Ocena brak

Co po nowoczesności?

Autor /Gerwazy Dodano /29.07.2011

Nowoczesność to formacja społeczna ogromnie dynamiczna i ekspansywna. Przez stulecia od swoich narodzin uległa sama bardzo głębokim zmianom. Socjologia usiłuje uchwycić te zmiany i poddać je teoretycznemu uogólnieniu. Sięga wtedy do któregoś z trzech schematów interpretacji zmian, które opisaliśmy w rozdziale dwudziestym drugim: ewolucyjnego, cyklicznego i dialektycznego.

Teoretycy świadomie lub nieświadomie nawiązujący do schematu ewolucyjnego przyjmują, że „przyszłość już była", tyle że będzie bardziej wyrazista i doprowadzi do dalszego wzmocnienia znanych już z przeszłości i teraźniejszości tendencji. Kryje się za tym założenie o linearnej ciągłości dziejów. Z obecnego stanu społeczeństwa da się ekstrapolować w przyszłość i antycypować jego przyszły kształt. Skoro wszystkie społeczeństwa przechodzą te same konieczne stadia w swoim rozwoju i skoro oczywiście istnieją dziś społeczeństwa najbardziej nowoczesne, ale także bardziej zacofane, a nawet całkiem prymitywne, to zalążki przyszłości najłatwiej dostrzec w tych najnowocześniejszych.

Przyjrzyjmy się więc dzisiejszym Stanom Zjednoczonym, Japonii, Tajwanowi, Niemcom, Szwajcarii - a po pierwsze, zobaczymy, jak za jakiś czas wyglądać będą także społeczeństwa „Drugiego" czy „Trzeciego Świata", po drugie zaś, odkryjemy kierunek, w jakim zmierzają dalej społeczeństwa najbardziej rozwinięte. Takie podejście odnajdujemy najpierw w koncepcji społeczeństwa post-industrialnego, głośnej w połowie XX wieku i lansowanej m.in. przez Daniela Bella i Alaina Touraine'a. Teoria ta, omówiona wcześniej w rozdziale dwudziestym drugim, była najbardziej syntetyczna, pokazywała wielowymiarowy obraz społeczeństwa przyszłości, które miało wcielić wszystkie aktualnie zauważalne tendencje rozwojowe, czy - jak określał to John Naisbitt - „megatrendy".

Późniejsi autorzy skupiali uwagę tylko na jednej wybranej tendencji, uważając ją za centralną i determinującą cały kształt przyszłych społeczeństw. Ralf Dahrendorf pisał o „społeczeństwie klasy usługowej"10, nawiązując do wyraźnego przesuwania się struktury wytwarzania i zatrudnienia od tradycyjnego przemysłu wytwórczego do sektora szeroko rozumianych usług: handlu, finansów, administracji, transportu, komunikacji, edukacji, badań naukowych, ochrony zdrowia, rekreacji itp. Postępujące przemiany w charakterze pracy są podstawą wizji społeczeństwa, w którym automatyzacja i robotyzacja uwalnia ludzi od konieczności codziennego trudu, dając im coraz szerszy margines czasu wolnego i szans samorealizacji.  

Znany teoretyk organizacji i zarządzania Peter Drucker podkreślał jeszcze bardziej specyficzną tendencję, mówiąc o „społeczeństwie wiedzy"11, w którym wytwarzanie i przetwarzanie przedmiotów materialnych typowe dla produkcji fabrycznej zostanie zepchnięte na margines przez wytwarzanie i przetwarzanie wiedzy, która stanie się centralnym dla gospodarki towarem. Podobne akcenty znajdujemy w licznych koncepcjach „społeczeństwa informatycznego". Jedne - podobnie jak Drucker - podkreślają centralne znaczenie przetwarzania informacji, inne wskazują na rewolucyjne konsekwencje komputerowych technik takiego przetwarzania, a zwłaszcza powiązań sieciowych z Internetem na czele.

