Ocena brak

Czesław Miłosz - Do księdza Ch.

Autor /Wincent Dodano /29.04.2011

Do ciebie, słyszącego głosy niemych chórów,

zgiętego nad smutnymi ołtarzami Pana

w wiejskim, dusznym kościele, do ciebie, o mściwy,

piszę ten list, prefekcie, burzo zapomniana.

Już włos gładko sczesany spływa siwym strąkiem

na kark przecięty blizną po cielesnych mieczach,

już wzrok twój fanatyczny jest martwym skowronkiem

zabitym w ogniu świata, któremu zaprzeczał.

Twoje usta śnię często. Ich grymas niesławny

długo uczył pogardy wszystkiego prócz zgonu.

Dziś ja, uczeń, poznałem nicość form powabnych,

i otośmy już obaj z jednego zakonu.

Góry ciemne jak irys w trawie mokrych sadów,

oczy kobiet, ich uścisk w mgle zbielałej nocy

na popiół, na płyn cierpki pełen skrytych jadów

zamieniałeś, tnąc słowem z Dawidowej procy.

Wesele ciał, złączonych z wodami i ogniem,

górą lecących ptakiem, rybą mknących dołem,

nienawiścią paliłeś, aż sczerniałe głownie

spadły w noc, a noc była dla ciebie – kościołem.

Ziemia drży, drzewo milknie, kiedy stąpa prawy,

ale wiek nazbyt grzeszny świętego nie zrodzi

– tak uczyłeś, a miasta strumień wrzącej lawy

zgasi i żaden Noe nie ujdzie na łodzi.

O światło potępienia, o wieczną zatratę

modliłem się wtedy, a ręce skrzydlate

czułem w każdym powiewie muskającym twarz.

Ty, dzieła swoich nauk zawsze nieświadomy,

w starej sutannie lecąc nad ziemi ogromy

na ludzkie czyny ciemny upuszczałeś płaszcz.

Dojrzałem, moje ciało jest czułą kołyską

dla mocy, w których płaczu zawiera się wszystko,

leżą w pięknym posłaniu i miłość i głód.

Wiatr swobodnych poranków we włosach powiewa

i jabłko, ciężkie jabłko, sen rajskiego drzewa

toczy się, potrącane końcem lekkich stóp.

I jest szum, przypływ morza dotychczas nieznanego,

morza nicości. Pod białą pianą jego

utonęły zwierzęta i lądy.

Ciesz się, triumfatorze. Obu przyjęło morze.

W jego głosie zagłady grzmią trąby.

Pogodzeni jesteśmy po długim skłóceniu,

wiedząc, że z szczęścia ludzi kamień na kamieniu

nie zostanie.

Ziemia usta rozewrze, w jej dudniącej katedrze

chrzest odbiorą ostatni poganie.

(Trzy zimy, 1936)

Podobne prace

Do góry