Ocena brak

„Byli szczęśliwsi dawniejsi poeci...”

Autor /Albinos Dodano /04.06.2013

„Pamiętam że dawniej poeci pisali »poezje«” — mówi Różewicz w zbiorze wierszy z 1960 roku. Oznajmia to tak, jak gdyby chodziło o jakiś dziwny, prawie już zapomniany obyczaj, jak gdyby odgrzebał w pamięci coś, o czym już mało kto wie i w co trudno uwierzyć. Ta „poezja” wzięta w cudzysłów została potraktowana niczym archaizm. Ale jak w takim razie wytłumaczyć fakt, że takie sformułowanie zjawia się w zbiorze poezji samego Różewicza?

Różewiczowi przyszło tworzyć poezję w świecie, który uległ całkowitej katastrofie. Zburzone zostały systemy wartości, na których człowiek do tej pory opierał swe poczynania i dzięki którym uświadamiał sobie wyraźnie, dokąd zmierza, mogąc wybierać między dobrem a złem, prawdą a fałszem. Dawny świat, ów świat sprzed katastrofy, posiadał wyraźne punkty orientacyjne. Obecnie wszystko się przemieszało:

pojęcia są tylko wyrazami:

cnota i występek

piękno i brzydota

męstwo i tchórzostwo

Jednako waży cnota i występek

widziałem

człowieka który był jeden występny i cnotliwy

(Ocalony ze zbioru Niepokój).

W tej sytuacji poeta musi „raz jeszcze nazwać rzeczy i pojęcia”, „oddzielić światło od ciemności”, dokonać niejako powtórnego stworzenia świata, zanim uzyska prawo rozsnuwania wokół niego artystycznej nadbudowy.

Wymaga to przede wszystkim dokładnego rozeznania się w tym, co jest, co ocalało. Pierwsze zabiegi poetyckie ograniczają się przeto do inwentaryzacji szczątków wartości, a zatem do przywrócenia słowom ich właściwych znaczeń. Poeta rezygnuje z romantycznych roszczeń. Nie chce — i czuje, że nie ma prawa — dokonywać objawień metafizycznej tajemnicy bytu. Nie chce też — i nie może — być dostarczycielem rozrywki estetycznej. Musi uporać się z otaczającymi go przedmiotami, faktami, zdarzeniami; musi określić najistotniejsze rysy ich znaczeń, czyli uchwycić je w tych punktach, w których kontaktują się z człowiekiem, stając się uczestnikami jego dramatów etycznych, znakami tych dramatów, znakami przeżyć. Odczło wleczony rzeczywistość obiektywną trzeba na powrót uczłowieczyć, a treściom duchowym człowieka nadać kształt konkretny, sprawdzalny, osadzić je wśród rzeczy. Na żadną grę wyobraźni nie ma tu miejsca. Zjawia się tylko to, co najkonieczniejsze.

Poezja Różewicza to powtórne definiowanie świata, powtórne odkrywanie sensu rzeczy i pojęć, zrazu tycfi najbardziej potocznych i codziennych. Trzeba zapytać — jak pyta dziecko, które uczy się mówić: co to jest drzewo, co to jest księżyc, co to jest kwiat?

Czy w odczuciu człowieka, który las musiał traktować jako partyzancką kryjówkę, dla którego „pójście do lasu” nieuchronnie kojarzyło się z zabijaniem — słowo to w dalszym ciągu wiąże się z ‘sielankowym pięknem natury i oznacza miejsce, gdzie się zbiera jagody i przeżywa miłość? (Jak dobrze ze zbioru Czerwona rękawiczka.) Taki las trzeba dopiero stworzyć. Czy najpospolitszy rekwizyt poetów, księżyc, może pojawić się jeszcze w wierszu lirycznym, skoro owo romantyczne „słońce kochanków” stało się, „uczestnikiem” wyzbytego ^yszelkiej wzniosłości dwudziestowiecznego dramatu śmierci?

człowiek zgasł księżyc świeci księżyc świeci pusta ulica twarz umarłego kałuża wody

(Księżyc świeci ze zbioru Czerwona rękawiczka)

