Ocena brak

Człowiek wobec wiary w koncepcji Sorena Kierkegaarda.

Autor /Bernadinek122h Dodano /28.01.2007

Soren Kierkegaard, urodził się w 1813 roku w Kopenhadze. Pochodził z rodziny mocno wierzącej, co w pełni odbiję się w jego filozofii. Krótko przebywał w Berlinie, gdzie miał okazję wysłuchiwać wykładów jednego z czołowych przedstawicieli filozofii niemieckiej tamtego okresu- Schellinga. Kierkegaard był dziwakiem oraz człowiekiem niezwykle ekscentrycznym. Podobnie jak Sokrates, potrafił zatrzymywać ludzi na ulicach Kopenhagi i rozmawiać na tematy filozoficzne. Jego filozofia nie jest spójna. Sam Kierkegaard nigdy nie chciał stworzyć jednolitej filozoficznej doktryny. Jego myśli są chaotyczne, choć konsekwentne. Kierkegaard walczy z doktrynami uznaje, że ograniczanie filozofii do wąskich ram, mija się z celem, gdyż prawda jest subiektywna dla każdej jednostki, twierdzi nawet, że „tłum jest nieprawdą” . Z latami ograniczał spotkania z ludźmi, stał się samotnikiem, spędzając całe wieczory sam w domu. Zmarł w 1855 roku. Ogromną ilość miejsca w swoich rozmyślaniach Kierkegaard poświęcał problemowi wiary, a zwłaszcza problemowi człowieka wobec wiary. Wychowany w środowisku fanatycznym religijnie w swojej filozofii umieszczał elementy niepokoju, obawy, marności i całkowitemu oddaniu się Bogu. Aby poznać bliżej jego naukę o wierze należy sięgnąć do kilku największych dzieł tego filozofa – „Albo-albo” oraz do typowo religijnej rozprawy „Bojaźń i drżenie”, a także „Choroba na śmierć”. Te dzieła najpełniej pokazują kierkegaardowską filozofie wiary, choć wkomponowaną w skomplikowane myśli i zdania, jest bardzo trudna do prawidłowego i pełnego zinterpretowania.

Rozważania na temat koncepcji wiary w filozofii, Sorena Kierkegaarda należy rozpocząć od fundamentalnego dla całej koncepcji stwierdzenia, że „człowiek wobec Boga nigdy nie ma racji” . W tym krótkim a jakże treściwym stwierdzeniu, Kierkegaard umieszcza całość swego pojmowania Boga i relacji człowieka wobec istoty absolutnej. Kierkegaard tym jednym zdaniem zawiesza wszelkie ludzkie pojmowanie sprawiedliwości czy moralności . Nie istnieje sprawiedliwość, moralność skoro człowiek wobec Boga nie ma racji. W świecie zdarzają się rzeczy dla człowieka niezrozumiałe, dla których nie można znaleźć jednolitego wyjaśnienia . Jerozolima musiała być zniszczona i nawet gdyby znalazł się choć jeden sprawiedliwy, zniszczona by była, gdyż taka była kara Boga . Człowiek nie potrafi tego zrozumieć gdyż wobec Boga nie ma racji, tak jak nie mają racji jego ludzkie wartości, jego związek z Bogiem wykracza po za racjonalne pojmowanie świata. Człowiek jest więc gorszy od Boga, jest wobec Boga marnością. Nie może się jednak pogodzić z tym i wchodzi w jawny konflikt z absolutem . Aby jednak „podobać się” Bogu człowiek powinien „chcieć wobec Boga nie mieć racji”. Inaczej mówiąc człowiek jest istotą słabą, robi tyle ile może . Świadomość tego, pokazuje człowiekowi jego małość. Skoro człowiek robi tyle ile może, a często wydaje mu się, iż mógł zrobić więcej, nie zawsze ma racje nawet w ziemskim życiu, a więc tym bardziej nie może mieć racji wobec Boga . Człowiek albo uzna, iż w ogóle nie ma racji albo zacznie walczyć z Bogiem i uzna, że ma racje, jeśli to uczyni pojawi się nowa udręka gdyż sam będzie musiał decydować, kiedy ma a kiedy nie ma