Drugie podejście do kwestii przyszłego kształtu społeczeństwa nawiązuje mniej lub bardziej świadomie do idei cyklu: „pęd w przyszłość musi zawrócić ku przeszłości". Narastająca świadomość i coraz pełniejsze rozpoznanie różnych negatywnych aspektów i konsekwencji nowoczesności rodzi nostalgiczną ideę powrotu do utraconej przeszłości, widzianej w wyidealizowanych barwach. W myśleniu potocznym, publicystyce, literaturze pojawiają się różne koncepcje niosące nadzieję na odbudowanie silnej tradycyjnej rodziny, odrodzenie wspólnot lokalnych i więzi społecznej w grupach pierwotnych, rekonstrukcję tożsamości i zakorzenienia w zbiorowościach, odwrót od sekularyzacji w stronę religijności (od bieguna „nowej ewangelizacji", do koncepcji New Agę), odwrót od monopolu nauki i techniki w stronę myślenia mistycznego, magicznego czy intuicyjnego, uratowanie środowiska przyrodniczego i powrót do harmonii z naturą, rezygnację z materialistycznego konsumpcjonizmu na rzecz potrzeb i wartości wyższych związanych z samorealizacją i pełną jakością życia.

Idee takie stają się osią krystalizacji licznych ruchów społecznych, a zwłaszcza tych, które określane są mianem „nowych ruchów społecznych" (pisaliśmy o nich w rozdziale szóstym). Znajdziemy echo takich idei także w teoriach socjologicznych. Pamiętamy, że już klasyk teorii cyklicznej Pitirim Sorokin widział przyszłość jako odwrót od dominującej „mentalności materialistycznej" w stronę „mentalności idealistycznej". W badaniach porównawczych prowadzonych w pół wieku po Sorokinie w wielu krajach zachodnich amerykański socjolog Ronald Inglehart stwierdza wyraźne przesunięcie w kierunku „wartości postmaterialistycznych"12 - jakości życia, zdrowia, sprawności fizycznej, bogactwa doświadczeń i doznań, życia towarzyskiego itp., konstruując teorię przewidującą wzmacnianie się tej tendencji w przyszłości.

Brytyjski teoretyk Anthony Giddens wywodzi zmiany w kształcie nowoczesności, zmierzające do zahamowania jej negatywnych konsekwencji, z samej natury formacji nowoczesnej. Typowy dla nowoczesności rozwój wiedzy naukowej, powszechna i coraz głębsza edukacja, rosnący wpływ środków masowego przekazu, łatwość komunikowania się i wymiany informacji czy opinii, prowadzą do wytworzenia się w świadomości społecznej nowej, istotnej kompetencji, którą Giddens określa mianem „refleksyjności". Jest to zdolność społeczeństwa do krytycznego myślenia o samym sobie, dostrzegania zjawisk negatywnych, patologicznych, przyszłych zagrożeń i podejmowania w oparciu o taką diagnozę środków zaradczych powstrzymujących lub odwracających niekorzystne trendy.

 

Wyraża się to w presji opinii publicznej, mobilizacji ruchów społecznych, a także działaniach politycznych podejmowanych coraz częściej, nawet wbrew wąskim interesom ekonomicznym, przez rządy wielu krajów. Siła nowoczesności polega więc także na tym, że zawiera ona sama w sobie mechanizm autokorekty. W koncepcji Giddensa znaleźć można wyraźną paralelę do idei „samodestruk-cyjnych proroctw" Roberta Mertona, która - jak pamiętamy, polega na tym, że uświadomienie przez zbiorowość prognozy w danym momencie prawdziwej prowadzi do jej falsyfikacji przez działania prewencyjne. Krytycy nowoczesności, pokazując, do czego w spontanicznym rozwoju może ona doprowadzić, formułują w ten sposób tzw. „prognozy ostrzegawcze", mobilizując przeciwdziałania i przyczyniając się tym samym do zdezaktualizowania swoich czarnych wizji.

Trzeci schemat myślenia o przyszłym społeczeństwie wywodzi się z dialek-tyki. Przyszłość nie oznacza tu ani prostej kontynuacji teraźniejszości, ani odwrotu ku przeszłości, ale raczej przezwyciężenie i przeszłości, i teraźniejszości, fundamentalną, jakościową zmianę, radykalną nowość. W jednej swojej odmianie koncepcja przyszłych losów nowoczesności nawiązuje wprost do twórców dialektyki: Wilhelma Hegla i Karola Marksa. W triumfalistycznej atmosferze lat dziewięćdziesiątych, po upadku systemu komunistycznego w ZSRR i krajach Europy Wschodniej, pojawia się idea „końca historii".

