Ocena brak

Ego i id

Autor /Stefan Dodano /03.08.2011

Otóż cała nasza wiedza zawsze wiąże się ze  świadomością. Również nieświado-mość mogliśmy poznać tylko przez to, że ją sobie uświadomiliśmy. Jak to jest jednak możliwe? Co to znaczy uczynić coś świadomym? Jak się to robi? Wiemy już, do czego mamy tu nawiązać. Powiedzieliśmy, że świadomość stanowi powierzchni ę  aparatu psychicznego, tzn. przypisaliśmy ją jakiemuś syste-mowi jako funkcję, którą — przestrzennie rzecz biorąc — spotykamy jako pierwszą po stronie  świata zewnętrznego. Przestrzennie zresztą nie tylko w sensie funkcjonal-nym, lecz tym razem także w sensie rozczłonkowania anatomicznego. Również w na-szych badaniach musimy obrać za punkt wyjścia tę Postrzegającą powierzchnię. Od samego początku  świadome są wszystkie postrzeżenia, zarówno zewnętrzne (postrzeżenia zmysłowe), jak i wewnętrzne, które nazywamy doznaniami i uczuciami. Jak jednak przedstawia się sprawa z owymi wewnętrznymi procesami któ-re — z grubsza i niedokładnie — możemy nazwać procesami myślowymi?

Czy proce-sy te, które dokonują się gdzieś we wnętrzu aparatu psychicznego jako przesunięcia energii psychicznej na drodze ku działaniu, wynurzają się na powierzchnię, która daje początek  świadomości? Czy też  świadomość wychodzi im naprzeciw? Zauważ-my,  że jest to jedna z trudności, które pojawiają się wówczas, kiedy przestrzenne, topograficzne wyobrażenie procesów psychicznych chcemy potraktować serio. Obie możliwości w równym stopniu nie dadzą się pomyśleć, toteż w grę musi wchodzić coś trzeciego. Gdzie indziej przyjąłem już,  że faktyczna różnica między nieświadomym a przedświadomym wyobrażeniem (myślą) polega na tym,  że pierwsze z nich  łączy się z jakimś materiałem, który pozostaje nieznany, podczas gdy to ostatnie przedświa-dome wiąże się z wyobra ż eniami s ł o w n y m i . Tu po raz pierwszy po-dejmujemy próbę podania dla obu systemów, przedświadomości i nieświadomości, cech innych niż relacja do  świadomości. Pytanie: jak coś staje się  świadome? brzmi więc sensowniej: jak coś staje się przedświadome? A odpowiedź na nie brzmiałaby: wskutek pojawienia się związku z odpowiednimi wyobrażeniami słownymi.

Tymi wyobrażeniami słownymi są resztki wspomnień — były one kiedyś postrze-żeniami i, jak wszystkie resztki wspomnień, mogą zostać ponownie uświadomione. Zanim w dalszym ciągu zajmiemy się ich naturą, budzi się w nas po raz pierwszy zro-zumienie faktu, że uświadomione może zostać tylko to, co już raz było  świadomym postrzeżeniem, a to, co oprócz uczuć mających  źródło w naszym wnętrzu dąży do uświadomienia, musi starać się przekształcić w postrzeżenie zewnętrzne. To zaś moż-liwe jest za pośrednictwem śladów pamięciowych.

Resztki wspomnień tkwią, jak sądzimy, w systemach graniczących bezpośrednio z systemem postrzeżeń świadomych, tak że ich kateksje1 łatwo mogą się przenosić na elementy tego systemu. Od  razu przychodzi tu na myśl halucynacja i fakt,  że nawet najżywsze wspomnienie da się zawsze odróżnić zarówno od halucynacji, jak i od ze-wnętrznego postrzeżenia, jednakże równie szybko uzmysławiamy sobie,  że przy po-nownym ożywieniu jakiegoś wspomnienia kateksja pozostaje zachowana w systemie wspomnień, podczas gdy halucynacja nie dająca się odróżnić od postrzeżenia może powstać wtedy, kiedy kateksja nie tylko sięga od śladu pamięci do elementu postrze-żenia, lecz w pełni na niego przechodzi. Pozostałości słowne wywodzą się zasadniczo z postrzeżeń akustycznych, tak  że tym samym dana jest szczególna zmysłowa geneza systemu przedświadomości. Wzrokowe części składowe wyobrażenia słownego jako wtórne, uzyskane przez czy-tanie, można zrazu pominąć; dotyczy to także ruchowych obrazów słowa, które u wszystkich — z wyjątkiem głuchoniemych — odgrywają rolę znaków pomocniczych. Słowo jest przecież właściwie pozostałością wspomnienia słowa usłyszanego.