racji . W ten sposób człowiek pląta się między udrękami. Z jednej strony zawsze chce mieć rację z drugiej, nie chce skazać się na samotność. To, że wobec Boga nie mamy racji nie jest myślą deklasującą człowieka, ale może być myślą budującą. Jest to trudne do zrozumienia, gdyż dla człowieka nie ma nic przykrzejszego niż nie mieć racji . Może się jednak zgodzić na nie posiadanie racji, w momencie, w którym jej brak daje nadzieje na przyszłość, że coraz rzadziej racji mieć nie będziemy . Kierkegaard szuka tej nadziei w życiu wiecznym. Uważa, iż przyznanie się do braku racji, a więc do swojej marności, jest powiązaniem z nieskończonością , nieskończoność jest, bowiem irracjonalna, a więc ma pochodzenie boskie. Przykładem może być tu nieskończona miłość . Jeśli kochamy prawdziwie domagamy się wręcz, aby nie mieć racji, dla nas osoba, którą kochamy będzie miała racje. W sytuacjach skończonych, ziemskich to my chcemy mieć racje . Ponieważ pozostawanie w przekonaniu, że ma się racje jest domeną racjonalności, a więc myśli człowieka, jest skończona tak jak skończona jest istota ludzka. Jako, że w skończoności brak jest nadziei, gdyż skończoność się musi kiedyś skończyć, a posiadanie racji jest wyrazem związku ze skończonością, przeto nie możemy szczęścia i ulgi szukać w stwierdzeniu, że my mamy rację. Wiara, iż nie mamy racji wiąże nasz z nieskończonością, a więc jedynie uznanie, iż jesteśmy wobec Boga marni może dać nam życie wieczne, nieskończone, pełne nadziei. W tym przypadku spotykamy się z kierkegaardowską antynomią pomiędzy tym co skończone, a tym, co nieskończone, antynomia ta będzie się powtarzać w jego tekstach wielokrotnie, a zwłaszcza w tych dotyczących śmierci o czym powiem później. To jednak, że nie mamy wobec Boga racji nie może być naszą koniecznością, lecz pragnieniem, pragnieniem miłości. Jeśli pragniemy kochać Boga musimy pragnąć nie mieć wobec Boga racji . Nie możemy uznać, że Bóg ma zawsze racje gdyż będzie to jedynie uznaniem faktu nie zaś pragnieniem, pragnieniem jest chęć nie posiadania racji wobec Boga. Tak więc to, że wobec Boga nie mamy racji tkwi w naszej miłości do niego. Kierkegaard, aby przekonać nas do swojej myśli, twierdzi, iż dopiero fakt posiadania wobec Boga racji nie jest myślą budującą, ponieważ okrutnym było by przekonanie, że najwyższa istota, absolut może być od nas w pewnych sytuacjach gorszy, nie mieć wobec nas racji , oznaczałoby to podważenie istnienia absolutu jako jednostki nieskończenie doskonałej. Tylko myśl, że nie mamy racji daje nam spokój duszy i związanie się z nieskończonością, twierdzenie, że mamy rację utrzymuje nas w skończoności Po pierwsze, więc to, że nie mamy racji, oznacza, iż jesteśmy wobec Boga marni. Po drugie nasze stosunki z Bogiem, są irracjonalne. Nie możemy poznać Boga własnym umysłem gdyż życie boskie nie jest związane z racjonalnością. Po trzecie człowiek żyje w podwójnym świecie między skończonością i nieskończonością i od niego zależy, który świat będzie w nim przeważał, antynomia ta doprowadza do zagubienia i trwogi. Najważniejsze jednak jest to, że nieodzowne jest współistnienie Boga i ludzi. Można interpretować, że zarówno człowiek bez Boga nie miał by sensu jak i Bóg bez człowieka. Te motywy przeważają w kierkegaardowskiej idei wiary, warto, więc dogłębnie zająć się poszczególnymi z pośród nich.

