Ocena brak

Darwinowska rewolucja w pojęciu czasu - Darwin i dowód z celowości

Autor /Stefan Dodano /03.08.2011

Wiele uczyniono przed Darwinem dla poparcia teorii ewolucji, tak wiele, prawdę mówiąc, że dawniejszy model kosmologiczny znajdował się pod silną presją zmierza-jącą do jej przyjęcia. Rewolucja w pojmowaniu czasu zaczęła się już w początkach XIX wieku i w jego połowie była w pełni rozwoju. Zamknięty doczesny świat czasu bi-blijnego został rozciągnięty na ogromne epoki czasu  geologicznego.

Ogrom czasowy historii życia na ziemi, którego dowodziła rekonstrukcja skamielin, był takim wstrzą-sem dla ludzi dziewiętnastowiecznych, jak ogrom przestrzeni wszechświata dla ludzi XVII wieku. Odstęp czasu między historycznym zapisem dokonanym przez człowieka a zapisem skamielin wypełniono odkryciami człowieka prehistorycznego. Kultura czło-wieka została uhistoryczniona poprzez takie jej dziedziny, jak język, literatura, religia, sztuki, instytucje prawne, a nawet sama historia została podporządkowana idei rozwoju. Tempo zmian stanu wiedzy w dziesięcioleciach poprzedzających Darwina było ogrom-ne. Mimo to, zarówno dla najbliższych kolegów Darwina, jak i dla szerokiej publiczno-ści, lektura dzieła O powstawaniu gatunków... była wstrząsem. Dla jego zwolenników była wstrząsem poznawczym, dla przeciwników zaś wstrząsem alarmującym.

Pomimo całego uromantycznienia czasu i przebiegających w czasie procesów rozwoju, pomimo szczegółowej rekonstrukcji dokonywanej w historii, prehistorii i naukach przyrodni-czych koncepcja genezy nie stanowiła bezpośredniego zagrożenia dla dowodu z celowości i jego zegarowej analogii, przynajmniej zaś nie stanowiła go w praktyce naukowej tamtych czasów. Jednym z efektów ubocznych kosmologii Celu było określenie, na czym polegać musi wyjaśnienie. Wyraźnie pokazał to Robert Boyle, używając w tym celu przykładu zegara: „Aby wyjaśnić dane zjawisko, nie wystarczy przypisać go jednemu ogólnemu czynnikowi sprawczemu. Należy zrozumiale pokazać ten szczególny sposób, w jaki owa przyczyna generalna powoduje przedstawiony skutek. Bardzo tępy musiałby być ktoś, kto dopytując się o opis zegara zadowoliłby się stwierdzeniem, że jest to maszy-na wykonana przez zegarmistrza. Nic to bowiem nie mówi o strukturze, wzajemnym położeniu kółek, sprężyn, wahadła i innych elementów, a także o sposobie ich wza-jemnego oddziaływania, dzięki któremu w zgodnej współpracy wskazówki pokazują prawdziwy czas”.

Boyle twierdził, że możliwe jest wyjaśnienie działania zegara bez przyjmowania na podstawie jego wyglądu zewnętrznego, iż musi on być  żywym ciałem lub musi być wyposażony w duszę. Te teorie ewolucji, które odwoływały się do witalizmu, jako do siły napędowej, były, z punktu widzenia Boyle'a, pozbawione mocy wyjaśniającej. Teorie podobne do teorii Epikura lub Holbacha, które odwoływały się do bezcelowych, przypadkowych zderzeń atomów, nie mogły być przekonujące, jeżeli nie wprowadziło się do nich dodatkowych mechanizmów wyjaśniających uderzającą człowieka złożo-ność świata. [...] Wolno nam powiedzieć, że bankructwo dowodu z celowości ogłosił już Hume w swym traktacie Dialogi o religii naturalnej  (1757), ale dowód logiczny leżał gdzie indziej. Do zrezygnowania z dowodu z celowości potrzebne było bardziej satysfakcjonujące wyjście. Taką teorię, która spełniała wymogi wyjaśniania wystarcza-jąco dobrze, aby być poważnie traktowana, pierwszy sformułował Darwin.

Prawie wszystkie elementy Darwinowskiej teorii były znane jego współczesnym w czasach, gdy przystąpił do publikowania dzieła O powstawaniu gatunków... Ujed-nolicona geologia Lyella ustaliła koncepcję, że małe zmiany, nie intensywniejsze od obecnie występujących, mogą odmienić oblicze Ziemi, jeżeli będą działać wystarcza-jąco długo. W procesie tym kierunek biegu czasu jest niepoznawalny, a wymiar czasu konieczny do przyjęcia takiej koncepcji geologicznej zmusza do porzucenia wszelkiej biblijnej skali czasu.

Jednakże wciąż jeszcze, jak to wyraźnie wykazał Hutton, można było umieścić pozostałe procesy w obrębie Planu. Paleontologowie umiejscowili strza-łę czasu w geologii, ale większość czołowych paleontologów pracowała w pojęcio-wych ramach Planu, starając się nawet ocalić coś z koncepcji tworzenia Dni w postaci Epoki geologicznej. Richard Owen, który stał się jednym z najbardziej zagorzałych oponentów Darwina, nie tylko wierzył w Plan, ale jego paleontologiczne teorie były także przesiąknięte koncepcjami archetypowymi.  Śmierć jako narzędzie kontroli populacji, utrzymujące równowagę między gatunkami zgodnie z ekonomią przyrody, była starą teorią naturalnej teologii.  Naturalna selekcja była wykorzystywana przez Edwarda Blytha jako argument za niezmiennością gatunków. Malthus był całkowicie ortodoksyjnym zwolennikiem Planu. [...]

Ocena Darwina jego własnej pracy wydaje się właściwa. Potrafił on wyjaśnić mecha-nizm zmian gatunkowych dzięki złożeniu poszczególnych fragmentów, które leżały rozrzucone dookoła niby dodatkowe kółka zegara, w nową konstrukcję, gdzie podsta-wową siłą napędową była selekcja naturalna. Większość naukowych oponentów kła-dła nacisk na to, że to mu się właśnie nie udało. Sam Darwin był przeciwnikiem dowodu z celowości. Nie zgadzał się z Platońską koncepcją idei ani też z witalistycznymi teoriami ewolucji, które związane były z idealistycznym spojrzeniem na rzeczywistość. Jego nowy model uniknął zalążków prawzoru, niewidzialnej ręki powodującej powstawanie rzeczy, naturalnych cykli, takich jak młodość, dojrzałość i utrata sił, oraz teologicznej eschatologii.

W teorii Darwina nie istniał czas ostateczny, w którym człowiek miał osiągnąć doskonałość. Definicja doskonałości uległa przeformułowaniu i nabrała znaczenia zdolności do optymalnego przystosowania się do warunków zewnętrznych. Bieg czasu stał się procesem otwartym, nie posiadającym określonego końca. Historycy przejęli Darwinowskie spojrzenie na czas i procesy dziejowe, teologiczny  czas historii ustąpił miejsca zwykłemu matema-tycznemu czasowi linearnemu. Koncepcje różnego rodzaju eschatonu: ostateczności ta-kich jak doskonałość człowieka — przetrwały, ale przez krytykę historyczną zostały uznane za spekulatywne, metafizyczne lub filozoficzne i jako takie usunięte z obszaru właściwych zainteresowań historyków.

Podobne prace

Do góry