Ocena brak

Czym jest współczesna urbanizacja?

Autor /Axi Dodano /31.01.2012

W roku 2025 ponad 60% z 8 mi­liardów ludzi zamieszkujących wtedy naszą planetę mieszkać będzie w mniejszych lub większych miastach, z których ponad 90 li­czyć będzie więcej niż 5 milionów mieszkańców. W roku 1950 istnia­ło zaledwie siedem takich miast.
Bezprecedensowy, stale utrzymujący się wzrost dysproporcji między liczbą ludności miast a liczbą ludzi zamieszkujących obsza­ry wiejskie jest jednym z najbardziej typowych zja­wisk XX wieku. W roku 1800 tylko 2,5% ludno­ści Ziemi zamieszkiwało obszary miejskie, w 1980 roku liczba ta wzrosła do 40%. Według ekspertów już w roku 2000 ponad połowa ludzi mieszkać będzie w miastach.
Procentowy udział ludności wiejskiej jest naj­większy w krajach rozwijających się, zwłaszcza w Afryce i Azji, ale to właśnie w tych krajach znaj­dują się największe i najszybciej rozwijające się organizmy miejskie na świecie.
Miasta charakteryzują się dużą gęstością zalud­nienia. Dla przykładu gęstość zaludnienia Dystryk­tu Federalnego, na obszarze którego znajduje się miasto Meksyk wynosi 7000 osób na km kwadra­towy, podczas gdy dla całego państwa tylko 41.
Obecnie procesy urbanizacyjne najbardziej nasilają się w krajach rozwijających się, których gospodarka oparta jest na rolnictwie. Tempo mig­racji ze wsi do miast w niektórych państwach Ameryki, Azji i Afryki jest tak duże, że przewyż­sza intensywność procesów urbanizacyjnych ob­serwowanych w XIX-wiecznej Europie.
Zjawisko to objawia się między innymi drama­tycznym wzrostem ilości miast z liczbą ludności powyżej 1 miliona. W roku 1800 istniało tylko jedno takie miasto - Londyn. Pięćdziesiąt lat póź­niej liczbę tę osiągnął Paryż. W tym czasie Londyn zamieszkiwało już 2 miliony ludzi. W 1900 r. doli­czono się ośmiu milionowych miast. Były to: Ber­lin, Wiedeń, Moskwa, Petersburg, Nowy Jork, Chicago, Filadelfia, Tokio oraz Kalkuta.
W połowie lat 80. naszego stulecia istniało 230 milionowych miast, wśród których 36 miało wię­cej niż 3 min mieszkańców, a 22 więcej niż 5 milio­nów. Znamienne jest to, że dwie trzecie miliono­wych miast znajdowało się w krajach rozwijających się. W tych państwach znajdowało się osiem spo­śród dwunastu największych miast świata, między innymi Meksyk, Kair i Szanghaj.