Problem irracjonalności wiary pojawia się w działach Kierkegaarda wielokrotnie i jest jednym z najważniejszych wątków całej jego filozofii. Jak już wspomniałem, wiara w Boga wymaga irracjonalności i już samo przyznanie, że „wobec Boga nie ma się racji”, jest stwierdzeniem w pewnym sensie irracjonalnym. Swoistym symbolem irracjonalności wiary u Kierkegaarda jest Abraham. Swoje zafascynowanie postacią Abrahama, Kierkegaard wyraża w swoim dziele „Bojaźń i drżenie”. Autor „podszywając” się pod postać starca, opowiada nam o swoim głębokim filozoficznym uniesieniu związanym z osobą Abrahama . To, co tak zafascynowało filozofa to scena biblijna, w której Abraham na nakaz Boga, chce oddać w ofierze swego jedynego syna. Na początku rozważań Kierkegaard, przedstawia nam różne warianty jak mogła wyglądać faktyczna historia „ofiarowania syna” przez Abrahama, przedstawia nam poszczególne portrety psychologiczne, portrety zachowań Abrahama, jego syna oraz żony Sary . Każdy z tych obrazów jest zgoła inny, od najbardziej optymistycznego, zawierającego całkowite oddanie się Bogu po najbardziej pesymistyczny a wręcz tragiczny, zatracenia wiary przez całą rodzinę Abrahama. Po tych rozważaniach Kierkegaard, a może raczej starzec, załamuje ręce i mówi: „Nikt nie był tak wielki jak Abraham, któż go potrafi zrozumieć” . To zdanie wprowadza nas do rozdziału „Pochwała Abrahama”, w której Kierkegaard rozpoczyna swój filozoficzny wywód Abraham jest największym, spośród wszystkich największych ludzi świata, jest nim, dlatego, że jako jedyny w swej walce z Bogiem potrafił z nim wygrać, największą siłą, wywodzącą się ze swej bezsilności . Abraham był wielki swoją wiarą, która była irracjonalna. Nie była zawarta w racjonalnym myśleniu o sobie, lecz irracjonalnym myśleniu o Bogu, pomijającym swoją osobę. Zawierzał w każdą obietnice Boga i nie tracił swej wiary nawet, gdy mijał czas, a obietnice się niespełniały, nie zważał na mijający czas . Starzał się, lecz pozostawał ciągle młodym, wystarczająco młodym by trwać w nadziei, w wierze, która była irracjonalna. Gdyby jego wiara była racjonalna, dawno by ją zatracił, czas, brak spełnienia obietnicy, zniechęciłby Abrahama, lecz jego wiara była irracjonalna, pozbawiona ludzkiego zwątpienia . I kiedy obietnica się spełniła, nakaz Boga, aby oddał Izaaka w ofierze, był czymś tragicznym, niezrozumiałym. Lecz wiara Abrahama nie była racjonalna, lecz „była najdalszą możliwością wiary” , co możemy interpretować jako wiarę absolutną, niezrozumiałą przez rozum, wiarę nie do określenia, a więc wiarę irracjonalną. Irracjonalność wiary, nie musiała być jednak wyrwana ze świat doczesnego. Gdyby Abraham wierzył wyłącznie w przyszłość, nie czekałby, nie wierzyłby w obietnice, on zaś czekał na obietnice Boga, obietnice ziemskie .Jego wiara jest wielka, nie podlega zwątpieniu jest nadzieją i absolutnym poddaniem. Kierkegaard daje przykłada ojców, którzy popadali w rozpacz po starcie swych synów, lecz nie był nim Abraham , gdyż jego wiara była irracjonalna. Warto jednak postawić pytanie, czy Abraham był by równie wielki gdyby zgodnie z nakazem Boga zabił syna, przecież wtedy postąpiłby z wolą Bożą. Kierkegaard twierdzi jednak, iż sens przypowieści tkwi gdzie indziej . Wiara Abrahama potrafiła, bowiem przewidzieć, że Bóg wystawia go na próbę . Nie chciał się bronić przed nakazem, lecz rzekł „tu jestem” , był gotowy zabić syna. Zdawał sobie sprawę, iż jest to próba, gdyż wierzył w Boga spełniającego nadzieję. Bóg oddał mu syna, ale Abraham swoim ofiarowaniem zdobył wiarę, wiarę absolutną, pełną w swojej