Nie wolno nam jednak — np. dla uproszczenia — zapomnieć o znaczeniu resztek wspomnień optycznych, dotyczących rzeczy, ani też negować, że uświadomienie so-bie procesów myślowych możliwe jest przez cofnięcie się do resztek wizualnych, czemu wielu ludzi zdaje się dawać pierwszeństwo. Wyobrażenie o specyfice tego wizualnego myślenia może dać nam studium marzeń sennych i przedświadomych fan-tazji [...], najczęściej uświadomiony zostaje tylko konkretny materiał myślowy, jed-nakże nie można nadać wizualnego wyrazu stosunkom, które są szczególnie charakte-rystyczne dla myśli. Myślenie obrazowe jest więc tylko bardzo niedoskonałym uświadomieniem. Również w pewien sposób jest ono bliższe procesom nieświado-mym niż myślenie w słowach, jak również niewątpliwie jest ono od niego starsze za-równo pod względem ontogenetycznym, jak i filogenetycznym. Jeśli więc — by wrócić do naszych wywodów — coś samo w sobie nieświadomego w taki sposób staje się przedświadome, to na pytanie, jak z czegoś stłumionego robimy coś (przed)świadomego, trzeba odpowiedzieć: stwarzając za pomocą pracy analitycz-nej tego rodzaju przedświadome człony pośrednie.  Świadomość pozostaje więc na swym miejscu, ale także nieświadomość nie wznosi się np. do świadomości. Podczas gdy stosunek postrzeżenia zewnętrznego do „ja” jest całkowicie oczywisty, to stosunek łączący postrzeżenie wewnętrzne z ego wymaga osobnych badań.

Badania te zaś raz jeszcze nasuwają wątpliwość, czy rzeczywiście robimy słusznie odnosząc całą świadomość do powierzchniowego systemu postrzeżeń świadomych. Postrzeżenie wewnętrzne przekazuje doznania procesów przebiegających w najbardziej różnorodnych, z pewnością także w najgłębszych warstwach aparatu psychicznego. Procesy te są słabo znane, za ich najlepszy wzór mogą jeszcze uchodzić procesy z szeregu przyjemność — przykrość. Są one pierwotniejsze i bardziej ele-mentarne od procesów pochodzących z zewnątrz i mogą dochodzić do skutku jeszcze w stanach zmąconej  świadomości. [...] Doznania te, podobnie jak postrzeżenia ze-wnętrzne, są wielomiejscowe, mogą pochodzić jednocześnie z różnych miejsc, a przy tym posiadać różne, także przeciwstawne cechy.

Doznania przyjemne nie mają w sobie nic z natarczywości, natomiast w najwyż-szym stopniu cechuje ona doznania przykrości. Te doznania dążą do zmiany, do od-prowadzenia, i dlatego przykrość interpretujemy jako wzrost, przyjemność zaś jako obniżenie kateksji energii. Jeśli to, co zostaje uświadomione jako przyjemność i przykrość, nazywamy czymś ilościowo i jakościowo innym w przebiegu procesów psychicznych, to powstaje pytanie, czy to coś innego może zostać uświadomione na-tychmiast czy też musi zostać doprowadzone aż do systemu postrzeżenia. Doświadczenie kliniczne wskazuje na tę drugą alternatywę. [...] dla wyobrażenia nie-świadomego trzeba najpierw stworzyć człony  łączące, aby doprowadzić je do świado-mości, podczas gdy nie jest to konieczne dla wrażeń, które bezpośrednio przenoszą się dalej.