Prozatorską surowość i „antypoetyckość” poezji Różewicza wypływają nie z braku wrażliwości poety na piękno, lecz z przeświadczenia, iż owo piękno nie stanowi już jego własności. W świecie, który uległ katastrofie, może ono być co najwyżej przedmiotem nostalgii; można do niego tęsknić, tak jak się tęskni do bezpowrotnie utraconego dzieciństwa, jak sielankowi poeci tęsknili do wyimaginowanej utopii Złotego Wieku, lecz wobec współczesnych problemów pozostaje ono całkowicie bezsilne, nie jest bowiem w stanie wyjaśnić świata. Porozumienie teraźniejszości ze sztuką przeszłości zostało zerwane. Są to dwa światy posługujące się różnymi językami, toteż odwiedziny w przeszłości mogą mieć tylko taki przebieg:

Rozstąpi się ściana

wejdę do nieba w zabłoconych butach

usiądę przy stole i opryskliwie będę odpowiadał na pytania [...]

Z głową w dłoniach

tak siedzę i siedzę. Jakże im

opowiem o tej długiej

i splątanej drodze [...]

Nie — przecież nie mogę im 

powiedzieć że człowiek człowiekowi skacze do gardła.

(Powrót ze zbioru Czerwona rękawiczka)

Sytuacja poety sprzed wielkiej katastrofy różni się zasadniczo od sytuacji poety współczesnego. Dawnemu poecie świat był dany i był jego własnością, zupełnie oczywistą. Jego twórczość polegała na radosnym uczestnictwie w tym świecie, na opatrywaniu gp pięknymi komentarzami. Poeta współczesny musi sobie dopiero zbudować świąt. To bowiem, co istnieje, zmieniło swój pierwotny charakter i nie może być tłem radosnego obrzędu twórczości. Kwitnące drzewo życią stało się drzewem szubieniczńym. Natura, która zawsze była dla poetów nosicielką sensów istnienia, i gdzie zawsze, nawet w najbardziej niesprzyjających okolicznościach cywilizacyjnych, człowiek umiał odnaleźć poczucie więzi ze światem, przestała użyczać schronienia, ponieważ doświadczenia ludzkie pobiegły tokiem zupełnie przeciwnym w stosunku do jej porządku. Zniknęły wszystkie punkty styczne prócz jednego: śmierci, która jest zresztą śmiercią „wynaturzoną”. Poeci romantyczni wielbili naturę dziką, pierwotną, starali się do niej upodobnić. Poeci klasyczni odwrotnie — starali się ją „ucywilizować”. Człowiek współczesny przekształca naturę, zarażając ją śmiercią. A zatem:

Byli szczęśliwi dawniejsi poeci Świat był jak drzewo a oni jak dzieci

cóż ci powieszę na gałęzi drzewa Na które spadła Żelazna ulewa

Byli szczęśliwi

dawniejsi poeci 

Dokoła drzewa

tańczyli jak dzieci [...] 

A nasze drzewo w nocy zaskrzypiało I zwisło na nim pogardzone ciało

(Drzewo ze zbioru Srebrny kłoś)

Istnieje więc zasadnicza przepaść między przeszłością a teraźniejszością. Wartości tych epok są nieporównywalne. Współczesny człowiek został jak gdyby opuszczony przez historię i niewiele może się już od niej nauczyć. Szczególnie wyraziście ujmuje tę sprawę wiersz Streszczenie ze zbioru Twarz trzecia. To, co z dzieła Szekspira daje się przełożyć na język naszych czasów, to jedynie fakty: bezlitosne konflikty, w jakie uwikłany jest człowiek, jego zachowania okrutne i bezsensowne, a przecież dla człowieka XX wieku tak oczywiste, że można je opowiadać dziecku: 

Opowiadam mojemu synowi Hamleta [...]

rodziła się gniła

w nim miłość

którą trzeba było otruć

którą trzeba było odciąć

więc ciął mieczem na ślepo

którą trzeba było odgryźć    .

więc gryzł

którą trzeba było utopić jak ślepe szczenię

więc skazał na śmierć niewinną dziewczynę

Nieporównywalne są natomiast próby wyjścia, próby rozwiązania tych wszystkich konfliktów i sytuacji:

Pytanie

które sobie zadał Królewicz Duński przemilczałem

to zbyt okrutny i prostacki żart dla współczesnego człowieka.