irracjonalności. Abraham mógł pozwolić sobie na irracjonalność gdyż był wybrańcem Bożym . Wiara wymaga irracjonalności, zachowania niezrozumiałego, nawet dla największych rozumów . Irracjonalność wiary wymaga swoistej odwagi, aby wierzyć. Wiara tkwi w absurdzie i wymaga absurdu . Każdy czyn musi być oparty na Bogu, nie na sobie. Abraham „ofiarowując” Izaaka opierał się na Bogu to uratowało go przed „nieskończoną rezygnacją” Abraham jest absolutnym ideałem wiary nieskończonej, niespotykanej i irracjonalnej . Jak pisze Kierkegaard on osoby o takiej wierze nigdy nie spotkał, lecz: „gdybym wiedział, gdzie mieszka rycerz wiary, poszedłbym tam piechotą; takie cuda interesują mnie absolutnie” - mówi filozof. Gdyby jednak takiego spotkał twierdzi, iż był by on zwyczajnym człowiekiem, takim jak każdy, na pierwszy rzut oka nie wyróżniał się niczym . Czym się jednak różni, to jak to nazywa Kierkegaard „siła absurdu” . Tą samą „siła absurdu” kierował się Abraham, w imię Boga wyrzekł się wszystkiego, co kochał, wyrzekł się jednak, aby otrzymać to wszystko z powrotem, mało tego „Rycerze wiary” wierzą w to, że wszystko, czego się wyrzekli zostanie im zwrócone . Na tym polega absurdalność wiary i jej irracjonalność. „Rycerze wiary” nie wyrywając się ze skończoności, tkwią w nieskończoności i z niej czerpią absurd, paradoks, który wytwarza w nich prawdziwą wiarę. Jak mówi Kierkegaard „wyrażają wzniosłość w kroczeniu po ziemi” . Są zwyczajni, lecz ich świętość, tkwi w normalności i to jest paradoksem, absurdem i irracjonalnością wiary. Można jednak w tym „prawdziwym cudzie” łatwo pobłądzić . Kierkegaard wyróżnia, bowiem w swych rozważaniach oprócz „rycerzy wiary”, „rycerzy nieskończonej rezygnacji” . Spełniają oni jedną tylko, choć podstawową właściwość wiary-rezygnację . Czego brakuje im to wiary w to, iż rezygnując z czegoś otrzymają to na nowo. Ich wiara nie jest pełna, gdyż brakuje w niej paradoksu, irracjonalności i absurdu. „Rycerz wiary” czyni to wszystko, co „rycerz nieskończonej rezygnacji”, lecz w jego postępowaniu następuje cud, powiada bowiem: „wierzę jednak, że będę miał ją siłą absurdu, siłą wiary w to, że Bóg wszystko może” . „Absurd-twierdzi Kierkegaard- nie stanowi orzecznika, który leży w obrębie naszego rozumu” . Sam absurd jest, więc irracjonalny, i tylko on jest gwarantem wiary doskonałej. Człowiek, jeśli wierzy nie wyrzeka się wszystkiego, rezygnuję, aby wszystko do niego powróciło. Rezygnacja jednak może być nieprawdziwa jest bowiem rezygnacją z czegoś coś, co nam obrzydło, wtedy nie jest to rezygnacja prawdziwa . Rezygnacja musi tkwić w naszym życiu w naszej doczesności. Abraham, zgodził się oddać w ofierze syna. Podjął, więc wysiłek rezygnacji, jednocześnie miał w sobie siłę absurdu, gdyż wierzył, że Bóg może odwołać swój nakaz, co jest absurdalne, lecz abrahamowska wiara w absurd, wiara irracjonalna, pozwoliła mu być „rycerzem wiary”. Dlatego właśnie samo zabicie Izaaka nie było by aktem wiary, aktem wiary było zaufanie Bogu, zaufanie zwrócenia mu tego, z czego rezygnuje, zaufania w paradoks wiary, zaufanie w absurd i oddanie się absurdowi na wieczność, oddanie się irracjonalności, ponieważ: „wiara zaczyna się tam, gdzie myślenie się kończy. ” Wiara jest, więc według Kierkegaarda czymś więcej niż ślepym wykonywaniem nakazów Boga. Wiara jest nadzieją i zaufaniem Bogu. Człowiek mimo bojaźni wynikającej z rezygnacji, jeśli zachowuje nadzieje, że wszystko będzie mu oddane (można tu mówić o życiu wiecznym jako o zwrocie życia) zachowuję prawdziwą wiarę, wiarę, która wobec tego, iż jest