Amerykański intelektualista Francis Fukuyama twierdzi, że zakończyła się długa epoka konfliktów, walk, wojen i rewolucji w imię rozbieżnych ideologii (co stanowiło dotąd główny wątek historii), a zwycięstwo demokracji w skali światowej oznacza jakościową zmianę polityki opartej odtąd na konsensie i zmierzającej w stronę lepszego rozwiązywania życiowych problemów ludzkości13. Ciekawe, że czerpanie inspiracji od Hegla czy Marksa jakoś nieuchronnie prowadzi do zbudowania kolejnej utopii. Wkrótce po głośnym tomie Fukuyamy wybuchły walki etniczne i religijne na Bałkanach, w republikach poradzieckich, nasiliła się ofensywa fundamentalistycznego islamu itp. Ani „końca ideologii" - co zwiastował już w latach sześćdziesiątych Daniel Bell, ani „końca historii" w sensie Fukuyamy jakoś nie widać.

Zupełnie inny charakter ma druga koncepcja wywodząca się ze schematu dialektycznego, a mianowicie postmodernizm, czy w spolszczeniu wprowadzonym przez Zygmunta Baumana - ponowoczesność. Twórcy tej teorii oburzyliby się zapewne na takie zakwalifikowanie ich idei. Choć niektórzy byli niegdyś marksistami, nie nawiązują wprost do dialektyki, ale przecież główna myśl jest podobna: radykalne zerwanie ciągłości historycznej, pojawienie się zupełnie nowej jakości społecznej. Skrajny radykalizm polega tu na tym, że zaprzecza się w ogóle istnieniu prawidłowości historycznych i społecznych, które dałyby się ująć w prawa.

To, co się dzieje wokół nas, jest więc jeszcze czymś więcej niż przezwyciężeniem przeszłości, bo nie ma z przeszłością w ogóle systematycznego związku. Jest stanem sui generis. Jego opisaniu poświęcają postmoderniści większość swoich rozważań, podkreślając zwłaszcza takie cechy, jak: dekonstrukcję i „implozję" tradycyjnych hierarchii społecznych - klasowych, ekonomicznych, rasowych, seksualnych itp., pełną dominację przedmiotów i dóbr konsumpcyjnych nad ludźmi i ostateczną zatratę podmiotowości, wyparcie stosunków międzyludzkich przez „symulacje", zastąpienie kultury domeną „hiperrzeczywistości", w której panuje obraz, spektakl, wizja, gra znaków i w efekcie chaos wrażeń i fantazji.

Koncepcji postmodernistycznej, mimo jej znacznej, choć już wyraźnie przemijającej popularności pod koniec XX wieku, poświęcam tu tak niewiele miejsca z jednego powodu. Nie jest to mianowicie teoria socjologiczna, zaprzecza bowiem z założenia możliwości uprawiania naukowej, tzn. zmierzającej do wykrywania prawidłowości i formułowania praw, refleksji o społeczeństwie. Zaprzecza też samej idei docierania do prawdy o życiu społecznym. Choć zwolennicy postmodernizmu, całkiem paradoksalnie, chyba z jakiejś masochistycznej potrzeby, publikują swoje książki w seriach socjologicznych, bronią doktoraty na wydziałach socjologii i noszą tytuły profesorów socjologii, to w istocie nie są socjologami. A w każdym razie ich twórczość nie mieści się w ramach tego, co w tej książce określone zostało jako socjologia analityczna. Wspominam o teorii ponowoczesności tylko dla kompletności obrazu, wychodząc w tym wypadku poza przyjętą, selektywną logikę prezentacji.

Zupełnie inny walor ma natomiast daleko mniej spektakularna, ale za to bardziej racjonalna, koncepcja tzw. „późnej nowoczesności" rozwijana wspólnie przez kilku autorów: Anthony Giddensa, Scotta Lasha, Ulricha Becka14. Wychodzą oni z założenia, że nowoczesność bynajmniej nie przeminęła, lecz przeciwnie, występuje obecnie w najbardziej wyrazistych formach. Jej nowe, zaskakujące rysy, choć jakościowo odrębne, nie oznaczają zerwania z przeszłością, lecz raczej są pełną manifestacją wcześniejszych tendencji. „Nie wkraczamy w jakiś okres ponowo-czesności, lecz raczej w epokę, w której konsekwencje nowoczesności stają się bardziej radykalne i uniwersalne niż wcześniej" - twierdzi Giddens .

