Ocena brak

Czym są miasta w krajach rozwijających się?

Autor /Axi Dodano /31.01.2012

Do grona największych miast świata dołącza coraz więcej miast położonych w najbiedniejszych krajach świata. Ogromny przyrost liczby ludności obserwowany
w tych miastach stwarza wiele problemów socjalnych.
W latach 50. naszego stulecia jedynie dwa wielkie miasta - Nowy Jork i Londyn -
miały więcej niż 10 milionów mieszkańców. Do roku 1975 do grona ponad dziesięciomilionowych molochów dołączyło jeszcze pięć miast, spośród których aż trzy - Sao Paulo, Meksyk i Szanghaj - położone były w krajach rozwijających
się. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to w roku 2000, na świecie będzie około 25 miast z tak olbrzymią liczbą mieszkańców, a jedynie pięć z nich leżeć będzie w bogatych krajach rozwiniętych.
Miasta mają zasadnicze znaczenie w procesie rozwoju biednego państwa. Najczęściej największe są stolice, wyznaczone kiedyś przez władze kolonialne na siedziby gubernatorów. To wokół miast koncentruje się przemysł, dzięki czemu ich udział w produkcie krajowym jest największy. Miasta są największymi ośrodkami handlowymi. Inną, nie­zwykle istotną funkcją miast jest rola kulturo­twórcza. Miasta są też centrami usługowymi.

Miasta w krajach rozwijających się przyciągają łudzi ze wsi, którzy przyjeżdżają do nich w poszu­kiwaniu pracy, pieniędzy i lepszych warunków życia dla swoich rodzin. Ogromna liczba przyby­szów z biednych regionów rolniczych sprawia, że miasta krajów rozwijających się stają się coraz bar­dziej przeludnione.
Innym czynnikiem odpowiedzialnym za wciąż zwiększającą się liczbę mieszkańców miast jest cechujący większość krajów rozwijających się bar­dzo wysoki przyrost naturalny, znacznie wyższy niż w bogatych krajach uprzemysłowionych. Co więcej przyrost naturalny w miastach jest zwykle wyższy niż na wsi. Wiąże się to z lepszymi warun­kami życia i łatwiejszym dostępem do opieki me­dycznej. To dzięki rozwojowi medycyny i infra­strukturze opieki zdrowotnej w miastach obserwuje się znacznie mniejszą umieralność, a w związku z tym wydatnie wydłuża się przeciętna oczekiwa­na długość życia.
W krajach rozwijających się między rokiem 1950 a 1970 liczba ludności regionów rolniczych wzrastała o 1,7% rocznie. W tym samym czasie w miastach wzrost ten wynosił 3,4% rocznie. Dla porównania, w krajach rozwiniętych przyrost lud­ności w miastach zamykał się w 1,8% rocznie, na wsi zaś spadł do 0,7% rocznie.

Większość miast w krajach rozwijających się za­czyna być przeludniona. Gęstość zaludnienia w wielu z nich doszła już do takich wartości, jakich nigdy nie odnotowano w krajach rozwiniętych.
Jedną z podstawowych przyczyn problemów związanych z przeludnieniem były błędy w poli­tyce mieszkaniowej rządów krajów rozwijających się. Nie zapewniły one bowiem odpowiedniej ilo­ści mieszkań i terenów budowlanych dla lawinowo przyrastającej liczby mieszkańców. Przyczyną przeludnienia w miastach jest też nędza, która spra­wia, że ludzie, których nie stać na codzienne dojeż­dżanie do pracy starają się znaleźć jakieś lokum w pobliżu miejsca zatrudnienia. Wielu ludzi nie stać na dach nad głową. Wielką popularnością cie­szą się więc tanie miejsca w „boksach" powstałych dzięki podzieleniu jednego pokoju. Często docho­dzi nawet do tego, że w jednym takim pomiesz­czeniu jest kilka łóżek, a na każdym z nich „miesz­ka" inna rodzina.

Niestety, nawet te rozpaczliwe próby zapewnienia ludziom dachu nad głową nie zdają egzaminu. Ludzi jest tak wielu, że zawsze pozostaje ktoś, kto zmuszony jest spać na ulicy, albo w nielegalnych obozowiskach. W każdym kraju ten typ nielegal­nego osadnictwa ma swoją miejscową nazwę. Bara­ki biedoty w Manilii, stolicy Filipin, nazywa się barong-barong, mieszkańcy Rio de Janeiro na­zywają je favelas, w Limie, stolicy Peru znaleźć można barridas, a w Caracas w Wenezueli tego rodzaju osiedla nazywane są ranchos. W krajach francuskojęzycznych takie obozowiska najczęściej określa się mianem bidonville.
Mieszkańcy slumsów w niektórych miastach stanowią 30-40% mieszkańców. Swoje sklecone z byle czego baraki stawiają w takich miejscach, w których żadna inna zabudowa nie jest możliwa. Często są to błotniste zbocza, które czasami, w cza­sie szczególnie obfitych opadów, osuwają się i za­mieniają obozy w wielkie zbiorowe groby.

Większość miast w krajach bogatych rozwinęła się dzięki przemysłowi. Zostały one wyposażone w sieć transportu, a ich mieszkańcom stworzono warunki godnego życia. Proces ten jednak trwał bardzo długo i wielokrotnie miasta musiały się dostosowywać do zmieniających się warunków.
W miastach krajów rozwijających się przemysł jest znacznie słabiej rozwinięty, dlatego ich miesz­kańcy są biedniejsi i nie stać ich na płacenie wy­sokich podatków, niezbędnych do finansowania podstawowych usług komunalnych. Panujące bez­robocie prowadzi do wzrostu przestępczości i roz­szerzania się korupcji.
Jednak mimo wszystko sytuacja nie jest tak dra­matyczna, jak by się mogło wydawać. W pewnym sensie nadzieja tkwi w mieszkańcach slumsów. Są oni zdeterminowani, by poprawić warunki życia swoich rodzin, a w mieście mają na to o wiele więk­sze szanse niż w rodzinnych wioskach. Ta świa­domość sprawia, że próbują wszelkich sposobów by uczynić swoje życie w mieście znośniejszym. Badania przeprowadzone na 1,5 mln społeczności favelas w Rio de Janeiro wykazały, że w niektó­rych dzielnicach biedoty powstały zalążki samorzą­dów lokalnych i towarzystw samopomocy.
Jedynym wyjściem wydaje się być powolny pro­ces polepszania warunków życia w dzielnicach biedoty, zamiast wyburzania ich. Zwykle bowiem nie ma pieniędzy na finansowanie alternatywnych fonu taniego budownictwa. Nawet nielegalne koczowiska na pewno są lepsze od braku mieszkań.
Oprócz wielu problemów, z jakimi borykać się muszą gwałtownie rozwijające się miasta biednych krajów, odgrywają one również znaczną rolę w od­ciążaniu terenów typowo rolniczych z obowiązku wyżywienia i zaspokojenia potrzeb wielu milio­nów migrantów.

Do góry