absurdem i paradoksem jest irracjonalna. Wiara jest wyjściem poza ogólność . Ogólnością jest etyka . Etyka jest zbiorem zasad dla wszystkich ludzi wierzących i nie wierzących, wiara natomiast jest wyjściem po za etykę, jest wyjściem po za wszelkie zasady. Wynika z tego, iż według Kierkegaarda wiara przewyższa etykę. Wiara jest również odwagą. Maryja, Matka Boża, w zwiastowaniu otrzymała obietnicę bycia matką Jezusa Zbawiciela, a więc czegoś cudownego, oczekwianego, a jednncześnie rzucona została w wir nienawiści, podejrzeń, niezroumienia . Ten swoisty paradoks wymagał odwagi. Skoro paradoks jest wiarą to i odwaga musi nią być. Odwaga swój początek bierze ze strachu, tak samo wiara bierze swój początek ze strachu. Abraham oraz Maryja „nie stali się więksi od bohaterów, że byli wyzwoleni od strachu, nędzy i paradoksu, ale właśnie przez strach, nędzę i paradoks” -jak mówił Kierkegaard. Pomimo tego, że wiara jest tragedią, strachem, absurdem, oraz paradoksem, jest także cudem i namiętnością, a jak pisał Kierkegaard; „Wiara jest cudem, a przecież żaden człowiek nie jest wyłączony z możliwości tego cudu; albowiem w tym czym łączą życia wszystkich ludzi, to namiętność, a wiara jest namiętnością” . Każdy więc może mieć wiarę, wiarę irracjonalną, która wymaga tragedii, strachu, lecz należy pamiętać, że jest również nadzieją, że to co oddajemy z czego rezygnujemy, będzie nam oddane, bo na tym polega paradoks i absurd wiary.

Bardzo ważnym problemem, który stanowi ogromną cześć, nie tylko filozofii wiary, ale w ogóle filozofii Kierkegaarda, jest konflikt pomiędzy skończonością a nieskończonością. Antynomia ta pojawia się praktycznie w każdym z ważniejszych tekstów filozofa. Spotykamy ją w już wspomnianym fragmencie „Albo-Albo”, mamy też z nią do czynienia w „Bojaźni i drżeniu”. Antynomia pomiędzy skończonością, a nieskończonością powstaje w wyniku tego, iż człowieka jako istota skończona pragnie jednocześnie stać się niezmienny chce, więc stać się swoim przeciwieństwem . Niezmiennym i wyzwolonym z alternatywy albo-albo jest jedynie absolut, Bóg jako jedyna osoba nieskończona . To powoduje swoisty konflikt z Bogiem, który w swojej nieskończoności staje się irracjonalny i niezrozumiały, człowiek natomiast boi się tego, co niezrozumiałe. Skończoność i nieskończoność musi jednak istnieć, ponieważ tworzą one osobowość człowieka. Kierkegaard rozumie osobowość jako „uświadomioną syntezę skończoności i nieskończoności ”. Powstać ona może jedynie przez kontakt z Bogiem, on powoduję, że skończoność i nieskończoność stają się syntezą, przenikają się . Człowiek przez cały okres swej egzystencji poprzez swoje stawanie się formuję ową syntezę, czyli tworzy osobowość . Życie człowieka opiera się na stworzeniu swojej osobowości, na kształtowaniu jej, na „stawaniu się sobą” (ten wątek zauważymy później u innych filozofów egzystencjalnych a zwłaszcza u Heideggera). Osobowość nie istnieje tylko dopiero ma się stać . Wobec problemów z utworzeniem tej syntezy, czyli powstaniem w człowieku osobowości, powstaję rozpacz . Są dwie główne przyczyny rozpaczy, obydwie wychodzą jednak z antynomii skończoności i nieskończoności. Rozpacz tkwi w człowieku, ponieważ „każda ludzka egzystencja, [...] jest rozpaczą.” W tej antynomii rosną w człowieku dwie postawy. Pierwszą z nich jest postawa, w której to człowiek zapominając o skończoności ciśnie się w nieskończność . Nieskończoność jest fantazją, która jest „medium w procesie unieskończania się” , człowiek więc pchający się w nieskończoność jest fantastą. Element fantastyczny prowadzi go w