Późna nowoczesność wyróżnia się czterema głównymi cechami. Pierwsza to nowa forma zaufania, niezbędna dla poczucia bezpieczeństwa i ciągłości życia codziennego. Wiąże się to z dominującą obecnością w naszym życiu licznych „abstrakcyjnych systemów", które są domeną zastrzeżoną dla ekspertów, a które zarazem są dla nas niezbędne. Nie rozumiejąc do końca ich zasad konstrukcyjnych ani operacyjnych, zdani jesteśmy na ich prawidłowe funkcjonowanie. Mają one charakter zarówno techniczny, jak społeczny. Są to na przykład systemy komunikacyjne i telekomunikacyjne, rynki finansowe, korporacje transnarodo-we, siły zbrojne, organizacje międzynarodowe, środki masowego przekazu, sieci energetyczne, siłownie atomowe, systemy hydrauliczne itp. Te ogromne, skomplikowane, zdepersonalizowane kompleksy urządzeń czy form organizacyjnych stanowią kontekst, w którym toczy się nasze życie, i obdarzanie ich pewną dozą zaufania a priori jest niezbędnym wymogiem normalnej egzystencji.

Druga cecha później nowoczesności to pojawienie się nowych form ryzyka. Oczywiście ryzyko, w sensie niepewności skutków podejmowanych działań, jest odwiecznym i powszechnym czynnikiem życia społecznego. Podobnie jak niebezpieczeństwo, czyli nieznane prawdopodobieństwo jakichś negatywnych zdarzeń niezależnych od naszej woli i aktywności (groźba choroby, wypadku, kataklizmu). Ale w naszej epoce, którą Ulrich Beck nazywa wprost „społeczeństwem ryzyka" (Risikogesellschaft), fenomen ten uzyskuje nową jakość. Przede wszystkim na plan pierwszy wysuwa się nie ryzyko w kontakcie z otoczeniem przyrodniczym, ale z otoczeniem cywilizacyjnym czy technicznym, stworzonym przez człowieka. Żyjemy w świecie „wyprodukowanego ryzyka", które jest ceną postępu cywilizacyjnego i technicznego.

Ryzyko takie jest trudne do określenia, zdajemy sobie sprawę z jego rozmiarów dopiero post factum: kiedy wybuchnie reaktor jądrowy w Czernobylu czy na Three Miles Island, kiedy nastąpi wyciek z fabryki chemicznej w Bhopalu w Indiach, kiedy pojawi się epidemia AIDS, kiedy wystąpi efekt cieplarniany i zmiany klimatyczne itp. Mniej spektakularny przykład to codzienne ryzyko związane z ruchem drogowym, ryzyko, którego rozmiary wskazuje dopiero cotygodniowa statystyka wypadków. Co więcej, zdarzenia takie i ich skutki są nie tylko poza zasięgiem kontroli zwykłych ludzi, ale często także ekspertów; nie tylko poszczególnych jednostek, ale całych organizacji. Nie możemy się od nich uwolnić ani przed nimi skutecznie zabezpieczyć, musimy w ich obecności żyć, a równocześnie potencjalnie zagrażają milionom. W społeczeństwie nowoczesnym tworzymy sobie również sami nowe zorganizowane i zinstytucjonalizowane konteksty działań, w których ryzyko stanowi ich podstawową rację bytu. Przykład to giełda, hazard, a także tzw. sporty ekstremalne.

Profil ryzyka", jak to nazywa Giddens, zmienia się w późnej fazie nowoczesności w istotny sposób i to zarówno w sensie obiektywnym, jak i subiektywnym. Obiektywnie następuje globalna ekspansja ryzyka, które coraz częściej dotyka miliony ludzi na całym świecie, ponad tradycyjnymi granicami państw narodowych. Krach giełdowy, zatrucie środowiska, efekt cieplarniany, katastrofa nuklearna - to zdarzenia, których efekty są terytorialnie nieograniczone. Ryzyko ulega także uniwersalizacji, przekracza tradycyjne różnice klasowe czy warstwowe. Zagraża na równi bogatym i biednym, milionerom i nędzarzom, politykom i zwykłym obywatelom, gwiazdom filmowym i ludziom marginesu. Nie można się przed nim ustrzec, nawet mając wielkie pieniądze, władzę czy prestiż. Ryzyko ulega także intensyfikacji, wiele z takich globalnych i uniwersalnych zagrożeń dotyczy wprost życia.

