Ocena brak

Egzystencjalizm-koncepcja człowieka

Autor /QueendadenZix Dodano /13.10.2007

Na początku XIX wieku duński myśliciel Soren Kierkegaard zapoczątkował w filozofii nowy prąd nazwany później egzystencjalizmem. Po jego śmierci jego myśli zostały zapomniane, odrodziły się na nowo w XX wieku. Do największych filozofów tego nurtu możemy zaliczyć również Gabriela Marcela, Karla Jaspera, Martina Heideggera oraz Jeana Paula Sartre. Trudno jest jednoznacznie określić czym jest egzystencjalizm. Kłopoty spowodowane są ogromną różnorodnością tej filozofii, łączy ją skoncentrowanie się jej „wyznawców” na istocie bytu człowieka. To człowiek był dla egzystencjalistów głównym obiektem zainteresowania, jego beznadziejna samotność w otaczającym świecie stała się głównym tematem ich rozważań. Egzystencjalizm, uważany dziś przez wielu jako nurt ateistyczny, ma rodowód chrześcijański. Jak pisał wielki znawca tej filozofii Tymon Terlecki: ,,egzystencjalizm jest podstawą jedną z najbardziej typowych dla chrześcijańskiego odczuwania i rozumienia życia”. Egzystencjalizm nie był jednak filozofią wyalienowaną spośród innych filozofii, a wręcz z wielu spośród nich czerpał. Istniały przynajmniej trzy motywy występujące w egzystencjalizmie, które swoje źródła miały w innych filozofiach.

Motyw humanistyczny, czyli taki, w którym to człowiek powinien być w centrum zainteresowań filozofii znajdziemy już u Sokratesa. Motyw infinityzmu, czyli łączenia się ludzkiej skończoności z nieskończonością, pojawia się u Platona a zwłaszcza u Augustyna. Motyw tragizmu, mówiącej o trosce i groźbie śmierci mamy u Pascala. Ponad to sami egzystencjaliści w swoich przemyśleniach nawiązywali do innych filozofów. Heidegger nawiązywał do Kanta a Jaspers miał nawet Kanta za największego z filozofów. Jeśli by popatrzeć na egzystencjalizm przez pryzmat filozofii o człowieku, można powiedzieć, że istniał on od zawsze a egzystencjalistami byli Sokrates, Augustyn czy Pascal. Należy jednak pamiętać o innych wymienionych przeze mnie motywach, jak bezsensowność świata czy poczucie samotności, to wraz z patrzeniem na człowieka tworzy dopiero nurt, który można nazwać egzystencjalizmem, nurt, który zdominował filozofię i literaturę i stał się jednym z najbardziej popularnych nurtów w XX wieku. Ważną rolę wśród myśli egzystencjalistów pełniła ich koncepcja człowieka. Tak samo podzielona i różnorodna, jak sama filozofia nie jest jednoznaczna, warto więc poznać, jak egzystencjaliści patrzyli na człowieka i jego losy w świecie.

