Ocena brak

Czarna śmierć - Epidemia dżumy

Autor /xperia10 Dodano /25.04.2012

Czarna śmierć w ciągu zaledwie kilku lat zabrała co najmniej jedną czwartą ludności Europy. Wielu z tych, którzy przeżyli zarazę, było przekonanych, że oto nadszedł koniec świata.

Epidemia dżumy, nazywanej czarną śmiercią lub morową zarazą, przetoczyła się niemal przez całą Europę wywołując wszędzie panikę i przerażenie. Nikt nie czuł się bezpiecznie. Pierwszymi objawami choroby były: bóle głowy, dreszcze, poty, wysoka gorączka. Dziś wiemy, że tak zaczynała się jedna z postaci dżumy zwana gruczołową (dymieniczą). Na skórze pojawiały się zmiany krwotoczne, a po kilku dniach bolesne obrzmienia węzłów chłonnych i (dymienice), które ropiały i pękały. Ongiś osobę z takimi objawami czekała niechybna śmierć.

Zawleczenie zarazy do Europy

Pierwszy przypadek dżumy w Europie odnotowano w październiku 1347 r. w sycylijskim porcie Mesyna, do którego zawinęło dwanaście włoskich statków powracających z Morza Czarnego. Na ich pokładach znaleziono trupy członków załogi i pasażerów, a także chorych dogorywających z „bólu przenikającego do szpiku kości".

Świadkowie tych wydarzeń nie znali przyczyn zarazy. Dzisiaj wiemy, co prawdopodobnie ją wywołało. Otóż, na statkach żyły szczury. Obfite zapasy żywności, zgromadzone na daleką wyprawę stwarzały znakomite warunki bytowania. Kiedy statki zakotwiczyły w docelowym porcie na Morzu Czarnym, miejscowe szczury wymieszały się z tymi ze statków.

Wtedy przyszła kolej na pchły, przenoszące zarazki śmiertelnej choroby. Zaatakowały one szczury, w których gromadzi się zarazek - pałeczka dżumy. Żywiąc się krwią gryzoni, zarażały się chorobą, którą przenosiły na inne szczury. Kiedy szczury zaczęły masowo ginąć, pchły znalazły sobie nowych żywicieli - ludzi. Żywiąc się krwią marynarzy i pasażerów, ich z kolei zarażały tą straszliwą chorobą.

Kiedy statki dopłynęły do Mesyny, szczury które przeżyły, przedostały się na ląd, przenosząc również zabójcze pchły. Brudne, ciasne i zatłoczone porty Europy były znakomitym żerowiskiem zarówno dla szczurów, jak i dla pcheł. Gryzonie żywiły się odpadkami, same zaś były żywicielami pcheł. Gdy szczury masowo zdychały, pchły atakowały mieszkańców Mesyny.

W ten właśnie sposób, za pośrednictwem szczurów i pcheł - nosicielek pałeczek dżumy - czarna śmierć szybko się rozprzestrzeniała i zbierała miliony ofiar ludzkich.

Wspólne groby

Podczas epidemii umierało tak wiele osób, że chowano je w pospiesznie wykopywanych, zbiorowych grobach. Gdy nie nadążano z kopaniem mogił, pozostawiano zmarłych tam, gdzie dopadła ich śmierć.

Obecnie przypuszcza się, że ogniskiem choroby była Azja Środkowa, gdzie epidemia dżumy wybuchła w latach 30. XIV w. Stopniowo obejmowała ona Azję Wschodnią i Południową, zbierając śmiertelne żniwo w Chinach i Indiach. Następnie dotarła na Bliski Wschód i do Afryki Północnej. Dopiero kolejnym etapem była Europa.

Niektóre regiony Europy, na przykład Skandynawia, zostały niemal całkowicie wyludnione po przejściu zarazy. Umierali wszyscy - biedni i bogaci, starzy i młodzi. Były jednak obszary w Europie, takie jak Mediolan i jego okolice, których epidemia dżumy nie dotknęła.

Ponieważ nieznane były prawdziwe przyczyny choroby, nikt nie wiedział, jak z nią walczyć. Medycy obmyślali najróżniejsze sposoby leczenia chorych, np. zalecali spanie raz na jednym, raz na drugim boku, i receptury lekarstw. Jedna z nich opisywała lek przyrządzany ze starego, dziesięcioletniego syropu, zmieszanego z posiekanym wężem, odrobiną wina i sześćdziesięcioma innymi składnikami. Żadna ze stosowanych metod leczenia nie była skuteczna.

Szukano ratunku w religii. Uważano, że Bóg karze świat za jego grzechy. Na ulicach pojawiały się procesje biczowników, którzy nawoływali do pokuty i publicznie chłostali się nawzajem skórzanymi biczami zakończonymi metalowymi kulkami. Wielu ludzi uciekało w panice z dotkniętych epidemią rejonów. Inni zamykali się w domach. Byli też tacy, którzy, przewidując nieuchronność rychłej śmierci, oddawali się zabawom i cieszyli życiem, póki mogli.

Tajemniczość czarnej śmierci wynikała z jej nieprzewidywalności. Ludzie nie rozumieli dlaczego w jednym mieście zaraza zabiła jedną dziesiątą mieszkańców, a w innym więcej niż połowę. Dzisiaj wiemy, że mniej więcej w tym samym czasie występowały różne jej postaci. Dżuma dy-mienicza, której objawy opisaliśmy na początku, występowała najczęściej. Miała jednak jeszcze bardziej zabójcze siostry.

Dżuma płucna rozwijała się wtedy, gdy bakterie chorobotwórcze docierały do układu oddechowego. Chory miał wysoką gorączkę, suchy kaszel, napady duszności, w końcu obrzęk płuc, który powodował śmierć. Gdy bakterie dostały się bezpośrednio do krwi człowieka, śmierć następowała jeszcze szybciej. Chory umierał w kilka godzin od chwili zarażenia. Ta postać nosi nazwę dżumy posocznicowej.

Zaraza powraca

Epidemia czarnej śmierci wygasła około 1351 r. Według współczesnych badań oblicza się, że w Europie dżuma pochłonęła co najmniej jedną czwartą ludności.

Czarna śmierć odeszła, ale nie na zawsze. Kolejne wybuchy zarazy odnotowano w latach 1361, 1369 i później, w regularnych odstępach czasu aż do końca XV w. Z czasem przerwy między nawrotami epidemii stawały się dłuższe. Ostatni wielki wybuch zarazy w Anglii miał miejsce w 1665 r., kiedy to choroba pochłonęła około 100 tysięcy ofiar.

Świat do dzisiaj nie uwolnił się od dżumy. W końcu XIX w. ponownie pojawiła się w Azji, gdzie tylko w Indiach zabiła 6 milionów ludzi. W 1995 r. znowu powróciła do Indii.

Podobne prace

Do góry