Ocena brak

Czy ludzie są równi? - Ludzie stamtąd

Autor /Albinos Dodano /04.06.2013

Opowiadania Marii Dąbrowskiej zebrane w tomie Ludzie stamtąd odmalowują środowisko bezrolnych fornali wiejskich na początku naszego stulecia. Opowiadania te, między którymi jest kilka mistrzowskich wzorów literackiej polszczyzny i kompozycji nowelistycznej (Dzikie ziele, Łucja z Pokucie), kontynuują nurt społecznikowskiej literatury pozytywizmu — Orzeszkowej, Konopnickiej, Żeromskiego.

W nurt ten wprowadzają one jednak zamysł inny, który wyjaśniła autorka w przedmowie do II wydania z roku 1935, zamysł nie dający się już powiązać z intencjami pozytywistów, spokrewniony raczej z dążeniami późnego modernizmu. Zamysł ten można ująć w pytaniu: czy nędzarz może być szczęśliwy? Albo inaczej: czy życie ludzi stojących najniżej w układzie warstw społecznych, wegetujących w prymitywnych warunkach cywilizacyjnych i kulturalnych, pozbawionych najskromniejszej własności, nie umiejących czytać i pisać, pozbawionych także — co bardzo istotne— nadziei awansu społecznego, czy życie więc takich ludzi może być wartościowe, bogate psychicznie, pełne znaczenia, a nawet — fascynujące? Czy pod względem duchowych wartości dorównuje ono życiu ludzi kulturalnie zaawansowanych? A jeszcze inaczej: czy cywilizacja materialna i wnoszone przez nią dobra o charakterze duchowym, a więc poczucie dobrobytu, bezpieczeństwa, stabilizacji — daje życiu człowieka inne znaczenia, inne wartości, wzbogaca je i poszerza? Czy najważniejsze wartości człowieczeństwa, duchowe wartości — rzecz jasna — uzależnione są od poziomu cywilizacyjnego? I wracając do punktu wyjścia: czy poczucie szczęścia może być dostępne nędzarzowi w tej samej mierze, co człowiekowi na wysokim poziomie kultury?

W pewnym, z oczywistych względów często przyjmowanym, rozumieniu postępu historycznego rozwój osobowości człowieka związany jest ściśle z rozwojem materialnych podstaw jego egzystencji. Wynikałoby z tego, że im kto lepiej i swobodniej korzysta z udogodnień cywilizacji, tym pełniejszy i bogatszy duchowo wiedzie żywot, tym bardziej niejako staje się człowiekiem. W opowiadaniach zbioru Ludzie stamtąd Dąbrowska, śladem opinii o bardzo starej tradycji filozoficznej, dała wyraz innym przekonaniowi.

Pokazała mianowicie, że człowiek prosty i ciemny (w sensie br^ku wykształcenia) może osiągnąć pełnię i intensywność przeżyć w najwyższym wymiarze, może być nosicielem rozterek i dramatów godnych literatury, może wypracować sobie wartości moralne najszlachetniejszej natury, tak samo jak mieć nader silnie odczuwane poczucie grzechu i upadku. Że człowiek ten może mieć za sobą decyzje życiowe o wszelkich znamionach wielkości, doświadczać najbujniejszych namiętności i najsubtelniejszych odruchów serca, a jego konflikty wewnętrzne mają szeroką skalę, równie szeroką jak u każdego innego człowieka. A zresztą: czy tylko „równie szeroką”? Czy przeciętna skala może wystarczyć, aby ogarnąć doświadczenia losu zawieszonego między rzeczywistym piekłem i nadzieją szczęścia? Czy żywoty te nie są właśnie bogatsze z tej racji, że mają za sobą doświadczenia kontrastów nie znanych innym?

Przerwijmy jednak pytania, na które nie ma odpowiedzi. Dąbrowskiej nie chodziło przecież o żadną rywalizację. Chciała ona jednak narzucić czytelnikowi przekonanie, że pełnia człowieczeństwa jest wartością, która objawić się może w każdych warunkach społecznych. Opowiadania je£ zawierają pewien pierwiastek polemiczny wobec naiwności tych, którzy sądzą, że postęp cywilizacyjny sam ż siebie owocować musi w formie wartości duchowych. Te wartości rozwijać się mogą niezależnie od cywilizacyjnego postępu. Nie są one z nim jednorodne. Życie duchowe jest procesem autonomicznym, rozkwitać rrioże w sposób zupełnie nieoczekiwany, jest rodzajem niespodzianki, darem losu, szczęściem zarówno nędzarza, jak bogacza. Oto sugestia Dąbrowskiej wyrażona w zbiorze Ludzie stamtąd.

