Ocena brak

Emmanuel Mounier (1905 - 1950) - Poglądy

Autor /Stiv Dodano /15.07.2011

E. Mounier przyjmując chrześcijański „realizm duchowy” usiłował sformułować koncepcję antropologiczną, która nadałaby nowy, precyzyjny sens ludzkiemu  życiu; sens, który z jednej strony urealniałby wiarę chrześcijańską, z drugiej zaś pozwoliłby krytycznie spojrzeć na kryzys mieszczańskiego społeczeństwa i zaproponować mu wizję człowieka na miarę 2000 roku. Temu celowi posłużyła szeroko rozbudowana koncepcja osoby ludzkiej oraz krytyka społeczeństwa kapitalistycznego. E. Mounier interpretował człowieka jako jedność złożoną z „osoby” i „jednostki”. „Jednostka” jest tą kategorią, której treść wyraża cielesność człowieka i jej wymogi; jest urzeczywistnieniem się osoby w  świecie materialnym, to konkretny ten, tu i teraz człowiek wraz ze swoimi egoistycznymi upodobaniami, człowiek ze swoją „zachłanną radością”, wiecznie samouwielbiający się i wynoszący swą „kapryśną i wyniosłą agresywność”. „Nazywamy - powiadał Mounier - jednostką rozpraszanie się i zatracanie się osoby na powierzchni jej  życia, a także upodobanie, jakie w tym znajduje”, bo wywalczyła sobie  „uświęcenie prawne i metafizyczne, dokonane na Zachodzie przez Deklarację Praw Człowieka i Kodeks Napoleona”.   

Pojęcie „osoba” interpretował Mounier jako tę stronę człowieka, która jest wartością duchową, bytem duchowym, będącym w człowieku osobowym obrazem Boga. Osoba jako duchowe jestestwo człowieka jest ukonkretnionym bytem; bytem manifestującym się w tym oto, tu i teraz człowieku, zachowującym w sobie jednocześnie wartość transcendentną. „Moja osoba - pisał Mounier - nie jest świadomością, którą posiadam o niej. Za każdym razem, gdy zaczerpnę z mojej  świadomości, cóż z niej wydobywam? Często, jeśli nad sobą nie panuję, są to efemeryczne fragmenty indywidualności, powietrze, którym na co dzień oddycham. Jeśli robię krok naprzód, przychodzą do mnie grane przeze mnie role, zrodzone ze związku mojego temperamentu i jakiegoś kaprysu intelektualnego, z jakiejś przebiegłości lub zdziwienia; role, którymi byłem i które przeżyły same siebie dzięki bezwładności lub podłości; role, którymi wydaje mi się, że jestem, bo im zazdroszczę, bo je recytuję albo ulegając modzie pozwalam,  żeby wycisnęły na mnie swoje piętno; role, którymi chciałbym być i które dają mi dobre samopoczucie już tylko dzięki mojemu pragnieniu, odbijającemu ich obraz. Raz jedna, raz druga bierze nade mną górę; i  żadna nie jest mi obca, gdyż w każdej z nich uwięziony jest płomień - cząstka niewidzialnego ognia, który jest we mnie; ale zarazem każda z nich jest dla mnie schronieniem od tego utajonego ognia, który oświetliłby wszystkie ich małostki”. „Osoba” to duchowa możliwość człowieka, poznania siebie samego, określenia się w stosunku do transcendencji, ustalenia swej niedorosłości, małości, ujrzenie własnych efektów, produktów jako wytworów „obcych rąk”. Osoba wyraża człowieka,  „który pnie się od dołu i wyposaża ją w ciało, tego, który jest skierowany ku górze i podnosi ją ku powszechności, tego, który skierowany wszerz i prowadzi ją ku wspólnocie. Powołanie, wcielenie, wspólnota - to trzy wymiary osoby”.   

Powołanie to przekraczanie samego siebie; to ciągły brak zadowolenia z jestestwa; to stałe przezwyciężanie rozproszenia życia, przezwyciężanie pozwalające na „odkrywanie tego jedynego szyfru, który oznacza jego (człowieka) miejsce i obowiązki w powszechnej wspólnocie”.     

Wcielenie to wznoszenie tylko wraz z materią. Od materii człowiek uwolnić się nie może, nie może uciec od  życia codziennego; przeciwnie,  życie to człowiek musi przekształcać, tak samo jak z narodzeniem się: innego wyjścia nie ma.   Wspólnota to stan, który osoba człowieka chce osiągnąć, ku któremu zmierza. Mimo swojego „wcielenia”, ze względu na „powołanie” osoba winna budować transcendencję wspólnotową, czyli „ofiarowania siebie i życia przez innych”.     