Znaczna część mieszkańców wielkich miast Trze­ciego Świata to ludzie młodzi. Wpływa to na szyb­ki wzrost liczby ludności tych aglomeracji, po­nieważ mieszka w nich wiele kobiet w wieku rozrodczym. Zjawisko to widoczne jest szczegól­nie w Ameryce Płd., kontynencie o bardzo dużym odsetku ludności miejskiej (ponad 70%). Ze struk­tury wiekowej ludności miejskiej państw tego regionu wynika, że przyszły rozwój miast będzie związany przede wszystkim z przyrostem natural­nym w obrębie wielkich ośrodków miejskich.
Co przyciąga ludzi do miast? W mieście można znaleźć szerszą ofertę pracy, można też więcej zarobić. Sektor usług jest w mieście o wiele lepiej roz­winięty niż na wsi. Rozwinięta jest sieć handlowa, są--większe możliwości wypoczynku i rekreacji. Znacznie łatwiej jest tu kupić lub wynająć miesz­kanie. Miasto zapewnia też dostęp do wykształ­cenia i opieki zdrowotnej. Nawet pomijając te wszystkie zalety, niektórzy ludzie po prostu wolą pośpiech i hałas miejskiego życia niż monotonny rytm życia na wsi.
Gwałtowny rozwój miast stwarza jednak wiele problemów. Przeludnienie, złe warunki mieszka­niowe, zakorkowane ulice oraz skażenie środowi­ska to tylko kilka przykładów. W wielu miastach przybysze muszą osiedlać się w niszczejących do­mach w dzielnicach centralnych, skąd dawno już wyprowadzili się zamożniejsi obywatele. W kra­jach rozwijających się, biedacy zamieszkują zwy­kle dzielnice nędzy (slumsy), okalające miasto.
Osiedlanie się najbiedniejszych w centrach wiel­kich miast państw rozwiniętych jeszcze przyspie­sza degradację tych dzielnic. Dlatego wszyscy, któ­rych na to stać, wyprowadzają się do dzielnic podmiejskich, zwanych suburbiami, lub wręcz do okolicznych wsi, skąd codziennie dojeżdżają do pracy. Sprzyja to co prawda zmniejszeniu zalud­nienia w dzielnicach centralnych, ale pozbawia miasto podatków najzamożniejszych obywateli.
Wielu łudzi kojarzy współczesne miasto z sied­liskami przestępczości, zwłaszcza wśród nielet­nich, prostytucji i narkomanii. W Stanach Zjed­noczonych w miastach o liczbie mieszkańców powyżej 250 tysięcy ryzyko napadu rabunkowego jest czterokrotnie wyższe niż w miastach poniżej 10 tysięcy mieszkańców. Dlatego wielu miesz­kańców wielkich aglomeracji boi się wychodzić wieczorami z domu, nie mówiąc już o zawieraniu znajomości na ulicy.
W niektórych miastach, na przykład w USA, rodzą się konflikty rasowe i religijne. Ludzie z róż­nych grup etnicznych i wyznaniowych skupiają się zazwyczaj w oddzielnych dzielnicach, tzw. get­tach. Nie sprzyja to asymilacji i prowadzi do powstawania jeszcze większych podziałów.
Problemem krajów rozwijających się są dziel­nice nędzy na obrzeżach wielkich miast. Zdarza się, tak jak na przykład w Rio de Janeiro, że miej­scowe slumsy, czyli favelas sąsiadują z najbardziej reprezentacyjnymi, bogatymi dzielnicami miasta, co jeszcze bardziej uświadamia biedakom nędzę ich egzystencji, a bogatych przeraża. Domy biedo­ty pozbawione są urządzeń sanitarnych i bieżącej wody. Sprzyja to roznoszeniu chorób zakaźnych, co przybiera czasami skalę epidemii. W niektórych miastach napływ ludności jest tak wielki, że no­wych przybyszów nie mogą pomieścić nawet dziel­nice nędzy. Koczują wtedy na ulicach, padając ofia­rą pospolitych przestępców i paramilitarnych bojówek, stawiających sobie za cel oczyszczenie miasta z „bezużytecznych pasożytów".

Planiści ciągle poszukują nowych rozwiązań pro­blemów wynikających z gwałtownego rozwoju miast. W większości krajów rozwiniętych kwestię przeludnienia rozwiązano, budując dookoła miast macierzystych tzw. miasta satelitarne. W niektó­rych krajach, np. w Rosji i Chinach wymagane są specjalne zezwolenia na osiedlanie się w najwięk­szych, najbardziej atrakcyjnych ośrodkach.
W odróżnieniu do eksplozji demograficznej obserwowanej w niektórych krajach świata, zja­wisko urbanizacji jest określane mianem implozji (zapadania) - tzn., że ludzie, którzy poprzednio byli rozproszeni na pewnym obszarze są niejako „przy­ciągani" do zwartych i przeludnionych ośrodków miejskich. Zjawisko to najwyraźniej widać w wiel­kich miastach państw rozwijających się. Wiele miast krajów rozwiniętych wręcz przeciwnie - zdaje się eksplodować. Około 500 lat temu Paryż zaj­mował powierzchnię 8 km2. Obecnie, wliczając obszary podmiejskie, powierzchnia Paryża wynosi 480 km2. Wiele miast, które były niegdyś mode­lowym przykładem implozji, obecnie niejako „roz­lało się*' po okolicznych terenach. Czasem trudno określić, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie miasto. Takie zespoły sąsiadujących ze sobą miast i osiedli przemysłowych i mieszkaniowych bez wyraźnego centralnego ośrodka nazywamy konurbacjami. W Polsce przykładem konurbacji jest konurbacja górnośląska.
Na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczo­nych znajduje się zurbanizowany pas o długości 1000 km, w skład którego wchodzą takie wielo­milionowe miasta jak: Boston, Nowy Jork, Fila­delfia, Baltimore oraz Waszyngton. Podobny pas rozciąga się w Japonii od Tokio, poprzez Nagoję aż do Osaki. Takie skupiska ogromnych aglomeracji nazywane są megalopolis.

Pomimo coraz większych niedogodności związa­nych z życiem w mieście, w przewidywalnej przy­szłości nie należy się spodziewać zmniejszenia napływu ludzi do miast.
Budowa i rozwój nowych ośrodków miejskich jest niezwykle kosztowna i powolna, dlatego wła­dze już istniejących metropolii muszą się liczyć z ciągłym przyrostem liczby mieszkańców swoich miast. Stają przed nimi takie problemy jak: zapew­nienie możliwości pracy bezrobotnym, likwidacja slumsów, ograniczenie przestępczości, rozłado­wanie zatorów ruchu kołowego oraz, oczywiście, zmniejszenie ilości zanieczyszczeń.

Podobne prace

Do góry