Ocena brak

Człowiek a klimat - SPÓR NARASTA

Autor /Aron Dodano /23.09.2011

Raporty te krytykują najpoważniejsi uczeni z dziedziny badań klimatu i nauk przyrodniczych. Niedawno utworzona niezależna organizacja uczonych, The European Science and Environmental Forum - (ESEF), opublikowała w 1996 roku raport pt. The Global Warming Debate, w którym kilkudziesięciu naukowców (m.in. sławny brytyjski astronom sir Fred Hoyle) nie zgadza się z raportami IPCC. Znalazł się tam również mój artykuł pt. Reliability of ice records for climate prediction (Wiarygodność badań lodu dla przewidywań klimatycznych).

Ocieplenie klimatu, rzekomo powodowane przez człowieka i wymagające zmniejszenia "niebezpiecznych" emisji CO2 oraz innych gazów cieplarnianych, stało się atrakcyjnym usprawiedliwieniem modnych obecnie propozycji ograniczenia wzrostu ludności krajów Trzeciego Świata oraz nałożenia wielkich podatków na paliwa kopalne (tzw. taksa BTU). Spowodowałoby to ponadośmiokrotny wzrost cen węgla kamiennego oraz załamanie światowej ekonomii. Przyklaskuje temu lobby atomowe, sądząc, że zaskarbi sobie w ten sposób przychylność opinii publicznej dla energetyki jądrowej.

Głoszony katastrofizm sprzyja ministerstwom ochrony środowiska, gdyż uzasadnia potrzebę ich istnienia. Jest także na rękę ministrom finansów, którzy pragną pragną zwiększyć przychody rządów przez nałożenie nowych podatków. Tak więc interesy klimatologów polujących na granty badawcze są zbieżne z interesami władz, przy czym korzyści uzyskane przez władze mogą być około 500 razy wyższe niż uczonych: objęcie podatkiem całej przemysłowej emisji CO2 do atmosfery, wynoszącej około 6 gigaton, sięgałoby 3 bln dolarów rocznie. Z drugiej strony, straty gospodarki światowej wywołane podatkiem klimatycznym byłyby o wiele rzędów wielkości wyższe i doprowadziły do powszechnego zubożenia.

Łatwość, z jaką przepowiednia groźnego ocieplenia klimatu zawinionego przez człowieka zawładnęła wyobraźnią opinii publicznej, wynika prawdopodobnie z głębokiego zakorzenienia w kulturze europejskiej katastroficznych mitów odziedziczonych z pradawnych wieków. Mieszkańcy współczesnej globalnej wioski jak urzeczeni wsłuchują się w przepowiednie różnych nowych końców świata, za które, tak jak dawniej, odpowiada, oczywiście, człowiek. Ocieplenie klimatu jest tylko jedną z nich. Jeszcze w latach siedemdziesiątych nazywało się to "amelioracją", czyli polepszeniem, a ocieplenia z poprzednich epok zwano "optimami klimatycznymi". Ten sam Stephen Schneider, obecnie prorok cieplarnianej katastrofy, głosił wtedy, że człowiek wywołuje drastyczne oziębienie klimatu wskutek przemysłowego zapylenia atmosfery. Jeśli spojrzeć na któryś z wykresów temperatury naszego stulecia, to łatwo zauważyć, że w latach siedemdziesiątych średnia temperatura powietrza przy powierzchni Ziemi była rzeczywiście niższa niż w końcu lat trzydziestych. Spowodowała to jednak Natura, a nie przemysł.

Nowe badania rdzeni lodowych z Grenlandii (GISP2 i GRIP) wskazują, że przejścia pomiędzy ciepłymi i zimnymi fazami cyklów klimatycznych, kiedy temperatura powietrza zmienia się o 10°C, trwają dramatycznie krótko: zaledwie 50, 20, a nawet 1-2 lat. Nie wiemy, kiedy zawita z podobną nagłością nowy cykl lodowcowy - może za tysiąc, za pięćset, za sto, a może już za dwadzieścia lat? Znany klimatolog amerykański W.S. Broecker sądzi, że najprawdopodobniej czeka nas to za 50-150 lat. Skutkiem przejścia w epokę lodową będzie warstwa lodu o grubości dochodzącej do kilku tysięcy metrów, zalegająca północną i środkową Europę, Kanadę i część Stanów Zjednoczonych. Cóż wówczas stanie się z narodami, które tam żyją, z ogromnymi miastami, z całą infrastrukturą współczesnej cywilizacji, z jeziorami, lasami, kwiatami i zwierzętami? Wszystko to zostanie zmiecione z powierzchni Ziemi, a potem przykryte zwałami moren. Czy wobec tej perspektywy, bardziej realnej niż rzekoma groźba ocieplenia klimatu, powinniśmy pokornie poddać się ślepej przyrodzie?

Podobne prace

Do góry