Tak realizująca się osoba narażona jest na dwuznaczność swego wysiłku. Może ona służyć takim wartościom, jak napięcie, bohaterstwo, opanowanie. Ideałem jest bohater w rozumieniu stoickim lub nietzscheańskim. Osoba może również odnajdywać siebie, zapominając o sobie.     

Personalizm - wykładał Mounier - jest dla niektórych ludzi niezrozumiały dlatego, że szukają w nim jakiegoś skończonego systemu, podczas gdy jest on tylko perspektywą, metodą, zobowiazaniem”.   

Będąc „perspektywą” personalizm usiłował pokonać przeciwstawienie idealizmu oraz materializmu i osiągnąć stan będący jednością wymiarów: materialnego, wewnętrznego i transcendentnego, pozwalającej uzyskać pełnię osobowości jako centralnego punktu całej historii.     

Jako metoda personalizm negował dedukcyjne przedstawianie rzeczywistości, ale także „rygorystyczny empiryzm realistów”. Krytyce poddawane były różnego rodzaju schematy, które proponowano urzeczywistniać w praktyce. „Chrześcijański personalista - pisał Mounier - choć cel jego wykracza poza historię, nie może dążyć doń inaczej jak przez obecność w historii, a aby określić swoje  środki działania, musi on zbadać możliwości historii. Toteż niezależnie od tego, jaka jest nasza filozofia ostateczna, uważamy, iż zrozumienie zasad działania budzi się dopiero z chwilą włączenia się w łańcuch wydarzeń, a reguła działania powstaje z zetknięcia się filozofii człowieka z bezpośrednią analizą okoliczności historycznych, które w ostatecznej instancji decydują o tym, co możliwe i co realne”.   

Personalizm jako „zobowiązanie” wymaga zaangażowania całkowitego, a jednocześnie warunkowego. Najpierw chrześcijanin winien przeprowadzić krytykę istniejącego stanu rzeczy, następnie określić możliwe drogi przekształcenia, coś w dalszej części zaangażować się w procesie przekształcenia. „Zobowiązanie” - zdaniem Mouniera - może i powinno ujawniać się we wszystkich sferach życia społecznego. Nie ma takiej dziedziny, która zadowoliłaby osobę.   

Szczególnie - pisał – „wychowanie musi tu przygotować teren. Zbyt często sprowadzane obecnie do powierzchniowego  rozdawnictwa wiedzy i utrwalania przedziałów społecznych lub utrwalania wartości umierającego  świata - wychowanie musi zerwać z elitą, by wypracować nowy typ kształtowania nowego człowieka, otwarty dla każdego, pozostawiający dla każdego wolność w wyborze swego nastawienia, ale przygotowujący do  życia zbiorowego ludzi harmonijnych - razem, w braterstwie przygotowujących do zawodu człowieka. Kultura zachodnia w rękach klasy społecznej, która delektując się dziedzictwem, nie odnawia jego  źródeł, stała się rzeczą martwą. Musi ona zostać ożywiona przez nową elitę pochodzącą z pnia ludowego, która jej przywróci autentyczność i płodność”.   

Z tego punktu widzenia Mounier krytykował społeczeństwo burżuazyjne, powstające w nim totalitarne formy, reifikację (urzeczowienie) stosunków międzyludzkich prowadzące do depersonalizacji i dehumanizacji jednostki. W społeczeństwie burżuazyjnym dominuje fetysz - pieniądz, własność, o wartości człowieka  świadczy stan jego posiadania, powszechnie dostrzegalne jest przeciwieństwo nieograniczonej nędzy i nieograniczonego bogactwa. Nacjonalizm i faszyzm stają się religią, Bogiem. Kultura burżuazyjna zagubiła osobę ludzką.   

Osoba ludzka poddana została alienacji „Narcyza” i  „Herkulesa”. Alienacja „Narcyza” polega na tym,  że człowiek zamyka się w sobie; wobec tajemniczości i obcości stosunków, układów społecznych czuje się obco, unika ich, chce odnaleźć swój mały, nikomu niedostępny świat. Zamknięty w sobie poddaje się kontemplacji; nie chce przyjmować żadnej odpowiedzialności. Mówi: „najlepiej byłoby, gdyby mnie nie było”. „Narcyz” nie dostrzega,  że jest mu  źle,  że istniejący stan męczy go, jest dla niego ciężarem.   