W opowiadaniu Dzikie ziele przedstawiła pisarka losy związku miłosnego dwojga młodych bandosów, którzy odnajdują w tym związku radość istnienia o niesłychanej intensywności, poczucie pełni i jeszcze czegoś, có moderniści nazywali „zatopieniem się w bycie”, a co sama Dąbrowska nazywała czasem poczuciem „jednorodności bytu”, tzn. poczuciem szczególną satysfakcję dającego związku z istnieniem, z naturą — nas samych i naszego jednostkowego życia. Jest dowodem wysokiego kunsztu literackiego Dąbrowskiej, że udało się jej w banalnej na pozór historii fornalskiego romansu, przeżywanego po rowach, oborach, a nawet w chlewie — odnaleźć subtelne znaczenia duchowe, udało się jej obdarzyć ten romans znaczeniami wysokiego rzędu. Zjawiska duchowe tego rodzaju nie dadzą się rozpoznać inaczej jak tylko poprzez obraz literacki.

Łucja z Pokucic to historia miłosnej zdrady i upadku kobiety, której męża wzięto do wojska. Łucja, jak inne postaci opowiadań, jest bezrolną chłopką, żoną fornala, żyje w warunkach niemal nędzarskich. Pisarka odnajduje jednak w tej postaci niesłychanie bogate przeżycie wewnętrzne, namiętności o wielkiej sile, subtelności serca godne poety — z jednej strony, z drugiej zaś — pierwiastki demoniczne: skłonność do upadku, porywy namiętności prowadzące do zapomnienia o najprostszych obowiązkach żony i matki. Łucja, prosta i ciemna chłopka, targana jest przez burze wewnętrzne, jakie w tradycji literackiej objawiały się w postaciach niezwykłych, kształtowanych przez szczególne warunki życia, postaciach \vybranych niejako z szeregu istnień przeciętnych. Tę niezwykłość, nieprzeciętność życia wewnętrznego odnalazła Dąbrowska w środowisku — ze społecznego punktu widzenia — najskromniejszym.

Tego rodzaju intencja pisarska powtarza się w innych opowiadaniach zbioru. Nie chodzi tu wcale o sentymentalną nobilitację warstwy chłopskiej, nobilitację, jaką japrawiali romantycy, a jeszcze przed nimi sentymentaliści. W balladach ludowych z tamtego okresu pojawiają się często postaci wieśniaków jako ludzi obdarzonych szczególnymi wartościami uczuć, ludzi wiernych w miłości, bezinteresownych, prawdomównych i dlatego przeciwstawianych pustym wewnętrznie postaciom dworskim czy szlacheckim. Intencja Dąbrowskiej jest inna, jej postaci z ludu — i to szczególnie dobranego środowiska — nie tym się czytelnikowi zalecają, że mają dobre i czułe serca. Taka idealizacja obca była pisarce--realistce; bohaterowie Ludzi stamtąd to ludzie rzeczywiści, z krwi i ciała, źli i dobrzy, kochający i nienawidzący, przeżywający swoje wzloty i upadki.

Dąbrowska chciała wygrać literacko sprawę inną: sprawę znaczenia życia duchowego, sprawę bogactwa życia duchowego człowieka prostego. Nie chodzi jej więc o to, czy ludzie ci mają „dobre serca”, bo serca w pewnych okolicznościach mieć mogą twarde i zaciekłe. Rzecz w tym, że treści ich przeżyć nie są uboższe, skala doznań nie mniejsza, powikłania wewnętrzne — nie mniej subtelne. Piotr Paterka z opowiadania Szklane konie był stangretem pańskim i rozpił się przy tym zajęciu. Proces jego duchowego upadku staje się subtelnym przewodem psychologicznym, specyficzną grą pomiędzy pijącym a jego otoczeniem: panem, matką, rodziną. Nikodem, stróż nocny, ciężko chory i opuszczony przez ludzi (opowiadanie Noc ponad światem), postanawia popełnić samobójstwo. Później odnajduje jedyną rację życia w przyjaźni z psem. Dramat życiowy tego człowieka staje się po prostu symbolem wiecznej walki człowieka o własną godność, w postaci tej dostrzegamy znamiona niewątpliwej wielkości wewnętrznej i- nieoczekiwanej przecież z punktu widzenia potocznych konwencji.

Pozostaje na koniec pytanie, czy w środowisku tym odnaleźć możemy bohatera-ideologa. Dąbrowska go tam nie odnalazła. Samo pytanie natomiast stać się może początkiem odrębnej dyskusji.

Podobne prace

Do góry