Człowiek współczesny, człowiek, który „ocalał prowadzony na rzeź”, nie może już upatrywać w śmierci wzniosłego tragizmu. Może tylko być. Hamlet wiedział, z kim walczy. Przeciwnikiem człowieka współczesnego jest Nic, owa anonimowa siła społeczna, machina rządząca współczesną rzeczywistością, wytworzona przez człowieka i skierowująca się przeciwko niemu samemu (zob. wiersz Nic w płaszczu Prospera w zbiorze pod tym samym tytułem).

A więc chodzi tu o coś więcej niż o pozostałość wojny. Wojna w sposób szczególnie drastyczny ujawniła tylko i spotęgowała ów rozpad wszelkich systemów wartości, na jakich wspierał się dotychczasowy ład społeczny, jedność dorobku kulturalnego i sytuacja duchowa jednostki.

Pierwszy tomik Różewicza nosił tytuł Niepokój i wyrastał bezpośrednio z doświadczeń wojennych. Ale ów niepokój, miast wygasać, zatacza z biegiem lat coraz szersze kręgi; dotyczy charakteru współczesnej cywilizacji i stanu, w jakim znajduje się kultura. Rozpad wartości jest bowiem nie tylko wynikiem dziejowych kataklizmów, lecz i konsekwencją stopniowego procesu dehumanizacji świata. Świat zdehumanizowany nie potrafi się dogadać ze światem ludzkim; świat, którym rządzi Nic w ludzkim tylko przebraniu — ze światem, gdzie gospodarował człowiek. Bariera oddzielająca teraźniejszość od przeszłości nie znika. I chociaż przedział ów dotyczy głównie płaszczyzny etycznej, to przecież jego wyznaczniki są zupełnie obiektywne. Dawny świat posiadał wyraźne punkty orientacyjne. Posiadał, jak mówi poeta, dno, na które; można było się stoczyć, z którego można było się podnieść. Wiadomo było, co jest upadkiem, a co wzlotem:

Zbuntowni ludzie

potępione anioły

spadały głową w dół

człowiek współczesny

spada we wszystkich kierunkach

równocześnie

w dół w górę na boki

na kształt róży wiatrów

(Spadanie ze zbioru Twarz trzecia)

Różewicz nie proponuje żadnych określonych wyjść z tak zarysowanej sytuacji. W odróżnieniu od romantycznego wieszcza poeta współczesny nie rości sobie prawa do jpozycji przywódcy i nauczyciela. Pozostawia te zadania innym. Sam ogranicza się jedynie do stwierdzania faktycznego stanu rzeczywistości, do zdzierania masek, odsłaniania twarzy. Toteż zrozumiałe, że każde działanie usiłujące świat upiększyć i poetycko ubarwić, chociażby to miało służyć „pokrzepieniu serc” — traktuje jako mnożenie pozorów. A poezja, którą chce tworzyć, ma wszak burzyć pozory. Pokazuje światu lustro. I to nieprawda, że jest „niezrozumiała”, że „nie trafia do zwykłego odbiorcy”. Ci, którzy tak twierdzą, nie chcą jej po prostu rozumieć. Z tych samych powodów,, dla jakich niektórzy nie lubią się fotografować.

W jakim jednak celu prowadzi poezja tę demistyfikatorską działalność? — Otóż, człowiek posiada umiejętność przystosowywania się"do każdej sytuacji, najbardziej nawet nienormalnej i nieludzkiej; zbyt łatwo nieraz się g o d z i i nadaje temu, co nienormalne, pozory normalności. I ta właśnie nienormalna normalność — nazwana niegdyś przez Różewicza „,naszą małą stabilizacją” — jest przedmiotem jego niepokoju. Budzenie niepokoju to odbieranie pozorów normalności temu, co stało się nienormalne, to wyzwalanie sprzeciwu i buntu, to zmuszanie człowieka do zadawania pytań — sobie i światu. Niepokój jest początkiem poszukiwań, tak jak stabilizacja jest początkiem zamierania.

Do góry