Alienacja „Herkulesa” jest postawą całkowitego oddania się działaniu. Człowiek orientuje się wyłącznie ku  światu zewnętrznemu, ciągle biega za zyskiem, za pieniądzem, za wciąż nowymi dobrami. Niedostępne jest mu zaspokojenie  żądań. Potrzeby są ciągle pobudzane. W zdobywaniu środków zaspokajających je nie liczy się z innymi ludźmi, są dla niego tylko narzędziem zaspokajania jego chuci. Inni ludzie i rzeczy znaczą to samo.   Mounier krytykując kapitalizm, próbował precyzyjnie ustalić jego cechy. Uważał, że społeczeństwo poddane jest alienacji ekonomicznej będącej formą alienacji, gdzie  w miarę doskonalenia techniki wytwórczej człowieka tworzył on coraz potężniejsze siły wytwórcze, które wymknęły się spod jego kontroli i przejęły nad nim władzę. „Pamiętamy - pisał Mounier - wypowiedź Forda, gdy go zapytano, dlaczego wciąż rozwija swoje przedsiębiorstwo: <>”. Opisując przykłady alienacji ekonomicznej, Mounier nawiązał do Marksa. „Dla Marksa - pisał - alienacja ta związana jest z ustrojem kapitalistycznym, socjalizm natomiast musi do stechnicyzowanego świata wprowa-dzić ludzkie cele, które mogą zneutralizować potęgę alienacji. Ale Marks znał tylko początki - i to bardzo skromne - szału technicznego. Nie mógł on ocenić tego, co doświadczyliśmy od tamtych czasów [...] Postulat Marksa zahamowania tej alienacji przez zniesienie alienacji kapitalistycznej zawisa w próżni. Rozwój tych samych zjawisk w bardzo różnych ustrojach pozwala przypuszczać,  że technika zawiera w sobie hybris, niezależnie od ustrojów, które się nią posługują”.    

Mounier inaczej niż Marks wyjaśniał proces alienacji ekonomicznej. Dla niego punktem wyjścia był „świat rzemieślniczy”, w którym mamy do czynienia ze współobecnością fizyczną wytwórcy, pracy i konsumenta. W takiej sytuacji  „trudno jest zabić czy znienawidzić człowieka, który na nas patrzy”. Natomiast maszyna, „odsuwa człowieka poza sferę swej działalności”. Między decyzją a jej wykonaniem, między wytworzeniem a spożyciem produktu pracy maszyna rozciąga „odległość większą niż zdolność objęcia jej wzrokiem, a czasem uwagą. Dyrektor Citroena, prezes firmy ubezpieczeniowej nie zna swojego klienta. Można wtedy  łatwo manipulować owym klientem przy pomocy <>”.     

To „zapominanie o ludziach” jest podstawą alienacji. Mounier podkreślał, że jest to „od samego początku zarodkiem ludobójstwa. Drugi człowiek jest trudny i wyprowadza z równowagi”, dlatego lepiej ukryć się przed nim, zasłonić maszyną. Pojęcie to jest o wiele głębsze w treści, niż się wydaje. „Odległość - to mechanizm wielkiej fabryki, to aparat polityczny, administracyjny, wojskowy i policyjny, to labirynt dyplomatyczny, to światowa sieć produkcji i wymiany, to gra giełdy, to zapewne także powolne upływanie czasu, który ukrywa źródło czynu”.    

Maszyna  ponadto  przyzwyczaja do ubogich i gotowych form uczuciowości, myśli, doświadczenia. Być - to dla maszyny znaczy utożsamić się z mechaniczną formułą”. Człowiek dzięki maszynie staje się „schematem” zaprzeczającym, nie godzącym się z istnieniem „nieredukowalnych czynników jednostkowych, subtelnych przemian duchowych, stosunków pozaracjonalnych, takich doświadczeń, jak miłość, litość,niepokój, przebaczenie, nadzieja, podziw”. Maszyna nie pozwala zgodzić się z tezami typu: słabość może mieć rację; twórczość jest więcej efektywna od rytmicznego, ustalonego działania; fantazja jest mocą człowieka. Maszyna depersonalizuje ludzi, przesuwa ich wnętrza w niebyt.     