Aby poznać koncepcje człowieka, należy poznać punkty wyjścia filozofii egzystencjalnej. Podwaliny stworzył Kierkegaard, który stwierdził, iż egzystencja nie odnosi się do jakiegokolwiek bytu, ale do konkretnego bytu ludzkiego. Zawężał więc znacznie znaczenie słowa egzystencja, ograniczając ją do bytu ludzkiego, mówiąc więc, iż przedmiotem filozofii winna być egzystencja miał na myśli człowieka. Człowiek jest najważniejszym i konkretnym bytem. Jak twierdził Jaspers człowiek jest nam najlepiej znany, więc o nim możemy mówić. Nalegał, aby filozofia zajmowała się wyłącznie człowiekiem, gdyż to on jest jedynym bytem. Inaczej sądził Heidegger, który byt człowieka uważał jedynie za wstęp do rozważania na temat ogółu bytów. Sartre na podstawie zawężenia terminu egzystencja do bytu człowieka ułożył twierdzenie, które stało się podstawą do ogólnych rozważań egzystencjalistów na temat człowieka. Zaprzeczył on idei Platona, że esencja, czyli istota rzeczy poprzedza egzystencje, czyli byt. Uważał, że człowiek jako egzystencja został rzucony na ziemię, nic go nie poprzedza, nie ma idei, nie poprzedza go więc esencja. Sartre uważał, że esencja w ogóle nie istnieje, gdyż esencja powinna być stała, niezmienna, określona, człowiek zaś, czyli egzystencja jest zmienny, rzucony na ziemię sam kształtuje swoją osobowość, poprzedza esencje, sam ją tworzy i może nią dowolnie manipulować, a więc to egzystencja poprzedza esencje. Uznał, że winien być to wspólny motyw zarówno dla egzystencjalistów chrześcijańskich jak i ateistycznych. Oczywiście egzystencjaliści nie twierdzili, że nie ma przypadków gdzie istota poprzedza istnienie. Na przykład: stół najpierw powstał w umyśle człowieka, a potem dopiero stał się stołem. Przypadek jednak, gdy esencja wyprzedza istnienie zdarza się wyłącznie w świecie rzeczy stworzonych przez człowieka, natomiast egzystencjalistyczna teoria egzystencji przed esencją miała odnosić się do świata przyrody. Odrzucenie pierwszeństwa esencji, oznaczało, że nie ma żadnej natury ludzkiej wspólnej dla wszystkich ludzi, człowiek zaś nie jest jednostkowym egzemplarzem pojęcia ogólnego „człowiek”, lecz czystą indywidualnością, subiektywnością. Na podstawie swej teorii, Sartre uznał, że nie może istnieć Bóg. Jeśli istniałby Bóg to człowiek byłby tym samym, czym stół w zamyśle stolarza, a więc esencja (idea boska, która stworzyła człowieka) poprzedzałaby egzystencje. Współcześni egzystencjaliści chrześcijańscy uważają jednak, że teoria Sartre nie wyklucza istnienia Boga, bo i tak człowiek posiadający wolną wolę, może o sobie decydować i tworzyć siebie. Egzystencjaliści uważali, że nie da się zdefiniować jednoznacznie człowieka, bo jako byt poprzedzający esencje sam dopiero ją tworzy, sam ją definiuje, a przez to definiuje siebie jako poszczególną jednostkę. Człowiek jest tym, czym siebie uczyni-oto egzystencjalistyczna definicja człowieka, od której należy wyjść w rozważaniach na temat koncepcji człowieka.

