Ocena brak

Bruno Jasieński - Słowo o Jakubie Szeli

Autor /Wincent Dodano /29.04.2011

(Prolog)

W białe noce od rżysk i gumien,

porośniętych i mchem, i mgłą,

pozbierałem tę pieśń, jak umiem,

i przynoszę skrwawioną i złą.

Rozhuśtała już jesień tysiącem batut

krzywe wierzby nad stawem w takt żabich gam.

Na ostatni fałszywy czerwienny atut

dzisiaj w durnia ze śmiercią gram.

Może jutro już przejedzie traktor

po tych polach jak łaty płacht,

przyjdzie zmierzchczarnobrody faktor

weźmie ziemię w swój czarny pacht.

I na dziesięć mil w krąg czy na sto,

Kędy łan się pod sierpem kładł,

Wstanie wielkie kamienne miasto,

Nieprzejrzany, sześcienny sad.

I gdy znowu się noc rozgwiezdni

w białej mszy księżycowych plam,

będą zwisać nad ścieżką jezdni

ciężkie jabłka łukowych lamp – –

W białe noce, zza kęp ostrężnic,

gdzie chowała się słońca rzyć,

wychodziła ta pieśń na księżyc

godzinami po psiemu wyć.

Przykucała na polu, za kępą chwastów,

kołysała się, chwiała jak zwiędła nać.

Kiedy rankiem ją spłoszył pastuch,

krople krwi było w bruzdach znać.

Raz ta pieśń – zaszła mnie w życie, za łąką,

powaliła, przygniotła, kazała: służ!

i wyrwała mi język jak płony kąkol,

a miast niego wetknęła mi nóż.

Przyszła zimą skostniała, skomlała: milczę!

przypytała się: ogrzej! jęczała: krew!

A w zanadrzu urosła w żarłoczne wilcze,

nakarmiła się sercem, sięgnęła trzew – –

Kiedyś wiosna otworzy na ścieżaj

pestki serc rozłupane przez pół,

zasiądziemy przy jednej wieczerzy,

będzie ziemia jak jeden stół.

Wstrzyma dzień ten swój pęd, co prze go,

gdy mu krzyknął nie zachodź! stań!

Zniesie każdy, co ma najlepszego,

będzie świat cały – kartą dań.

Na ten dzień krasnolicy i gwarny,

zwiastowany przez grad i szkwał,

zasiądziemy, czerwony i czarny,

zmywać barwy z sztandarów i z dał.

Na ten dzień – pokłon jutru od dzisiaj –

trzepocącą się we krwi jak karp,

na glinianej przynoszę wam misie

tę złą pieśń – – mój największy skarb!

(Słowo o Jakubie Szeli, 1926)

Podobne prace

Do góry