nieskończoność tak daleko, że wyrywa go ze świata . To wyrwanie ze skończoności, pozbawienie się jej, uniemożliwia człowiekowi powrót do siebie, czyli stawanie się. Człowiek taki, pogrążony jest cały w nieskończoności, jego myśli wola i decyzje są owładnięte nieskończonością . Człowiek jest zrozpaczony, bo nie może odnaleźć w siebie skończoności. Boi się stanąć w obliczu Boga, bo nie może odnaleźć siebie . Im jest bliżej nieskończoności tym bardziej staję się dalszy od siebie od swojej osobowości. Tan brak osobowości powoduję, że człowiek traci siebie, co jest największą stratą . Rozpacz powoduje też przeciwieństwo zagłębienia się w nieskończoność, a więc kompletne zamknięcie się w tym, co skończone . Brak nieskończoności stanowi ograniczanie się moralne człowieka . Ograniczanie się jest przeszkodą dla osiągnięcia osobowości. Wejście w skończoność powoduję, iż człowiek jest „okradany” z osobowości przez innych . Człowiek zatracający się dla skończoności nie ma czasu formować siebie . Ideałem dla takiego człowieka jest tłum i do tłumu człowiek chce równać, chce się stać numerem jeden wśród tłumu, co czyni udając i przystosowując się do tłumu, bojąc się stawania się . Zajmuję formowanie osobowości kształtowaniem doskonałości „ułatwiającym mu zanurzenie się w światowym wirze działań i interesów” -jak mówi filozof. Ten rodzaj rozpaczy jest niezauważalny, nawet nie jest uważany za rozpacz. Człowiek uciekający w skończoność nie ryzykuję . W wybranym przez siebie spokoju, zatraca niezależność, a przez to zatraca samego siebie. Uświadamianie siebie wymaga ryzyka i wyrwania się z tłumu, a więc odejścia od nieskończoności. Rozpacz doczesności nie jest, więc tak fantazyjna tak szaleńcza jak rozpacz wychodząca z nieskończoności. Rozpacz ta jest niezauważalna, a nawet uważana za normalną. Ucieczka od nieskończoności jest jak pisze to w swojej książce Józef Borgosz, wejściem w sferę zapomnienia o śmierci, wejściem w sferę introwertycznego myślenia o sobie . Tatarkiewicz w swej „Historii filozofii” interpretuje ucieczkę od nieskończoności jako ucieczkę do uciech dnia codziennego . Tak, więc utrzymanie się w skończoności też nie daje człowiekowi, możliwości stawania się. Co jednak daje budowanie swojej osobowości. Aby człowiek mógł uzyskać wiarę, musi wyrawać się z ogólności i stać się jednostką, a więc uzyskać osobowość . Budowanie osobowości jest więc potrzebne do uzyskania wieczności . Jako, że uzyskiwanie osobowości łączy się z rozpaczą, tak i wieczność jest z nią związana. Człowiek przybliżając się do wieczności, uciekają jednak od swojej osobowości, czuję się wobec niej mały . Stąd bierze się rozpacza z rozpaczy antynomia miedzy skończonością a nieskończonością. Człowiek jednak chcąc uciekać od uświadomionej osobowości, nie jest w stanie od niej uciec, tak jak ojciec nie jest wstanie pozbawić się syna, nawet wtedy, gdy go wydziedziczy, gdyż „ten fakt zewnętrzny niewiele mu pomaga, nie uwalnia go od syna” . Człowiek jest, więc pełen sprzeczności, i ciągłej męki. Można by zapytać czy ma to jakiś związek z wiarą. Wydaję się, że ma. Oto przyczynkiem do owych sprzeczności musi być istnienie absolutu, gdyby nie Bóg nie było takich sprzeczności. Wydaje się też, że to irracjonalna wiara, o której mówiłem może być dla człowieka pewnym lekarstwem czy też pomocą w radzeniu sobie z rozpaczą, od której i tak nie da się uciec, lecz można przeżywać ją inaczej, lepiej. Naukę Kierkegaarda o wierze można, więc interpretować, że wiara jest sposobem radzenia sobie z rozpaczą, która jest nieodzowna w wiecznym „dążeniu ku śmierci.