Jednak maszyna tworzy kulturę, która chroni człowieka przed „Narcyzem” oraz „Herkulesem”. Najmniej humanitarny technokrata „zawaha się przed wywoływaniem nieopłacalnej wojny”. Ale zdaniem Mouniera  „to jeszcze mało. Ale sposobem zapobiegającym temu, byśmy się dali zwieść maszynie, nie jest wymaganie od niej tego, czego dać nie może ani obawianie się tego, czego bynajmniej wyprodukować nie musi. Trzeba, jednym słowem, tak czy inaczej, wyrwać ją fantastyce. Aż do chwili, kiedy wyposażenie całej ludzkości ustabilizuje się, czyli tak długo, jak długo będzie się tworzyć to zbiorowe ciało, bez którego nie zdołalibyśmy odnaleźć wspólnej duszy, nie przestanie nas ona jeszcze obdarzać dziecięcymi chorobami, kryzysem wzrostu i gorączkowymi majaczeniami[...] Zadaniem naszego pokolenia jest najcięższe:  żywić nadzieję i dążyć przeciw prądowi, nie spodziewając się natychmiastowych rezultatów”.   

Personalizm Mouniera był również określoną wizją historii - proces historyczny jest procesem postępowym, a to oznacza że:   

1) historia ma sens;   

2)  ruch historii nieustannie zdąża ku lepszemu; jest on nieustannym wyzwalaniem się człowieka;   

3)  rozwój nauki i techniki widoczny dzisiaj, szczególnie na Zachodzie, a stamtąd rozprzestrzeniający się na cały  świat, jest przełomowy dla człowieka w ruchu samowyzwalania się;   

4) człowiek pełni chwalebną rolę w procesie wyzwalania się.    

Taka koncepcja historii - twierdził Mounier - może być tylko bezpośrednim wytworem chrześcijaństwa, jest ona historią „integralną”, ujmującą historię świecką na tle świętej perspektywy. Historia ta jest więc transcendentna i immanentna. Człowiek w życiu doczesnym „rozwija Chrystusa”. Zadanie, jakie stoi przed nim, przed jego historią, jest zadaniem urzeczywistniania pewnych warunków duchowych w takim stopniu, jak urzeczywistniał warunki ekonomiczne i społeczne.     

To, co człowiek ma robić w historii, zostało mu nakreślone przez Chrystusa. „Przyszłość świata nie jest wydana na los szczęścia: świat jest już zbawiony, a warunki tego zbawienia zostały objawione. Historia nie jest wieczna - i historia, i świat, i czas - mają koniec. Chrześcijaństwa nie można przekroczyć”. Jest ono bowiem progresywne i eschatologiczne. Dlatego historia jako wytwór człowieka jest dobra, mimo że skażona „grzechem”. Przekonanie to Mounier określał pojęciem „humanizmu chrześcijańskiego”, któryzawiera również działania człowieka  świadczące o jego odwracaniu się od Boga, będące w rzeczy samej tylko przykładem ubóstwa duchowego. 

 „Humanizm chrześcijański” realizuje się według schematu Pascala, którego cytował Mounier:  „<>. Ukazuje on ten postęp, posługując się obrazem zębów piły: co trzy lub cztery zęby linia wznosi się o stopień wyżej, w przerwach może się dowolnie załamywać”. Człowiek, ponieważ nie zna ostatecznych celów historii nie może również przewidywać tych szczegółowych wahań jej ruchu.   

Postęp materialny nie jest w istocie swej „narzędziem neutralnym” historii. Człowiek może go różnie wykorzystywać, co z kolei  może opóźniać lub przyspieszać postęp. „Proszę mi powiedzieć - powiadał Mounier - gdzie jest więcej silnej i zdrowej ludzkości - w pociągu szybkobieżnym czy w prowincjonalnym salonie, u motorniczego expresu czy u pani Bovary”. To retoryczne pytanie było dla Mouniera punktem wyjścia do tworzenia tzw. teologii rzeczywistości ziemskich, a w nich: teologii nowożytnej wiedzy, nowożytnej techniki, nowożytnej pracy itd. Potrzebę tę dostrzegał on na tle dotychczasowych dziejów chrześcijaństwa, w których praca była traktowana jako kara za grzech Adama, gdy tymczasem jest ona również wypełnianiem się historii  świętej.    

Prawdziwą historię „odkrywa” dopiero chrześcijańska jej koncepcja. Jest to koncepcja integralna, ujmująca historię  świecką na tle perspektywy  świętej. Historia jako wspólnota losów ludzkich jest ruchem ku personalizacji, polegającym na ciągłym odkrywaniu nowych wartości, w których manifestuje się osoba ludzka. Historia świecka jest wartością relatywną i dlatego w niej nie mogą się „wypełnić” wartości absolutne. Możliwe jest tylko odnoszenie do nich wartości względnych.  

Podobne prace

Do góry