Natomiast w wymiarze subiektywnym nowy profil ryzyka oznacza zwiększoną percepcję i świadomość zagrożeń. Wiąże się to z jednej strony z rolą środków masowego przekazu, a zwłaszcza telewizji, dla których epatowanie grozą i pokazywanie w nadmiarze katastrof, wypadków, epidemii i innych dramatycznych zdarzeń jest metodą zwiększania komercyjnej atrakcyjności - przyciągania publiczności i tzw. „reklamodawców". Z drugiej strony, większe poczucie ryzyka wynika ze zmniejszającej się roli obecnych dawniej remediów psychicznych czy mechanizmów obronnych, na przykład zabiegów magicznych czy wiary religijnej. Sekularyzacja pozostawia jednostkę samą wobec życiowych zagrożeń. Inny aspekt nowej percepcji ryzyka to większa świadomość bezradności ekspertów, gdyż liczne i nagłośnione w mediach przypadki ich porażek wobec groźnych zdarzeń podważyły obecne kiedyś ślepe zaufanie do techniki, medycyny itp. Jeszcze inny aspekt to rosnąca powszechność percepcji ryzyka, związana z coraz wyższym stopniem masowej edukacji, która uwrażliwia ludzi na niedostrzegane wcześniej problemy i wyzwania.

Trzecia cecha „późnej nowoczesności" to nieprzejr/ystość, płynność i niepewność sytuacji społecznych, w jakich ludziom przychodzi działać. Wynika to z czterech okoliczności. Im bardziej skomplikowane „systemy abstrakcyjne", tym większa szansa pojawienia się niespodziewanych błędów konstrukcyjnych. Nieuniknione są także błędy operatorów, którzy zarządzają skomplikowanymi urządzeniami i systemami i kontrolują je. Czynnik ludzki jest tym bardziej niepewny, im bardziej złożone są zadania. Kolejne źródło niepewności to nieprzewidywalne i niepożądane efekty podejmowanych działań, co jest - jak twierdzą niektórzy socjologowie - najbardziej typową cechą życia społecznego, ale nasila się szczególnie wtedy, gdy w warunkach skomplikowanych systemów występuje wielka ilość działających równocześnie, nakładających się na siebie i krzyżujących się czynników, a także dodatkowo jeszcze efekty ich wielokierunkowych interakcji.

Dalszy powód nieprzejrzystości to paradoksalny skutek uboczny rozwoju wiedzy społecznej. Wiedza społeczna - jak wcześniej objaśnialiśmy - wywołuje zjawisko refleksyjności albo samorealizujących się czy samodestrukcyjnych proroctw, co sprawia, że nie tylko nie daje nam pewnego rozeznania w świecie, ale zmienia sam świat, stawiając nas wobec nowych zjawisk społecznych, które powstają w rezultacie działań motywowanych przez taką właśnie wiedzę. I wreszcie, ogromne zróżnicowanie wartości i interesów pomiędzy jednostkami i grupami społecznymi prowadzi do skrajnego relatywizmu i zatraty prostych drogowskazów i schematów do oceny działań i sytuacji społecznych.

Można - za Giddensem - wyróżnić cztery typowe postawy, jakie ludzie przyjmują wobec nasilonego ryzyka i niepewności naszych czasów. Pierwsza to pragmatyczna akceptacja życia takiego, jakim jest, skupienie się na rozwiązywaniu codziennych życiowych problemów i wypieranie zagrożeń i niepewności ze sfery świadomości („mam dość swoich zmartwień").

Druga to konsekwentny optymizm i wiara w to, że zagrożenia i niepewność dadzą się uniknąć i pokonać dzięki opatrzności, dobremu losowi, nauce i technice, czy wreszcie -wrodzonej rozumności ludzi („zawsze znajdzie się jakieś wyjście"). Trzecia reakcja to cyniczny pesymizm, godzący się z nieuchronnością zagrożeń, które muszą prędzej czy później uderzyć, i wobec tego zalecający skrócenie horyzontu czasowego, życie chwilą czy dniem dzisiejszym i korzystanie z hedonistycz-nych przyjemności („skoro i tak wszyscy umrzemy, to przynajmniej cieszmy się życiem"). Wreszcie reakcja czwarta to radykalna walka ze źródłami zagrożeń przez mobilizację opinii, organizowanie kampanii propagandowych, tworzenie ruchów społecznych („wszyscy razem możemy się przeciwko temu obronić").

Dochodzimy w ten sposób do czwartej cechy późnej nowoczesności, a mianowicie postępującej globalizacji. Waga tego procesu we współczesnym świecie wymaga, abyśmy zajęli się nim w osobnym rozdziale.

Podobne prace

Do góry