Innymi słowy, rozróżnienie między  świadomością i przedświadomością nie ma sensu w odniesieniu do doznań, kategoria przedświadomości jest tu w ogóle zbędna, albowiem doznania są albo świadome, albo nieświadome. Jeśli bowiem wiążą się one z wyobrażeniami słownymi, to zawdzięczają to nie temu, że zostały uświadomione, lecz temu, że wiążą się z nimi w sposób bezpośredni. Rola wyobrażeń słownych staje się teraz całkowicie jasna. Za ich pośrednictwem wewnętrzne procesy myślowe stają się postrzeżeniami. Wydaje się, że tym samym do-wiedzione zostało zdanie: wszelka wiedza pochodzi z postrzeżenia zewnętrznego. Przy superkateksji myślenia myśli są rzeczywiście postrzegane jakby z zewnątrz i dlatego uznawane za prawdziwe. Po tym wyjaśnieniu związków między postrzeżeniem zewnętrznym i wewnętrznym a powierzchniowym systemem postrzeżeń  świadomych możemy przystąpić do rozbu-dowy naszego wyobrażenia ego. Widzimy, że wyłania się ono z systemu postrzeżenia jako jego jądro i zrazu obejmuje przedświadomość opierającą się na resztkach wspo-mnień. Jednakże ego, jak już wiemy, jest również nieświadome.

Otóż sądzę, że odniesiemy wielką korzyść, jeśli pójdziemy za sugestią pewnego au-tora, który powodowany motywami  osobistymi daremnie zapewnia,  że nie ma nic wspólnego z surową, wzniosłą nauką. Mam tu na myśli Georga Groddecka, który ciągle podkreśla, że to, co nazywamy naszym ego, zachowuje się w życiu zasadniczo biernie, że — by użyć jego określenia — jesteśmy „życi” przez nieznane i nie dające się opanować moce2. Wszyscy doznawaliśmy tych samych wrażeń, jakkolwiek nie przytłoczyły nas one do tego stopnia, byśmy wykluczyli wszystkie inne, i nie tracimy nadziei, że uda się nam znaleźć dla poglądów Groddecka miejsce w strukturze nauki. Proponuję oddać im sprawiedliwość w ten sposób,  że wyłaniającą się z systemu po-strzeżenia istotę, która zrazu jest przedświadoma, będziemy nazywać  ego,  pozostałą natomiast część psychiki, w którą ego przechodzi i która zachowuje się jak nieświado-mość, określać — tak jak robi to Groddeck — terminem Es (ono, tj. id).

Zobaczymy wkrótce, czy z ujęcia tego będziemy mogli wyciągnąć jakieś korzyści zarówno dla zrozumienia, jak i dla opisu aparatu psychicznego. Jednostka jest teraz dla nas psychicznym  id, nieznanym i nieświadomym, a na jego powierzchni znajduje się ego,  które rozwinęło się z systemu postrzeżenia jako jego jądro. Jeśli zechcemy przedstawić rzecz graficznie, to dodamy, że ego nie obejmuje id całkowicie, lecz tylko w takim stopniu, do jakiego system ten tworzy jego powierzchnię, tj. tak, jak np. płytka zarodkowa nakłada się na jajeczko.

Ego nie jest wyraźnie oddzielone od id, w dolnej partii zlewa się z nim. Ale również treści stłumione zlewają się z id, stanowią tylko jego część. Treści te są jednak ostro oddzielone od ego przez stłumione opory, można natomiast do nich dotrzeć poprzez  id. Poznajemy od razu,  że niemal wszystkie podziały, które opisali-śmy jako wynikłe z patologii, odnoszą się do — jedynie nam znanych — powierzch-niowych warstw aparatu  psychicznego. Omawianą strukturę tego aparatu moglibyśmy przedstawić w formie rysunku, którego kontury służyłyby tylko prezentacji, a nie miały-by rościć sobie prawa do jakiegoś szczególnego znaczenia. Dodajmy jedynie, że zgod-nie ze świadectwem anatomii mózgu ego nosi „kapuzę” przekrzywioną na jedną stro-nę, by tak rzec, na bakier.

