Ocena brak

Dzieci z układu ryzyka

Autor /Micky Dodano /01.07.2011

Problemy, na jakie natrafia osoba pomagająca dzieciom z tzw. grup ryzyka wiążą się przede wszystkim z tym, jak definiuje się grupy ryzyka. Sposób myślenia pociąga bowiem za sobą określony sposób działania, jest podstawą formułowania takich, a nie innych celów pomagania, doboru metod pomocy, kryteriów oceny ich efektywności. Jeżeli zdefiniujemy grupę ryzyka jedynie poprzez wskazanie na zewnętrzne czynniki ryzyka, które w specyficznych okolicznościach mogą zaburzać funkcjonowanie dziecka, to siłą rzeczy w podejmowanych działaniach diagnostycznych i interwencyjnych skupiać się będziemy na środowisku, a nie na jego osobie.

Jeżeli z kolei położymy nacisk na wewnętrzne czynniki ryzyka nasza uwaga przeniesie się na jednostkę, co może grozić tym, iż poddana różnym „zabiegom pomocowym” i „naprawiona” osoba wróci do swego dotychczasowego - niezmienionego - środowiska i prędzej czy później powróci także do dotychczasowego nieprawidłowego sposobu funkcjonowania, w tym środowisku bardzo funkcjonalnego, adaptacyjnego.

Celem moim jest zatem zwrócenie uwagi na związek między sposobem ujmowania problemu a podejmowanymi próbami jego rozwiązania oraz zachęta do dokonania przynajmniej próby zastanowienia się nad własnym sposobem odpowiadania na tak kluczowe dla pomagania pytania, jak:

  1. jak ujmuję związek jednostkaotoczenie: jako jednostronny czy wzajemny?

  2. jak widzę relację między osobistą i społeczną funkcją zachowania człowieka – jako konfliktową czy komplementarną?

  3. jak ujmuję w perspektywie czasowej funkcjonowanie człowieka – koncentruję się na teraźniejszości (podejście statyczne) czy próbuję integrować przeszłość, teraźniejszość i przyszłość (podejście dynamiczne)?

  4. w jakich sposób myślę o rozwoju – jako o procesie gromadzenia (kumulowania, dodawania do siebie) doświadczenia czy jako o procesie przekształcania starego doświadczenia pod wpływem nowego?

  5. co dla mnie znaczy, iż dziecko pochodzi z „układu ryzyka” – wyłaniam oddzielne czynniki ryzyka, czy myślę o tym w sposób interakcyjny i systemowy?

  6. jaka jest wg mnie rola osoby dorosłej w procesie rozwoju dziecka – chroniąca i opiekująca się czy stymulująca i wspierająca w samodzielnym działaniu w każdym okresie życia?

  7. wg jakich zasad udzielam pomocy dziecku z układu ryzyka – towarzyszę mu w trudnych sytuacjach lub chronię je przed nimi czy też wyposażam w niezbędne do samodzielnego poradzenia sobie z nimi kompetencje?

Proponuję więc mówienie o dzieciach z „układu ryzyka” niż po prostu o dzieciach ryzyka. Na ów specyficzny układ ryzyka składają się następujące elementy:

  1. etap w rozwoju człowieka - takimi szczególnymi okresami ryzyka z punktu widzenia zmian biologicznych, jakim podlega nasz organizm są w całym cyklu życia człowieka: okres niemowlęcy (od narodzin do końca 1 roku życia), pierwszy etap dorastania czyli wiek 10/12-15/16 lat, okres menopauzy i andropauzy w okresie średniej dorosłości i wiek podeszły; we wszystkich tych etapach jesteśmy szczególnie podatni na bądź na deprywację bądź na przeciążenie,

  2. faza w cyklu rozwoju – w fazie kryzysu wrasta nasza podatność na zakłócający wpływ różnych czynników, tak zewnętrznych np. wymagań otoczenia, jak i wewnętrznych, związanych ze zmianami, jakim w toku rozwoju podlega nasze ciało, 

  3. zgromadzone zasoby - zawartość strefy aktualnego rozwoju czyli opanowane, nieopanowane lub opanowane wadliwe we wcześniejszych okresach życia kompetencje, co decyduje o poziomie efektywności zaspokajania własnych potrzeb i spełniania wymagań otoczenia,

  4. aktualny kontekst rozwoju - warunki życia czyli organizacja przestrzeni i czasu, dostępność środków realizacji własnych celów; kontekst życia staje się kontekstem ryzyka, gdy nie sprzyja lub blokuje podejmowanie zadań rozwojowych typowych dla danego okresu życia,

  5. interakcje z osobami znaczącymijakość interakcji z osobami dorosłymi jest ważnym czynnikiem ryzyka z uwagi na to, iż osoby te są kluczowymi „czynnikami socjalizacji” w toku całego okresu dzieciństwa i dorastania.

Pomaganie dzieciom z układów ryzyka jest zadaniem trudnym. Wymaga od dorosłego dużej wiedzy i różnych umiejętności społecznych, co oczywiste. Ale wymaga także dużej wrażliwości i tego, co H. R. Schaffer (1994) nazwał „czujnością” (vigilance) – specyficznym stanem gotowości do wyłapywania sygnałów zapowiadających problem. Wymaga też takiej postawy, która nie polega na reagowaniu za zachowanie dziecka, ale na odpowiadaniu na ukrytą za nim intencję, a to wymaga umiejętności trafnego jej odczytania i właściwego zrozumienia. Nie dla wszystkich dorosłych owa umiejętność „czytania i rozumienia dziecka” jest dostępna, a szkoda.

Podobne prace

Do góry