Ważnym elementem koncepcji człowieka są właściwości jego egzystencji. Po pierwsze człowiek był według egzystencjalistów faktem pierwotnym. Nie można, więc wywieść żadnej ogólnej koncepcji idei, istoty czy konieczności. Po drugie człowiek jest bytem istot świadomych, więc nie tylko istniejących, ale mających do swego istnienia pewien stosunek, jak mawiał Heidegger: „ja stanowię byt w swej osnowie różny od bytu wszystkich rzeczy, albowiem mogę o sobie powiedzieć ja jestem”. Człowiek utworzy się dopiero w przyszłości i jest tego tworzenia świadomy. Jest bytem dla siebie-„l`Etre por soi”, czyli świadomością siebie, świadomością wszystkich swoich poczynań. Człowiek ponad to jest świadomością własnej świadomości. Świadomość siebie, zdaje sobie sprawę z tego, co dokonała, natomiast świadomość własnej świadomości weryfikuje zamierzenia bytu w stosunku do stopnia ich urzeczywistnienia, czyli człowiek posiadając pewne ideały pragnie do nich dążyć. Czasem je realizuje często musi jednak z nich zrezygnować. Ma więc świadomość również tego, co nie udało mu się dokonać. Czuje się więc ciągle rozdarty między tym, co urzeczywistnione a tym co pozostaje w sferze ideału. Po trzecie człowiek jest bytem istot dbających o własny byt i poniekąd o nim stanowiących. Nie ma on wpływu na to czy się urodzi i będzie istnieć, może to istnienie uznać albo potępić. Heidegger tak rozumie właśnie egzystencje, jako ustosunkowywanie się do własnego życia. Do konstytucji bytowej bytu ludzkiego należy zatem to, że w swoim istnieniu zawiera on pewien stosunek bytowy do tego istnienia. Po czwarte byt jego nie jest izolowany, lecz zespolony ze światem, przede wszystkim z innymi ludźmi, jeżeli człowiek istnieje to w świecie (u Heideggera tzw. Midsein- współ-bycie). Według Heideggera człowiek nie tylko jest, ale istnieje, a istnienie polega na działaniu. W przeciwieństwie do filozofa Barkeleya uważał, że istnieć to nie „być postrzeganym, ale właśnie działać”. Tym człowiek różni się od rzeczy, że działa wśród innych ludzi, czyli innych działających egzystencji, dlatego heideggerowskie współ-bycie jest też współistnieniem. Po piąte człowiek nie tylko istnieje w świecie, ale także go poznaje. Według Kierkegaarda poznanie ludzkie jest jednak niepewne. Człowiek nie zdoła nigdy przezwyciężyć niepewności, nie doścignie nigdy prawdy, może dosięgnąć jedynie jej subiektywnego poczucia. Nie można zatem poznawać na podstawie szczegółowych zjawisk ich ogółu, gdyż wszystko jest tylko subiektywnym postrzeganiem człowieka. „Tłum” jest nieprawdą, a prawda leży wyłącznie w jednostce, gdyż tłum jest wyłącznie ucieczką człowieka chcącego zakłamać, ukryć prawdę. Po szóste człowiek żyje w świecie złożonym także z „rzeczy”. Byt „rzeczy” jest inny.Nie jest to już byt „dla siebie”, lecz „w sobie” jak nazywa to Sartre. Byt „w sobie” nie rozwija się, jest stały nie zmienny. Wszystko, co jest bytem „w sobie” jest rzeczą. Istotę, rzeczy według Heideggera należy ujmować w ścisłym związku z istnieniem, czyli działaniem. „Rzecz” jest, bowiem narzędziem działania i jest do działania, a więc istnienia niezbędna. Sama „rzecz” bez istnienia nie posiada swojej istoty, gdyż to człowiek nadaje jej istotę poprzez przydatność rzeczy. Człowiek jest w odróżnieniu od innych istot bytem działającym, przez co porządkuje świat i należące do niego rzeczy, nadając im sens nie ukryty, lecz zewnętrzny dostępny dla świadomości. Żyje więc on w świecie dwoistości bytu-bytu ludzkiego i pozaludzkiego świata rzeczy. Jeśli chodzi o właściwości życia ludzkiego, są one w większości teoriami egzystencjalistów ateistycznych. Ogromną role odegrał tu Heidegger twórca ontologii egzystencjalnej.