Z łatwością stwierdzamy, że ego  jest częścią  id, która uległa zmianie pod bezpo-średnim wpływem  świata zewnętrznego i za pośrednictwem postrzeżeń  świadomych i jest poniekąd kontynuacją zróżnicowania powierzchni. Dąży ono również do tego, by ułatwić wpływ  świata zewnętrznego na  id  i umożliwić realizację jego zamiarów, jak również do tego, by na miejsce zasady przyjemności, która bez ograniczeń rządzi id, postawić zasadę rzeczywistości. Postrzeżenie odgrywa wobec ego  taką rolę, jaka w id przypada popędowi. Ego reprezentuje to, co można nazwać rozumem i rozwagą, w przeciwieństwie do  id, obejmującego wszelkie namiętności. Wszystko to pokrywa się z powszechnie znanymi, popularnymi rozróżnieniami, jednak również musi być rozumiane jako coś słusznego jedynie przeciętnie lub idealnie. Funkcjonalne znaczenie ego wyraża się w tym, że normalnie rzecz biorąc ma ono władzę nad dostępem do sfery ruchowej. Tak więc w porównaniu z id przypomina ono jeźdźca, który powinien okiełznać wielką siłę konia, z tą jednak różnicą, że jeździec próbuje to zrobić o własnych siłach,  ego  zaś z pomocą sił zaczerpniętych skądinąd.

Porównanie to posuńmy dalej. Podobnie jak jeźdźcowi — jeśli nie chce spaść z konia — nie pozostaje nic innego, jak dać się mu zawieźć tam, dokąd on zechce, tak i ego zwykło realizować wolę id tak, jak gdyby była to jego własna wola. [...] Stosunek ego do świadomości doceniano niejednokrotnie, jednakże kilka istotnych faktów trzeba tu opisać na nowo. Przyzwyczajeni do uwzględniania wszędzie punktu widzenia oceny społecznej lub etycznej, nie będziemy zaskoczeni dowiadując się, że w nieświadomości kłębią się niskie namiętności, spodziewamy się jednak, że psychicz-ne funkcje znajdą tym łatwiejszy dostęp do świadomości, im wyżej oceniane są z tego punktu widzenia. Ale doświadczenie psychoanalityczne rozczarowuje nas pod tym względem. Z jednej strony, mamy dowody na to, że nawet subtelna i trudna praca in-telektualna, która skądinąd wymaga intensywnego zastanowienia, może być spełniana również przedświadomie, nie docierając do  świadomości.

Przypadki takiej pracy nie ulegają żadnej wątpliwości, dochodzi do nich np. we śnie, i wyrażają się one w tym, że człowiek po obudzeniu zna rozwiązanie jakiegoś trudnego problemu matematycznego czy innego, które poprzedniego dnia nadaremnie starał się znaleźć. Jednakże o wiele bardziej szokujące jest inne doświadczenie. Z naszych analiz do-wiadujemy się,  że istnieją ludzie, u których samokrytycyzm i sumienie, a więc nie-zwykle wysoko cenione funkcje psychiczne, pozostają nieświadome i jako takie mają najpoważniejsze skutki; niezdawanie sobie sprawy z oporu, jaki się stawia w analizie, nie jest bynajmniej jedyną sytuacją tego rodzaju.

Jednakże nowe doświadczenie, które skłania nas do tego, by mimo naszego krytycyzmu mówić o n i e ś wiadomym p o c z u c i u w i n y , myli nas o wiele bardziej i stawia wobec nowej zagadki, zwłaszcza kiedy stopniowo stwierdzamy, że tego rodzaju nieświadome poczucie winy odgrywa w dużej ilości nerwic ekonomicznie decydującą rolę i stanowi największą przeszkodę do wyzdrowienia. Chcąc zaś powrócić do naszej skali wartości, musimy stwierdzić: nieświadome w ego może być nie tylko to, co najgłębsze, lecz także to, co najwyższe. [...]

Podobne prace

Do góry