Atmosfera wiary w filozofii Sorena, Kierkegaarda jest atmosfera beznadziejności. Człowiek pogrążony jest w rozpaczy, jest sam wobec świata, czyli kierkegaardowskiego „tłumu”. Samotny w świcie musi radzić sobie z antynomią skończoności i nieskończoności. W tej bezustannej walce człowieka z samotnością i rozpaczą pojawia się wiara. Wiara jednak, aby był prawdziwa musi być wiara irracjonalna oparta na absurdzie i paradoksie. Paradoks i absurd wynikają z założenia, iż wierzyć oznacza zrezygnować z czegoś cennego, aby to odzyskać. Wiara może być, więc nadzieją w świecie rozpaczy, i ucieczki człowieka od swojego „ja”. Wielu interpretatorów zwraca uwagę, iż Kierkegaard, nigdy nie tworzył koncepcji wiary powszechniej. Sam filozof, szukał wiary w oparciu o jednostkę. W swojej filozofii wiary nigdy nie wskazywał siebie jako ideału. W „Bojaźni i drżeniu” mówi „ostatni wysiłek wiary jest dla mnie nie wykonalny, chociażby był obowiązkiem czy czymś w tym rodzaju, aczkolwiek wykonałbym go jak najchętniej” . Kierkegaard sam, więc nie chce być autorytetem, pragnie tylko wskazać pewne zależności ukazać inne ideały drogę, którą samemu jest mu trudno kroczyć. Filozof ufa jednak wierze, osoby nie wierzące, którym trudno wykonać nawet „akt rezygnacji” nazywa „tchórzami” . Choć dla wielu filozofów Kierkegaard jest raczej niezrównoważonym, ekscentrycznym pseudofilozofem dla ludzi sfrustrowanych (wskazuje się, iż sam takim był) jego filozofia zwłaszcza odnosząca się do wiary, jest bardzo bliska chrześcijańskiemu pojmowaniu świata. Występują w niej elementy próbujące reformować dotychczasowe twarde doktryny kościelne. Sam Kierkegaard wielokrotnie w swoich tekstach podkreślał umiarkowaną antyklerykalność, czy może raczej niechęć do struktur kościelnych, która czasem „sama nie wiedziała, o czym mówi” . Choć jego filozofia uważana jest za filozofie przygnębienia, osobiście w tej całej aurze, ogólnego zniechęcenia i rozpaczy odnajduję nadzieję, którą potem tak doskonale uwypukli w swej filozofii Marcel opierając się na Kierkegaardzie. Nadzieja ta istnieje właśnie w paradoksie wiary i w krótkim zdaniu, „że wobec Boga nie mamy racji”. Kierkegaard nie pozostawia nas, więc w totalnym nastroju beznadziej. Małym blaskiem nadziei jest wiara, choć wiarę trudno jest uzyskać, gdyż jest ona przecież irracjonalna, wyrwana z rozumowego pojmowania świata, choć istniejąca w jak najbardziej doczesnym świecie. Kierkegaard ze swymi poglądami nie wkomponował się w ogólny charakter filozofii swojego okresu, często pomijany był jako filozof. Dopiero niecałe 100 lat później grupa filozofów francuskich i niemieckich, doceniła jego filozofię i może wbrew samemu Kierkegaardowi stworzono niejednolitą, a jednak niezwykle popularną w XX wieku filozofie egzystencjalną.


BIBLOGRAFIA:

Borgosz Józef, Egzystencjalizm, Warszawa 1968.
Kierkegaard Soren, tłum. Iwaszkiewicz Jarosław, Albo-Albo, Warszawa 1982.
Kierkegaard Soren, tłum. Iwaszkiewicz Jarosław, Bojaźń i drżenie. Choroba na śmierć, Warszawa 1982.
Kossak Jerzy, U podstaw egzystencjalistycznej koncepcji człowieka, Warszawa 1961.
Tatarkiewicz Władysław, Historia Filozofii, t.3, Warszawa 2003.
„Filozofia Egzystencjalizmu” pod red. Kołakowski Leszek i Pomian Krzysztof, Warszawa 1965.

OPRACOWAŁ: SEBASTIAN ADAMKIEWICZ
Uniwersytet Łódzki Wydział Filozoficzno Historyczny

Do góry