Według egzystencjalistów całe życie ludzkie przepełnione jest troską, trwogą i niepokojem związanym ze śmiercią. Zgadzają się z tym zarówno egzystencjaliści chrześcijańscy jak i związani z ruchem ateistycznym, jednak obydwa ruchy wyznaczają inną przyczynę trwogi człowieka. Dla egzystencjalistów chrześcijańskich będzie to trwoga w obliczu Boga, dla ateistów zaś będzie to trwoga spowodowana bezsensownością i absurdalnością świata. Prekursor egzystencjalizmu Kierkegaard twierdził, że przyczyną trwogi lęku i niepokojów jest antynomia skończoności i nieskończoności. Człowiek jako istota skończona, zamknięta w ramy narodzin i śmierci, pragnie jednocześnie odnaleźć się w boskiej nieskończoności. Nieskończoność jest stała i niezmienna, wydaję się być dla człowieka ideałem, do którego dąży. Jedyną istotą, która jest nieskończona i absolutnie wolną od wiecznego decydowania albo-albo jest absolut, czyli Bóg. Człowiek, więc w swoim dążeniu do Boga jest z nim w ustawicznym konflikcie. Dodatkowo człowiek jako istota myśląca nie może tej antynomii zrozumieć. Nigdy tego nie zrozumie, ponieważ problem leży w odmienności natury ludzkiej i boskiej. Człowiek zwykł patrzeć na Boga jako na istotę irracjonalną, a więc nie dającą się zrozumieć umysłem. Jest to naturalne gdyż człowiek nie jest w stanie zapewnić sobie życia w wieczności poprzez swój rozum. Człowiek wobec Boga nie ma racji. Tylko to przekonanie wyzwala w nas prawdziwą wiarę opartą na obcowaniu z milczącym Bogiem. Dodatkowy nastrój beznadziei wnosi to, że im człowiek jest bliżej Boga tym coraz częściej zdaje sobie sprawę ze swojej małości i braków. Lęk i obawa jest największym dowodem na istnienie na świecie bytu absolutnego, czyli Boga. Człowieka przeraża ciągła walka nieskończoności ze skończonością. Bóg i człowiek wzajemnie się uzupełniają zarówno Bóg nie istniałby bez człowieka jak i człowiek bez Boga. Egzystencja potrzebuje więc wiary, potrzeba ta nie przynosi człowiekowi spokoju, nie potrafi bowiem przezwyciężyć antynomii. Uciekając od religii popadamy jednak w poczucie samotności. Kierkegaard wyróżnia dwa rodzaje religii - religię „A” oraz religię „B”. Obydwie opierają się na wspólnej wizji przejścia w nieskończoność. Różnica polega na tym, że pierwsza uznaje wieczność za przyszłą perspektywę, która nie wymaga rezygnacji z życia ziemskiego, natomiast druga religia ciągle przypomina o wieczności, sugeruje wręcz ucieczkę do niej, podkreślając niemoc człowieka, który pozostaje w ciągłym lęku, że nie będzie w stanie sprostać wieczności. Taką według niego jest właśnie chrześcijaństwo, twarde i wymagające. Nie mogąc sobie poradzić z wiecznością człowiek chce, chociaż zapewnić sobie spokojne życie w skończoności, uznając jego skończoność za stan naturalny. Człowiek ucieka w swoim życiu w rozrywkę. Oddalają od siebie poczucie wieczności, wchodząc coraz głębiej w skończoność. Od nieskończoności jednak nie są w stanie uciec, przez co człowiek wpada w błędne koło. Ucieka w działalność doczesną odkładając śmierć na później. Tym samym broni się od dręczącej go perspektywy wieczności. Wpada jednocześnie w kolejną antynomię typu poznawczego. Nie jest on w stanie w swoim dążeniu do wieczności, wyeliminować mentalności ludzkiej, zawsze bowiem daje ona o sobie znać. Stąd człowiek toczy ze sobą ustawiczną walkę czy poznać to co ma wewnątrz siebie czy poznać świat zewnętrzny. I tu znowu człowiek stawiany jest przed alternatywą, albo-albo. Kierkegaard uważa religię chrześcijańską za religię lęku i trwogi. Jak sam mawiał siedzę w swoim cichym pokoju i znam jedno niebezpieczeństwo religię”. Dodatkowo religia doprowadza człowieka do absurdu, tu Kierkegaard daję przykład Abrahama, który był w stanie poświęcić syna w imię wiary, religia jest więc irracjonalna i pełna absurdów. Mimo to religia jest ważna dla człowieka, ponieważ jest ona uzupełnieniem człowieka. Człowiek rezygnujący z religii rezygnuje z części swojego istnienia. W obliczu religii jest jednak czymś więcej, nawet w trwodze i lęku. Optymistycznie wiarę widzi Marcel, który zgadza się z, Kierkegaardem, że człowiek wobec Boga odczuwa lęk i trwogę, jednak wiara w Boga jest podstawą nadzieii. Troska o zbawienie jest istotą sensu życia. Człowiek odbywa „pielgrzymkę do Boga napotykając po drodze liczne przeszkody, które utrudniają, a niekiedy przekreślają szanse zbawienia. To właśnie owe przeszkody stanowią o niepokoju człowieka i strachu przed śmiercią. Wiara jednak nie jest jak mawiał Kierkegaard wpadaniem w kolejne troski i niepokoje. Marcel twierdził, że wiara jest nadzieją, pozwala ona wyczuć sens własnego istnienia i implikuje określoną postawę wobec świata zewnętrznego. Dlatego nie chcąc ponieść klęski, człowiek musi na stale związać się z transcendencją. Nie bez racji Marcel określał swoją filozofię metafizyką nadziei. Aby odnaleźć nadzieje, człowiek powinien zwrócić się ku Bogu. Nie może zamknąć się w sobie ani otworzyć na dobra doczesne, powinien całkowicie poświęcić się Bogu. Marcel mówił jednak o zaangażowaniu wyłącznie duchowym, manifestującym się w pokorze i całkowitym, poświęceniu transcendencji. Egzystencjaliści ateistyczni szukali trwogi w samotności człowieka i jego byciu-ku-śmierci. Żyjąc w świecie z innymi bytami człowiek jest zagrożony w swoim istnieniu. Istnienie jest kruche. Aby je zachować, troszczymy się o nie, bronimy, stąd życie wypełnione jest troską, a troska jest cechą ludzkiej egzystencji. Świat, jak mawiał Sartre jest absurdem, „absurdem jest to żeśmy się urodzili i absurdem, że umrzemy”. Trwoga jest też trwogą przed samym istnieniem, a zwłaszcza przed śmiercią, która jest nie uniknionym rezultatem istnienia. Co istnieje musi umrzeć-mówi Sartre. Życie wypełnione troską dąży do śmierci, a śmiertelność jest jego podstawową cechą. Śmierć jest przejściem w nicość. Strach przed śmiercią człowiek odzwierciedla w tzw. „Się”. Mówiąc „umiera się”, „rodzi się”, człowiek ukrywa prawdę o swoim istnieniu, które zamknięte w absurdzie, nieuchronnie dąży do nicości. Po za troską, trwogą i śmiercią nie ma nic. Wszystko inne, Bóg, materia, wartości nie istnieją. Istnienie jest krótkie, przypadkowe, wyczerpujące się w teraźniejszości, samo jest nicością. Myśl poszukuje transcendencji, ale w swoich poszukiwaniach tak trafia na nicość Powstaje z nicości i wraca do nicości, dlatego trwoga jest słusznym stosunkiem do istnienia.

