła życiu, życie zaś miało pozostawać w zgodzie ze słowem i dziełem. Krasiński układał dramat swego życia w korespondencji z Delfiną Potocką, dość łatwo nam przyjdzie także odnaleźć autokreacje bajroniczne Słowackiego (w sensie biografii modelowej) w jego listach do matki (np. z 12 IV 1831). Dopiero w szwajcarskim okresie twórczości, stając się minstrelem narodu, przeczuwał, iż chcąc być zrozumianym i wysłuchanym, musi zrzucić bajroniczny kostium. Nowa chwila dziejowa zdecydowała o tym, że miejsce „życia według poezji” zajęła teraz koncepcja „poezji według życia”, w tym czasie koncepcja poezji wodzowskiej.

Lektura listów romantycznych daje współczesnemu czytelnikowi odpowiedź na jeszcze jedno dość frapujące pytanie. Dotyczy ono siły więzi z tradycją kulturową narodu i pragnienia, by być godnym kontynuatorem dzieła „świetnych przodków”, także w dziedzinie polszczyzny. Krasiński w liście do ojca tak oto motywuje swą prośbę o przesłanie dzieł Jana Kochanowskiego, Kazań Piotra Skargi i Jerozolimy wyzwolonej w tłumaczeniu Piotra Kochanowskiego; „bo się lękam, bym nie zapomniał polskiego języka [...] prawdziwie czuję, jak język moich ojców słabieje w mojej pamięci” (13 XI 1831). W korespondencji zaś z Delfiną wyjaśnia dokładniej:

W rzeczy samej, świętością świętości jest każdemu narodowi mowa mu właściwa [...] kto język swój zatraca, biada temu, własny herb swój maże, odrzuca, hańbi, historii się zapiera, do ludzkości przestaje należeć [...] Cały duch, wszystka inteligencja narodu mieści się w jego mowie (list z 17 I 1842).

O nadesłanie Jerozolimy wyzwolonej Tassa w przekładzie Kochanowskiego i dzieła Jana z Czarnolasu proszą także Adam Mickiewicz (w listach do Jana Czeczota i Tomasza Zana z 1822 r.) i Słowacki (w liście do matki z 9 XI 1832).

O tym, że romantykom towarzyszyła świadomość konieczności ukierunkowania recepcji czytelniczej, wprowadzania odbiorcy w eksperymenty literackie, sterowania reakcjami i rozwijania umiejętności współtwórczych, świadczą m. in. autointerpretacje epistolarne. Mickiewicz poświęca najwięcej miejsca komentarzom do Pana Tadeusza i Dziadów, z których — jak wyznaje w liście do Odyńca — „chciał zrobić jedyne dzieło warte czytania”. Jeśli chodzi o „poema szlacheckie”, warto zaznaczyć, że wypowiedzi epistolarne Mickiewicza nakierowane są na różnych adresatów.

Piszę teraz właśnie poema wiejskie — donosi Julianowi Ursynowi Niemcewiczowi z Paryża w maju 1833 — w którym staram się zachować pamiątkę dawnych naszych zwyczajów i skreślić jakkolwiek obraz naszego życia wiejskiego, łowów, zabaw, bitew, zajazdów etc. Scena dzieje się w Litwie około roku 1812, kiedy żyły dawne podania i widać jeszcze było ostatki dawnego wiejskiego życia.

W liście do Antoniego Edwarda Odyńca decyduje się na sąd obiektywny:

Wiele mierności, wiele też dobrego [...] Co tam najlepsze, to obrazki z natury kryślone naszego kraju i naszych obyczajów domowych (14 II 1834).

Epistolarne rozważania autora Balladyny i próby komentarzy podejmowane przezeń w ciągu lat 1834—1845 (podobnie jak w wypadku Mickiewicza nakierowane na różnych odbiorców korespondencji) oraz włączenie tego typu komentarza także do listu dedykacyjnego pozwalają stwierdzić, że Słowacki nadawał owym wyznaniom rangę teoretycznego kreda w procesie ewoluowania poglądów na istotę poegi. Odsyłając uczniów do listów Słowackiego do matki i wydawcy dramatu, zwróćmy ich uwagę na zastanawiającą terminologię gatunkową, jaką poeta stosuje. Raz określa Balladynę jako „niby tragedię”, innym razem nazywa ją „tragedią podobną do starej ballady”. (Np. w liście do matki z 18 XII 1831 i do Eustachego Januszkiewicza z listopada 1838. Warto dodać, iż w liście dedykacyjnym odnajdziemy dalsze sformułowania: „epizod wielkiego poematu w rodzaju Ariosta”, oraz wyznanie: „ja z Polski dawnej tworzę fantastyczną legendę”.)

Wszystko to pozwala stwierdzić, iż Słowacki był świadom konieczności znalezienia takiej formuły słownej, która — aby wyrazić całą złożoność treści intelektualnych — akcentowałaby synkretyzm, łączenie różnych elementów rodzajowych i gatunkowych, ów spoisty (mimo pozorów niespoistości) aliaż. Stworzywszy aliaż, Słowacki niepokoił się o pełne zrozumienie jego dzieła przez współczesnych. Miał bowiem świadomość przełamania stereotypów w myśleniu literackim czytelnika i w stosowanej wówczas poetyce dramatu.

Podobne wątpliwości towarzyszyły autorowi Nie-Boskiej, gdy w liście do Konstantego Gaszyńskiego z 7 VII 1836 przewidywał:

Irydion jest dziełem, którym większa część publiczności prześwietnej wzgardzi, bo bardziej w nim idee się ruszają niż ludzie.

Ambicje historiozoficzne zadecydowały bowiem o tym, że „dawne posągowe Rzymian postacie napełnił wulkaniczną duszą wieku” swego pokolenia — jak ocenił dzieło Słowacki — wcielając w słowo idee uniwersalne.

O tym, że poznanie choćby fragmentów epistolografii romantycznej poszerza nasze widzenie problemów epoki o kontekst socjologiczno--literacki, decyduje szereg zawartych w listach odniesień do ówczesnej krytyki literackiej, twórczości innych poetów i reakcji odbiorców (korespondują te fragmenty znakomicie z odpowiednimi dygresjami w Beniowskim). Tego typu zwierzenia znaleźć możemy m. in. w liście Mickiewicza do Joachima Lelewela (z 28 I 1829) dotyczącym rozprawy O krytykach i recenzentach warszawskich. Warto go cytować jako dokument świadomości i uzasadnionego podmiotowo „łamania kopii” z literatami przychylnymi i nieprzychylnymi poecie.

Podobne prace

Do góry