Człowiek według egzystencjalistów to osoba całkowicie wolna. Wolność nie jest łaską, jak sądziły inne filozofie, ale największą udręką człowieka, jest on na wolność skazany. Człowiek przez całe swe życie, stoi przed niczym nie ograniczanymi wyborami albo-albo. Całe nasze życie, to ciąg nieustannych wyborów. Wątek wolności zapoczątkowany w „Albo-Albo” przez Kierkegaarda, kontynuują egzystencjaliści ateistyczni. W swoich rozważaniach wychodzą od nicości. Otoczony przez nicość, człowiek nie ma się na kim oprzeć, jest więc całkowicie wolny. Nikt nie wyjawi mu sensu istnienia ani wskazówki jak żyć. Po za sobą człowiek nie znajduje nic, nie ma swej idei, bo idei w ogóle nie ma. Nikt człowieka stworzył, jest bo jest. Jesteśmy absolutnie wolni, nie ma nakazów ani zakazów. Człowiek nie może się nawet oprzeć na sobie, jest bowiem niczym. Odrzucając „Się” człowiek staje się autentyczny, wolny. Wolność czyni człowieka samotnym, zatrwożonym, ale autentycznym, bo skazanym na własny wybór. Przyszłość człowieka, zależy wyłącznie od niego, realizuje się nią w działaniu, w nieustannej projekcji, w ciągłym wyborze. Człowiek żyje przyszłością, gdyż całe jego życie opiera się na wyborze tego, czego jeszcze nie ma, a więc człowiek jest nicością, albo inaczej wolnością, jak twierdzi Sartre. Człowiek jest wolny, ponieważ nie istnieje Bóg. Bóg jest wyłącznie wytworem ludzkiego umysłu, który chce zrzucić z siebie winę za złe wybory, jest produktem ludzkiej alienacji. Nie istnienie Boga doprowadza do tego, że zanika świat wartości, stajemy się więc wolni i musimy sami wybierać, co jest dobre, a co złe. Rezultatem braku transcendencji jest fakt osamotnienia człowieka, który ani w sobie, ani po za sobą nie ma żadnego oparcia dla swoich poczynań. Przede wszystkim nie znajduje usprawiedliwienia. Człowiek jest odpowiedzialny za swoje czyny, namiętności i uczucia, a nie odwrotnie; uczucia nie mogą być potwierdzeniem i usprawiedliwieniem jego poczynań. Egzystencjalista nie liczy na żadną wskazówkę, która mogłaby mu pomóc w wyborze swego postępowania, gdyż zawsze sam musi te wszystkie wskazówki odczytywać, a odczytuje je tak, jak mu się podoba. Osamotnienie jako implikacja subiektywności, absolutnej wolności pociąga za sobą inne cechy egzystencji ludzkiej, takie jak: niepokój, beznadziejność. Oznaczają one, że może on liczyć tylko na siebie. Wszystko jest twórczością i wynalazkiem. Jedyną etyką jest robić z siebie kogoś więcej niż się jest.

Egzystencjalizm jest przez wielu nazywany „filozofią literacką”. Faktycznie filozofowie egzystencjalni, swoją filozofię bardzo często „ubierali” w prozę lub też lirykę. Dwa największe dzieła Kierkegaarda „Albo-Albo” oraz „Bojaźń i drżenie” to bardziej teksty literackie niż realne traktaty filozoficzne. Egzystencjaliści to również twórcy licznych dramatów. Największym literatem wśród egzystencjalistów, należy jednak uznać Alberta Camusa, francuskiego pisarza i eseistę. Jego największe dzieło „Dżuma” weszło na stałe do kanonów światowej literatury. Jest on ponad to autorem znanych dramatów m.in. Kaligula, Nieporozumienie, Stan Oblężenia, Sprawiedliwi. Jako eseista, Camus jest najbardziej znany ze swego dzieła pod tytułem „Mit Syzyfa”. W dziełach egzystencjalistów, filozofia ich wplątywana była najczęściej w charaktery głównych bohaterów. Obfitują one w szereg znanych i powszechnie dziś używanych sentencji. Literackość egzystencjalizmu powoduje, że sam egzystencjalizm często nie był traktowany poważnie oraz podważany był jego filozoficzny charakter.

Egzystencjalizm, był i w dalszym ciągu jest, jedną z najbardziej znanych filozofii XX wieku. Wyrosły w atmosferze dekadentyzmu oraz wielkich kataklizmów, obfituje w nastrój beznadziei oraz samotności. Człowiek jest według egzystencjalistów jednostką absolutnie wolną. Wychodząc z takiego założenia nie ma w nikim oparcia, boi się więc, że każda decyzja, jaką podejmie będzie decyzją złą, stąd też bierze się trwoga i drżenie. Charakter filozofii wielokrotnie wyśmiewany był przez wielu filozofów. Egzystencjalistów uważano, za przegranych w życiu, zakompleksionych literatów, ponad to uważano, że to filozofia niekompletna i łatwa, filozofia dla „licealistów”. Podważano ich teorie wykazując nie filozoficzność, a brak konsekwencji. Było tego wiele przyczyn. Jedną z nich mogło być to, że egzystencjaliści podważali wiele istniejących i zakorzenionych w tradycji filozofii. Jako pierwsi podważyli platońską teorię esencji przed egzystencją. Odrzucali wszelkie formy zamknięcia filozofii w wąskie stwierdzenia i suche niezrozumiałe nazwy. Niechęć do egzystencjalizmu może też wynikać z różnorodności tej filozofii. Sami egzystencjaliści wielokrotnie się między sobą sprzeczali, nie stanowili jednolitego ruchu, to co ich łączyło, to Kierkegaard. Egzystencjaliści nigdy, zresztą nie chcieli stworzyć nowego prądu, każdy z nich działał indywidualnie, co utrudnia poznanie tej filozofii i oznaczenie jakichkolwiek jednoznacznych koncepcji. Dodatkowym elementem było to, iż wiele ruchów politycznych zwalczało egzystencjalizm. Zwolennicy marksizmu krytykowali go za nie wiarę w człowieka. Spotykał się on również z oporem ze strony kościoła, który uważał go za filozofię skrajnie ateistyczną, opierając się zapewne wyłącznie na niektórych wyrwanych hasłach Sartre. Na ile zarzuty znawców filozofii, są słuszne należy ocenić samemu, sięgając do tekstów egzystencjalistów, których tłumaczeń jest ostatnio coraz więcej. Dziś egzystencjalizm, wydaje się być filozofią zapomnianą, choć zauważa się wzrost zainteresowania tą nie zwykle ciekawą filozofią.

BIBLIOGRAFIA
Borgosz Józef, Egzystencjalizm, Warszawa 1968
Kierkegaard Soren, tłum. Iwaszkiewicz Jarosław, Albo-Albo, Warszawa 1982
Kierkegaard Soren, tłum. Iwaszkiewicz Jarosław, Bojaźń i drżenie. Choroba na śmierć. Warszawa 1982
Kossak Jerzy, U podstaw egzystencjalistycznej koncepcji człowieka, Warszawa 1961
Tatarkiewicz Władysław, Historia Filozofii, t.3, Warszawa 1981
„Filozofia Egzystencjalizmu” pod red. Kołakowski Leszek i Pomian Krzysztof, Warszawa 1965

Podobne prace

Do góry